FaceBreaker czyli obite twarze, bolące dłonie ...i skołatane nerwy

Liczne zapowiedzi Facebreaker kusiły nieskomplikowanym systemem walki, całkiem niezłą oprawą graficzną i co najważniejsze odstresowującą rozgrywką. Jako że jestem miłośnikiem dobrej konsolowej bijatyki, postanowiłem sprawdzić ile tak naprawdę warta jest nowa gra EA Sports Freestyle i ile zostało w niej obietnic jej twórców. Niestety, rzeczywistość okazała się nokautująca.

Obite twarze...

Bardzo rzadko na rynku pojawiają się pozycje odbiegające od przyjętego kanonu. Boks jest właśnie jednym z takich outsiderów. Co prawda EA Sports próbuje to zmienić kreując swoją markę bokserską Fight Night, to jednak idzie mu to dość opornie. Tym bardziej dziwić może decyzja o stworzeniu bokserskiej gry zręcznościowej, która nie dość że traktuje temat z przymrużeniem oka, to jeszcze wykazuje przebłyski oryginalności. A w przypadku EA nie zdarza się to zbyt często.

Liczne zapowiedzi Facebreaker kusiły nieskomplikowanym systemem walki, całkiem niezłą oprawą graficzną i co najważniejsze, odstresowującą rozgrywką. Jako że jestem miłośnikiem dobrej bijatyki, postanowiłem sprawdzić ile tak naprawdę warta jest nowa gra EA Sports Freestyle i ile zostało w niej obietnic jej twórców. Niestety, rzeczywistość okazała się nokautująca.


DLA CIEBIE
Samsung - przegląd oferty lodówek


Image

Obite twarze...

Facebreaker to nazwa specjalnego ciosu dobijającego przeciwnika i tym samym kończącego cały sparing. Innymi słowy jest to coś w rodzaju Fatality z serii Mortal Kombat. Jeśli do tego dodam, że wszystkie ciosy kończące jak i uderzenia specjalne nie grzeszą powagą i wielkim realizmem, to mamy już pewność, że gra ma bardziej humorystyczny charakter. Zresztą samo spojrzenie na występujące w grze, mocno przerysowane postacie sugeruje, że cała rozgrywka będzie niezwykle zwariowana.

Image

Jak w każdej grze bokserskiej celem jest znokautowanie przeciwnika. Tutaj przed całkowitym nokautem trzeba naszego oponenta dwukrotnie położyć na deski. Musimy tego dokonać w ciągu trzech rund, gdyż w przeciwnym wypadku o rozstrzygnięciu zadecyduje runda tak zwanej „nagłej śmierci”, gdzie wygrywa ten, który pierwszy pozbawi drugiego przytomności. Można to wszystko przyśpieszyć dzięki wykorzystaniu w pełni naładowanego wskaźnika ciosów specjalnych i „wykręcenia” tytułowego FaceBreaker’a. Nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać, bo uderzenia specjalne są stosunkowe wolne i aby mieć pewność, że „wejdą” w cel, trzeba je wykonać w momencie zamroczenia przeciwnika. W przeciwnym razie zostaną z pewnością zablokowane.

Image

Największym atutem gry, na który wielokrotnie wskazywali jej twórcy, jest możliwość stworzenia własnej postaci, a właściwie jej twarzy. Chodzi o to, że w czasie normalnej gry wszystkie ciosy „wypłacone” szczodrze zawodnikowi widoczne są na jego twarzy w postaci rosnącej opuchlizny i powiększających się siniaków. W tym momencie wykreowanie jakiejkolwiek nowej twarzy nabiera całkowicie nowego znaczenia.

Istnieje nawet możliwość zaimplementowania do gry własnego zdjęcia co odbywa się za pośrednictwem serwerów EA Sports (wersja PS3 wykorzystuje do tego celu również kamerkę Playstation Eye). Firma udostępnia w sieci szereg nowych postaci stworzonych przez graczy, a dominują wśród nich osoby z pierwszych stron gazet, aktorzy i bohaterowie filmów np.: Barrack Obama, George W. Bush, Chuck Norris, Bruce Lee, Darth Maul (jest nawet sam prezes EA Sports – Peter Moore).

