Bioshock Infinite: Burial at Sea – przyjemny, acz wymuszony powrót do Rapture Gry komputerowe

Bioshock Infinite: Burial at Sea – przyjemny, acz wymuszony powrót do Rapture

z dnia 2014-04-02
  | Redaktor serwisu benchmark.pl
19 komentarzy Dyskutuj z nami

Burial at Sea to przyjemne DLC, ale nie do końca takie Rapture pamiętam. Dotarcie do napisów końcowych pozostawiło mnie ze sporym bagażem mieszanych uczuć.

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 5/5
Plusy

fabuła, klimat gry, konstrukcja latającego miasta Columbia, ładna kolorystyka, narzędzia mordu niewygórowane wymagania sprzętowe

Minusy

przestarzały silnik graficzny, w wielu lokacjach słabej jakości tekstury, błędy w grafice

Małe wyznanie dla Was na początek –do ostatniej chwili nie byłem pewien, czy jestem właściwą osobą do stworzenia tej recenzji. Chociaż każdy z Bioshocków jest mojemu sercu bliski, a napisy końcowe poszczególnych części oglądałem momentami naprawdę chorą liczbę razy, na Burial at Sea nie czekałem ani trochę. Osobiście trzymałem kciuki za to, by zakończenie Infinite było również zakończeniem całej trylogii, ciąg dalszy wszelkich niedopowiedzianych wątków pozostawiając w kwestii naszej wyobraźni. Wraz z premierą drugiego epizodu Burial at Sea, nieco na przekór samemu sobie, postanowiłem jednak ostatecznie sprawdzić, cóż takiego wizjonerski Ken znowu wymyślił. Wszystko to bez jakiejś szczególnej ekscytacji, a raczej z niewielką dozą niechęci w stosunku do dalszych prób robienia wyższej sztuki z FPS’ów.

Bioshock Infinite: Burial at Sea atak

Niepełne zanurzenie

Zanim jednak zabierzemy się pod pachę z drugim episodem Burial at Sea, warto na chwilę zwolnić i rzucić okiem, cóż takiego do zaoferowania ma nam część pierwsza – w szczególności, iż jej recenzja nie wylądowała jak dotąd na naszych łamach. Pierwsze fabularne rozszerzenie do Bioshock: Infinite zabiera nas na powrót do Rapture, przedstawiając znanego z „podstawki” prywatnego detektywa Bookera DeWitta, którego biuro odwiedza niemniej znana Elizabeth. Jeśli przytoczone tutaj nazwy i imiona to dla ciebie czarna magia, nie dziwota – Burial at Sea to zdecydowanie produkt skierowany do osób zaznajomionych z uniwersum Bioshocka. Biorąc się za niego bez znajomości poprzednich części robisz sobie najzwyczajniej w świecie krzywdę.

Ale to nie powrót w „stare śmieci” i spotkanie z równie starymi znajomymi sprawiło, iż podczas pierwszego epizodu przyszło mi ziewać do ekranu. Z początku intrygujące zadanie odszukania niejakiej Sally okazało się być nie tylko krótką (bo zajmująca w sumie 2 godziny), ale i również mało elektryzującą przebieżką po kilku nieco zbyt mocno skąpanych w mroku lokacjach, połączoną z nie stanowiącymi niemal żadnego wyzwania pojedynkami na plazmidy i broń palną. A skoro już przy orężu Bookera jesteśmy, udostępniona tu ilość pukawek i „mocy” również nie przytłacza – 4 giwery na krzyż i garść znanych już plazmidów to nie to, co tygrysy lubią najbardziej. W jakiś sposób wynika to oczywiście z długości trwania pierwszego DLC, którego jednak przed moim ostatecznym potępieniem ratuje już tylko całkiem mocny finał i poprzedzające go rozmowy DeWitta z jak zawsze piękną Elżbietą.

Bioshock Infinite: Burial at Sea film

Do dwóch razy sztuka

Gdybym za pierwszy epizod Burial at Sea zabrał się w momencie jego premiery, zapewne mocno byłbym się wówczas zniesmaczył. Na całe szczęście, gorycz wynikającą z niezwykle krótkiej, a przy tym nieporywającej i powtarzalnej przygody w skórze Bookera zabić mogłem natychmiastowo słodkim krajobrazem słonecznego Paryża. W ten oto sposób wita nas bowiem Episode 2, w roli głównego bohatera osadzając już urodziwą Elizabeth. Dokładnie od tego momentu zaledwie delikatnie zarysowany wątek z części pierwszej nabiera tempa i prawdziwie intryguje, a sama rozgrywka wreszcie wnosi wymaganą świeżość. A wszystko to przez to, iż nasza dziewoja niestety nie może poszczycić się taką wytrzymałością jak pan zatwardziały detektyw. Na szczęście braki odporności na uderzenia nasza bohaterka nadrabia, z typową dla przedstawicielek płci pięknej gracją zestawem własnych umiejętności. Wśród nich znajdziemy nie tylko otwieranie zamków wytrychem (prosta, acz nieźle wyglądająca mini-gierka) ,możliwość przemykania szybami wentylacyjnymi, ale też plazmid aktywującym klasyczne „widzenie” przez ściany i niewidzialność. W momencie, w którym w nasze rączki trafia jeszcze kusza z kilkoma rodzajami bełtów (usypiające, przyciągające Splicerów dźwiękiem etc.) Burial at Sea II przeradza się w uproszczoną, acz całkiem przyjemną grę z gatunku stealth action.

