Szał na szoł czyli co kręci audiomaniaka
RTV

Szał na szoł czyli co kręci audiomaniaka

z dnia
Tomasz Chmielewski | Redaktor serwisu benchmark.pl
Autor: Tomasz Chmielewski
14 komentarzy Dyskutuj z nami

Audio Video Show 2016 był niewątpliwie jubileuszowy, ale czy zjawiskowy? Oto nasza relacja.

Na tegoroczny Audio Video Show nie jechałem ze złamanym sercem, ale ze szwankującym rozrusznikiem mojego focusa. „Jakoś to będzie” – pomyślałem parkując auto w podziemiach Narodowego. Okazało się, że było całkiem fajnie, ale zacznijmy po kolei.

Audio Video Show 2016 - relacja

Piątek 4 listopada 2016 roku. Pierwszy dzień Audio Video Show 2016 zaczął się jak zwykle konferencją prasową o godzinie 12:30. Konferencja jak konferencja: nie każdy je lubi, ale tegoroczna była dużo ciekawsza niż ubiegłoroczna. Nie tylko dlatego, że losowano nagrody wśród dziennikarzy (brawo redaktor Kwiatkowski z Komputer Świata!), lecz ze względu na zaproszonych gości. Mówiono nie tylko o oszałamiającej liczbie sal i wystawców (wszystkie rekordy pobite), czy świetnej kondycji analogu, lecz także o tym, co mnie osobiście żywo interesowało: 4K, HDR, OLED-ach i projektorach laserowych. Na konferencji wysiedziałem cierpliwie do samego końca, a wypełniwszy swój dziennikarski obowiązek ruszyłem na podbój sal.

Pierwsze kroki skierowałem do pokoju z „telewizorem laserowym”.

Ten „telewizor” okazał się być rzutnikiem znanej firmy SIM2 o nazwie xTV. Sprzęt świecił jasno i kolorowo, a pomimo dużego ekranu wcale nie odczuwałem, że mam do czynienia z rozdzielczością tylko Full HD.

Było to zapewne po części zasługą techniki DLP, którą bardzo lubię. W każdym razie wrażenia były jak najbardziej pozytywne, choć puszczany film raczej nie należał do wybitnych dzieł artystycznych.

Wychodząc wpadłem na stoisko Yamahy, której sprzęt wyglądał jak zwykle niezwykle atrakcyjnie:

Dystrybutor Yamahy pokazał sporo ciekawego sprzętu, który mnie zawodowo interesuje. Mam na myśli całą gamę soundbarów: od najtańszego YAS-105 (sama belka bez oddzielnego subwoofera), poprzez YAS-306, aż po droższe modele. Tańsze modele leżały grzecznie niepodłączone do niczego na białych stołach, natomiast na odsłuch zapraszał najwyższy model YSP-5600.

Skusiłem się i powiem, że grał całkiem fajnie: efekty przestrzenne ograniczały się do boków i góry, natomiast dźwięków dookólnych (z tyłu) nie słyszałem. No cóż, realiów pomieszczenia odsłuchowego nie da się przeskoczyć. Pomimo tego YSP-5600 brzmiał zachęcająco i z pewnością warto by było kiedyś się z nim bliżej zapoznać.

Wychodząc z pokoju Yamahy natknąłem się na stoisko Devialeta: jego aktywne głośniki wyglądały jak zwykle nietuzinkowo ‒ a mnie osobiście przypominały gałki oczne pozostawione przez jakiegoś wielkoluda.

W następnym pomieszczeniu miałem okazję sprawdzić jak grają angielskie Bowersy.

Zależało mi na tym, aby posłuchać flagowego modelu z serii CM, czyli CM10. Spełniałem tym samym prośbę znajomego znajomego, który wahał się pomiędzy tymi Bowersami, a jednym z KEF-ów. Bowersy CM10 grały podłączone do elektroniki Yamahy i muszę przyznać, że odsłuch nie wywarł na mnie dobrego wrażenia: dźwięk był zbyt ciemny i gęsty, brakowało mu swobody, rozmachu, porządku i rozdzielczości. Przyznam, że nie wiem co było tego przyczyną: być może elektronika, być może kable lub pomieszczenie, a być może wszystko po trochu. W każdym razie znajomy znajomego, który odsłuchiwał ten sprzęt następnego dnia też nie był specjalnie zachwycony.

