Tomodachi Life – Simsy (?) według Japończyków
Gry na konsole

Tomodachi Life – Simsy (?) według Japończyków

Robert Matuszak | Redaktor serwisu benchmark.pl
6 komentarzy Dyskutuj z nami

Dawno w moje ręce nie trafiła gra tak specyficzna, zabawna i tak... uzależniająca. Tomodachi Life - cóż to takiego w zasadzie jest i z czym to się jada?

Jako dumny posiadacz Nintendo 3DS już od dłuższego czasu z zaciekawianiem przyglądałem się tej jakże osobliwej produkcji. To, że stanowi ona kontynuację dla innego tytułu jeszcze z czasów pierwszego Dual Screena nie miałem oczywiście zielonego pojęcia – podobnie zresztą jak i za nic w świecie nie wiedziałem, o co w tej grze tak naprawdę chodzi. Jej fenomen i sukces na terenie Kraju Kwitnącej Wiśni tym bardziej intrygował, więc gdy tylko Tomodachi Life zawitało wreszcie na europejskim kontynencie, z lotu rzuciłem na niego swoje łapska. I solidnie się zdziwiłem.

Tomodachi Life jeden z bohaterów

Łopatologicznie rzecz biorąc, Tomodachi Life to symulator życia. Trochę jak The Sims, jednak ze znacznie ograniczoną kontrolą nad wprowadzanymi do świata gry ludkami. Tych albo tworzymy tutaj sami, albo na podstawie wykonanego kamerą konsoli zdjęcia automatycznie generujemy na podobieństwo naszych przyjaciół i znajomych. W następnej kolejności określamy imię, nazwisko i pseudonim ludzika, a później takie błahostki jak ulubiony kolor, barwa głosu, bezpośredniość w rozmowie, aktywność fizyczną czy charakter. I tyle – wirtualny byt ląduje na równie wirtualnej, co on sam wyspie, a im takich bytów więcej, tym i większa czeka nas tu frajda.

Jak już wspomniałem bowiem wcześniej, naszych podopiecznych nie możemy tu kontrolować. Doprowadza to tym samym do sytuacji, w której Tomodachi Life bardzo przypomina kultowe już dzisiaj Tamagotchi, znane w naszym kraju szerzej jako... „jajeczka”. Stworzone przez nas awatary musimy tu więc karmić gdy są głodne, ubierać, gdy najdzie im ochota na nowy ciuch bądź bawić się z nimi, uczestnicząc w jednej z wielu dostępnych i przyjemnych minigierek. Wirtualne byty to oczywiście nie zwierzęta, więc od czasu do czasu w ich głowach i sercach pojawi się też mętlik – czy ten mieszkaniec wyspy mnie lubi? Cóż, drogi graczu, sądzisz o nas? Przyjaciele? A może jest i szansa na coś więcej? Ot codzienność na wyspie, której nazwę również dobierzemy sobie w Tomodachi zupełnie sami.

Tomodachi Life bohaterka

Sprawa jest więc już oczywista - kluczem do czerpania jak największej przyjemności z tej wirtualnej telenoweli jest właśnie możliwość zakwaterowania w świecie gry tylu osób z naszego otoczenia, ile tylko się da. Nic nie maluje nam przecież większego rogala na twarzy, niż doszukiwanie się podobieństw pomiędzy oryginałem, a wirtualnym odpowiednikiem, zarówno pod względem wyglądu, zachowania czy wypowiedzi. Więcej obywateli naszej Nibylandii to więcej rzeczy do roboty dla nas, szybszy wzrost ich poziomów szczęścia (skaczących podczas każdej interakcji, podarunku czy posiłku), nowe miejsca i atarakcje na wyspie, rzeczy w sklepach do kupienia (od fatałaszków po wystrój kawalerek) i co najważniejsze – całe mnóstwo niespodziewanych i śmiesznych sytuacji.

Tomodachi Life występ

I chociaż Tomodachi Life nie ma szans na nagrodę dla najpiękniejszej gry dostępnej na 3DS’a, to wręcz niesamowite, jak uzależniająco-wciągający potrafi być ten tytuł. Absolutnie każde uruchomienie konsoli owocowało w moim przypadku najpierw wyprawą do tego osobliwego świata, a dopiero po ogarnięciu bieżących spraw na wyspie, umieszczeniem w handheldzie kartridża z inną produkcją. Po prostu musiałem sprawdzić, co tam ciekawego dzieje się u mieszkańców, czego im trzeba, jakie to nowe przedmioty pojawiły się w sklepach lub czy kolejny budynek nie został już czasami otwarty. Normalnie prawie jak Facebook – musisz chłopie obadać, bo zginiesz.

Tomodachi Life tańce

I choćby dlatego Tomodachi Life to produkcja idealnie skrojona pod handhelda. Na chwilę obecną nie dysponuję bowiem lepszym tytułem do kilkudziesięciominutowego umilenia sobie posiedzeń w komunikacji miejskiej, tej rzeczywistej i tej spod znaku białego tronu. I tak po prawdzie, dokładnie w ten sposób należy sobie tę grę dawkować, bo jakiekolwiek dłuższe wypady do świata Tomodachi tworzą tu ryzyko wynudzenia na śmierć. Jakoś nie wyobrażam sobie, by ten nietuzinkowy tytuł był w stanie przekonać kogokolwiek spoza Japonii do zakupu 3DS’a. Jeśli jednak ktoś takową konsolę już posiada, Tomodachi Life zdecydowanie prędzej czy później powinno znaleźć się w jego growych zbiorach. Ze swojej strony taki ruch mogę już tylko polecić!

Tomodachi Life wsolny posiłek

Komentarze

6
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Dudzio993
    4
    Z nazwy odrazu skojarzyło się z tamagochi.
  • avatar
    kitamo
    1
    Japonia - tak bardzo dziwna
  • avatar
    Paacz
    -6
    w każdym kraju i wszędzie ..są geniusze i idioci ..i cwaniacy co chcą zarobić śmiejąc się z kupujących owy towar
  • avatar
    Konto usunięte
    0
    Nierzeczywista komunikacja miejska spod znaku białego tronu? :-D