Paradoksalnie, wolniejsze tempo drugiego epizodu Burial at Sea zdołało rozruszać nieco stypę rozpoczętą przez swojego poprzednika. Odwrócenie rozrgywki do góry nogami, poprawiona narracja oraz ilość smaczków i powiązań pomiędzy pierwszym Bioshockiem, a Infinite zmazało niezbyt porywające wrażenie pozostawione przez jedynkę. Niestety, od momentu premiery ostatniego Bioshocka zdążyło już upłynąć nieco wody w Wiśle/ Warcie/Odrze (niepotrzebne skreślić) i prywatnie zastanawiam się, czy Burial at Sea nie przegapił nieco swojego czasu. Słuszne podekscytowanie na ostatnie dzieło pana Levine niewątpliwe zdążyło już nieco przygasnąć, a przez to przyjęcie fabularnego rozszerzenia zrzucającego nas z Columbii wprost w objęcia Rapture, przynajmniej w moim przypadku, również obniżyło swoją temperaturę. Jeśli jednak możesz twardo stwierdzić, iż Twoje zainteresowanie tym artystycznie pięknym i fabularnie zagmatwanym uniwersum nie obniżyło się ani o jotę, śmiało dodaj pół oczka do oceny końcowej. W takim przypadku Burial at Sea, a w szczególności epizod z Elizabeth w roli głównej, zdrowo Cię zaspokoi.

Bioshock Infinite: Burial at Sea

  Podsumowanie 
  plusy:
klimat serii wiecznie żywy,
mistrzowski projekt lokacji,
intrygująca fabuła,
długość trwania dodatku (ok. 6 h),
sporo smaczków i ciekawostek dla fanów Bioshocka
  minusy:
irytujące wczytywanie się wrogów w pomieszczeniach,
głupota przeciwników w sekcjach skradankowych,
gdyby nie chęć poznania fabuły, przez tempo rozgrywki wynudziłbym się tu na śmierć
Moja ocena:
Grafika:
zadowalający
Dźwięk:
zadowalający plus
Grywalność:
dobra
Ogólna ocena: 
Cena w dniu publikacji testu:
• Episode I DLC – ok. 55 zł (PC); ok. 60 zł (konsole)
• Episode II DLC – ok. 55 zł (PC); ok.60 zł (konsole)

Dla osób z premierowym, polskim wydaniem BioShock Infinite, do którego dołączany był Season pass – oba dodatki dostępne są za darmo!

marketplace

Komentarze

19
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Oba dodatki to niczym kolejna część bioshocka, ciesze się w jaki sposób historia zatoczyła koło.
  • avatar
    To jest gra dla myślących a nie gimbusiarni. Tu nie chodzi tylko o to by strzelić, przejść i tyle.

    Grafika jest dobra, to nie Crysis, ale fabuła i te zagadki, rozmowy, zakamarki.
    Rzadko kiedy tak jak główna gra i dodatek jest tak dobra i wciągająca, ba dodatki są moim zdaniem jeszcze lepsze niż podstawa.

    Historia zatoczyła koło, choć odnoszę wrażenie że nie do końca (końcówka po napisach końcowych daje do myślenia)
  • avatar
    Jak dla mnie dodatek faktycznie średni, a wy tu spinacie poślady jakby wam recenzent matkę zabił, bo "cały czas widzę oceny 9/10". Polecam się ogarnąć.

