Laptopy

Wirtualna rzeczywistość z HTC Vive

MSI reklamuje nową serię laptopów jako urządzenia w zupełności wystarczające do tego, aby stać się bramą do wirtualnej rzeczywistości. Ma to swój wyraz już w nazwie poszczególnych modeli, w których pojawia się skrót VR. Nie byłbym sobą, gdym nie sprawdził, czy faktycznie tak jest. Zwłaszcza, że tak się szczęśliwie trafiło, że w redakcji miałem do dyspozycji najbardziej zaawansowane gogle wirtualnej rzeczywistości, czyli HTC Vive.

O samych goglach i sposobie i konfiguracji oraz rozstawienia w pomieszczeniu nie będę się rozpisywał. Zainteresowanych odsyłam do testu MSI Nightblade MI2C, w którym szczegółowo opisuję co i jak. Dodam jedynie, że w przypadku laptopa cały proces jest o tyle łatwiejszy, iż nie trzeba szukać miejsca dla komputera, monitora i niezbędnych akcesoriów - wystarczy sam laptop. Plus dla GS63 VR!

HTC VIVE

Od tamtego testu minęło kilka miesięcy, więc tym razem miałem do dyspozycji znacznie większy wybór aplikacji i gier, na których mogłem sprawdzić działanie całego zestawu. Oprócz obecnych już wcześniej pozycji tj. Space Pirat Trainer, Vertigo, czy Brookhaven Experiment miałem okazję uruchomić Nvidia Funhouse, HordeZ, GunJack i Vanishing Realms.

Nvidia Funhouse

Nvidia Funhouse

Nvidia Funhouse to bardzo przyjemna aplikacja, która w przystępny sposób pokazuje możliwości drzemiące w zestawie gogli wirtualnej rzeczywitości. To zgrabny symulator wesołego miasteczka i atrakcji, które ma do zaoferowania. Można rzucać piłkami w naczynia celem ich zbicia, można strzelać płonącymi strzałami do tarcz, przekłuwać balony dwoma mieczami, bawić się pistoletami na farbę, czy zakosztować wirtualnego boksu. Dobra zabawa i sporo ruchu, czyli dwa w jednym.

HordeZ

HordeZ

Strzelanka HordeZ podejmuje jeden z chętniej ogrywanych aktualnie tematów, czyli odpieranie ataków zombie. Przemierzamy czeluście laboratorium, w którym najwyraźniej coś poszło bardzo nie tak i zamiast uprzejmych naukowców w kitlach mamy hordy wygłodniałych monstrum, które marzą tylko o jednym, aby przytulić się do naszego żywego (jeszcze ciała). Na szczęście ten zmasowany atak miłości i i czułości można odpierać za pomocą zaskakująco bogatego arsenału pukawek. Mamy nawet poręczną katanę jeśli zabraknie nam amunicji. Klimat jest mocny, można się nawet przestraszyć. Zwłaszcza, że zombiaki nie wychodzą tylko z jednej strony, ale atakują także z tyłu. Podłe bestie. Polecam. Po krótkiej sesji z HordeZ nie jestem jednak pewien, czy będę w stanie ograć najnowszego Residenta, który też będzie obsługiwał gogle VR. Tam chyba nie obędzie się bez kilku zawałów serca.

GunJack

GunJack

Futurystyczna strzelanka, którą można nazwać Space Invaders XXI wieku. Siedzimy sobie wygodnie w wieżyczce na ogromnym statku kosmicznym i strzelamy do nadlatujących wrogów. Celujemy obracając głowę w odpowiednią stronę, więc wrażenie znajdowania się w obrotowej wieżyczce jest naprawdę mocne. Samo strzelanie jest dość przyjemne i wciągające, chociaż niezbyt skomplikowane. W sam raz na casualowy wieczór po ciężkim dniu pracy. Fajna natomiast jest grafika. Widać, że ewolucja gier VR idzie w dobrą stronę i już programiści tworzą coraz lepszą oprawę wizualną.

Vanishing Realms

Vanishing Realms

To chyba najbardziej zaawansowana produkcja. Nie ma tutaj prostego strzelania, czy mahania mieczykiem. Mamy natomiast rozbudowaną przygodówkę z rozwiązwywaniem zagadek, klimatycznymi miejscówkami i całkiem fajną grafiką. Trochę żałuję, że nie miałem wystarczająco dużo czasu, żeby zagłębić się na dłużej w świat gry, ale to, co widziałem w początkowych etapach zdecydowanie przypadło mi do gustu. Ech, może kiedyś będzie nam dane pograć w gry kategorii AAA w wirtualnej odsłonie?