• benchmark.pl
  • Gry
  • Sacred 3 - odprężająca młócka na kilka wieczorów, nie dla entuzjastów oryginału
Sacred 3 - odprężająca młócka na kilka wieczorów, nie dla entuzjastów oryginału
Gry

Sacred 3 - odprężająca młócka na kilka wieczorów, nie dla entuzjastów oryginału

Choć dla fanów Sacred 3 będzie zwykłą profanacją, sama gra potrafi sprawić nieco frajdy. Tyle że z dawną serią nie ma już po prawdzie zbyt wiele wspólnego.

Ocena benchmark.pl
  • 3/5
Plusy

Odprężająca i bezpardonowa rozwałka przeciwników; widowiskowość i zręcznościowy charakter starć; niektóre żarty rzucane przez postaci bawią…

Minusy

… ale cała reszta to suchary nie z tej Ziemi; fabuła podana na wstępnie w niesamowicie chaotyczny sposób; powtarzalna i na dłuższą metę monotonna rozgrywka; dla fanów poprzednich części- obdarcie serii z erpegowego mięska i pozostawienie jego marnych ochłapów;

Jeśli zabawić się w tłumaczenie tytułu opisywanej w tym miejscu produkcji, zetkniemy się z takimi hasłami jak święty, sakralny czy nienaruszalny. Dla odpowiedzialnego za Sacred 3 studia Keen Games nie ma chyba jednak takiej świętości, której nie można by było naruszyć. Zakorzeniony bowiem głęboko w sercach graczy wizerunek serii jako produkcji RPG przy okazji „trójki” oskubany zostaje z większej części swoich erpegowych piór. To, co ostatecznie trafia w nasze ręce nie jest może wychudzoną i nagą kwoką, jednak wszyscy, którzy na Sacred 3 rzucą się z sentymentu do poprzedników, mogą się tutaj srogo zawieść. Pisalaliśmy już o tym zresztą przy okazji pierwszych wrażeń z gry.

Sacred 3 walka z ogrami

Na początek może taki żarcik…

Sekwencja otwierająca Sacred 3 już po paru sekundach okazuje się być wzorcowym przykładem dwóch, charakterystycznych dla fabuły tej gry elementów. Po pierwsze, z pośpiesznego bełkotu narratora, skaczącego po wątkach, faktach i postaciach niewiele da się ułożyć w trakcie tej dziewiczej konfrontacji. Skutek tego taki, że zaserwowaną w najnowszym Sacred opowiastką automatycznie przestajemy się interesować, i to zanim jeszcze animowane intro dobiegnie końca. Po drugie, stężenie sucharów bez wysiłku przewyższa tu poziom reprezentowany przez losowy odcinek Familiady, bo niemal każda postać dowolnym ze swoich tekstów kruszy bardziej, niż dziecko uzbrojone w otwartą paczkę krakersów. Jeśli planujecie więc zagłębiać się w tutejsze meandry fabularne, proponuję wyposażyć się w duże ilości płynów. Popijać trzeba tu sporo.

Sacred 3 gameplay

I na historię opowiedzianą przez produkt, który z jakiś powodów udaje kolejną część Sacred, nie poświęcę w tej recenzji ani zdania więcej. To, że całość jest tylko i wyłącznie pretekstem do przepotężnej młócki, jaką uskuteczniamy tu na tabunach wrogów, wielkiej tajemnicy nie stanowi. A skoro już przy młócce jesteśmy, dawno mięsa armatniego nie kosiło mi się w tak przyjemny sposób. Każda z dostępnych tu postaci (typowy siłacz z bułami jak arbuzy, łucznik, wymachująca włócznią laseczka w stylu Amazonki i adeptka sztuk magicznych) hordy trepów kasuje aż miło, używając widowiskowych ataków podstawowych, specjalnych, rzutów czy brutalnego dobicia. Dodatkowo, za złoto zebrane podczas misji śmiało rozwijać możemy tu umiejętności każdego z wojowników, rozlokowane pomiędzy dwoma grupami. Ich zestaw dobieramy sobie przed rozpoczęciem każdej misji, a później… Graj muzyko!

Sacred 3 bitwa

A gdzie bronie, pytacie? Gdzie pancerz, gdzie skarby wypadające z przeciwników? Gdzież niezliczone statystyki do rozwijania? Ano nie tutaj. Epickość starć z potworami maści wszelakiej wysyła nam jednoznaczny przekaz – Sacred 3 bliżej do chodzonej bijatyki, niż rasowej produkcji RPG. Każda z postaci ma tu garstkę predefiniowanych (!) broni i zbroi, odblokowujących się wraz z postępami w kampanii. Te posiadają własny poziom doświadczenia, więc jako taki rozwój odbywa się również w obrębie danego kawałka żelaza. Ponadto, w trakcie zabawy w nasze łapska wpadną też tzw. Duchy Oręża – w klimacie całej produkcji rzucające czerstwymi kawałami byty, gwarantujące pewne bonusy podczas starć. Zadania poboczne? Na liniowej mapie świata od czasu do czasu pojawi się jakaś zbaczająca z kursu dróżka, a na jej końcu dodatkowa porcja brzydali do ubicia. I niestety będą to jedyne „sidequesty”, na jakie w Sacred 3 możecie liczyć.

