Internet

Najsłynniejsze włamania na świecie

O dokonanie jednego z pierwszych komputerowych ataków oskarża się grupę o nazwie The 414 s. W 1981 roku grupa tychże nastolatków dostała się do prawie 60 komputerów w Los Alamos Laboratories. Mimo że było to miejsce, w którym budowana była bomba atomowa, hakerzy nie wyrządzili żadnych szkód. Dwa lata później The 414 s ponownie włamali się do innego systemu. Wtedy jednak zostali nakryci przez jego administratora, który zadzwonił do FBI. Ci namierzyli włamywaczy poprzez nawiązywane przez nich połączenia telefoniczne.


USA jako kolebka hackingu pierwsza uznała cyberprzestępczość jako działania niezgodne z prawem.

W czasach, w których działali The 414 s wiedza o zabezpieczeniach była jeszcze stosunkowo mała. Dlatego w większości ataków posługiwali się prostymi metodami, jak wpisywanie losowych haseł. Mimo to w odpowiedzi na rosnącą liczbę włamań rząd USA w 1986 roku zmodyfikował przepisy, dzięki czemu włamania internetowe i powodowanie w sieci innych szkód zakwalifikowane zostały jako czyn niezgodny z prawem i karalny.

Jak się jednak później okazało, prawny zakaz nie zahamował cyberprzestępczości. Już rok później, w 1987 światowa sieć komputerowa zaatakowana została przez nowy typ zagrożenia - robaki. Dziewiątego grudnia wirus Christmas Treeworm zablokował komunikację elektroniczną w systemach IBM. Wyświetlał na ekranie choinkę (od czego pochodzi jego nazwa), a w tle rozsyłał się do wszystkich znalezionych adresów email.

Historia pokazuje też, że hakerem można się stać zupełnie przypadkiem. Student Robert T. Morris napisał podobnego do Christmas Treeworm samopowielającego się wirusa. Włamywał się on do komputerów  korzystając z bazy popularnych haseł. Sam twórca nie miał złych zamiarów. Chcąc sprawdzić swój program wpuścił go do sieci ARPAnet. Ten jednak wymknął się spod kontroli i zaraził prawie 6 tysięcy sieci informatycznych. Morrisa, który co zabawne był synem speca od bezpieczeństwa komputerowego Narodowej Agencji Bezpieczeństwa USA, wyrzucono z uczelni, kazano zapłacić 10 tys. dolarów grzywny i objęto trzyletnim nadzorem.


Robert T. Morris sam dobrze przekonał się o zagrożeniu stwarzanym przez robaki.

Hakerzy szczególnie lubują się w sieciach rządowych i wojskowych. Pierwszym takim poważnym atakiem było włamanie w 1989 roku przestępców z RFN do serwerów rządu USA, w wyniku czego wykradziono i sprzedano radzieckiemu KGB kod źródłowy systemu operacyjnego tej sieci. Już prawie przysłowiowe stało się także zdanie "włamać się do Pentagonu", który rocznie przeznacza ogromne ilości pieniędzy na odpieranie ataków. W 1996 roku odnotowano prawie 250 tys. prób włamań, z czego aż 65% udanych.

Ściganie osób winnych włamaniom nie jest łatwe. Internet nie ma przecież granic. Zdolny haker potrafi włamać się do serwerów Pentagonu z Polski, a następnie tak spreparować ślady, żeby prowadziły one do Pakistanu. Oczywiście istnieją specjalnie powołane służby zajmujące się tropieniem cyberprzestępców, jednak często nawet nie dorastają oni do pięt niektórym genialnym włamywaczom. Jeszcze gorzej sprawa wygląda w Polsce. Przez to właśnie internetowy wandalizm rozkwita.