Gry

Jak połączyć Counter Strike z Mirror's Edge?

Wszyscy fani tego jakże charakterystycznego gatunku gier komputerowych, jakim są first person shootery, znają fenomen serii Quake a zwłaszcza nieśmiertelnej i odradzającej się z resztą ostatnio pod postacią Quake Live części trzeciej o podtytule „ Arena” (jeśli nie znają, nie mogą nazywać się graczami :-) Silnik tej gry napędzał i wciąż napędza wiele tytułów i to nawet tak zaawansowanych jak najnowsze części Call of Duty, oraz niezliczoną masę modów. Przez wielu specjalistów zresztą jest nazywany najlepszym silnikiem dla sieciowych strzelanek. Nie da się ukryć, że coś w tym musi być, skoro nadal, mimo niemal dziesięciu lat od premiery Quake III trzyma się dziarsko i wciąż nie jest żadnym problemem znaleźć pełny serwer z dobrym pingiem o dowolnej porze dnia i nocy. Jakiś czas temu silnik Q3 stał się ogólnodostępny, co sprowadziło za sobą pewne zmiany na korzyść graczy. Jedną z nich jest usamodzielnienie się pewnego moda do Quake III o nazwie Urban Terror, którego przedmiotem jest ta recenzja.

 

Urban Terror jest całkowicie darmowym samodzielnym modem (a więc nie wymagającym oryginalnej gry) diametralnie zmieniającym poczciwego Quake w unikalną kompozycję z pozoru wykluczających się elementów. Hasłem przewodnim twórców było „Where Quake meets reality” i zdaje się jest to najzwięźlejsza definicja Urbana, jaką można przytoczyć. Ale do rzeczy: Urban Terror jest sieciową strzelanką kładącą bardzo silny nacisk na wzajemną współpracę graczy choć bez przymusu – po prostu dzięki pewnym rozwiązaniom dwójka współdziałających ze sobą graczy jest w stanie skutecznie zdezorganizować poczynania nawet znacznie liczniejszego przeciwnika. Tym, co jednak zasadniczo wyróżnia Urbana na tle dziesiątek (nie do końca wszakże) darmowych FPS-ów, jest system ruchu a ściślej to, co potrafi nasza postać. Otóż może się ona poruszać pieszo, biegiem lub sprintem, potrafi kucać ale tym, co naprawdę robi różnicę jest umiejętność tak zwanych wall-jumpów, czyli odbijania się od ścian, niczym w filmach Johna Woo a także robienia wślizgów analogicznie do tych na boisku piłkarskim. Do tego potrafi się wspinać po wszelkich latarniach, drzewach, poręczach i gzymsach niczym tresowana małpka. Jeśli do tego dodamy fakt, iż wall-jumpy dodają prędkości poruszającej się postaci, podobnie jak umiejętny bunny-hopping, to dostajemy obraz doświadczonych graczy dosłownie latających niczym najlepsi mistrzowie parkouru po utrzymanych w miejskich klimatach planszach i jednocześnie strzelających, przywodząc nie bez racji wyczyny Neo w Matriksie. Samo poruszanie zaś jest banalnie proste i wystarczają zaledwie cztery klawisze kierunkowe oraz po jednym do skoku, kucania i sprintu. I to wszystko, a wyczyniać można takie cuda, że aż się w głowie nie mieści. Zresztą wystarczy wpisać w Youtube hasło „urban terror jumps” i zobaczyć samemu. Inna sprawa, że przeważnie w czasie typowej rozgrywki rzadko się aż tak „fruwa”, ale czasem można wskoczyć kamperowi do budynku przez okno znajdujące się na pierwszym piętrze używając do tego rynny i przeciwległej ściany zamiast iść schodami które ten obstawił. Satysfakcja jest niesamowita. Oczywiście ażeby rozgrywka nie zamieniła się w groteskową wariację „Przyczajonego Tygrysa, Ukrytego Smoka”, wprowadzono pasek staminy czyli zmęczenia. Jeśli nasza postać się zmęczy (a wystarczy do tego raptem kilka skoków lub chwila biegu sprintem), zaczyna zaledwie iść niezdolna przez chwilę do oddawania skoków dysząc przy tym jak lokomotywa, co oczywiście stawia nas w położeniu łatwego do lokalizacji i eliminacji celu.

