Towarzyszył mi na urlopie. Spisał się doskonale

Przygotowując się do urlopu na Islandii i pakując ostatnie rzeczy do bagażu, stanąłem przed kluczowym wyborem: zabrać swojego leciwego już Apple Watcha SE2 czy może jednak wybrać Huawei Watch Fit 5 Pro. Wybrałem tę drugą opcję.

Huawei Watch Fit 5 ProHuawei Watch Fit 5 Pro
Źródło zdjęć: © WP | Norbert Garbarek
Norbert Garbarek

Pakowanie na dwutygodniowy urlop na Islandii nie należy do najłatwiejszych czynności. Nagle okazuje się, że wielkie plecaki, które w sklepie wydają się pomieścić przynajmniej pół zawartości średniej wielkości szafy, wcale nie są tak pojemne. Wszystko trzeba więc analizować i przemyśleć - czy aby na pewno tego potrzebuję, czy się przyda, czy sprawdzi się w surowych warunkach... I w moim przypadku te dywagacje dotyczyły nie tylko odzieży, ale też elektroniki.

Islandia to mnóstwo spacerów, aktywności - a więc fajnie móc śledzić te aktywności na smartwatchu. Ale jakim? Na co dzień korzystam z Apple Watch SE2, który już - mówiąc zupełnie szczerze - ma swoje lata i choć na co dzień spisuje się świetnie, to daleko od domu, na wulkanicznej wyspie - może irytować mnie swoją nienajlepszą już baterią.

Dobrze się złożyło jednak, bo przed wyjazdem na urlop - byłem po testach Huawei Watch Fit 5 Pro. A że producent nie chciał odbierać go przez kolejne dwa tygodnie, postanowiłem, że sprawdzę, jak ten nowy zegarek spisze się właśnie na Islandii. Wszak obiecywał on dużo - szeroki zakres pomiarów związanych ze zdrowiem i samopoczuciem, długi czas pracy na baterii i świetne śledzenie aktywności. Wszystko więc, czego potrzebowałem na tak długi wyjazd. Apple Watch SE2 został zatem w domu, a Huawei Watch Fit 5 Pro poleciał ze mną.


WIDEO
Światła gasną w samolocie przed lądowaniem? Tak ma być


Czy Islandia to duże wyzwanie dla Huawei Watch Fit 5 Pro?

Na szlakach zegarek zamieniał się w coś bardziej użytecznego niż połowa sprzętu, który miałem w plecaku. GPS działał szybko i trzymał sygnał nawet tam, gdzie telefon zaczynał się gubić. Śledzenie trasy, wysokość, tempo - wszystko w garści, dosłownie. Przy bardziej wymagających podejściach miałem na ręku pełną mapę aktywności i świadomość, że tętno właśnie "mówi" mi: może zwolnij, zrób krótką przerwę na zdjęcia.

Zegarek lubił dawać mi rady. Funkcja oceny gotowości do treningu - codzienny wskaźnik bazujący na śnie, regeneracji i obciążeniu z poprzednich dni - kilka razy wskazywała wprost: odpocznij, zrób dziś spokojniejszy dzień.

  • Huawei Watch Fit 5 Pro - treningi
  • Huawei Watch Fit 5 Pro - treningi
[1/2] Huawei Watch Fit 5 Pro - treningi Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Norbert Garbarek

Do tego wbudowany czujnik temperatury skóry robił swoje bez słowa skargi. Islandia potrafi w ciągu godziny przejść od słońca do deszczu - i z powrotem. Zegarek reagował na to ze stoickim spokojem, notując zmiany i składając je do dziennika zdrowia jak sumienny kronikarz mojej biologicznej adaptacji do subarktycznego klimatu.

Huawei Watch Fit 5 Pro miał co mierzyć również w czasie, kiedy nie byłem szczególnie aktywny. Monitorowanie snu to funkcja, którą doceniłem, mając ten sprzęt na nadgarstku. W miejscu i okresie, kiedy w nocy jest jasno, bardzo zależało mi na tym, aby kontrolować, czy śpię zdrowo. Pokazywanie faz snu, SpO2, poziomu stresu - to wszystkie dane, które Watch Fit 5 Pro chętnie serwował po przespanej nocy. Z oceną, radami i subtelną sugestią, co robić inaczej, aby wysypiać się lepiej.

  • Huawei Watch Fit 5 Pro - monitorowanie snu
  • Huawei Watch Fit 5 Pro - monitorowanie snu
[1/2] Huawei Watch Fit 5 Pro - monitorowanie snu Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Norbert Garbarek

Osobny rozdział należy się fotografii. Przyjechałem na Islandię z aparatem i ambicjami, co oznaczało sporo czasu spędzonego w pozycji leżącej na mokrym żwirze, czekając na właściwe światło. Zegarek przy tej okazji dowiódł przydatności, o której wcześniej wcale nie myślałem, bo była tak naturalna: sprawdzanie powiadomień bez wyciągania telefonu z kieszeni kurtki. Gdy masz na sobie trzy warstwy ubrań i rękawiczki, każde sięganie do kieszeni to czynność, która potrafi mocno zirytować. Na nadgarstku wystarczył rzut oka. Ważne czy nie - i wracałem do kadru. Naturalnie - nie jest to funkcja unikalna dla Huawei Watch Fit 5 Pro, ale doceniam, że ekran AMOLED tego smartwatcha spisywał się świetnie w każdych warunkach. Bez znaczenia, czy było silne słońce, czy też padał deszcz - każde powiadomienie było czytelne.

Na koniec zostawiłem najważniejszą kwestię - czyli czas pracy na baterii. Wiadomo - będąc na urlopie, i to w miejscu, które wiąże się z wieloma aktywnościami fizycznymi - niekoniecznie mam ochotę ładować codziennie zegarek i im bliżej wieczora - zastanawiać się, czy nie zabraknie prądu do końca dnia. No i Huawei Watch Fit 5 Pro spisał się w tym aspekcie naprawdę świetnie. W warunkach, gdzie zegarek musi przez całą dobę monitorować szereg parametrów, aktywności zajmują po kilka godzin, a do tego nie brakuje mroźnych podmuchów wiatru - sprzęt nie wołał o ładowanie każdego wieczora. W naprawdę trudnych warunkach do pełna naładowana bateria zapewniała trzy pełne dni pracy - ale bardzo intensywnej.

Zegarek pokazał swój charakter

Huawei Watch Fit 5 Pro nie jest zegarkiem, który magicznie zmienił moją podróż. Ale jest zegarkiem, który mi w niej nie przeszkadzał - a to różnica fundamentalna. Robi swoje po cichu, bez wołania o ładowanie i skutecznie. Na Islandii, gdzie każdy sprzęt prędzej czy później pokazuje swój charakter, pokazał go całkiem przyzwoicie.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