Kto w 2022 roku naprawdę potrzebuje aparatu fotograficznego?
Foto

Kto w 2022 roku naprawdę potrzebuje aparatu fotograficznego?

przeczytasz w 6 min.

Czy w czasach instagramowych filtrów, smartfonowych aparatów robiących cudowne zdjęcia z kadrów upolowanych na rodzinnym ogrodzie działkowym, ktoś jeszcze realnie potrzebuje aparatu fotograficznego?

Po co mi aparat fotograficzny? Po co Tobie aparat fotograficzny? Po co komukolwiek aparat fotograficzny? Konsumencki użytek sprzętu fotograficznego to dziś stosunkowo trudny temat. Z jednej bowiem strony, gadżeciarstwo sprawia, że kupujemy obiektywnie niepotrzebne rzeczy, z których nie korzystamy. Z drugiej jednak strony, czy nie na tym polega konsumpcjonizm? Na tym właśnie kupowaniu rzeczy z gruntu niepotrzebnych?

zamyślona studentka
Kupić aparat, czy może najpierw spodnie? ;)

Rozważałem ostatnimi czasy sens kupna nowej, szerokiej stałki do aparatu, coby pośmigać nieco po mieście. I kiedy już miałem kliknąć “Kup teraz”, dodało mi się, że jak kilka lat temu przechodziłem na bezlusterkowca, to uznałem, że dziś nie potrzebuję pełnej klatki. I było to dobre posunięcie. Kierowany tą logiką uznałem, że skoro mam szkło, które przy 18 mm oferuje przysłonę f/2.8, a swoich zdjęć nie drukowałem już od dawna, to dam sobie spokój z kupnem nowego szkła. 

Zamiast obiektywu kupiłem rower do miasta, więc potrzeba zakupowa została zrealizowana… Niemniej ten wewnętrzny dylemat pchnął mnie w rozważania na temat zasadności kupowania sprzętu fotograficznego przez kogoś, kto nie ma tego skrzywienia charakteryzującego pasjonatów. I jak tak sobie dywagowałem w głowie, dotarło do mnie, że złoty wiek fotografii konsumenckiej w klasycznym rozumieniu, dawno już był przeminął.

era selfie

Oczywista oczywistość?

Nikogo nie zdziwi, że aparatu fotograficznego potrzebują osoby, które zarabiają na życie fotografując ludzi, krajobrazy, zwierzęta, samochody, nieruchomości i co tam jeszcze można fotografować. W tym przypadku pytanie brzmieć powinno raczej: bezlusterkowiec czy lustrzanka? Zresztą, patrząc na branżowe trendy, to odpowiedź i na to pytanie jest prosta, gdyż bezlusterkowce tak rozepchały się na rynku, że lustrzanki stały się pewną ekstrawagancją nawet w rękach znacznej większości zawodowców. 

Użytkownik zaawansowany ma problem!

To jest ciekawa sprawa, powiem Wam. Lata temu strzelałem zdjęcia do banku twarzy czy innej agencji modelek. Zwykłe polaroidy, ale też sesje plenerowe, tematy modowe z ludźmi, co to chcieli być modelami i modelkami w czasach sprzed Instagrama. Potem zarabiałem na jedzenie i uciechy życia fotografując śluby - fajna to była robota, ale przestała się spinać finansowo, gdy branżę nawiedzili fotografowie za 300 zł od ślubu, co zbiegło się w czasie z popularyzacją smartfonów robiących przyzwoite zdjęcia. 

Okazało się wtedy, że często komuś wystarczy papranina w cenie weekendowego obiadu dla rodziny oraz bonusowe zdjęcia z telefonu wujka, ciotki, kuzyna. E tam, nieważne. Poza fotografowaniem za hajs, od kiedy pamiętam, lubiłem wyskoczyć sobie na miasto o jakiejś abstrakcyjnej godzinie, kiedy to do pracy jeżdżą smutni ludzie i fotografować owo miasto. Taki miejski reportaż żywej i martwej tkanki aglomeracyjnej to fajna sprawa jest! 

