Słuchawki

Ergonomia i jakość wykonania

przeczytasz w 2 min.

Atrakcyjna stylistyka

Słuchawki Edifier Gammatera G2 sprzedawane są w dużym kartonie ze wstawkami z przeźroczystego plastiku. W opakowaniu poza samymi słuchawkami nie znajdziemy niczego innego. Edifier nie zdecydował się na dodanie żadnych przejściówek, przedłużaczy lub dodatkowych poduszek (padów).

Egzemplarz jaki dotarł do naszej redakcji był w kolorze Stealth Black - czarny z czerwonymi akcentami. W ofercie producenta znajdziemy również wersję białą.

Słuchawki są niemal w całości wykonane z półmatowego plastiku. Materiał ten jest znacznie bardziej wytrzymały, niż mogoby się wydawać. Pałąk słuchawek można śmiało wyginać w różne strony bez ryzyka jego złamania lub nawet pęknięcia. W tej klasie cenowej mamy do czynienia z bardzo wytrzymałym tworzywem. Jedynymi elementami wyróżniającymi się na tle ciemnego tworzywa są czerwone wstawki wykonane z metalowej siateczki oraz czerwony przewód sygnałowy.


 

Nie mam zastrzeżeń co do jakości spasowania wszystkich elementów ze sobą. Podczas ruszania głową nic nie skrzypi, a całość wydaje się być dostatecznie elastyczna i odporna na pęknięcia. Pałąk jest dość sprężysty z wyraźną, stopniową regulacją. Poduszki dobrze przylegają do głowy, co przekłada się na lepszą izolację od dźwięków zewnętrznych. „Pady” są płócienne.

Muszle słuchawek są przytwierdzone do wewnętrznej strony pałąka. Pokrywają je niezdejmowalne, filcowe poduszki o średnicy zewnętrznej ok. 91x75 mm oraz wewnętrznej 50x35 mm.

Gąbka, która je wypełnia jest miękka i sprężysta. Materiał jakim została obszyta jest dość szorstki w porównaniu do welurowych padów z droższych modeli słuchawek. Nie odczułem aby wpłynęło to znacząco na ogólny komfort użytkowania, jednak wyraźną różnice można odczuć w estetyce. Zastosowana tkanina ma tendencję do łapania kurzu, którego potem trudno się z niej pozbyć.

 

Za płytkie i za małe… komfort powinien być lepszy

Jak już wspominałem we wstępie, muszle są nieco za małe oraz za płytkie aby całe małżowiny uszne zmieściły się do ich środka, ale przy okazji za duże aby Gammatera G2 zakwalifikować jako słuchawki nauszne.

Na początku trudno było mi znaleźć komfortową pozycję, która umożliwiałaby dłuższy odsłuch bez męczenia głowy. Ostatecznie po wielu próbach udało mi się ustalić złoty środek pomiędzy izolacją dźwięków a wygodą noszenia. Po wielogodzinnym używaniu testowanych słuchawek mogę z całą pewnością stwierdzić, że nie należą one do najwygodniejszych, chyba że jest się osobą z naprawdę małymi uszami.

W okolicach lewej muszli widzimy zintegrowany na stałe mikrofon. Ramię o długości około 15,5 cm jest sztywne, podnoszone. Jego końcówka nie jest pokryta pianką, tak więc może występować efekt „dmuchania” w mikrofon.

Dwumetrowy kabel sygnałowy został doprowadzony do lewej muszli i nie wykazuje tendencji do plątania się. Jego długość jest więcej niż wystarczająca gdy używamy słuchawek w połączeniu z komputerem stacjonarnym, laptopem, smartfonem czy też tabletem.

Wtyki nierozróżnione kolorami

Około 10 cm przed końcem rozdziela on się na dwa osobne kabelki kończące się pozłacanymi, 3-polowymi wtykami 3,5 mm (jeden słuchawkowy, drugi doprowadza sygnał z mikrofonu do urządzenia). Brakuje mi wyraźnego rozróżnienia obu wtyków, gdyż w słabych warunkach oświetleniowych trzeba naprawdę mocno się natrudzić by znaleźć wytłoczone oznaczenia.

Wbudowany w przewód pilot umożliwia włączenie/wyłączenie mikrofonu oraz regulację głośności poprzez suwak.