Kierunek: konsole!

Dla kogoś, komu Sacred w dalszym ciągu kojarzy się jako tytuł stanowiący zacną alternatywę dla Diablo, postać przybrana przez serię w części trzeciej może wydać się odpychająca i karykaturalna. Szczątkowy rozwój postaci, z góry określonego oręża i pancerzy czy okazjonalnych Duchów to zdecydowanie zbyt mało, by móc posłużyć się nazwą RPG w trakcie opisywania tej produkcji. Z drugiej jednak strony, jej niewymagająca aktywności szarych komórek fabuła, potęga razów sprzedawanych przez naszego herosa i spektakularność bitew to gwarancja pełnego odprężenia i relaksu. Samą terapię najlepiej jest jednak przeprowadzać w małych dawkach. Wówczas gra, której największym pechem jest właśnie „Sacred” w tytule, smakuje najlepiej. Z podłączonym do „pieca” padem w dłoni i na kanapie. No chyba, że gracie już na konsoli, pod którą to tak swoją drogą tytuł zdaje się być skrojony. Cóż zrobić – znak czasów!

Moja ocena:
Grafika:
zadowalający
Dźwięk:
zadowalający
Grywalność:
zadowalający
Ogólna ocena: 
Sugerowana cena w dniu publikacji testu: ok. 109 zł
 

Maciej SłaboszewskiZdaniem redakcyjnego sceptyka
Maciej Słaboszewski

Blamaż, profanacja, odmóżdżające nic. Tak mogę podsumować Sacred 3. Nie mam pojęcia co popchnęło panów ze studia Deep Silver do stworzenia tego dziwacznego i pokracznego tworu. To przecież nie mogło się udać. Każdy zdrowo myślący gracz, który zobaczy tytuł pomyśli przecież, że to kontynuacja kultowej serii….a w rzeczywistości wspólna jest tylko nazwa. Sacred 3 to prosty, zupełnie pozbawiony jakiejkolwiek głębi slasher, który nawet w tej kategorii nie jest niczym szczególnym. Podobnej jakości produkcje dziś wydaje się na tablety czy smartfony. Jeśli ktoś myśli, że Diablo III jest uproszczoną do bólu dwójką to powinien zobaczyć ten tytuł – zmieni zdanie. Na dobrą sprawę nie ma chyba w naszym słowniku słów, które mogłyby trafnie oddać zażenowanie jakie czułem po godzinie „zabawy” z pełną wersją Sacred 3. Trywialna fabuła, brak przedmiotów / ekwipunku w tradycyjnej formie, rozwój postaci, umiejętności… dobry żart, humor na poziomie szkoły podstawowej, AI…jakie AI?! Omijajcie szerokim łukiem, to jakiś ponury żart. Za pół roku zapewne znajdziecie tę odsłonę Sacred w jakimś wyprzedażowym koszu w Biedronce i wówczas możecie przeboleć ten niewielki wydatek, aby zobaczyć jak nie należy robić gier komputerowych. Ogólnie ciśnie się na usta kolokwialne „WTF?!”. Solidny kandydat w kategorii – największa porażka roku. Moja ocena: 1,5/5

Komentarze

15
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Kropeczka
    3
    A i Autor dał 3 gwiazdki ???
    Aż boję się pomyśleć za co dałby jedną....

    I później płaczecie, ze wasze oceny gier budzą tylko śmiech u czytelników.......
    • avatar
      SzybkiSasza
      3
      Ech, z tego co słyszałem od kumpla- testera, to Deep Silver trochę sobie strzeliło w stopę - chcieli stworzyć fajną grę (i studio, które grę robiło naprawdę się postarało) ale DS podjęło decyzję, żeby sprzedać ją pod szyldem znanej produkcji (bo pewnie myśleli, że da im to więcej kasy...) no i klops... Znajomy po testowaniu stwierdził, że to cholernie przyjemny slasher, ale nie powinien mieć nic wspólnego z Sacred, tylko wyjść w innym, oddzielnym lore - i wg. mnie ma 100% rację - wtedy był by to miły dobry średniak na kilkanaście ciekawych wieczorów - a tak jest tylko zawód, że to nie Sacred tak naprawdę...
      • avatar
        Dooku
        2
        Ostatnio wyszło Divinity: Original Sin jakby jeszcze jakiemuś fanowi RPG to umknęło, świetny tytuł, cena około 65 zł. Dla mnie pierwszy Sacred był już raczej przeciętny, jeśli kolejne części są słabsze to podziękuje.
        • avatar
          Dragonik
          0
          Dobrze że nie kupiłem tylko sprawdziłem na torrentach 100zł w kieszeni:)
          • avatar
            Kropeczka
            0
            Post powyżej jest adresowany do Macieja