Po co ten biograficzny fragment? Ano po to, by stworzyć jakiś typ użytkownika aparatu fotograficznego. Taką personę zaawansowaną, co to nie jeden aparat w życiu miała, a fotografia zawsze była jakimś elementem jej codziennego funkcjonowania. I dziś taki były lub prawie pros ma problem. Bo z jednej strony aparat ciągle w domu jest, szkła jakieś w domu są, ale czasu jakoś tak mniej i okazji do robienia zdjęć też mniej. Poza tym, w czasach, kiedy zdjęcia pokazuje się na Instagramie i mało kto myśli, by je “wywoływać”, nie chce się tego aparatu ze sobą tachać. 

Dawniej każdy spacer w ciekawym miejscu wiązał się z targaniem aparatu. Każde wakacje, od majowego weekendu nad jeziorem, po łazęgowanie po górach - aparat do torby i jazda. A dziś, no nie chce się. Człowiek woli się skupić na tym, co dzieje się wokół, tu pobiegać z psem po ścieżkach, tam uwalić się na polanie z tymże psem, wypić piwo i zjeść oscypka. Zdjęcia się robi w trakcie filmy się nagrywa również też w trakcie, coby rodzinie pokazać, że nie tylko Zakintos to miejsce warte zobaczenia. A aparat, choć jest pod ręką, to wyciąga się go sporadycznie, od wielkiego dzwonu. 

Obiektywizując zatem, zaawansowany fotograf, który pasję ma, a i owszem, ale hajsu z fotografii nie robi, aparatu kompletnie nie potrzebuje. Ten aparat i tak ma, a jak nie ma, to kupi, bo czuje, że musi, że chce go mieć, ale w dychotomii potrzebuje - nie potrzebuje, zdecydowanie wygrywa to drugie stanowisko. 

Umówmy się, praktycznie każdy kto ma w kieszeni smartfon, nie potrzebuje aparatu fotograficznego. Ot smutna rzeczywistość branży foto.

Czy wakacyjny turysta potrzebuje aparatu?

Jeśli zapytamy o to sprzedawcę w sklepie, to usłyszymy pewnie:

- Panie! Aparat Pan potrzebujesz na pewno, no i kamerka się przyda, taka na gimbalu fikuśnym, i sportowa kamerka z obudową, to se Pan ponurkujesz!

- Ale ja w Góry Stołowe jadę! Tam nie ma gdzie nurkować! - odpowiedzieć mógłby hipotetyczny klient.

- To se Pan kamerkę do czajnika włoży i na YouTube nagra filmik, jak te influencery robią!

No dobra, nie wiem, czy tak wyglądałaby taka rozmowa ze sprzedawcą, ale faktem jest, że przekonywałby on nas z niezdrowym zapałem do tego, że aparat to jest nam potrzebny, jak 13 emerytura. Nie jestem jednak względem tego przekonany, a raczej życiowe doświadczenie mnie do tego nie przekonuje. O, niech będzie przykład! 

Znajoma parka pofrunęła w zeszłym roku na bogate wakajki na jakiejś tam greckiej wyspie. Urlop na wypasie, więc zapytali, jaki aparat kupić, żeby zdjęcia porobić, które będą taką super pamiątką. Uprzejmy i miły jestem z natury, więc odpowiedziałem, sugerując, że może taki aparat to jednak średni pomysł, skoro z nowymi topowymi smartfonami żyją na co dzień. Uparli się, że aparat musi być, bo dużo dobrych zdjęć chcą zrobić. No to podpowiedziałem ze 3 modele, oni kupili jeden z nich, pojechali na wakacje, robili zdjęcia i potem pokazali te zdjęcia. I co?

I, po pierwsze - babole niemożebne im powychodziły na tym aparacie, że tego oglądać się nie da. A po drugie, zdjęcia z telefonów są tak z milion razy lepsze niż te z aparatu, z całkiem przyzwoitym szkłem. Wnioski?