W pokoju odsłuchowym Yamahy bardzo spodobało mi się coś innego: zintegrowany wzmacniacz sieciowy WXA-50.

Podłączamy coś takiego do rutera, podpinany doń kolumny, a wyborem muzyki z sieci lub serwera multimediów (NAS-a) zarządzamy za pomocą aplikacji na smartfona lub tableta. Ponieważ sam od roku jestem szczęśliwym posiadaczem NAS-a, na który wrzuciłem już sporo muzyki, z pokoju Yamahy wychodziłem z przeświadczeniem, że muszę tego wu-iksa jak najprędzej przetestować.

W następnym pomieszczeniu natknąłem się na najnowszy laserowy projektor Sony.

Choć jako tester telewizorów jestem przyzwyczajony do nieco innego obrazu, jakość z VPL-VW5000ES nie rozczarowała mnie: kontrast był wysoki, kolory naturalne i nasycone, a ogólna plastyka na wysokim poziomie. Brakowało mi trochę hiper jasności z najlepszych telewizorów 4K HDR, ale i tak obraz mi się podobał, zwłaszcza pod względem zachowania detali w cieniach.

W następnym pomieszczeniu natknąłem się na sprzęt audio marki Philips. Było tam sporo ciekawych urządzeń: pierwszym z nich był chyba najkrótszy soundbar na rynku ‒ model B1.

Pomimo niewielkich rozmiarów sprzęt ten potrafi zagrać potężnie. Jeszcze lepsze brzmienie oferuje model B8 będący pierwszym soundbarem Philipsa z obsługą najnowszego standardu dźwięku przestrzennego Dolby Atmos.

Co ciekawe, jest to także najtańszy atmosowy soundbar na naszym rynku, kosztuje bowiem aż 1500 złotych mniej od najbliższego rywala. B8 zagrał zachęcająco, ale ze względu na niekorzystne warunki akustyczne nie mógł pokazać pełni swoich możliwości. W pokoju Philipsa można tez było zapoznać się ze sprzętem z serii „izzy”.

Są to urządzenia potrafiące pracować w tak modnym obecnie trybie wielopokojowym (multiroom) i wykorzystują do tego własne rozwiązania sieciowe Philipsa. Ich główną zaletą ma być łatwość obsługi i konfiguracji ‒ izzy to przecież przeróbka angielskiego słowa "easy", czyli łatwy.

Następnie udałem się do drugiego pomieszczenia wypełnionego sprzętem marki Philips. Tym razem królowały w nim telewizory, bowiem wystawcą była TP Vision należąca do chińskiej TPV Technology. To właśnie TP Vision od kilku lat posiada prawo do używania marki Philips. Główną atrakcją Philipsa był oczywiście pierwszy telewizor OLED tej firmy.

Telewizor prezentował się znakomicie, zarówno od strony jakości obrazu, jak i designu. Muszę wyznać, że osobiście uważam to urządzenie za najlepiej wyglądającego OLED-a na rynku. Nieco gorzej jest niestety z dostępnością tego telewizora w Polsce. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom OLED Philipsa nie wejdzie do sprzedaży w tym roku, lecz gdzieś na początku roku 2017 – kiedy dokładnie to nastąpi nie wiadomo. Fani Philipsa z pewnością zaczekają, natomiast wszyscy pozostali mogą skusić się ofertą konkurencji, której na AV Show nie brakowało.

Swoje pierwsze OLED-y pokazał także niemiecki „lew”, czyli znana firma Loewe. Z dumą prezentowano dwa modele: w wersji z 55- i 65-calowym ekranem.

Na moje pytanie, czy nie mają problemów z dostępnością tych telewizorów, przedstawiciel firmy odpowiedział, że nie. Ba, podobno niewiele brakuje aby musieli je reglamentować, bowiem popyt jest zaskakująco wysoki. Zresztą trudno się dziwić, bo telewizory prezentowały się świetnie. O ich cenie, przez grzeczność, nie wspomnę, ale Loewe jak zwykle się ceni. No cóż, jakość i marka muszą mieć swoją cenę.

W kolejnym pomieszczeniu Stadionu Narodowego natknąłem się na dobrych znajomych: telewizory marki Samsung.

Prezentowano głównie najlepsze telewizory SUHD z serii KS9500: 65- i 78 –calowy. Ponadto, można było posłuchać pierwszego soundbara marki Samsung obsługującego Dolby Atmos.

