Intensywne zabiegi twórców oprogramowania dla smartfonowych aparatów, wdrażanie funkcji AI na siłę bez uzasadnienia, sprawia, że choć fotografowanie telefonami ma ogromny sens, to trudno uznać te urządzenia za przydatne w zastosowaniach profesjonalnych. No dobrze, są branże, w których telefon jest przydatny, choćby ubezpieczenia samochodowe, gdzie agent wykorzystuje zdjęcia z telefonu dla dokumentacji zdarzenia, stanu technicznego samochodu.
Sensor smartfonowego aparatu ma potencjał
Dążenie AI do „poprawiania” smartfonowych zdjęć, może w pewnym momencie postawić takie zastosowanie telefonu - dokumentacja - pod znakiem zapytania, ale w końcu to wina tylko oprogramowania. Dokumentację można teoretycznie zrobić samodzielnie, dysponując samym tylko sprzętem. Dla przeciętnego użytkownika jest to jednak działanie poza zasięgiem, pozostaje ewentualne posiłkowanie się aplikacjami aparatu z Google Play czy AppStore.
Jednakże naukowcy potrafią użyć smartfonowe aparaty w sposób bardzo sprytny. A nawet nie aparaty, co sensory w nich stosowane. Tak właśnie stało się w przypadku pracowników CERN, którzy postanowili wykorzystać 60 sensorów ze smartfonowych aparatów, by skonstruować detektor zjawisk anihilacji. Zachodzą one w sytuacjach, gdy cząstka materii i antymaterii się zderzają, co prowadzi do ich unicestwienia. Towarzyszy temu emisja wysokoenergetycznych fotonów gamma, ale może dochodzić to chwilowej kreacji innych cząstek i promieniowania.
Wyjątkowa cecha sensora z aparatu smartfonowego - rozdzielczość
Niektórzy fotografujący zwykłymi cyfrówkami krytykują techniczne aspekty fotografii smartfonowej, w tym niewielki rozmiar czujnika, a co za tym idzie pojedynczego piksela. Ten z kolei przekłada się na niewielki stosunek sygnał-szum, czyli mówiąc potocznie spore szumy na matrycy. Twórcy smartfonowych aparatów radzą sobie z problemem nie tylko udoskonalając konstrukcje pikseli, wprowadzając coraz większe sensory do smartfonów, ale też łącząc dane odczytywane z pikseli, by symulować ich większy rozmiar.
Naukowcom z projektu AEgIS w CERN ta negatywna cecha sensorów smartfonowych - piksele o rozmiarze rzędu 1 mikrometra - jednakże nie przeszkadza. Za to ogromna rozdzielczość przestrzenna jaką zapewniają takie układy (dziś w telefonach mamy przecież 200 Mpix rozdzielczości aparaty), jest ogromnie przydatna dla rejestracji miejsca anihilacji i ścieżek jakie pozostawiają w otoczeniu produkty unicestwienia materii i antymaterii. Ocena szerokości ścieżek pozwala na przypisanie ich konkretnym cząstkom, protonom lub pionom.
Francesco Guatieri z zespołu badawczego chwali się stworzeniem kamery o największej rozdzielczości w historii. Detektor wykorzystuje 60 sensorów, które zapewniają rozdzielczość obrazów 3840 Mpix. Wynika z tego, że zastosowane sensory mają rozdzielczość 64 Mpix, czyli mniej więcej tyle co najpowszechniej stosowane układy w modułach smartfonowych aparatów. Naukowcy powołują się w pracy na układy Sony IMX219, ale te mają 8 Mpix, więc albo nie wszystkie detale konstrukcji są nam znane, albo w finalnym sensorze zastosowano inne sensory. Poddane zostały one modyfikacji, usunięto warstwy sprzed pikseli (np. filtry), które nie były potrzebne w tym przypadku.
Do czego posłuży kamera ze smartfonowych sensorów?
Zespół AEgIS (Antimatter Experiment: gravity, Interferometry, Spectroscopy) bada zjawisko spadku swobodnego antywodoru (jego jądro stanowi właśnie antyproton) w ziemskim polu grawitacyjnym. Wiązka antycząstek porusza się horyzontalnie, a do rejestracji odchyleń w jej ruchu stosowany jest tak zwany deflektometr mory. Badania są potrzebne dla potwierdzenia zgodności wartości przyśpieszenia grawitacyjnego dla materii i antymaterii. Różnice naruszałyby zasadę słabej równoważności, która jest podstawą Ogólnej Teorii Względności.
Zdolność wykrycia miejsca anihilacji z rozdzielczością rzędu 0,6 mikrometra stanowi 35 krotną poprawę względem wcześniej stosowanych metod. Dotychczas jedynym sposobem były płyty fotograficzne, ale analiza zebranych tak danych była utrudniona. I dlatego skierowano się w stronę technologii stosowanej w życiu codziennym. To przykład, gdy transfer technologii zachodzi w odwrotnym kierunku, ze świata codziennego do świata nauki.
Źródło: CERN, inf. własna