 

Kolejną ciekawą rzeczą całkowicie odróżniającą Urban Terror od innych strzelanek jest system leczenia. Otóż po otrzymaniu trafienia, nasza postać zaczyna krwawić i jeśli natychmiast nie użyjemy bandaży, skończy się to wykrwawieniem na śmierć. Bandaże są nielimitowane a samo ich użycie trwa może ze dwie sekundy, ale w ferworze walki właściwa decyzja czy bandażować się czy wycofać ostrzeliwując jest sprawą życia lub śmierci. Utraconego zdrowia nie jesteśmy w stanie w żaden sposób sami przywrócić, co więcej – im ciężej ranni jesteśmy tym mniejszą mamy wytrzymałość, więc i nawet za bardzo biegać nie jesteśmy w stanie – ale od czego są koledzy na polu walki? Każdy gracz może podleczyć rannego kolegę, choć nie może zrobić tego z sobą, co wymusza współpracę jeśli chce się cokolwiek osiągnąć. Zwykły gracz jest w stanie przywrócić innemu graczowi do 50 procent zdrowia, podczas gdy gracz z opcjonalną apteczką już 90 procent – a to robi różnicę. Jeśli zaś mowa o apteczkach i innym wyposażeniu, należy wspomnieć o kolejnej interesującej cesze Urban Terrora – a mianowicie o systemowi doboru ekwipunku.

 

Każdy gracz może dowolnie dobrać sobie wyposażenie praktycznie przed każdym respawnem, upychając je do kilku slotów. Cała jednak zabawa polega na takim zbalansowaniu wyposażenia by dawało nam możliwie jak największą przewagę nad przeciwnikiem – a jest to element taktyki niezmiernie istotny. Z jednej strony bowiem możemy wyposażyć naszego żołnierza w broń główną (powiedzmy w snajperkę), broń pomocniczą (pistolet maszynowy na bliższe dystanse) i granaty (zwykłe albo dymne) a do tego wziąć sobie jeszcze na przykład tłumik albo celownik laserowy (lub oba naraz ale wówczas już granatów nie damy rady upchnąć w plecaku) i iść siać terror wśród przeciwnej drużyny. Niestety tak przygotowany Rambo będzie prawdopodobnie paradoksalnie pełnił funkcję mięsa armatniego i nie do końca zamierzonego tragarza broni i amunicji na linię frontu – a to dlatego, że stawiając na maksymalną wszechstronność i siłę uderzeniową nie starczy już slotów na kamizelkę kuloodporną czy hełm pozwalający przeżyć jednego headshota (choć nie ze snajperki oczywiście). Z drugiej strony można wziąć kamizelkę i hełm a do tego wspomnianą wcześniej apteczkę i zdobywać tym samym sympatię kolegów z drużyny lecząc ich i pozostając dłużej przy życiu, ale już miejsca zostanie tylko na broń główną i to bez żadnych ekstra dodatków. Oczywiście do dyspozycji mamy jeszcze takie sprzęty jak noktowizor, dodatkowe magazynki i inne pomoce które umiejętnie wykorzystane mogą przechylić szale zwycięstwa na naszą stronę.

 

 

Kolejną wartą wspomnienia sprawą jest system detekcji trafień – z tego co mi wiadomo najbardziej zaawansowany, z jakim miałem kiedykolwiek do czynienia. To nie jest Call of Duty 4, gdzie dwa trafienia z Kałacha zabijają niezależnie czy trafiło się w stopę, dłoń, w tors czy w głowę. W Urbanie inne obrażenia z tej samej broni zadaje trafienie w nogę czy rękę, inne w brzuch, inne w tors, inne w głowę a jeszcze inne w tors odziany w kamizelkę kuloodporną czy w głowę chronioną hełmem. Tutaj trzeba nauczyć się strzelać i to strzelać precyzyjnie, bowiem zaledwie jeden headshot z każdej broni – nawet najsłabszego pistoletu – jest zabójczy, jeśli nie ma się hełmu. Dodatkowo trafienie w nogę skutkuje spowolnieniem postaci, która zaczyna kuleć powłócząc kończyną i nie może rzecz jasna biec czy skakać, dopóty się nie zabandażuje – dlatego czasem strzelanie w nogi co bardziej wprawnych naśladowców Neo może być dobrą strategią.

 

Arsenał składający się na uzbrojenie to współczesne popularne karabiny szturmowe, pistolety maszynowe i karabiny snajperskie plus shotgun i granaty oraz – rzecz jasna, moja ulubiona broń - nóż. Znajdzie się i stary dobry Kałasznikow, wielbiciele amerykańskiego uzbrojenia też coś znajdą dla siebie, podobnie miłośnicy granatników (choć od razu uspokajam, że nie ma tu z nimi takiego utrapienia jak w CoD4, gdyż granatnik jest oddzielną bronią i z bliska zabicie tym kogokolwiek graniczy z cudem a i na większe dystanse granaty są niezbyt celne). Strzelanie z broni jest natomiast pewnym wyzwaniem – rozrzut rośnie stale w czasie ciągłego ognia, więc jeśli się nie opanujemy, to po chwili będziemy sprejować wachlarzem pocisków o kącie dziewięćdziesięciu stopni i to nawet z najcelniejszych broni.

