• benchmark.pl
  • Gry
  • Dying Light The Following – słońce znów wschodzi krwawo
Dying Light The Following – słońce znów wschodzi krwawo
Gry

Dying Light The Following – słońce znów wschodzi krwawo

przeczytasz w 4 min.

Dying Light The Following wyprowadza nas poza mury Harranu. Zainfekowana dodatkiem podstawa mutuje w zupełnie nowy, zachwycający i przerażający organizm.

Ocena benchmark.pl
  • 4,7/5
Plusy

- nowa olbrzymia mapa,; - wciągająca opowieść,; - wiejski i małomiasteczkowy nastrój okolic Harranu,; - spora liczba zadań,; - nowe sprzęty i wyzwania,; - nowe drzewko umiejętności,; - auto!!!

Minusy

- mapa olbrzymia, ale niezbyt „gęsta”,; - brak radia z muzyką w łaziku :)

Serca z krwi i mięsa

Flagowiec firmy Techland doczekał się wreszcie masywnego rozszerzenia. Już wcześniej konkurencyjny CD Projekt RED udowodnił, że DLC może być równie atrakcyjne, jak podstawowa wersja gry. Ich Serca z Kamienia zebrały fenomenalne oceny, a część fanów Białego Wilka stawiała je na równi z bijącym rekordy popularności Dzikim Gonem. Twórcy kultowego Call of Juarez oraz pomysłowej Dead Island dotrzymują kroku REDom, serwując zombicznym zapaleńcom długą i pełną krwawych perypetii przejażdżkę po wioskach rozciągających się u stóp zżeranego epidemią Harranu.

Dying Light The Following - w poszukiwaniu kultu Matki

Wirus buszujący w zbożu

Na początku była mapa. Harrańscy ocaleńcy odnaleźli półprzytomnego przybysza, który mamrocze niezrozumiale o kulcie Matki i ludziach odpornych na wirusa. Najważniejsze jednak, że posiada on skrawek papieru z wyrysowaną trasą, która wiedzie za mury opanowanej przez truposzy metropolii.

W obliczu kurczących się zapasów antyzyny Kyle Crane rusza na poszukiwanie opisywanej przez nieznajomego społeczności. Brodząc po pas w nieczystościach przedziera się przez rozciągające się pod miastem kanały, żeby wreszcie wyjść na zalaną słońcem powierzchnię. I wtedy właśnie oczom gracza ukazuje się świat Dying Light The Following, który w niczym nie przypomina asfaltowej dżungli znanej z „podstawki”.

Dying Light The Following - wyjście z kanałów

Gęsto zabudowane slamsy naszpikowane sterczącymi w niebo wieżowcami ustępują miejsca polom obsianym „zbożem rozmaitem”, między którymi bieleją mury stodół i orientalnych domostw. Choć parkourowi akrobaci powitają ten widok pełnym rozczarowania westchnieniem, nawet oni docenią nowe możliwości, jakie otwiera przed nimi ten krajobraz. 

Dying Light The Following - otwarte przestrzenie okolic Harranu

Zamiast owijać w bawełnę, powiedzmy to od razu, a zarazem możliwie najprościej, płaski jak wykres EKG zombiaka teren ogranicza pełne fikołków gonitwy i alpinistyczne zabawy na gzymsach budynków, ale też nie temu on służy. Tym razem pierwsze skrzypce odegra warkot samochodowego silnika.

Dying Light The Following - szybki i zabójczy łazik

Czy znaczy to, że możemy schować do szafy wspinaczkową kotwiczkę, żeby zastąpić ją rajdowym kaskiem i rękawicami? Niekoniecznie! Choć błotniste dróżki i wysoka trawa, w której chowają się wygłodniałe monstra, stanowią lwią część lokacji, znajdą się też miejsca idealne do „skocznej” eksploracji.

Dying Light The Following - strzelanie do zombie

Starczy wspomnieć nadmorskie miasteczko, które swoim malowniczym, a zarazem niepokojącym wyglądem przypomina zawirusowaną wersję pocztówki z chorwackiej riwiery, czy też utrzymane w industrialnym klimacie wodociągi oraz rozciągającą się u podnóża monumentalnej tamy stację zasilania. Dorzućmy do tego nawiedzone pieczary, na wpół zrujnowaną świątynię, czy też zasłaną trupami plażę, żeby w pełni oddać różnorodność świata Dying Light The Following.