Image

Twórcy Facebreaker’a nie popisali się niestety w kwestii różnorodności trybów gry. Możemy pookładać pięściami przeciwników podczas zwykłych sparingów (Fight), które tak naprawdę nic do zabawy nie wnoszą. No może poza zdobywaniem potrzebnej nam praktyki w sterowaniu wybranym zawodnikiem. A jest to niezbędne, jeśli chcemy w ogóle myśleć o zwycięstwach w kolejnym dostępnym trybie zatytułowanym Brawl for it All, którego istotą jest zdobycie 4 „pasów mistrzowskich” (w każdym razie czegoś co ma je przypominać). 

Podczas zabawy przedzieramy się przez kolejnych przeciwników, a za poszczególne zwycięstwa zostajemy w pewien sposób nagrodzeni - odblokowaniem nowych postaci, ringów lub strojów. W przypadku trzykrotnej przegranej z tym samym oponentem zostajemy cofnięci do poprzedniego rywala, z którym już wcześniej wygraliśmy. Nie muszę mówić, że „im dalej w las” tym poziom trudności rośnie.

Image

Następny tryb gry nazwany Couch Royale skupia się na zabawie wieloosobowej i to dość specyficznej, bo pozwalającej na pojedynek z przyjaciółmi przy użyciu jednego pada. Nie chodzi tu o bezpośrednią bitwę na ciosy, ale na ilość pokonanych przeciwników. Ciekawy patent, ale moim zdaniem mało przydatny. No chyba, że dysponujecie zgraną ekipą przyjaciół, która gustuje we wspólnych imprezach z konsolą jako główną atrakcją wieczoru. Oczywiście nie mogło zabraknąć opcji gry w sieci, choć moim zdaniem przy tym systemie rozgrywki jaki oferuje Facebreaker jest to raczej wątpliwa przyjemność.

…bolące dłonie ...i skołatane nerwy

Zręcznościowy charakter wymusza tworzenie odpowiedniego sposobu kontroli rozgrywki. Chodzi o to, aby gracz nie tylko odpowiednio szybko załapał na czym polega zabawa, ale także błyskawicznie przyzwyczaił się do metody sterowania obowiązującej w grze. Nie inaczej powinno być w FaceBreaker’rze. Powinno, ale nie jest.

Electronic Arts przekombinował ten aspekt gry, nie biorąc pod uwagę faktu niesamowitej wręcz szybkości i dynamiki całej zabawy. Bardziej zaawansowane sterowanie wymaga od gracza niesamowitej wręcz zręczności i skupienia przez co tak naprawdę powoli znika gdzieś cała przyjemność z "głupawej" zabawy.

Na czym polega trudność? Twórcy dali każdej z postaci dostępnej w grze trzy rodzaje ciosów – dolne - na korpus, górne - na głowę i bardzo silne, ale wolne „haki” (tzw. łamacze blokad). Do tego dochodzą jeszcze rzuty. Wydaje się więc, że kontrola postaci jest prosta. Niestety diabeł tkwi w szczegółach, a konkretniej - w obronie.

Image

FaceBreaker oferuje nie tylko zwykły blok, ale również uniki i parowanie ciosów, przy czym te ostatnie wykonywane są albo przez dłuższe przyciśnięcie przycisku odpowiedzialnego za dany cios albo przez kombinacje ciosu z blokiem (obsługiwanym przez prawy trigger).

Problem w tym, że aby efektywnie zastosować unik czy parowanie trzeba to zrobić w odpowiednim czasie tj. w momencie uderzenia przeciwnika na odpowiednią partie ciała, co przy niezwykłej szybkości całej zabawy jest rzeczą niesłychanie trudną. Jednocześnie cały czas trzeba pamiętać, że po udanym bloku, sparowaniu czy uniku błyskawicznie przechodzimy do ataku. Wszystko razem powoduje, że po 30-40 minutach zabawy zaczynają boleć dłonie.

Image
Image
Image

Nie będę ukrywał, że wyłącznie konsoli przyniosło ulgę. I nie chodzi tu o chwilę wytchnienia dla bolących dłoni, ale przede wszystkim o ukojenie skołatanych nerwów. Przyjrzyjcie się filmom, które prezentuje w recenzji i zwróćcie szczególną uwagę na szybkość wyprowadzania ciosów i stosowania uników. Najważniejsze jest jednak to, że wszystkie przedstawione rozgrywki odbywały się przy ustawionym łatwym poziomie trudności.

Image

Szybkość z jakim toczą się walki może przyprawić o zawrót głowy i nie ma tu miejsca na wiele pomyłek jeśli liczymy na wygraną. Poziom trudności jest iście masakryczny i nawet na najniższym szczeblu potrafi dać nam nieźle do wiwatu.