Model HW-K950 został zaprojektowany nie w Korei, lecz w należącym do Samsunga laboratorium w Kalifornii. Atmosowy soundbar jest dość wyjątkowy na tle innych tego typu urządzeń ‒ jako jedyny ma rzeczywiste, a nie wirtualne głośniki tylne, co będzie dawać mu przewagę w większości pomieszczeń.

W kolejnym pokoju rządził pospołu sprzęt marki Panasonic i Technics. Ten pierwszy pokazał telewizory DX900 oraz DX800 ‒ to właśnie „sztalugowy” DX800 cieszył się najwiekszym i niesłabnącym zainteresowaniem zwiedzających. Z kolei mnie interesował najbardziej flagowy zestaw audio Technicsa.

Nigdy wcześniej go nie słuchałem, a ponieważ nadarzyła się okazja, grzecznie stanąłem, a raczej usiadłem, w kolejce. Musiałem trochę poczekać aż przedstawiciel Technicsa zripuje moją płytę testową do pliku, bowiem odtwarzacz CD nie był dostępny. Po kilku minutach oczekiwania mogłem wreszcie zacząć odsłuch. Flagowy Technics zagrał potężnie i na pewno nie brakowało mu mocy. Muszę jednak przyznać, że sposób prezentacji muzyki (a słuchałem jak zwykle głównego motywu ze ścieżki dźwiękowej do filmu ”Polowanie na Czerwony Październik”) był odmienny od sprzętu europejskiego lub amerykańskiego. Jak już wspomniałem, mocy nie brakowało, ale zabrakło swobody, atmosfery, wyrafinowania i po prostu audiofilskiego sznytu. Możliwe, że moje gusta rozmijają się z gustami inżynierów Technicsa, albo po prostu warunki akustyczne nie sprzyjały temu sprzętowi ‒ myślę , że w innym pomieszczeniu i z innymi kablami ten sprzęt z pewnością mógłby zagrać lepiej.

W pokoju Technicsa natknąłem się jeszcze na zestaw Ottava.

To przepiękne urządzenie, które dawno już chciałem odsłuchać. Niestety, nie jest ono przeznaczone do tak dużych pomieszczeń jak to, w którym się znajdowało, w związku z czym  prezentacji zabrakło energii i mocy. Pomimo tego na pewno chciałbym Ottavę przesłuchać w bardziej dogodnych warunkach, bowiem ten ciekawy sprzęt na to zasługuje.

Odsłuch flagowego Technicsa rozbudził moje audiofilskie pragnienia i postanowiłem posłuchać czegoś już nie z dziennikarskiego obowiązku, lecz dla czystej przyjemności. Mój wybór padł na głośniki PMC, które grały z elektroniką Esoteric.

Co mnie przekonało do tego, aby poświęcić im czas? Po pierwsze, PMC Twenty 5.26 mają ciekawą konfigurację bowiem, zamiast typowego w kolumnach trójdrożnych stożkowego głośnika średniotonowego, mają kopułkę. Po drugie, głośnik basowy jest obciążony linią transmisyjną czyli akustycznym labiryntem. Ale tym co ostatecznie przekonało mnie do odsłuchu były … kable Kimbera (KS6063). Bardzo lubię kable tej firmy (sam ich używam, choć innego modelu). A zatem jak wypadło połączenie PMC z Esoterikiem i Kimberami? Ogólnie rzecz biorąc, bardzo dobrze ‒ wreszcie spotkałem rodzaj brzmienia bliski moim oczekiwaniom. Kolumny PMC zagrały z dużą swobodą i naturalnością prezentując bardzo ładne połączenie zakresu wysokich i średnich tonów, a to zapewne z powodu zastosowania kopułki w przetworniku średniotonowym. „Niebo a ziemia” ‒ pomyślałem mając w jeszcze w uszach brzmienie flagowego Technicsa. Zachęcony bardzo dobrym dźwiękiem PMC udałem się na dalsze na poszukiwania.

Gdzieś na samym końcu korytarza natknąłem się na sprzęt duńskiej firmy Bang&Olufsen. Zaciekawiły mnie nie tyle kolumny z kilkunastoma przetwornikami …

… lecz stojący obok telewizor.