  • Aparat nie robi zdjęć, zdjęcia robi fotograf,
  • żeby zdjęcia były ładne, trzeba potrafić je zrobić (rozwinięcie poprzedniego punktu),
  • smartfony robią ładniejsze zdjęcia niż aparaty,
  • zrobienie ładnego zdjęcia smartfonem jest prostsze niż zrobienie przyzwoitego zdjęcia aparatem fotograficznym.

Reasumując, jeśli ktoś nigdy nie robił zdjęć, to kupowanie aparatu na wakacje nie ma sensu. Lepiej dołożyć kabzy i kupić topowy smartfon albo prawie topowy smartfon, którego soft tak cudnie dopieści nawet najprostsze zdjęcia pasących się owiec, że będą cudną, cieszącą oko pamiątką.

Karol Żebruń - Redaktor benchmark.pl
Karol Żebruń

Moim zdaniem aparat też robi zdjęcia, nie tylko fotograf, ale…

…ten drugi musi umieć zrobić pożytek z zalet posiadanego sprzętu, które z kolei zależą od klasy aparatu.

A to wbrew pozorom nie jest proste, nie wystarczy do tego jedynie lektura instrukcji użytkownika, czy nawet intensywne kursy fotograficzne.

Bo robić zdjęcia, które zapierają dech w piersi i są dobre nie tylko technicznie, trzeba również chcieć. A tego nie chce się nawet wielu rzekomym profesjonalistom. Sam zresztą uważam, że nie ma fotografów amatorów i profesjonalistów, są jedynie zdjęcia wykonane amatorsko lub profesjonalnie. A i to nie dyskredytuje tych pierwszych jako ciekawych. To ile na nich zyskamy (ew. zarobimy) to jeszcze inny temat.

Podobnie jest z aparatem. Dlatego odpowiedź na pytanie czy go potrzebujemy zależy od tego, czy będziemy chcieli, a nadto umieli wykorzystać jego możliwości i na dodatek potrafili odczuć satysfakcję z jego użytkowania. Gdy tak jest, aparat taki jak lustrzanka czy bezlusterkowiec nam się przyda.

Jeśli lubimy jedynie szpanować posiadanym sprzętem, dużo lepsze wrażenie zrobimy ciekawymi zdjęciami z równie ciekawego wyjazdu krajoznawczego, które zrobione zostały telefonem, niż gdy poświęcimy całą przeznaczoną nań kwotę na aparat, w którym interesuje nas jedynie spust migawki.

Czy turysta-podróżnik potrzebuje aparatu?

Czy turysta-podróżnik, taki wagabunda z wyboru potrzebuje aparatu? Jeśli jest takim samym fotografem, jak wspomniana wcześniej parka znajomych moich, to wystarczy mu iPhone. Ba, będzie nawet lepszy, bo co zrobi zdjęcie, to wepchnie je na Instagram (jak tylko rozsiądzie się w miejscu, w którym można połączyć się z siecią), coby followersi klikali i hajs z akcji sponsorowanych się zgadzał. A bez plucia jadem, to jeśli taki pasjonat podróży większych i mniejszych nie ma fotograficznych aspiracji - smartfon w zupełności wystarczy.

Sprawa zmienia się, gdy mamy do czynienia z podróżnikiem, co to zdjęcia robić potrafi. Wtedy targanie aparatu ma jakiś sens, ale znowu trudno określić ten sens mianem “potrzeby”. Czy nam się to podoba, czy nie - miejsce i sposób ekspozycji naszych fotografii w dzisiejszych czasach sprawia, że w 90% porządny aparat z porządnym szkłem jest po prostu zbędny. 

widok tatryfotka z gór zrobiona telefonem
Choć aparat daje dużo większe możliwości, to na szlaku znacznie łatwiej wyjąć telefon z kieszeni, niż wyciągać i chować sprzęt do plecaka

Gwoli ścisłości…

Wiadomo, że kto będzie chciał aparat kupić, ten go po prostu kupi, ale rozważanie go w kontekście potrzebnego sprzętu - potrzebnego do tego, by nasze zdjęcia miały jakąś przynajmniej przyzwoitą jakość, to temat, który zdezaktualizował się kilka dobrych lat temu. Od kiedy soft w smartfonach składa HDR-y, montuje jedno zdjęcie z kilku, odszumia, podnosi nasycenie, wyostrza i w ogóle upiększa to, co przed obiektywem - aparaty w kontekście czysto konsumenckim nie mają większego sensu. 