 

Pod względem technicznym Urban jest właściwie nieco podrasowanym Quakiem III. Owszem – tekstury są ostre a postacie odpowiednio okrągłe, ale nie da się ukryć, że grafika to co najwyżej poziom z roku 2003 a i tak nie jakiś wysoki. Nie zrozumcie mnie źle – od strony graficznej gra prezentuje się nad wyraz dbałym i po prostu porządnym wykonaniem ale żadnych shaderów, ragdolli i motion bluru tu nie znajdziemy. Podobno wraz z nadejściem kolejnej wersji 4.2 (obecna to 4.1) - co ma nastąpić w tym roku – wprowadzone zostaną gruntowniejsze modernizacje silnika, ale póki co nie nastawiałbym nikogo na jakieś szczególne wrażenia estetyczno-techniczne. Oczywiście skutkiem ubocznym tego stanu rzeczy są po prostu śmieszne wymagania sprzętowe (na takim archaicznym już GeForce FX 5200 byłem w stanie puścić grę w najwyższych detalach a i tak miałem jeszcze nadal zapas mocy). Bardzo ciekawą kwestią wartą odnotowania, jest także możliwość zainstalowania Urbana także na Linuksie jak i MacOsie (zresztą jak i wszystkich gier bazujących na silnikach od Id Software).

 

Warto na koniec wspomnieć jeszcze o jednym. Urban Terror jest grą nie do końca poważną, tak jak i jego najwierniejsi gracze. Efektem tego jest specyficzny klimat panujący na serwerze – nie usłyszymy tu wyzywania się od noobów, bluzgania i reszty werbalnej agresji. Za to często w okienku czata pojawiają się luźne, dowcipne dyskusje, nieraz ktoś opowie jakiś kawał a jeśli dodamy do tego komendy głosowe wypowiadane przez postacie, których tekstowe odpowiedniki są wyświetlane na ekranie a gracze przerabiają je na dwuznaczny kontekst (jak choćby „Anyone need support?” – przerabiany na „Anyone need some porn?” albo „Low” przerabiany na „LOL!” a także ukryta opcja, po której włączeniu nasza postać po prostu śmieje się do radia, co słyszą wszyscy gracze w drużynie), to dostaniemy grę w której nie raz i nie dwa będziecie przynajmniej parskać na widok co ciekawszych pomysłów na spędzenie czasu przy grze. Zwłaszcza gdy ujrzycie na serwerze kolesi ganiających w żółtych czapeczkach z daszkiem albo w hełmach wikinga z rogami, podczas gdy wszyscy inni mają na sobie standardowe oprzyrządowanie oddziałów specjalnych – to nie Anglicy którzy przyjechali na wieczór kawalerski do Krakowa – to po prostu cały Urban Terror :-)

 

Summa summarum, uważam Urban Terror za jak dotąd najlepszy sieciowy first person shooter, w jaki przyszło mi grać. Zamiast dalszych zapewnień niech wystarczy wam fakt, iż po kilkumiesięcznym romansie ze wspomnianym już przeze mnie powyżej Call of Duty 4: Modern Warfare (który jest podobno taki super i wszyscy go kochają bez wyjątku), wróciłem do darmowej, nie znanej szerzej produkcji jaką jest Urban Terror sprawiającej mi nieporównywalnie więcej satysfakcji niż jakakolwiek komercyjna a przez to nijaka i bez charakteru gra.

Komentarze

7
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Konto usunięte
    Świetna recka, nie wiedziałem nic o tym modzie do tej pory.
    Szukamy z żoną jakiegoś sieciowego fpsa - może ten przypadnie nam do gustu o ile jej lapek to uciągnie.
  • avatar
    Konto usunięte
    ja o tym modie słyszałem, nawet miałem go na kompie, ale kolejki na serwer...czasami nie do zniesienia, okazało się jednak, że mój net prawie tego nie ciągnie
    recka bardzo fajna, miło się czyta
    pozdrawiam
  • avatar
    entuzjasta789
    stary takie długie że się czytać nie chce;)
  • avatar
    Konto usunięte
    A ja przeczytalem cale..
    Co do tego systemu trafien juz stary dobry CS go mial. "reka, noga, mozg na scianie".

    Leczenie podobne jak w stalkerze.

    A arsenal podobny do tego co byl w pierwszym Team Fortress, tyle ze tam sie nie wybieralo a zostalo uproszczone do wyboru goscia.

    Ze akurat skonczylem Mirrors Edge'a to byc moze siegne po Urbana.

    Pozdrawiam - 5 :)
  • avatar
    pocio
    gierka swietna aczkolwiek poziom troche slaby i ktos kto mial stycznosc z jakims innym sieciowym fpsem nie bedzie mial problemu z zabijaniem kilku przeciwnikow pod rzad ;)
  • avatar
    Konto usunięte
    niedałem rady przeczytać całego :D
    ale 5 daje