Duńczycy słyną z designu, ale ja chciałem nie tyle popatrzeć, lecz przede wszystkim sprawdzić, jakie zaawansowane opcje kalibracyjne oferuje ich najnowszy telewizor 4K (takie skrzywienie zawodowe). Okazuje się, że są podstawowe regulacje, natomiast zaawansowanych (jak balans bieli czy trójosiowa kalibracja kolorów) brak. Co nie zmienia faktu, że wykończony w drewnie telewizor wraz ze wzorniczo dopasowanymi głośnikami wyglądał po prostu znakomicie.

Następne, bardzo gustownie urządzone pomieszczenie należało do dystrybutora sprzętu znanej brytyjskiej firmy Bowers&Wilkins.

Przyznam, że miałem chrapkę na odsłuch flagowych kolumn tego producenta. Niestety, na moje pytanie, czy można posłuchać przyniesionej ze sobą muzyki padła odmowna odpowiedź. Szkoda, bo z kolumn wydobywały się zachęcające dźwięki, ale mam zasadę, że nigdy nie oceniam brzmienia sprzętu na materiale źródłowym, którego nie znam. No cóż, zrobiłem jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie …

… obróciłem się na pięcie i wyszedłem będąc przekonany, że chyba nie tak to powinno wyglądać. Idąc dalej korytarzem zauważyłem roll-up bliżej mi nie znanej firmy Vivid Audio.

Zachęcony wyglądem tych kolumn przypominających dawnego Nautilusa firmy B&W wstąpiłem w progi pomieszczenia odsłuchowego i od razu zaatakowało mnie niezwykle szybkie i precyzyjne brzmienie o dużej ekspresji dynamicznej. „Takie klimaty lubię” ‒ pomyślałem. I rzeczywiście, dźwięk robił wrażenie. Gość słuchający przede mną dziwnej kombinacji niezwykle rytmicznego nowoczesnego jazzu też był pod dużym wrażeniem „czarnych ślimaków”.

Cokolwiek by nie mówić, marka Vivid Audio rzeczywiście daje niezwykle żywe brzmienie.

Idąc dalej zauważyłem ciekawy zestaw stereo polskiej (a jakże) firmy Kruger&Matz.

Wyposażona w odtwarzacz CD wieża stereo KM1908 wyglądała naprawdę nowocześnie ‒ mam nadzieję, że brzmienie będzie dużo lepsze niż zmanipulowany obraz z doprawdy żałosnych telewizorów tej firmy. Wieża KM1908 nie jest tania, ale pokazuje, że Audio Video Show to nie tylko drogi, zagraniczny sprzęt za kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Za stoiskiem Krugera rozciągała się osławiona strefa słuchawek.

W tym roku robiła ona duże wrażenie zarówno swoją powierzchnią, jak i liczbą wystawców. W piątkowy wieczór, pierwszego dnia targów, można tu było bez problemu i, co najważniejsze, bez kolejki posłuchać słynnych Orfeuszy firmy Sennheiser.

Ja jednakże udałem się dalej ponieważ preferuję głośniki, a miałem jeszcze ochotę posłuchać duńskich Audiovectorów, o których tak dużo słyszałem.

Zaprezentowano kolumny SR3 Avantgarde Arrete, które grały śmiało, żywo, czysto, dynamicznie, a przy tym naturalnie. Zapytany po angielsku przez sympatycznego okularnika z brodą o wrażenia, odparłem, że ktoś poświęcił chyba dużo pracy i wysiłku aby zintegrować wspaniały głośnik wstęgowy ze średniotonową membraną stożkową. Słysząc to brodacz uśmiechnął się i odrzekł: „That’s my dad. He spent 30 years on it” (To mój ojciec. Poświęcił temu 30 lat). Okazało się, że miły brodacz jest synem założyciela i głównego konstruktora firmy. To budujące, że kontynuuje tradycję ojca. Pełen pozytywnych odczuć pogratulowałem mu świetnego produktu i ruszyłem dalej.

Po niezwykle satysfakcjonującym odsłuchu Audiovectorów zajrzałem jeszcze do „działu osobliwości” firmy Horn Distribution. Ten znany dystrybutor sprzętu audio z okazji swojego 25-go jubileuszu pokazywał osławione urządzenia audio sprzed kilkunastu lat. Można było na własne oczy zobaczyć sławne Extremy Sonusa Fabera …

… czy nietuzinkowy „top-loader” DP-S1 Denona:

Pomysł Horna na pokazanie starego, ale nadal „jarego” sprzętu to doprawdy świetna inicjatywa. Mnie szczególnie podobał się jednak nowiutki i chyba najbardziej osobliwy produkt na wystawie:

To zintegrowany zestaw typu „wszystko w jednym” (all-in-one) o oznaczeniu SF16 (SF zapewne pochodzi od angielskiego „science fiction”). Niesamowity wygląd (mnie przypominał jakąś zmutowaną kierownicę motocykla), luksusowe wykończenie oraz deklarowana moc 1400 W z pewnością przekonają do siebie niejednego bogatego konesera.