Co z twórcami wszelakimi? Wystarczy iPhone?

Co już wiemy, a raczej co usilnie staram się zobrazować w tym takim prawie-felietonie? Profesjonaliści potrzebują aparatu tak, jak kierowca wyścigowy samochodu wyścigowego. Proste. Pasjonaci i/lub zaawansowani amatorzy, którzy radość czerpią z fotografii, dla których fotografia jest czymś ważniejszym niż choćby sama idea wyjazdu w nieznane - potrzebują aparatu, jak kurczaki karmy bez GMO. Dla nas wszystkich, poza jednym wyjątkiem, ze smartfonami w kieszeniach aparat fotograficzny jest zbędnym bajerem. W dużym uogólnieniu.

Wyjątkiem, o którym rzuciłem wcześniej, są twórcy wszelkiej maści. Czasy, kiedy można było zostać internetową gwiazdą z kamerką z kalkulatora, minęły bezpowrotnie, a vlogerzy wygrywający treścią, a nie formą to dziś dramatyczna nisza. Tu potrzebna jest jakość! Jeśli chcesz być twórcą, nie obowiązują Cię konsumenckie ramy zasadności przy wybieraniu sprzętu. Kupujesz, co możesz najlepszego, bo jakość się sprzedaje i nie zastanawiasz się nad tym, czy coś jest Ci realnie potrzebne. Jest i koniec tematu.

Komentarze

29
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    pawluto
    7
    Aparat robi dwa razy lepsze zdjęcia niż najlepszy nawet smartfon - na wyjazdy tylko aparat - do codziennego używania tylko smartfon. Tyle w tym temacie.
    • avatar
      agnus
      5
      Na wycieczki, w góry, szlak - już dawno nie zabierałem swojej lustrzanki, która jest przecież kompaktowa (Canon 100D). Wystarczy starszy model iPhone.
      Z kolei do pracy gdzie muszę wrzucić nowe zdjęcia do swojego sklepu - tutaj namiot bezcieniowy, mały statyw i w/w lustrzanka dadzą lepsze rezultaty i do tego go używam. Jednak do większości zastosowań - smartfon.
      • avatar
        Szaquak
        4
        Póki co Nikon Coolpix P1000 ma coś, czego nie da się osiągnąć za pomocą smartfona ani lustrzanki.
        • avatar
          mgkiler
          4
          W góry biorę Sony A6000. Mały bezlusterkowiec o wielkości telefonu a jakość 10x lepsza niż z najlepszej komórki.

          Raz jestem na basenie z moją przyjaciółką. Jej córka ma zawody. Robię zdjęcia lustrzanką z teleobiektywem. Podchodzi do mnie jakiś rodzic i prosi czy nie mógłbym zrobić zdjęć jego córce, bo on ma tylko telefon a fajnie by było mieć lepszej jakości pamiątkę. A tu wiadomo - na basenie nie ma dużo światła. Do tego duża odległość od trybun do torów - więc musi być teleobiektyw. No i zrobiłem kilka zdjęć i wysłałem na maila. Zdjęcia zamrożone w czasie gdzie dziewczynka w powietrzu skacze do wody, albo gdzie krople wody widać w chwili dotknięcia wody - nie do wykonania komórką.

          Zdjęcia makro. Żaden telefon takich nie zrobi.

          Zdjęcia sportowe, czy na torze wyścigowym, czy na pokazach lotniczych. Czasem takie robię.
          To samo.

          I można by tak wymieniać.