    Kult Kena się zrobił. No gods or kings. Only man :P
  • avatar
    Powinno wyjść cześć np 100 lub tysiąc lat po rapture:) zmutowani ludzie którzy wyewoluowali w coś na kształt postaci z rage i Big daddy w nowszych wersjach. Sami się robiący daddys i sisters. Genetycznie wyhodowanie klony little sisters i np uciekinier z innego wymiaru, np andrew ryan. A potem następna cześć z powrotem do przeszłości. Do czasu przed rapture jak je budują i w końcu odcięcie się miasta od swiata. No i kwestia pętli czasoprzestrzeni i wykrzywienia światów równoległych które nakładają sie na siebie i interferują. Coś ja w filmie One. Każda smierć jednej i tej samej osoby z uniwersum wzmacnia resztę. :)
    Zaloguj się
  • avatar
    Jak dla mnie piękny graficznie, słodki, druga część genialna polecam każdemu fanowi serii! :).
  • avatar
    Powiem szczerze, że nie mogę się dopatrzeć tego "przestarzałego silnika graficznego". Różnica w stosunku do 1 i 2 BioShocka jest spora. Grafika wymiata i bardziej mi się podoba niż sztuczne otoczenie w Battlefieldzie 4. Nie wspominając o fabule. Infinite zaskoczył mnie fabularnie dużo bardziej niż pierwszy BioShock, a człowiek po skończonej grze przez kilka dni snuł domysły o co tak naprawdę chodziło w całej grze, kto był kim itd. Dla mnie Infinite to najlepsza gra minionej generacji. Natomiast to co zafundowano nam w BaS II to już kompletna jazda bez trzymanki.

    Szkoda tylko że cała ekipa odpowiedzialna za Infinite poszła na bruk. Widocznie gra była za trudna dla amerykańskiego odbiorcy...
  • avatar
    Ja jeszcze nie ukończyłem Infinite, a teraz słyszę że jest już drugi dodatek. Nawet o nim nie wiedziałem, Trzeba będzie nadrobić zaległości.
  • avatar
    Ci co zastali wyrzuceni z IG pewnie trafią do 2K merlin ci co zrobili Bioshock 2 jeśli dobrze pójdzie to tego nie zniszczą no i levine zostaje w 2K więc pewnie będą się konsultować ja jestem dobrej myśli lecz czy uda im się utrzymać tak wysoki poziom jak w Bioshock 1 i Infinite.
  • avatar
    słaba grafika? nie tylko tekstury stoją za oprawą ale też cały design lokacji i przywiązanie do szczegółów

    autor wynudzony? BAS to jedne z najlepszych DLC w jakie dane mi było zagrać, już pierwsza część stawia mnóstwo pytań, a druga zaczyna się od trzęsienia ziemi by zakończyć po prostu mocarnie

    scena w pokoju Atlasa wgniata w fotel... podobnie jak świetny klimat rodem z horroru w jednej z lokacji obok pomnika Finka (w zasadzie całą tę lokację można pominąć)

    recenzja na odwal się a samo DLC to dla mnie ocena minimum 90% na 100
  • avatar
    Dodatek świetny, na miarę DLC do Borderlands. Pełno tu smaczków dla fanów Bioshocka. Polecam zwłaszcza okolice Laboratorium Finka. Poza tym część druga Burial at Sea zmienia w dużym stopniu mechanikę gry. No i kolejny argument to długość dodatku - około 8 godzin gry (obie części).
  • avatar
    Cały czas widzę oceny 9/10 i się zgadzam ta gra to istne arcydzieło fabuła grafika dźwięk to wszystko jest genialne aha grafika to nie oznacza tylko ostre tekstury liczy się też projekt poziomów itp także jako fan całej serii nie zgadzam się z tą recenzją jak cały czas bawię się świetnie.
  • avatar
    Przeszedłem podstawkę oraz oba dodatki i bawiłem się świetnie.
  • avatar
    Najbardziej utkwił mi moment gdy szperając znalazłem niby zwykły projektor filmowy, okazało się że po obejrzeniu (masakryczny głos przerobiony) który mówił co czeka Elizabeth się odwracało się i nagle z ciemności zobaczyło się dziecko martwe.

    Polecam tą scenkę oraz tą z początku w Paryżu w nocy sobie ustawić i zobaczyć na TV 40 cali lub więcej i dźwięk przestrzenny. Można się solidnie przestraszyć
    Zaloguj się
    -1
  • avatar
    Oj by to bylo takie latwe mnie zaspokioic :)
  • avatar
    Drugi epizod głupio się kończy - Elisabeth umiera i nie za bardzo wiadomo, po co się przeniosła w tą konkretną rzeczywistość, gdzie straciła moce. Żeby uratować jakąś little sister Sally? Strasznie zagmatwana fabuła.
  • avatar
    tak tylko dodam że dzięki temu DLC cała historia zatoczyła koło...
  • avatar
    ''Raczej'' nie przepadam na tą serią, strasznie nudne przez większość czasu, nie zawsze i nie ciągle, ale jednak pierwszą część przechodziłem z ''litości'' i na siłę, podobnie w dwójką (choć już lepiej według mnie), ale podobało się mi podwodne miasto i jego klimat, ogólnie lubię gry o tematyce ''podwodnej'', dlatego trzecią część BioShocka omijałem, ale teraz gdy wyszły te DLC z ''Rapture w roli głównej'', to chyba sobie sprawię tą grę i DLC ;-P