Nie wiem ile jeszcze pomieszczeń zwiedziłem i do ilu pokojów odsłuchowych zajrzałem. Zmęczenie powoli zaczęło dawać się we znaki. Wedrując po dłuuuuuuuuuuuuuugich korytarzach Stadionu Narodowego …

… widziałem jeszcze głośniki (podobno polskie) żywo przypominające „transporter inhibitors” ze Star Treka …

… stoiska uginające się od winyli …

… głośniki tubowe wyglądające jak krewni Obcego …

… oraz cuda niemieckich inżynierów od T+A (je grosser desto besser):

Będąc u kresu sił znalazłem ostoję u dystrybutora przetworników cyfrowo-analogowych Mytek (czytaj: majtek). Zasiadłem więc sobie wygodnie przez tymi „Majtkami” szukając dźwiękowego ukojenia po całym dniu pracy. Była 20:46, a ja na wystawie byłem przecież od 11:30 i po ponad 9 godzinach łażenia po przepastnym Narodowym byłem już bardzo zmęczony. Ukojenie i odpoczynek przyszły ze strony Martinów Loganów …

..., które, jak się okazuje, znalazły się tam raczej przypadkiem. Bardzo lubię przestrzenny dźwięk z elektrostatów i ich aurę pogłosową, tak więc naturalne brzmienie Loganów było swoistą nagrodą za dzień pełen trudów.

Podsumowanie

Kończąc swój dzień na niezwykle udanym Audio Video Show 2016 nie mogłem oprzeć się refleksji jak bardzo do przodu posunęła się technika. Najbardziej dziwiło mnie to, jak metalowe membrany mogą obecnie grać bez cienia metaliczności. Przecież kiedyś, powiedzmy kilkanaście lat temu, w czasach jedwabnych kopułek, było to nie do pomyślenia. Obecnie, dzięki niesamowitemu postępowi w technice projektowania membran, przetworniki metalowe brzmią tak samo słodko jak jedwabne kopułki sprzed lat, a przy tym są nieporównanie bardziej precyzyjne. A może to mój słuch się trochę zmienił? Kto wie?

I jeszcze jedno. Powiedzieć, że tegoroczny Audio Video Show był udany byłoby sporym niedopowiedzeniem. Dla mnie osobiście był świetny, zwłaszcza, że zrealizowałem wszystkie swoje osobiste i zawodowe plany. Inaczej mówiąc, z jednym wyjątkiem (Bowers), posłuchałem tego, co planowałem posłuchać, a miałem przy tym dodatkowo kilka przyjemnych niespodzianek. Nie pamiętam, czy był to już mój jedenasty, czy dwunasty show, ale, co najważniejsze, był i szoł, i szał. Wiem, że dla kogoś, kto na Audio Video Show był w tym roku po raz pierwszy w życiu, ogrom wystawy i ilość sprzętu mogą być delikatnie mówiąc przytłaczające. Dlatego warto zawczasu spokojnie zaplanować sobie co i gdzie chce się zobaczyć i posłuchać, aby nie latać z wypiekami na twarzy jak wielu nastolatków, których widziałem na AV Show, a którzy mogli wejść za darmo. No dobrze, ale ja też kiedyś byłem taki, jak oni. Zapomniał wół jak cielęciem był? Możliwe, ale przełomowego Audio Video Show 2016 długo, długo nie zapomnę.

Komentarze

14
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    owatanka
    O co chodzi z tymi dobrze grajacymi przewodami? jaks orkiestra tam byla czy co?
  • avatar
    bartosz92
    Dobry artykuł, fajnie, że autor odwiedził wystawę, opisał sporo nowości. Mam jeden niebanalny zarzut. Gdzie choćby wzmianka o polskiej firmie STX, która robi obecnie jedne z najlepszych kolumn w stosunku cena/jakość. Cudze chwalicie, swego nie znacie.
  • avatar
    maciuch2
    Obraz z TV Sima naprawdę super i to w jasnym pomieszczeniu. Flagowce Bang Olufsen jak dla mnie porażka, może winna elektronika, może pomieszczenie, ale za taką kasę to ja dziękuję, niewiele droższe Wilsony Yvette zjadły je bez popitki.

