Fortnite – jak narodził się hit Gry

Fortnite – jak narodził się hit

opublikowano przez Artur Cnotalski w dniu 2018-10-11

Fortnite Battle Royale jest dziś tytułem, który znają chyba wszyscy. Zanim jednak gra stała się fenomenem przez kilka dobrych lat istniała jako inny, nieco ignorowany projekt. Do gatunku Battle Royale wkroczyła zaś ucząc się od innego przeboju - PlayerUnknown’s Battlegrounds.

Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, ale Fortnite narodził się dzięki Minecraftowi. Powodowana fenomenem budowania świata z kwadratowych klocków firma Epic Games postanowiła podążyć tą ścieżką tworząc swoisty mix gry akcji i piaskownicy idealnie nadającej się do wznoszenia najróżniejszych fortyfikacji.

Fortnite - pierwsze zdjęcie z 2011 roku

Prace nad Fortnite rozpoczęły się bardzo dawno temu, przynajmniej jak na branżowe standardy. Pierwsza zapowiedź gry miała miejsce na imprezie Spike Video Game Awards w 2011 roku. Mało tego, padła z usta samego Cliffa Bleszinskiego, ojca Gears of War. Trudno się więc dziwić ekscytacji graczy. 

Tymczasem, jak się później okazało, istnienie projektu Fortnite ogłoszono niemal natychmiast po tym, jak zespół wpadł na pomysł stworzenia takiej gry. Nawet pokazany wówczas filmik prezentował bardziej pomysły, niż skończony produkt. Donald Mustard z Epic Games przyznał później, że w momencie pierwszej zapowiedzi nic praktycznie nie było gotowe. Cóż, taki już urok tej branży.

Fortnite Battle Royale - walka drużyn

Co ciekawe, później gra zniknęła ze świadomości szerokiej publiki i prasy na długie lata – choć od czasu do czasu pojawiały się kolejne prezentacje i zapowiedzi, nikt nie przywiązywał do nich szczególnej wagi. 

Gdy jednak Fortnite w końcu wyszedł z cienia i trafił do wczesnego dostępu w połowie 2017 roku trafił na całkiem podatny grunt. Ale choć milion ludzi zdecydowało się wówczas na jego zakup, to trudno nie zauważyć, że „Ratowanie Świata” (takiego podtytułu dorobiła się gra) przestrzeliło okno, w którym mogło stać się przeogromnym hitem.  

Owszem, w pierwszej chwili gra była dość przełomowa, pozwalając graczom psuć i przebudowywać świat w skali, która kojarzyła się dotąd przede wszystkim z dość topornym wizualnie Minecraftem. Kiedy jednak na horyzoncie pojawiła się faktyczna data premiery, a Epic Games wzięło się za promowanie tytułu rynek oferował już kilka innych, nie mniej atrakcyjnych, a przy tym ukończonych tytułów. Pierwotna wersja Fortnite ewidentnie straciła przewagę.

Na szczęście, goście z Epic szybko znaleźli rozwiązanie tego problemu, a było nim… Battle Royale. Stosunkowo młody gatunek sieciowej, arenowej strzelanki, w którym śmierć oznacza eliminację z danej partii, a głównym celem jest dotrwanie do końca potyczki jako pojedynczy zawodnik albo drużyna, miał już mocnego zawodnika w postaci PlayerUnknown’s Battlegrounds i innych, mniejszych tytułów, które próbowały uszczknąć część chwały tego hitu. 

Wiedząc, że w obliczu sukcesu PlayerUnknown’s Battlegrounds (znanym też jako PUBG) inne duże firmy zaczną szukać własnych okazji na złapanie kawałka tortu, Epic Games postanowiło w tym wyścigu wszystkich wyprzedzić. Mając całkiem solidnie wykonany szkielet własnego Battle Royale, w błyskawicznym czasie przystąpiło więc do budowania, a potem wydania swojej własnej wersji tego trybu. 

Co najważniejsze jednak, podczas gdy większość dotychczasowych naśladowców próbowała skopiować PUBG jak najdokładniej, ojcowie Fortnite postawili na coś zupełnie innego – kolorową, kreskówkową grafikę, humor i nieco delikatniejsze podejście do przemocy, dzięki któremu gra mogła otworzyć się na szerszą (i młodszą) widownię.

Fortnite Battle Royale - oko burzy

Do tego, w odróżnieniu PUBG Epic Games zaoferowało swoje własne Battle Royale za darmo, czyniąc je tym samym jeszcze bardziej przystępnym. Po Fortnite Battle Royale mógł więc sięgnąć każdy, o ile tylko był w stanie ją uruchomić. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że był to strzał w dziesiątkę!

