W maju Google zapowiedział nowy pakiet funkcji AI o nazwie Gemini Intelligence. Firma obiecywała wówczas, że jej telefony będą w stanie podejmować zadania w aplikacjach w imieniu użytkownika czy tworzyć zaawansowane widżety na podstawie słownych opisów. Seria Pixel 11 promowana jest jako "stworzona z myślą o Gemini Intelligence", ale tu pojawia się problem.
Logo Gemini Intelligence jest pierwszą rzeczą, która wyświetla się na ekranie świeżo wyjętego z pudełka Pixela 11 Pro XL. Ale już po przeprowadzeniu konfiguracji z systemu znikają jakiekolwiek wzmianki na temat tej platformy, gdyż ta nie jest dostępna w Europie z uwagi na unijne regulacje. Czy kiedykolwiek będzie? Nie wiadomo.
Nie jest to niestety jedyna niewiadoma. W chwili publikacji tej recenzji Google deklaruje, że smartfony obsługujące Gemini Intelligence to: Pixel 11, Pixel 11 Pro, Pixel 11 Pro XL, Pixel 11 Pro Fold, Galaxy Z Fold 8, Galaxy Z Fold 8 Ultra oraz Galaxy Z Flip 8. Można oczekiwać, że w przyszłości przynajmniej część funkcji trafi także na starsze Pixele, ale które dokładnie i kiedy to nastąpi? To wie tylko Google.
Ba - nawet amerykańskie Pixele 11 dostają funkcje Gemini Intelligence falami, więc nie ma nawet pewności, czy te - nawet po ewentualnym zniesieniu blokad regionalnych - będą w ogóle obsługiwać język polski. Bardzo dużo niewiadomych jak na sztandarową cechę telefonu, która ma przekonać klientów do zakupu.
Największym killer-feature'em Pixela 11 Pro XL jest dla mnie Rambler
Rambler to bardziej zaawansowany system pisania głosowego, który został zintegrowany z klawiaturą Gboard. Sztuczna inteligencja analizuje kontekst i intencję wypowiedzi, więc można dyktować tekst swobodnym, naturalnym językiem. System automatycznie usuwa słowa-wypełniacze, formatuje zdania, dodaje znaki interpunkcyjne i koryguje pomyłki w locie. Jeśli podczas mówienia użytkownik zmieni zdanie - na przykład podając najpierw błędną godzinę spotkania, a chwilę później właściwą - w oknie wiadomości pojawi się wyłącznie poprawiona wersja.
WIDEO
Funkcja ta działa fantastycznie. Można dyktować wielozdaniową wiadomość, 40 razy się zająknąć, 15 razy poprawić, a smartfon i tak wprowadzi pięknie sformatowany tekst, który od razu nadaje się do wysłania. To funkcja, której najbardziej brakuje mi na innych testowych telefonach. Ale.
W swojej najbardziej zaawansowanej formie Rambler działa w chmurze. Jako że ma spore zapotrzebowanie na moc obliczeniową, usługa została objęta bliżej nieokreślonymi limitami użycia, po przekroczeniu których (lub w przypadku utraty zasięgu) Rambler automatycznie przełącza się w tryb offline. A tryb offline działa dużo gorzej - zdarza mu się przekręcać słowa i nie koryguje pomyłek.
Niestety limity nie zostały przez Google'a precyzyjnie określone, więc najpewniej są płynne i uzależnione od bieżącego obciążenia serwerów. Mnie jak dotąd nie udało się wyczerpać limitu, ale warto wiedzieć, że nie jest to funkcja wobec której można mieć bezgraniczne zaufanie. Któregoś dnia Pixel 11 Pro XL może przejść w tryb "nie mamy pańskiej transkrypcji i co pan nam zrobi?".
Kolejną niewiadomą jest to, czy Rambler trafi także na starsze Pixele. W chwili publikacji recenzji obsługiwana jest jedynie seria 11.
Aparat Pixela 11 Pro XL wnosi sporo małych zmian, które sumarycznie robią różnicę
Podłużna wyspa z tyłu obudowy skrywa:
- aparat główny 50 Mpix (1/1,31 cala) z przysłoną f/1,68 i optyczną stabilizacją obrazu;
- aparat 48 Mpix (1/2,51 cala) z przysłoną f/1,7 i trybem makro;
- aparat 48 Mpix (1/1,95 cala) z teleobiektywem 5x, przysłoną f/2,8 i optyczną stabilizacją obrazu.
Od strony sprzętowej Google chwali się użyciem nowej matrycy aparatu głównego (choć o niezmienionym rozmiarze) oraz większego sensora pod teleobiektywem. Najważniejsze zmiany zaszły jednak w oprogramowaniu.
Aparat Pixeli 11 wprowadza funkcję Style, która pozwala zmienić sposób przetwarzania zdjęć. Do wyboru jest styl Oryginalny, Naturalny, Cienie oraz Złota poświata. Różnią się one nasyceniem kolorów, temperaturą barwową, kontrastem czy intensywnością działania algorytmów przetwarzających.
Style w wykonaniu Google'a są mniej zaawansowane niż podobna funkcja na smartfonach Apple'a, bo przykładowo iPhone'y pozwalają zmienić styl już po zrobieniu zdjęcia, a Pixele nie. Niemniej samą możliwość dopasowania aparatu do własnych preferencji uważam za spory plus, bo wciąż nie jest to rynkowy standard.
Kolejna nowość to Magiczne ujęcie. Po włączeniu tego trybu smartfon nagrywa wideo, a jednocześnie analizuje to, co dzieje się w kadrze i robi zdjęcia w momentach, które uzna za stosowne. Osobiście nie lubię zdawać się na łaskę algorytmów AI, ale działa to naprawdę nieźle. Pixel 11 Pro XL nie robi zdjęć w losowych momentach, tylko faktycznie stara się, by wszystkie kadry były "przemyślane" i stabilne.
Od strony sprzętowej najbardziej zmienił się teleobiektyw, który - dzięki większemu sensorowi - lepiej radzi sobie w trudniejszych warunkach oświetleniowych. Te zdjęcia zrobiłem z zoomem 5x Pixelem 10 Pro XL oraz Pixelem 11 Pro XL i nowy model wyciągnął wyższą rozpiętość tonalną i więcej szczegółów, co widać najbardziej po widocznych w kadrze roślinach.
Największą różnicę widać w słabiej doświetlonych sceneriach, gdzie Pixel 11 Pro XL potrafi wycisnąć więcej detali.
Google chwali się, że Pixele 11 Pro to jego pierwsze smartfony z zoomem 120x, ale to głównie marketing. Podobnie jak w przypadku poprzedniej generacji (gdzie limitem było 100x) każde przybliżenie powyżej 5x realizowane jest cyfrowo, a od 30x w górę dochodzą do tego lokalne algorytmy AI, które dorabiają brakujące szczegóły. Ich skuteczność zależy od scenerii.
Gdy w kadrze widoczne są "przewidywalne" obiekty, takie jak budynki czy rośliny, Pixel 11 Pro XL nieźle radzi sobie z przetwarzaniem obrazu. Gorzej, gdy pojawiają się obiekty, których dokładny wygląd sztucznej inteligencji odgadnąć jest trudniej, czyli chociażby ludzie. Wówczas wygenerowany obraz 120x bywa ekstremalnie rozmydlony.
Dobrą zmianą - którą Google chyba w ogóle się nie chwali, a którą przyjąłem z otwartymi ramionami - jest to, że tryb portretowy Pixela 11 Pro XL wreszcie działa także z teleobiektywem, a nie tylko aparatem głównym. Połączenie ciasnych kadrów z cyfrowo rozmytym tłem bywa naprawdę miłe dla oka.
Potencjalnie przydatną funkcją jest wbudowany teleprompter, który dopasowuje tempo przewijania do tempa czytania, ale analiza mowy działa tylko w języku angielskim. W przypadku polskich tekstów prędkość przewijania jest regulowana ręcznie, a to potrafi wiele aplikacji z Google Play.
Sama jakość zdjęć jest w mojej ocenie bardzo dobra, ale nierzucająca na kolana. Zdjęcia z Pixela 11 Pro XL są ponadprzeciętnie szczegółowe, a przy tym skutecznie odszumione. Rozpiętość tonalna stoi na wysokim poziomie, a kolorystykę czy kontrast - choć w trybie domyślnym bardzo mi odpowiadają - można dopasować pod siebie. Google wciąż nie ma jednak startu do flagowców vivo, OPPO czy Xiaomi, bo Chińczycy grają dziś w innej lidze.
Wydajność? Pixel 11 Pro XL działa OK, ale nie lubi się z grami
Google po raz szósty zastosował autorski czip, tym razem Tensor G6. Ten - co nie jest niespodzianką - wydajnościowo mocno ustępuje najnowszym układom Qualcomma, MediaTeka czy Samsunga. Jak duży jest to problem? To zależy.
Na Pixela 11 Pro XL przesiadłem się bezpośrednio po zakończeniu testów Galaxy Z Folda 8 z topowym Snapdragonem 8 Elite Gen 5. Na wejściu nie poczułem, że cofam się do średniowiecza, bo smartfon Google'a działa płynnie i zazwyczaj wystarczająco szybko. W bezpośrednim porównaniu widać jednak, że Pixel z reguły wolniej uruchamia aplikacje, zapisuje pliki czy przetwarza zdjęcia, a im bardziej złożona i zasobożerna operacja, tym większe bywają różnice.
Największy problem jest jednak z grami. Przykładowo "Fortnite" na Pixelu 11 Pro XL w ogóle nie pozwala zwiększyć klatkażu powyżej 60 kl./s, choć inne telefony dobijają do 90 czy nawet 120 kl./s. Co samo w sobie nie byłoby jeszcze tragedią, gdyby smartfon Google'a choćby utrzymywał stabilną płynność. Ale nie utrzymuje, bo po ustawieniu najwyższej jakości tekstur częstotliwość odświeżania w lobby spadała u mnie do 4 kl./s, a i w trakcie rozgrywki miała problemy z przebiciem 20. Dopiero po maksymalnym obniżeniu ustawień graficznych i ustawieniu limitu na 30 FPS gra stała się grywalna, ale w bardziej dynamicznych momentach wciąż zdarzało się jej chrupnąć.
Niestety uparte trzymanie się Tensorów coraz trudniej jest uzasadnić. Swego czasu producent ładował ponadprzeciętnie dużo pary w NPU, by zapewnić lepsze działanie funkcji AI, ale dziś robią to wszyscy. Przecież Snapdragon 8 Elite Gen 5 został uznany przez samego Google'a za kompatybilny z Gemini Intelligence. Co prawda Pixel 11 Pro XL startuje z niższego poziomu cenowego niż iPhone 17 Pro Max czy Galaxy S26 Ultra, ale ciężko uznać go za telefon wyjątkowo przystępny.
I jeszcze jedno - RAM. W dobie szalejących cen pamięci wielu producentów podnosi ceny urządzeń. Google'owi udało się uniknąć podwyżek, ale ilość RAM-u w bazowych modelach Pixel 11 Pro została zmniejszona z 16 do 12 GB. Dziś te 12 GB daje radę, ale po kilku aktualizacjach oprogramowania smartfon może dostać zadyszki.
HiLight w Pixelu 11 Pro XL to dla mnie niewypał
Jedną z kluczowych nowości w serii Pixel 11 Pro jest HiLight, czyli kolorowa dioda powiadomień umieszczona przy aparacie. Zastępuje ona termometr, który obecny był w trzech wcześniejszych generacjach. Przy czym nie jest tak, że Google umieścił zupełnie nowy komponent, bo to po prostu przeprojektowana dioda doświetlająca, która - oprócz emitowania białego światła - potrafi generować proste animacje RGB.
Główną funkcją HiLight jest sygnalizowanie rozmowy z Gemini, gdy plecki telefonu skierowane są w górę. Pixel 11 Pro wyświetla przy aparacie inną animację, gdy asystent nasłuchuje, przetwarza zapytanie i odpowiada, dając w ten sposób czytelne informacje zwrotne.
Druga funkcja to sygnalizowanie połączeń telefonicznych od ulubionych kontaktów.
Poza tym - choć nie zauważyłem, by Google gdziekolwiek się tym chwalił - HiLight sygnalizuje upływ czasu do wyzwolenia spustu migawki, gdy w aparacie aktywny jest samowyzwalacz.
I to tyle. Po trzech tygodniach testów funkcja ta jest mi absolutnie obojętna. Podczas rozmowy głosowej z Gemini nie potrzebuję świetlnych informacji zwrotnych, bo wystarczająco intuicyjną informacją zwrotną jest dla mnie - wiecie - głos. Przecież słyszę, kiedy asystent nasłuchuje, a kiedy zaczyna odpowiadać, więc dodatkowe światełka - choć miłe dla oka - są zbędne.
Sygnalizowanie połączeń jest bardziej przydatne, ale nie jest to coś, bez czego nie będę mógł się obyć po zakończeniu testów. Poza tym mam wrażenie, że i to dało się zrobić lepiej, bo różne kolory można przypisać do raptem pięciu kontaktów.
Żałuję, że HiLight nie sygnalizuje innych rodzajów powiadomień niż połączenia przychodzące, nie wizualizuje poziomu baterii podczas ładowania i nie wyświetla postępu notyfikacji Live Updates. Czuć zmarnowany potencjał.
Design Pixela 11 Pro XL daje radę, ale wolałem Pixela 10 Pro XL
Pixel 11 Pro XL z grubsza odziedziczył bryłę po dwóch poprzednich generacjach, a największą zmianą wizualną jest przeprojektowana wyspa aparatów. Z jej prawej krawędzi zniknęła metaliczna otoczka, więc całą wyspę wypełnia teraz czarna, symetryczna tafla szkła.
Pixel 11 Pro XL wygląda dzięki temu bardziej minimalistycznie, co niektórym może się podobać, ale w mojej ocenie smartfon stracił na oryginalności. Osobiście lubiłem to asymetryczne przełamanie wyspy aparatów z "dziesiątki".
Cieszę się, że Google nie zrezygnował z magnetycznego złącza Pixelsnap, dzięki czemu Pixel 11 Pro XL jest kompatybilny z tysiącami akcesoriów Qi2 oraz MagSafe bez konieczności zakładania specjalnego etui. W świecie Androida to wciąż ewenement.
Ekran nie ma najmniejszych ramek na rynku, ale zachwyca jasnością maksymalną, która zapewnia bardzo dobrą widoczność w świetle słonecznym. Choć szkoda, że Google nie poszedł śladami Samsunga czy Apple'a i nie zastosował intensywnej powłoki antyrefleksyjnej.
Całość uzupełniają bardzo dobre głośniki stereo, choć wciąż nie są one tak basowe jak w iPhone'ach.
Bateria Pixela 11 Pro XL utknęła w miejscu
Pixel 11 Pro XL ma akumulator o skromnej pojemności 5115 mAh. Jest on nawet odrobinę mniejszy niż ten w Pixelu 10 Pro XL (5200 mAh).
Taki wynik nie zachwyca w czasach, gdy chińscy producenci coraz śmielej przekraczają barierę 6000, 7000 czy nawet 8000 mAh. Ba - nawet Samsung zaczął ostatnio sięgać po ogniwa krzemowo-węglowe o wyższej gęstości energetycznej. Na razie tylko w składanych smartfonach Galaxy Z8, ale oczekuje się, że Galaxy S27 Ultra będzie miał już sporo większy akumulator.
Ten stan rzeczy można ocenić dwojako. Nie jest tak, że Pixel 11 Pro XL rozładowuje się od patrzenia, bo byłem w stanie wyciągać dwie doby pracy z ekranem aktywnym 3-4 godziny dziennie. No ale jednocześnie smartfon wyciąga jedne z najgorszych czasów pracy na rynku.
W tej generacji Google zaimplementował specjalny tryb szybkiego ładowania, który ogranicza działanie procesów w tle, aby przekierować wszystkie zasoby na chłonięcie energii. Na papierze brzmi to obiecująco, ale w praktyce Pixel 11 Pro XL i tak potrzebuje ponad godziny na dobicie do 100 proc., więc do rekordu świata daleko.
Czy warto kupić Google Pixel 11 Pro XL?
Nie ukrywam, że miałem spore oczekiwania względem tej generacji, bo linia Pixel obchodzi właśnie swoje 10-lecie. Wielu producentów decyduje się na celebrowanie dekady istnienia, bo przecież Apple wypuścił z tej okazji przełomowego iPhone'a X z zupełnie nowym designem, a Samsung wprowadził do oferty model Galaxy S20 Ultra z wyśrubowanym aparatem. Tymczasem Google po 10 latach postawił na delikatną ewolucję, zabierając przy okazji termometr i 4 GB RAM-u z bazowej wersji.
Z punktu widzenia polskiego konsumenta największym problemem jest niejasna przyszłość platformy Gemini Intelligence, która stanowi najmocniej promowaną cechę tej serii. Pixel 11 Pro XL ma kilka mocnych cech, w tym świetny tryb pisania głosowego Rambler i nowe funkcje aparatu, ale część rozwiązań może trafić także do starszych modeli. Albo nie. Nie wiem, bo Google nie bardzo umie grać w otwarte karty.
Poza tym Pixel 11 Pro XL jest fajnym i przyjemnym w użytkowaniu telefonem, ale Pixel 10 Pro XL jest niemal równie fajny i przyjemny w użytkowaniu, a przy tym tańszy.
Warto kupić, jeśli:
- oczekujesz najszybszego dostępu do nowych wersji Androida i funkcji aplikacji Google’a;
- lubisz wprowadzać tekst głosowo;
- przesiadasz się z iPhone’a i oczekujesz podobnej filozofii związanej ze sprzętem i oprogramowaniem;
- chcesz korzystać z magnetycznych akcesoriów Qi2 i MagSafe;
- lubisz czystego Androida;
- zależy ci na jakości zdjęć i dobrym zoomie.
Nie warto, jeśli:
- oczekujesz dobrego stosunku jakości do ceny;
- wydajność telefonu jest dla ciebie istotna;
- liczysz na duże zmiany względem poprzedniej generacji.
Niezależna opinia redakcji. Telefon na test został bezpłatnie wypożyczony od firmy Google.