Alienation – wybuchowa zabawa nie z tej ziemi

Tym razem obcy atakują w... widoku izometrycznym. Alienation przypomina gry taktyczne, ale tak naprawdę to rasowa strzelanina po brzegi nafaszerowana trotylem.

Dobry kosmita to martwy kosmita

W 2010 roku studio Housemarque przygotowało specjalnie na konsole Sony krwisty kąsek - strzelaninę Dead Nation. O co w niej chodziło? Najprościej rzecz ujmując, o masowe mordowanie zombiaków w widoku izometrycznym. Eksplozje, rozbryzgi krwi, trochę humoru i mroczna atmosfera osaczenia. Jasna sprawa, brzmi to sztampowo, ale życzmy sobie więcej takich sztamp, bo gra wyszła im naprawdę nieźle. Nic więc dziwnego, że doczekała się odświeżenia na PlayStation 4, a w roku 2016 zadebiutowała jej następczyni, czyli Alienation.

Alienation - wybuch

Najnowszy tytuł Housemarque to pod wieloma względami kopia Dead Nation, jednakże wykonana w sposób bardzo wyrafinowany. Potyczki grupki ocaleńców zastąpiły operacje komandosów, a cały klimat produkcji dostał militarnych rumieńców.

Jednak są rzeczy, które pozostają niezmienne – widok izometryczny, nadciągające ze wszystkich stron hordy przeciwników i frajda z drużynowego rozrywania ich na strzępy.

Światowe życie

Na początek wybieramy jedną z trzech klas postaci (więcej o nich za chwilę) i zaraz potem zostajemy przeniesieni do ekranu dowodzenia, którego głównym elementem jest mapa świata. To tutaj właśnie przystępujemy do kolejnych misji, oznaczonych czerwonych punkcikami rozsianymi po globie.

Alienation - mapa świata

Akcja gry toczy się podczas inwazji Ksenosów (czytaj: bezwzględnych paskud z kosmosu) na naszą piękną, błękitną planetę, a zadaniem kontrolowanych przez nas żołnierzy jest odbijanie kolejnych przyczółków z rąk wroga.

Fabuła potrafi wprawdzie czasem zaskoczyć, ale w gruncie rzeczy posiada ona prostą, chłopsko-robotniczą konstrukcję. Co wyjątkowo nie jest zarzutem, bo taka opowieść idealnie pasuje do beztroskiego zamieniania Ksenosów w góry parującego mięcha.

Alienation - unoszący się pył

Krótko mówiąc – świat czeka na ocalenie, a palec drży na spuście. Na co więc czekać? Po wyborze misji zostaje nam do podjęcia jeszcze tylko jedna decyzja. Czy wcielimy się w rolę dowódcy oddziału czy podczepimy się pod bardziej doświadczonego kombatanta Alienation? 

Jest, oczywiście, jeszcze trzecia opcja, czyli gra solo. Jednak ten wariant zdecydowanie nie jest faworyzowany ani przez twórców, ani przez samych graczy. Misje są często tak wymagające (niezależnie od poziomu trudności, jaki wybierzemy), że bez wsparcia kumpli ani rusz.

Alienation - gra solo

Dlatego też zadbano o to, żebyśmy nigdy nie musieli przedzierać się sami przez obściskujące nas śluzowatymi mackami stada Ksenosów. Możemy swobodnie wskakiwać w środek misji rozpoczętej przez innego gracza albo też samemu prowadzić oddział, który nawet w trakcie zażartej potyczki zwerbuje nowego członka.

Alienation - 4 osobowy oddział

A skoro już mowa o wyzwalaniu świata i grze wieloosobowej, warto wspomnieć, że nie tylko pojedynczy gracze dumnie noszą barwy swojego kraju na kartach statystyk, ale też całe państwa rywalizują w światowym rankingu „obcobójców”. Dodajmy, że każdy patriota powinien przyjrzeć się bliżej czołówce tej tabeli. Jak widać, nikogo kosmici tak się nie boją jak ułanów znad Wisły w ich lśniących egzopancerzach.

Alienation - ranking z Polską na czele

Z palcem na spuście i głową na karku

Sama mechanika Alienation niektórym może się wydać oczywista i starczy im rzut oka na zdjęcia, żeby przejrzeć ją na wylot. Dla jasności pokuszę się jednak o nieco dłuższy opis.

Mogłoby się wydawać, że wszystko, czego wymaga od nas najnowszy tytuł Housemarque to bezlitosne duszenie przycisku R2 i energiczne machanie gałką we wszystkie strony. Po części jest to prawda, bo refleks nie pozostaje tu bez znaczenia. Tym niemniej Alienation oferuje znacznie więcej, niż tylko aerobik dla kciuka i palca wskazującego.