Ale nie tylko ogólna dostępność stoi za fenomenem Fortnite’a. Nie mniejsze znaczenie ma fakt, iż tytuł ten wyraźnie stara się oderwać od stereotypu, w ramach którego strzelanka musi być jak najbardziej poważna i realistyczna, by było w niej miejsce na rywalizację. 

W realiach, w których pojedyncza partia może trwać od kilkudziesięciu sekund do kilkunastu minut ta lekka, pobudzająca do uśmiechu atmosfera, masa kolorowych, przyjemnych dla oka elementów otoczenia i poczucie, że wszystko toczy się w kreskówkowym świecie pomaga zdjąć sporo stresu i napięcia wiązanego zazwyczaj z takim współzawodnictwem.

Fortnite Battle Royale - na wózku sklepowym

Do tego jeszcze Epic Games nieustannie organizuje specjalne wydarzenia, które mają sprawić że rozgrywka, choć toczy się wciąż na jednej i tej samej mapie nigdy nie pozostaje na długo taka sama. Przez świat Fortnite przewinął się już Thanos w okolicach premiery Avengers: Infinity War, na wyspę spadły meteoryty, a jedną z ostatnich nowości był wielki sprężynujący sześcian (widmowy kamień), który przyciągnął uwagę wielu graczy bardziej niż strzelanie do siebie i walka o zwycięstwo. 

Także poza samą rozgrywką twórcy dokładają wszelkich starań, by atmosfera wokół Fortnite była jak najbardziej rodzinna – wakacyjne e-sportowe wydarzenia (choć Epic Games od określenia „e-sport” w stosunku do swojej gry raczej stroni) także pozbawione były tej super poważnej otoczki, jaka towarzyszy wielu innym tytułom, a transmitowanie wielkiego turnieju firma zostawiła w rękach popularnych streamerów, rezygnując ze swojego własnego zespołu komentatorów. 

I choć niektórzy już powoli wieszczą Fortnite Battle Royale nadchodzący spadek popularności, to końca szału jakoś nie widać. Bo tak naprawdę tytuł ten, podobnie jak Minecraft przed nim pokazuje, że jest fenomenem, który wychodzi mocno poza ramy, w jakich zazwyczaj mieści się branża gier komputerowych. Mało tego, robi to na tyle dobrze, że potrafi przyciągnąć do siebie ponad 120 milionów graczy na pecetach, konsolach i urządzeniach mobilnych. 

A „Ratowanie Świata”? Tam gdzie jest dostępne stanowi ciekawe urozmaicenie fantastycznej sieciowej gry i okazję, by skupić się bardziej na budowaniu niż strzelaniu i zabawie w wielkiej, chciałoby się rzec Epic’kiej piaskownicy.


Fortnite w wersji na Androida

marketplace

Komentarze

11
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Brakuje odpowiedzi:
    Spróbowałem, nie posmakowało, wyplułem :P
  • avatar
    Udostępnią w końcu to "ratowanie świata" ??
    Zaloguj się
  • avatar
    Zmieńcie tytuł "Fortnite – jak narodził się rak"
    Zaloguj się
    -5
  • avatar
    Próbowałem w to zagrać...
    Zainstalowałem ...Pograłem może 3 tygodnie...
    Wywaliłem z dysku...
    Chyba nie wrócę...

    A teraz po kolei.

    Start gry - lot - wybór strefy zrzutu - skok - lądowanie.
    Szybko do budynku w poszukiwaniu broni.
    Narazie ok.
    Nasłuchujemy - dzwięk to podstawa.
    Skradamy się. Chowamy - ok.
    Strzelamy, gonimy uciekamy...ok
    Zero pojazdów - wszystko z buta...porażka.
    Strefa się zacieśnia...ok
    Napięcie rośnie.
    Przeciwnicy odpadają.
    Strefa cały czas się zmniejsza.
    Zostaje trzech czterech na mapie...
    Zaczyna się debilne budowanie wieży z blachy czy drewna...
    Koniec emocji.
    I tak w kółko...
    Nudne się to robi po tygodniu.

    Zalety - mała konfiguracja kompa - idzie to to na 4 giga ramu.
    Wady - Brak pojazdów , debilne budowanie.
    Zaloguj się
    -7
  • avatar
    Mnie fenomen tej gry nie kupił, jednak mam swoje tytuły.
    Pograłem kilka dni, potem stało na dysku z miesiąc i ostatecznie wyleciało do otchłani niebytu. Nie wiem może jestem za stary na takie gierki chociaż 22 lata to raczej mało :P