    Vivid'y też średnio ale to kwestia pomieszczenia, słuchałem ich dwa lata temu w Sobieskim i mnie zachwyciły, tutaj może zagrały na 30% swoich możliwości.

    Flagowce B&W to jakaś pomyłka, sama średnica i góra, basu nie doświadczyłem, zresztą na AS jeżdżę od 19 lat i nigdy ich kolumny nie grały dobrze na wystawie.
    Oled Philipsa nawet ok, ale jak dla mnie zbyt przekolorowany i plastikowy, trzeba jeszcze trochę czasu na dobrego następcę plazmy.

    Mnie osobiście zmiażdżyły kolumny Magico z elektroniką Moon, ale to takie kwadratowe dolary kosztuje, że nigdy sobie nie kupię. No i nowy projektor JVC, mnie osobiście bardzo się spodobał. Największe zaskoczenie to małe monitory Harbetha P3ESR, takiego dźwięku z takim basem i tak nasyconą średnicą to się nie spodziewałem z takich skrzyneczek.
  • avatar
    natalleos
    jestem daleki od Audiovoodoo ale:

    1) okucie setu srebrem w wypadku potrzeby jest relatywnie tanie o ile zlewa się naklejkę na kartoniku 2 x IC + głośnikowe + sieciówki to koszt koło tysiąca
    2) robisz coś sam = oszczędzasz
    3) modyfikujesz = oszczędzasz
    w końcowym rozliczeniu dobrze przemyślany set wychodzi cię 4-5tyś zł ale ktoś kto ma "markowy zestaw" musi wydać 25-30tyś by uzyskać taki poziom prezentacji muzyki . oczywiście mowa tu o tak zwanych "slepych testach"
  • avatar
    brzozamagda
    Technics to jednak zdecydowanie znakomita jakość-mam ich słuchawki i nie wyobrażam sobie teraz słuchanie muzyki w czymkolwiek innym :)
  • avatar
    Vendeur
    "dźwięk był zbyt ciemny i gęsty, brakowało mu swobody, rozmachu, porządku i rozdzielczości. Przyznam, że nie wiem co było tego przyczyną: być może elektronika, być może kable lub pomieszczenie, a być może wszystko po trochu"


    Buahaha, geniuszu logiki jeden. Audiofilia pełną gębą. Nie masz nic wspólnego z prawdziwym docenieniem piękna dźwięku, jedyne co potrafisz, to pitolić od rzeczy różne epitety na temat własnych odczuć co do dźwięku oczywiście podpierając się często jakością przewodów, pomimo tego że wielokrotnie już tę tezę obalano. Tak, masz rację, z pewnością kable były winne, szczególnie te zasilające, pewnie zapomnieli dać listwę za 10 tys. zł...
  • avatar
    jeomax.co.uk
    Yamaha nic nie pisnela na temat Tyrosa-6 ? Za 6 miesiecy powinien miec premiere, o ile wszystko pojdzie, jak w latach poprzednich.
  • avatar
    mw_1975
    Najbardziej w recenzjach "ekspertów" wkurza mnie to, że z igły robią widły. Jeśli dla kogoś aura pogłosowa jest bardzo ważna - wszystkiego najlepszego, niech wydają dziesiątki tysięcy na sprzęt audio. Każdy ma prawo układać sobie życie jak chce. ale wystarczy posłuchać mini wieży za kilkaset zł, żeby jasne się stało, że jakość dźwięku nie rośnie w proporcji 1:1. Podobno, aby uzyskać poprawę jakości o 10% trzeba wydać... 10 razy więcej pieniędzy! A na stronach o audio piszą o nieziemskim brzmieniu, tak jakby dodanie kabelka za 8500 miało spowodować totalną zmianę brzmienia. Wyszukajcie sobie na YT "Audiovoodoo". Bardzo ciekawe informacje.
  • avatar
    deton24
    Przydalo by się żeby każde opisywane kolumny były opatrzone na przyszłość dokładnym oznaczeniem producenta/modelem.
    W ten sposób powstają krótkie, w łatwy sposób wyszukiwalne dla internautów mini recenzje.