          Nie idę w kierunku telefonu. Mało tego - ostatnio kupiłem właśnie aparat pełno klatkowy.
          • avatar
            rybak
            4
            Zupełnie nie mogę się zgodzić z tym tekstem. Nie jestem żadnym twórcą czy profesjonalistą, używam Sony RX100 III i nie za bardzo widzę jak telefon może się z tym równać. Wchodzi do praktycznie dowolnej kieszeni, uruchomienie trwa tylko kilka sekund dłużej niż odblokowanie telefonu. Mogę robić zdjęcia w rękawiczkach, jedną ręką, ma wizjer więc na słonecznej plaży widzę wszytko, jak chcę to na automacie lub omijam automatykę żeby mieć taki efekt jak lubię. Owszem, w warunkach dobrego oświetlenia iPhone żony też robi ładne zdjęcia ale po tym jak wydrukowaliśmy kilka zrobionych wewnątrz domu ( w średnim świetle ) to już żona nawet nie myśli o robieniu ważnych zdjęć telefonem - jakość była tragiczna. Zdjęcia które ja robię telefonem są zwykle albo rozmyte, nadmiernie wygładzone lub zaszumione - wystarczy wrzucić je na monitor i różnica w stosunku do aparatu od razu rzuca się w oczy.
            Moim RX100 robiłem zdjęcia wielorybom ( trzymając się drugą ręką burty statku), gejzerom, morzu, ludziom...wiele zdjęć w niepowtarzalnych momentach gdzie mogłem tylko wyciągnąć rękę, nacisnąć spust i liczyć że aparat da radę - i dawał. Nie do zrobienia telefonem.
            Na koniec - jest w nim trym robienia zdjęcia w reakcji na uśmiech. Na grilu czy imprezie rodzinnej stawiam aparat z boku, uruchamiam i robi zdjęcia kiedy tylko wykryje twarz z uśmiechem - mam niezapomniane kadry dzięki temu. Daleko mu do aparatu idealnego ( geometria obiektywu jest kiepska ) ale i tak bije każdy telefon o kilka długości.
            • avatar
              zakupymm
              3
              Dzięki za felieton, na nowo rozbudził we mnie przemyślenia na temat tego co nosić przy sobie. Smartfon, kompakt, lustro, bezlustra. Sporo krzemu do wyboru, a każde rozwiązanie ma swoje unikalne cechy.

              1. Zdjęcia robione portfelem, czyli smartfon jako aparat:
              - wysoka jakość zdjęć na „standardowej” ogniskowej (bez przybliżania kadru),
              - automatyczne algorytmy „upiększające”, które w znacznym stopniu eliminują konieczność postprodukcji,
              - możliwość instalowania różnych aplikacji „aparatu” – praktycznie nieskończone możliwości konfiguracji,
              - świetny podgląd wykonanych ujęć (smartfony posiadają kontrastowe, jasne wyświetlacze o wysokiej rozdzielczość),
              - łatwość udostępniania zdjęć,
              - lekkie, „zawsze” pod ręką,
              - łatwość i szybkość ładowania akumulatora,
              - brak dodatkowych kosztów.

              2. Dinozaur rynku foto, czyli kompakt:
              - największe możliwości zoomu w porównaniu do wymiarów,
              - sprzętowe przyciski funkcyjne,
              - pewny uchwyt,
              - możliwość szybkiej wymiany baterii,
              - dodatkowe złącza np. na lampę błyskową,
              - najkorzystniejsza cena w stosunku do uniwersalności.

              3. Lustra podniesione, a nawet bez, czyli klocki dla dużych dzieci, zwanych profesjonalistami:
              - najwyższa jakość zdjęć, widoczna w miejscach, gdzie fizyki „nie oszukasz” (trudne warunki oświetleniowe, duże przybliżenie, makro, itd.),
              - „PRO” sprzętowe przyciski funkcyjne,
              - „PRO” pewny uchwyt,
              - „PRO” możliwość szybkiej wymiany baterii,
              - „PRO” dodatkowe złącza np. na lampę błyskową.