Alienation - walka z Nadzorcą

Na pierwszy rzut oka tę izometryczną strzelaninę z obcymi można pomylić z XCOM-em. Choć wizualnie oba tytuły są nieco podobne, tak naprawdę różnią się od siebie jak człowiek od kosmity.

Nie znaczy to jednak, że w Alienation brakuje elementów taktycznych. Samo wbieganie w hordę Ksenosów z okrzykiem na ustach i nadzieją w sercu na niewiele się tutaj zda.

Alienation - ofiara ksenoskiego snajpera

Poza wyborem odpowiedniego typu broni, warto też wykorzystać teren i lepiej poznać swojego przeciwnika. Rozmieszczone na polu bitwy auta pozwalają zaoszczędzić sporo amunicji, a nawet mogą ocalić nam życie, kiedy zdecydujemy się wysadzić je w powietrze z odpowiednim wyczuciem czasu.

Alienation - miotacz ognia w akcji

Choć czytanie bestiariuszy nie należy do ulubionych praktyk fanów strzelanin, w przypadku Alienation warto przyjrzeć się bliżej strategii przeciwników. Zwłaszcza, że kosmiczne poczwary wykazują się nie lada kreatywnością, eksplodując prosto w twarz kwasową zawartością swoich odwłoków, likwidując nas strzałami z galaktycznych snajperek lub teleportując się na tyły naszego oddziału.

Alienation - bestiariusz

Żeby jednak nie przesadzić w tych pochwałach taktycznej strony rozgrywki, zaznaczmy głośno i wyraźnie, że Alienation to przede wszystkim wybuchowa strzelanina. Trzeba przy niej czasami pogłówkować, ale nie więcej, niż przy niektórych FPS-ach. Liczy się przede wszystkim beztroska masakra. I narzędzia, za pomocą których możemy jej dokonać...

Alienation - wybuchowa strzelanina

Całe żelastwo Alienation

Otóż to! Dobry arsenał to podstawa. I chyba nikogo nie rozczaruje zbrojownia Alienation. Znajdziemy tutaj wszelkiego rodzaju śmiercionośne ustrojstwa. Od zwykłych karabinów, po miotacze ognia, rakietnice, granaty kasetowe i zdalne, miniguny, strzelby i tajemniczo, acz obiecująco brzmiące superstrzały.

Alienation - różne rodzaje broni

Każdy z tych rodzajów broni wymaga przyjęcia odmiennej strategii walki, ale też każda z nich jest dopasowana do odmiennych warunków. Być może wielbiciele strzelanek uznają to, co piszę, za dość trywialne, ale moim zdaniem w Alienation ten funkcyjny podział broni jest jeszcze istotniejszy, niż – przykładowo – w FPS-ach.

Nic więc dziwnego, że przy tak wielkim wyborze pukawek, każde otworzenie znalezionej na polu bitwy skrzynki każe nam zagryzać paznokcie w pełnym podniecenia oczekiwaniu. Czy tym razem trafi się prawdziwa perełka?

Wprawdzie wraz z poziomem trudności rośnie szansa na znalezienie legendarnego przedmiotu, ale wciąż wiele zależy od szczęścia. Co więcej, część rodzajów broni może być ulepszana, a wraz z tym pula miotaczy ognia, rakiet i ołowiu poszerza się jeszcze bardziej.

Alienation - znalezienie złotej broni

Choć typy broni dostępne w grze są wykorzystywane w taki sam sposób przez wszystkie trzy klasy obrońców Ziemi, każda z nich posiada odmienne umiejętności (trzy aktywne i trzy bierne). Biospecjalista to bohater drugiej linii. Wspiera innych zdolnością leczenia, biologicznymi atakami na nadciągających przeciwników lub przyzywa mechaniczną „kawalerię”. 

Alienation - podsumowanie misji

Obrońca to twardziel, który nie tylko w razie potrzeby osłoni tarczą kumpli z oddziału, ale też odrzuci na bok Ksenosów elektromagnetycznym wstrząsem. Ostatnia z klas to sabotażysta, czyli ninja dwudziestego pierwszego wieku. Poza zdolnością do maskowania potrafi on także zesłać na zastępy wroga nalot dywanowy.

Alienation - nalot dywanowy

Krótko mówiąc, w Alienation jest po co grać. Co i rusz można znaleźć kawał solidnego sprzętu, który poskromi nawet śmiertelnie groźnych przeciwników, a charakterystyczne dla każdej klasy drzewko umiejętności pozwoli nam zainwestować zdobyte punkty w nowe talenty naszej postaci. To ważne, bo nawet pozornie bezsensowna jatka tak naprawdę musi do czegoś prowadzić, żeby na dłużej utrzymać naszą uwagę.

