W niedzielę samolot Delta Air Lines wystartował z Los Angeles, kierując się do Salt Lake City. Gdy lot zbliżał się do końca, załoga zdecydowała o nagłej zmianie planu i obrała kurs na Las Vegas. Powodem była utrata ciśnienia w kabinie, która wymusiła szybkie obniżenie pułapu oraz uruchomienie procedur bezpieczeństwa, w tym użycie masek tlenowych przez pasażerów.
Delta przekazała, że lot DL2311 przebiegał bez zakłóceń do chwili awarii systemu odpowiedzialnego za utrzymanie ciśnienia. Osoby na pokładzie opisywały sytuację jako wyjątkowo nerwową: maski tlenowe spadły samoczynnie, a brak jasnych informacji potęgował napięcie. Jeden z pasażerów podkreślał, że najbardziej stresująca była nie sama gwałtowna zniżka, lecz niepewność co do tego, co dokładnie się dzieje; komunikaty załogi, wypowiadane przez maski, były trudne do zrozumienia.
Nie podano oficjalnie, co dokładnie doprowadziło do usterki, jednak maszyna jeszcze tej samej nocy ponownie została dopuszczona do lotów. Tego rodzaju nagłe spadki ciśnienia należą do rzadkich zdarzeń, a jeśli problem udaje się opanować w ciągu kilku godzin, zwykle stoi za nim mniej poważna awaria – na przykład błąd oprogramowania albo niewielka wada zaworu.
DLA CIEBIESamsung - przegląd oferty lodówek
Zdarzenie różniło się od sytuacji z początku roku, gdy problem dotyczył Airbusa A319 tego samego przewoźnika. W tamtym przypadku ciśnienie spadało stopniowo, natomiast tym razem doszło do gwałtownej dekompresji, co oznaczało natychmiastową konieczność szybkiego zniżenia. W obu zdarzeniach załogi miały zareagować błyskawicznie, by zadbać o bezpieczeństwo podróżnych.
Z danych Flightradar24 wynika, że w opisywanym incydencie uczestniczył Boeing 737-900ER, pozyskany w 2023 r. od Lion Air, mający niemal 15 lat. Dla porównania: Airbus A319 związany z wcześniejszym zdarzeniem ma ponad 25 lat i w przeszłości latał w barwach Northwest Airlines.