              Dla mnie sprawa jest prosta, esencją fotografii są aparaty profesjonalne, które świetnie nadają się do dzielenia się kardami z większym gronem odbiorców, niezależnie od tematyki zdjęcia. Smartfony to taka rodzinna herbatka, ciepło miło i przyjemnie bez dodatkowych kosztów.

              Pozdrawiam serdecznie Michał

              PS. Definicja „PRO” – potrafi roztrwonić oszczędności ;).
              • avatar
                Monolit
                2
                Jestem pasjonatem fotografii, żadnym zawodowcem. Nie wyobrażam sobie fotografii bez dobrej lustrzanki.
                • avatar
                  piotr.potulski
                  1
                  Bardzo dobre spostrzeżenia. Aparatu, czy właściwie sprzętu foto potrzebują z grubsza 2 kategorie użytkowników. Pierwsza to ludzie wykorzystujący fotografię w pracy. Fotografowie, może jacyś rzeczoznawcy itd. Druga kategoria, to ogólnie ujmując ludzie lubiący bawić się w fotografię, lubiący sam proces wykonywania zdjęcia, a nie tylko zorientowani na efekt w postaci jakiejś tam pamiątki. W dodatku patrząc na to co się dzieje na rynku, to amatorzy będą raczej odchodzić z fotografii z powodu kasy. Umarła już całkowicie kategoria kompaktów, za wyjątkiem sprzętów po parę tysięcy. Podobnie wymarły lustrzanki entry-level za ten 1-2 tysiące z kategorii "kochanie kup lustrzankę, to będę lepiej wyglądała na zdjęciach z wakacji". Właściwie, taki próg minimum wejścia w fotografię niesmartfonową skoczył do 3-5 tysięcy złotych. W dodatku zdjęcia wykonane tym sprzętem będą brzydsze niż takie ze smartfona ze średniej półki, bo w takim "pół-pro" sprzęcie nie ma wsadzonej AI, która tło ładnie rozmyje, twarz wygładzi, podciągnie cienie i usunie prześwietlenia. Nawet nie warto się rozpisywać o tym o ile bardziej czasochłonne staje się opublikowanie takiego zdjęcia w porównaniu z kliknięciem "share".
                  • avatar
                    esbek
                    1
                    Do pstrykania smartfon, do robienia zdjęć aparat fotograficzny.
                    • avatar
                      Warmonger
                      0
                      Aparat aparatem, ale udane zdjęcia obrabiam sam w Affinity Photo. Dzięki temu wyglądają 10x lepiej.
                      • avatar
                        deel77
                        -2
                        Lubię takie artykuły z tezą. Udowadnianie oczywistości, uogólniona ocena poprzez osobiste i jednostkowe doświadczenia. Materiał o fotografii uatrakcyjniony memem. zdjęciami stockowymi i słabymi fotkami z telefonu. Na końcu odpowiedź na tytułowe pytanie może być właściwie tylko jedna i taka jest. Jednym plusem takiej publikacji może być tylko to że autor otrzyma wynagrodzenie - mam nadzieję.
                        • avatar
                          Fiona
                          -2
                          Zawodowców pomijam.
                          Smartfon robi lepsze wizualnie zdjęcia. Nawet jeśli je damy do druku. Podobnie super wizualne zdjęcia z aparatu otrzymamy po paru godzinach z programami do obróbki zdjęć.
                          Smartfon wystarcza 90% użytkowników.
                          Ale jeśli chcemy zdrobić zdjęcię które wywoła wow. Albo trochę pokombinować, optyką -tylko aparat.
                          • avatar
                            OpusDei
                            -8
                            Tak na marginesie tej dyskusji.
                            Z trzy razy w życiu słuchałem dyskusji o fotografii i fotografowaniu. Zawsze znalazł się tam jakiś żydowski rabin co to zauważał, ze określenie "fotograf" jest niekoszerne.
                            Oni życzyliby sobie nazwy "fotografik".
                            • avatar
                              Maryja
                              0
                              Fotograf