Monitory

Przegląd paneli LCD: 19'' LG Flatron L1952S

Michał Szukała | Redaktor serwisu benchmark.pl
Dyskutuj z nami

L1952S to nowa propozycja LG, tym razem z dolnej półki cenowej. Zaoszczędzono po części na funkcjonalności, a po części na obudowie, czego efektem jest urządzenie dysponujące dziewiętnastocalową matry

charakterystyka
   
typ matrycy
19" TN
plamka 0.294 mm
powłoka ekranu
matowa
 
rozdzielczość
1280x1024
 
czas reakcji
8 ms
(realne 10-12 ms)
Jasność / Kontrast
300 cd/m2 ; 1400:1
 
paleta barw
16.2 mln
 
Kąty widzialności
poziom / pion
160°/160°
realne 125°/120°
wyjścia/wejścia
D-Sub
 
inne cechy
F-Engine
 
wyposażenie
instrukcja, kabel D-Sub
 
oprogramowanie
forteManager 2.0
 
     
ergonomia
   
regulacja wysokości
regulacja nachylenia
Pivot
obrót w poziomie
NIE
TAK, 0 ° przód, 25 ° tył
NIE
NIE
 
możliwość zawieszenia
TAK
 
zasilacz
wbudowany
 
szerokość ramki
boki 1,2cm, góra 1,3cm, dół 1.6 cm
 
spełniane normy
ISO 13406-II, TCO03
 
inne przydatne
blokada Kensington
 
     
warunki gwarancyjne
36 miesięcy
 
opakowanie
kartonowe pudło, styropianowe wypełnienia
 

Wygląd zewnętrzny

Po niedawnej recenzji monitora L1732P przedstawiamy kolejny model koncernu LG. Opisywany L1952S to nowa propozycja tego producenta, tym razem z dolnej półki cenowej. Zaoszczędzono po części na funkcjonalności, a po części na obudowie, czego efektem jest urządzenie dysponujące dziewiętnastocalową matrycą, które kosztuje zaledwie 1000 złotych.

Obudowa monitora jest dobrze wykonana i dopasowana. Trochę szkoda, że pokryto ją nienajlepiej wyglądającą srebrną farbą, ale cóż, w tej cenie nie można mieć wszystkiego. Tworzywo potrafi czasem skrzypieć, lecz poza tym nie ma się tutaj do czego przyczepić.

Dzięki zastosowaniu wąskiej ramki, w monitorze zdecydowanie wyróżnia się matryca, a obudowa jest tylko dodatkiem - czyli dokładnie tak, jak naszym zdaniem być powinno. Dzięki temu L1952S prezentuje się bardzo ładnie.
Tylna część monitora prezentuje się zaskakująco dobrze - wbudowany zasilacz, choć zwiększa nieco grubość konstrukcji, zajmuje tylko część wysokości obudowy.

Przyciski ukryto w tylnej części na prawym boku zintegrowanego z obudową zasilacza. O pracy urządzenia informuje niewielka, zielona dioda w prawym-dolnym rogu.

Wyposażenie i ergonomia

L1952S po wyjęciu z pudła trzeba zmontować. Najpierw montujemy nogę, a dopiero w niej osadzamy w podstawkę na monitor. Wszystko odbywa się intuicyjnie i bez konieczności użycia śrubokręta.

Okrągła podstawka, chociaż w pełni plastikowa, dobrze spełnia swoją rolę. Trochę gorzej jest z nogą. Nie da się jej podwyższyć ani obrócić, a na dodatek osadzony na niej ekran zachowuje się trochę jak jabłko nabite na cienki patyk. Nie ma obaw o to, że coś się z nim stanie, ale trzyma się nieco mniej stabilnie, niż w innych monitorach. Lekkie szturchnięcie w biurko i już panel kołysze się.

W 1952S jest jedynie wejście analogowe D-Sub oraz gniazdo zasilania. Warto przy tym wspomnieć, że monitor umożliwia wykorzystanie blokady w standardzie Kensington.

Skrytykować musimy przyciski.  Mniejsza już o to, że zostały umieszczone w miejscu trudno dostępnym. Najgorsze jest to, że mimo swoich pokaźnych rozmiarów są bardzo niewygodne. Wciskają się twardo i zbyt głęboko. Do tego wyłącznik (pierwszy od dołu) w żaden sposób nie odróżnia się od reszty, przez co łatwo wcisnąć go przypadkowo.

Poza menu, przyciski pozwalają na aktywację funkcji F-Engine oraz automatyczną synchronizację obrazu z analogowym sygnałem z karty graficznej.