W jasnym świetle eksplozji

Powiedzieliśmy już o tym, że ogólnie rozumiana mechanika daje satysfakcję pierwszej klasy. Ale z drugiej strony... izometryczny widok? W czasach, w których każde kolejne Call of Duty daje nam pierwszoosobowe fajerwerki, Battlefield serwuje hiperrealizm i nawet Fallout dawno już zrezygnował z patrzenia na czubek głowy bohatera? Czy gier w widoku izometrycznym nie powinno się wydawać na smartfony, zamiast zapychać nimi rynek konsol ósmej generacji?

Nic bardziej mylnego! Alienation być może wizualnie nie robi aż takiego wrażenia jak wspomniany Wiedźmin 3 czy Battlefield 4, ale wciąż potrafi wcisnąć w fotel. Lokacje są naprawdę nastrojowe – od zawianych śniegiem baz wojskowych Alaski przez futurystyczne korytarze krążownika Ksenosów, aż po opustoszałe dzielnice ukraińskiej Prypeci, - i każda z nich została estetycznie zaprojektowana nawet w najmniejszych szczegółach. 

Alienation - świetna oprawa wizualna

Czasami wprost nie mogłem oderwać wzroku od podziurawionej kałużami drogi czy też zawiewanych na ekran liści. Wszystko to potęgowało niesamowitą atmosferę świata opanowanego przez Ksenosów. 

A kiedy już w Alienation zaczyna się akcja, to zaczyna się w pełnym tego słowa znaczeniu. Przy eksplozjach wzbijają się w powietrze chmury kurzu, pociski znaczą krajobraz świetlistymi smugami, a hordy kosmitów sprawiają wrażenie, jak gdyby lada moment miały wyjść z ekranu, niczym znana z japońskiego horroru Sadako. 

Niby to tylko widok izometryczny, ale nie warto go bagatelizować, bo warstwa wizualna Alienation prezentuje się naprawdę wyśmienicie.

Alienation - klimatyczne lokacje

Bez kanapy jak bez ręki

Niestety, jak uczą stare porzekadła, każda moneta ma dwie strony, a kij – dwa końce. Podobnie jest z Alienation. Można wytknąć jej całkiem sporo drobnych wad, takich jak miejscami irytujący system aktywnego przeładowania, stosunkowo niewielka liczba umiejętności do rozwinięcia, czy też pewna powtarzalność misji.

Natomiast ja chciałbym podkreślić tylko i wyłącznie jedno uchybienie twórców. Jest nim brak tak zwanej kanapowej kooperacji. Innymi słowy – podzielony ekran w Alienation nie ma prawa bytu. Jest to tym dotkliwsze, że mamy do czynienia z tytułem tak cudownie staromodnym (rzecz jasna, w jak najlepszym znaczeniu tego słowa) i „arcade'owym”, że nadaje się do tego rodzaju gry wieloosobowej wprost idealnie.

Alienation - wejście do tajnej bazy

Dlaczego twórcy nie uwzględnili tej opcji? Co nimi kierowało? Nie sposób odgadnąć! Dobrze chociaż, że pojawiła się zapowiedź wprowadzenia tego trybu. Wprawdzie wciąż do końca nie wiadomo, kiedy to nastąpi i jaki będzie jego finalny kształt, ale nadzieja na zmianę łagodzi irytację spowodowaną tym olbrzymim przeoczeniem.

Alienation - oczekiwanie na ewakuacje

Lock and load

Alienation wygląda bardzo „oldskulowo” i nie chodzi tylko o warstwę wizualną, ale też o sam projekt rozgrywki. Czy to wada? W żadnym razie! Chciałoby się, żeby każda inwazja kosmitów na nasze konsole była tak udana. Retro czy nie retro, najnowszy tytuł ze stajni Housemarque doskonale się sprawdza jako wyzwalająca hektolitry adrenaliny strzelanina.

Alienation - oldskulowe strzelanie

Twórcy twierdzą, że jednym z ich celów było stworzenie modelu rozgrywki, który uzależniałby jak żaden inny. Coś w tym jest, bo nawet po długiej sesji z Alienation od ekranu trudno się oderwać.

Zamiast wyłączyć konsolę, zmówić paciorek i iść spać, człowiek nie wypuszcza pada z dłoni. Jeszcze tylko jedna misja... Palce same wymierzają lufy w nadbiegających kosmitów, a usta wołają po jankesku do kompanów z oddziału: Lock and load!

Alienation - masakra na ekranie

Ocena końcowa:

  • narkotycznie wciągający model rozgrywki
  • nastrojowe lokacje
  • imponująca grafika
  • spory arsenał broni do zebrania
  • posmak "retro"
  • współzawodnictwo krajów
     
  • jedynie trzy klasy postaci
  • czasami irytujący system aktywnego przeładowania
  • powtarzalność niektórych misji
  • jak na razie brak gry wieloosobowej na podzielonym ekranie
     
  • Grafika:
    dobry plus
  • Dźwięk:
     dobry
  • Grywalność:
     dobry plus
Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY