Indie czarnym koniem wyścigu o produkcję półprzewodników

Produkcja półprzewodników w Indiach może być czarnym koniem w wyścigu o zdywersyfikowanie globalnego łańcucha dostaw podzespołów elektronicznych. W przeciwieństwie do USA i UE, rząd w New Delhi wyłożył pieniądze na stół. Ile zamierza zapłacić inwestorom?

Image

Wyścig o zażegnanie światowego kryzysu w branży półprzewodników  nabiera rumieńców. USA i UE sypią obietnicami, ale to Indie pokazują pieniądze i kuszą producentów układów scalonych konkretną ofertą. Ile jest do wzięcia i dlaczego Indie grają tak agresywnie?

Ile zapłacą Indie producentom półprzewodników?

Indie kuszą zagranicznych producentów półprzewodników i wyświetlaczy potężnymi pieniędzmi. Proponują im 50%-owe dofinansowanie kosztów inwestycji we infrastrukturę do ich produkcji na terenie Indii. Na dodatek nie jest to obietnica, a konkretne pieniądze. Hinduski rząd wyasygnował w budżecie państwa 10 miliardów dolarów na ten cel

Kogo zainteresowała produkcja półprzewodników w Indiach?

Jak podaje Reuters, ofertą Indii zainteresowało się już kilku znaczących producentów półprzewodników: izraelski Tower Semiconductor, tajwański Foxconn i konsorcjum Singapuru. Nie przegapiła jej też produkująca wyświetlacze Vedanta Group.

Komentatorzy sugerują też, że propozycją indyjską może być zainteresowany Intel. Ten amerykański producent półprzewodników wstrzymał się ostatnio z inwestycjami na terenie Unii Europejskiej. Powodem impasu jest brak wiążących decyzji budżetowych ze strony Wspólnoty. Indie już je poczyniły, co może być interesującą dla Intela alternatywą.

Czy Indie chcą zapłacić tylko za produkcję półprzewodników?

Indie w wyścigu o produkcję układów scalonych grają szybko i wysoko, ale przemyślanie. Nie posiadają własnej technologii produkcji półprzewodników i środki, jakie są do wzięcia, mają być przede wszystkim zachętą dla zagranicznych inwestorów. Nie są jednak żadnym rozdawnictwem, a elementem strategii, w której Indie mają już pozytywne doświadczenia.

Swojego czasu Hindusi oddali w ręce zagranicznych inwestorów z branży elektronicznej aż 30 miliardów dolarów. Korzyści z tego wydatku przerosły oczekiwania, bo Indie zainwestowały w doskonałym momencie. Startując praktycznie od zera, wzniosły się na pozycję  znaczącego producenta elektroniki na świecie. Choć tworzą ją pod szyldami globalnych marek, to zangażowały ogromny rynek pracy, a tym samym zyskały dochód budżetowy i kupiły sobie niepowtarzalną szansę na dalszy rozwój w przyszłości.

W kwestii układów scalonych plan jest podobny:

Program zapoczątkuje nową erę w produkcji elektroniki, zapewniając globalnie konkurencyjny pakiet zachęt dla firm zajmujących się półprzewodnikami i produkcją wyświetlaczy, a także projektowaniem

 – czytamy w oświadczeniu hinduskiego rządu sprzed kilku dni.

Obecnie Indie nie są jednak żółtodziobem technologicznym i nie muszą poprzestawać na zaoferowaniu rąk do pracy. Zakup inwestorów to też nie jedyny, o jaki się starają. Od kilku tygodni hinduska Tata Group prowadzi z Amerykami rozmowy o inwestycjach w instalacje do montażu i testowania układów scalonych. Początkujący w tej branży Azjaci ofertę zakupu popierają budżetem 300 milionów dolarów. 

Źródło: Reuters, informacja własna

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!