Dying Light The Following - świątynia

Zatem skakania nie braknie, bo choć w pierwszej chwili zdaje się, że tureckie folwarki zioną nudą, niczym zombiaki nieświeżym oddechem, to im dalej w grę, tym więcej krajobrazowych atrakcji. Jednakże gwoli sprawiedliwości dodam, że nuda mimo wszystko pojawia się na wielkiej jak cielsko mutanta mapie Dying Light The Following. Nie przytłacza ona tak bardzo, jak można by się tego obawiać, ale jednak wciąż jest ona w pewnej mierze obecna.

Dying Light The Following - mutant

Twórcy zadbali wprawdzie o to, żeby rozmiar zawirusowanej piaskownicy dorównywał trupiemu polu bitwy z podstawowej wersji gry, jednak zapomnieli o pewnym istotnym czynniku, który po premierze „podstawki” sprawił, że z miejsca zakochaliśmy się w cyfrowym Harran. Nie będę brnął w łóżkowe aluzje, a jedynie powiem krótko, że rozmiar to nie wszystko. W końcu liczy się także liczba schowków, skrytek, skrzyń i „znajdziek” w przeliczeniu na metr kwadratowy.

Dying Light The Following - mapa okolicy

O ile z lotu ptaka (wciąż bez podtekstów), mapa Dying Light The Following jest stosunkowo różnorodna, o tyle zza kierownicy dwuśladu traci ona na swojej atrakcyjności. W podstawowej wersji gry każda uliczka była serią skomplikowanych domostw do splądrowania, natomiast tutaj w dużej mierze mamy do czynienia z ogrodzonymi poletkami, na których sterczy paru zombiaków.

Dying Light The Following - niewielkie grupki zombie

Dying Light The Following - zagajnik

Żeby rozjaśnić pewną paradoksalność mojej opinii, podsumuję, że w dodatku do techlandowego hitu w rzeczy samej jest i miasto, i stacje zasilania, i jaskinie, i folwarki, ale gdyby wyciąć z tego wszystkiego zarośnięte tylko trawą czy drzewami połacie terenu, świat Dying Light The Following skurczyłby się - lekko licząc - o połowę. Zaserwowano nam koktajl tak sycący jak poprzednio, choć tym razem znacznie bardziej rozwodniony. Stanowi on doskonały plac zabaw dla naszego autka, ale nie znaczy to przecież, że nie mógł on być gęściej usiany różnego rodzaju atrakcjami. 

Dying Light The Following - szalona jazda po plaży

Tatar z miastowego

Starczy tych krzaków, zagajników, pól i trawy! Nie zatrzymujmy się przy opisach przyrody, ale tak, jak nauczyła nas lektura „Nad Niemnem”, przewróćmy parę kartek, żeby dotrzeć do opowiadanej historii, czyli rustykalnych przygód Kyle'a Crane'a.

Po opuszczeniu kanałów i wyjściu na rozległe obszary harrańskiej prowincji naszemu bohaterowi udaje się nawiązać kontakt z lokalnymi rolnikami, którzy teraz pługów używają do rozłupywania czaszek napotkanych zombiaków. Jak to zwykle bywa, miastowemu trudno zaufać, toteż nikt się nie kwapi do wprowadzania go w misteria tajemniczego kultu Matki, który szczepi tubylców przeciw trupiej grypie.

Dying Light The Following - kultyści

Jesteśmy zatem wrzuceni w środek wrogo nastawionej społeczności, z której członków wszelkimi sposobami wyciągamy sekrety dotyczące ich dziwacznej religii. Co za tym idzie, zaskarbiamy sobie ich zaufanie pomagając w codziennych trudach życia, a zarazem wkradamy się w łaski kapłańskiej kasty zwanej Bezlicymi. 

Dying Light The Following - eksterminacja umarlaków

Brzmi sztampowo? Niech was nie zwiedzie ten lapidarny opis, bo nawarstwiające się tajemnice i intrygi religijnych fanatyków skutecznie budują suspens rozgrywki. Nawet kiedy podejmujemy się najbanalniejszych wyzwań, wciąż z tyłu głowy mamy cel naszej wyprawy i to właśnie on sprawia, że wprost rwiemy się do pozornie nic nieznaczących zleceń.

Dying Light The Following - zadanie

A kłód rzucanych nam pod nogi jest całkiem sporo, co z jednej strony może martwić, ale z drugiej – czy nie po to właśnie opuściliśmy przytulne, choć spustoszone, Harran? Nie czas więc mazać się i narzekać na nadmiar pracy. Bo choć w Dying Light The Following robota pali się w rękach, nie jest to de facto żadna harówka, ale trzymająca w napięciu rozrywka najwyższej klasy.