Konsolowym przeciwnikom zdarza się oszukiwać i mam tu na myśli nie tylko towarzyszące nam uczucie, że coś za łatwo dostajemy łupnia, ale przede wszystkim sytuacje, w których ewidentnie widać, że cios zakończył się na przykład sporo od naszej twarzy, a mimo to zadał nam obrażenia. W takich sytuacjach, które niestety zdarzyły się parokrotnie chciałem dosłownie pogryźć pada ;)

Jednak nie to było powodem moich największych frustracji. Okazało się, że przeciwnicy nie przepadają za przemeblowywaniem ich twarzy i po dwóch knockdown’ach potrafią dosłownie wpaść w szał niespodziewanie przechylając szale zwycięstwa na swoją stronę. Jest to szczególnie irytujące w momencie gdy po ciężkiej walce wydaje się nam, że zwycięstwo mamy już w kieszeni.

Moja droga przez mękę doszła trybu „Brawl for it All”, w którym wielokrotnie powtarzałem tą samą walkę -  na skutek przyparcia mojej postaci do narożnika, po której następowała dosłowna „egzekucja”. Gdy w końcu udało mi się doprowadzić do sytuacji bliskiej triumfu zostałem praktycznie zdeptany przez szarżującego przeciwnika. Pomimo wielokrotnych prób scenariusz walki był właściwie stale taki sam. Do momentu gdy pisze te słowa nie udało mi się zdobyć drugiego pasa we wspomnianym wyżej trybie i szczerze mówiąc już nawet nie mam na to ochoty. Gra wylądowała na półce i zapewne tam już zostanie.

Image
Image
Image
Image

Graficzne porównanie wersji Xbox 360 i Playstation 3. Podsumowanie

Oprawa graficzna robi całkiem niezłe wrażenie. Co ciekawe nie jest ona ani zbytnio złożona, ani przesadnie szczegółowa. Wszystkie elementy znajdujące się w tle zachowują pozory dobrej jakości, podczas gdy tak naprawdę ich wykonanie nie jest najwyższych lotów. Sprytnie to jednak ukryto dzięki kontrastowej kolorystyce oprawy graficznej i szybkości całej rozgrywki. Gracz nie ma czasu na to by wpatrywać się w otoczenie.

Trochę bardziej postarano się przy tworzeniu wszystkich postaci. Nie ma tu może miejsca na wielkie zachwyty, ale z drugiej strony nie można im aż tak wiele zarzucić. Animacja jest dość płynna co wystarcza do zabawy.

Image
Image

Dochodzimy do porównania oprawy graficznej obu dostępnych wersji gry – na konsole Xbox 360 i Playstation 3. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma między nimi większych różnic. Dopiero bliższe przyjrzenie się przechwyconym ujęciom wskazuje na niewielką przewagę edycji przeznaczonej dla Xbox’a 360.

Widać to w zarówno w poziomie szczegółowości obiektów znajdujących się w tle jak i jakości niektórych tekstur na samych postaciach. Wydaje mi się, że przyczyny nieco słabszej grafiki na konsoli Playstation 3 upatrywać należy w zastosowaniu filtra rozmywającego lekko cały obraz. Zaznaczam jednak, że zauważone przeze mnie różnice nie są aż tak duże, by dyskwalifikować konsole Sony. Przyjrzycie się zresztą sami.

Image
Image
Image
Image
Image

Podsumowanie

Electronic Arts zapowiadając FaceBreaker’a rozbudził we mnie nadzieje na dobry, arkadowy boks. Z szumnych obietnic niewiele pozostało. Nie mówię, że tytuł ten jest zupełnie niegrywalny, lecz jego poziom pozostawia wiele do życzenia. Dziwić może, że w czasie gdy zostaje zaostrzona kontrola jakości w koncernie EA, a sam prezes firmy zapowiada kasowanie nawet daleko zaawansowanych projektów nie spełniających określonych wymagań (choćby całkiem nieźle zapowiadające się Command & Conquer Tiberium), produkcja taka jak opisywany FaceBreaker debiutuje na rynku.

W obecnej formie IMHO tytuł jest po prostu słaby. Niedostateczne wyważenie rozgrywki, niewielka ilość trybów i całkowity brak pomysłu na dłuższe przyciągnięcie gracza do gry. A szkoda, bo produkcja była niezwykle oryginalna i można było oczekiwać całkiem dobrego tytułu.

Wyniki sprzedaży opisywanej gry nie pozostawiają złudzeń - EA Sports odniosła kolejną porażkę, tym razem jednak na własną prośbę.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY