1000 klatek/s w smartfonie - Sony właśnie to chce nam zaproponować
Nowy sensor CMOS wykonany w technologii warstwowej wyposażono w dodatkowy bufor, który umożliwia bardzo szybki odczyt danych.
Jedną z największych zalet sensorów CMOS jest bardzo duża szybkość odczytu ich zawartości. Przynajmniej w teorii, a tę teorię starają się wdrożyć tacy producenci sensorów jak Sony. Ta firma pokazała nam już, że w aparacie cyfrowym możemy uzyskać prędkości odczytu zawartości sensora na poziomie 1000 klatek/s. Teraz te same możliwości mają trafić do sensorów przeznaczonych dla smartfonów. To mniej więcej 8 razy szybsza rejestracja niż w przypadku najlepszych smartfonów.
Sony mówi 1080/1000p
Sony twierdzi, że odczyt w jego nowym sensorze jest tak szybki, że możliwe jest rejestrowanie wideo nawet w rozdzielczości 1080p przy tak dużym klatkarzu. Oczywiście dopóki nie zobaczymy nie uwierzymy (zobaczyć możecie na poniższym przykładzie zarejestrowanym w tempie 960 kl/s i odtwarzanym w tempie 15 kl/s czyli z 64-krotnym spowolnieniem), że taka szybkość nie jest wynikiem kompromisu i jest to realne FullHD, ale mając w pamięci to co potrafią najnowsze bezlusterkowce i kompakty sony, można liczyć na niezłe wyniki. Szczególnie, że jest to jeszcze inne rozwiązanie niż w aparatach (mimo że na pozór wygląda identycznie) i na razie dedykowane smartfonom.
Duża prędkość akwizycji danych z piksela sensora oznacza też, że pozbędziemy się tak zwanego problemu rolling-shutter, który trapi fotografujących i filmujących sensorami CMOS obiekty bardzo szybko zmienne, na przykład przejeżdżające szybko pojazdy.
Duża wydajność sensora przekłada się także na dobre osiągi w innych rozdzielczościach. Według specyfikacji sensor zapewni zapis wideo 4K w tempie 60 klatek/s. Zawsze trzeba mieć jednak w pamięci, że wysoki klatkarz wymaga podbicia ISO, co jest niekorzystne, lub mocnego oświetlenia filmowanego motywu.
Jak osiągnięto taką wydajność?
By uzyskać tak dużą wydajność Sony zastosowano w sensorze trzy warstwy elektroniki. Pierwsza to sekcja pikseli, która rejestruje sygnał, druga to specjalny szybki bufor DRAM o pojemności 1 Gb (czyli mniej więcej 125 MB), a trzecia, to podobnie jak w tradycyjnych układach warstwowych dla smartfonów, warstwa elektroniki przetwarzającej odczytany sygnał.
Dane nie są odczytywane bezpośrednio z warstwy światłoczułej, ale szybko przesuwane do bufora DRAM, który to już umożliwia bardzo szybki odczyt. Stąd tak dobre osiągi nowego sensora Sony.
Zdjęcie ukazujące strukturę warstwową sensora
Sensor wyposażono w tradycyjny układ filtrów Bayera. Sensor ma rozmiar typu 1/2,3”, a rozmiar piksela to 1,22 um. Efektywna rozdzielczość wynosi 21,2 Mpix co przy natywnych proporcjach obrazu 16:9 przekłada się na obraz 5520 x 3840 pikseli. Oprócz szybkich trybów wideo, otrzymujemy także wydajny tryb seryjny fotograficzny 30 kl/s w rozdzielczości 19,3 Mpix (obraz 4:3).
Sony - jak zwykle, dobry sensor to tylko połowa sukcesu
Ostatni tekst poświęcony Sony jego sensorom zwracał uwagę na problemy w branży mobilnej. Sony robi niezłe smartfony, ale sporo sobie za nie życzy, szczególnie gdy przyjrzeć się ich sprawności jako aparatów fotograficznych. Obraz, co już nieraz zauważaliśmy, jest wysokiej jakości, ale przetwarzanie go do postaci JPEG pozostawia bardzo wiele do życzenia.
Sony czerpie zyski nie tylko z produkcji sensorów dla siebie, ba to właśnie reszta branży z zapartym tchem oczekuje kolejnych nowości, ale nie ulega wątpliwości, że nowy sensor może podreperować opinię jaką mamy o smartfonowych aparatach Sony. O ile programiści ponownie nie pogrzebią potencjału sensora złym oprogramowaniem.
Źródło: Sony, inf. własna, foto: Joe Dyer/Flickr