Apple w Europie nie ma sensu. Pełna cena, wybrakowany produkt [Opinia]
Podczas prezentacji inaugurującej konferencję WWDC 2026, Apple zaprezentowało zmiany i rozwiązania, jakich możemy się spodziewać w systemach operacyjnych iOS 27, macOS 27 i watchOS 27, które wprowadzone zostaną jesienią tego roku. Mieszane uczucia? To mało powiedziane.
Śmiało można powiedzieć, że firma z Cupertino zaprezentowała wiele interesujących rozwiązań, które stanowią realną korzyść dla użytkowników urządzeń z nadgryzionym jabłkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że konferencja pozostawiła spory niedosyt, szczególnie u miłośników marki mieszkających na terytorium Unii Europejskiej.
Zacznijmy zatem od pozytywnej informacji. Apple wprowadza na swoje urządzenia konta dla dzieci. Tak naprawdę takiego rozwiązania brakowało od dawna. Żyjemy w czasach głębokiej immersji w mediach społecznościowych i w ekranach. Naukowcy od lat ostrzegają przed niekontrolowanym użytkowaniem technologii przez dzieci, które pozostawione same sobie spędzają długie godziny dziennie w mediach społecznościowych, oglądając w nich setki, jeśli nie tysiące shortów, reelsów i tiktoków i rozmawiając tam ze znajomymi i nieznajomymi. Efektem takiego braku kontroli jest ograniczenie zdolności do skupienia, uzależnienie od krótkich form video, które stanowią swoiste mikrodawki dopaminy, których dziecko z dnia na dzień potrzebuje coraz więcej. Co więcej, nie trzeba tutaj także wspominać o tym, że jako rodzice nie mamy realnie kontroli nad tym, z kim tak naprawdę dziecko rozmawia w internecie, a zagrożenia są tutaj realne i poważne.
Konta dla dzieci połączone z kontami rodziców na urządzeniach Apple mają zmienić tę sytuację. Z jednej strony dziecko będzie miało swojego własnego iPhone'a, a z drugiej rodzic będzie miał pełną kontrolę nad tym, jak dziecko z niego będzie korzystało. Rodzic czy opiekun prawny w końcu będzie miał możliwość nakładać ograniczenia na instalowane aplikacje, na czas spędzany w aplikacjach, na strony odwiedzane w internecie oraz na osoby, z którymi dziecko będzie się mogło kontaktować za pomocą swojego urządzenia. To naprawdę ważne rozszerzenie możliwości upewnienia się, że dziecko nie jest wystawione na hejt, nie spędza godzin na TikToku, czy nie rozmawia z nieznajomymi. Tutaj firmie z Cupertino nie można odmówić pomysłowości i jest to rozwiązanie, które jednoznacznie należy ocenić pozytywnie.
Apple naprawił nowe iPhone’y. Koniecznie zainstaluj tę aktualizację
A teraz kilka słów o WWDC 2026 z perspektywy miłośnika Apple z Europy...
Gdyby wykorzystać dawno porzucone nazewnictwo urządzeń Apple do określenia zaprezentowanych systemów operacyjnych, to iOS 27 tak naprawdę powinien nazywać się iOS 26s. Dodanie litery "s" do nazwy urządzenia (jak iPhone 4s po iPhonie 4) wskazywało bowiem zawsze nie tyle rewolucyjne zmiany, ile jedynie dopracowanie urządzenia z poprzedniego roku.
Apple zaprezentowało bowiem system, który wygląda dokładnie tak, jak zeszłoroczny iOS 27, jedynie bardziej dopracowany. Tak, wiem, sztuczna inteligencja i Siri, ale o tym za chwilę. Mamy tutaj nieco bardziej dopracowany interfejs Liquid Glass. Możemy suwakiem ustawić przezroczystość elementów interfejsu tak, aby nam pasowało. Mamy tutaj także nieco bardziej "szklane" ikony aplikacji, aczkolwiek gdyby o tym nie wspomniano na konferencji, to bym tego nie dostrzegł.
Żadna z aplikacji dostarczanych przez Apple nie dostała jednak jakiejś nowej przełomowej funkcji, o aplikacjach na Apple Watch, iPada czy MacBooka nie wspominając. Systemy z liczbą 27 to jedynie dopracowane systemy z ubiegłego roku.
Czy to tak naprawdę przeszkadza?
Nie, bowiem i tak wszyscy od lat czekają na nową Siri, która wprowadzi Apple na poziom konkurencji z Androidem, która przecież wprowadza AI absolutnie w każdy aspekt użytkowania telefonu. Nie ma co się oszukiwać, Gemini jest dosłownie pod palcem użytkowników każdego nowego urządzenia z Androidem. Owszem, użytkownicy iPhone'a też mogą sobie zainstalować aplikację Gemini na swoim smartfonie i z niej korzystać. Wszyscy jednak wiemy, że nie o to chodzi.
Apple od co najmniej dwóch lat przekonuje, że Apple Intelligence oraz Siri wprowadzą nas na zupełnie nowy poziom. Sztuczna inteligencja na urządzeniach z jabłkiem ma być bowiem świadoma tego, jak użytkownik korzysta z urządzenia, co ma zapisane w różnych aplikacjach, rozumieć jego działania i podsuwać mu informacje agregowane ze wszystkich aplikacji systemu. Brzmi wspaniale. W końcu będzie można powiedzieć chatbotowi, aby wysłał zdjęcie, które otrzymaliśmy od znajomego X mailem do znajomego Y za pomocą iMessage, dodając do tego informację zapisaną w aplikacji Mapy i dorzucając ostatnio dodaną do ulubionych piosenkę z Apple Music.
Brzmi dobrze? Taka właśnie ma być Siri AI, która jesienią będzie dostępna na urządzeniach z systemami oznaczonymi liczbą 27. I tu pojawiają się problemy.
Pamiętacie, jak w 2024 r. Apple prezentowało urządzenia z linii iPhone 16? To wtedy usłyszeliśmy o Apple Intelligence. Z jesiennej prezentacji dowiedzieliśmy się, że iPhone 16 powstał właśnie do obsługiwania Apple Intelligence. Problem w tym, że owa jabłkowa inteligencja zaliczyła spore opóźnienie, a gdy już się pojawiła, to była tak niedoskonała, że tak naprawdę nikt z niej nie korzystał. Wszyscy oczekiwali na dopracowanie Apple Intelligence i wprowadzenie nowej Siri, bo z obietnic z 2024 r. w kwestii Siri zmaterializowała się jedynie nowa animacja uruchomionej Siri.
W końcu, w 2026 r., z dwuletnim poślizgiem Apple zaprezentowało Siri AI, która oparta jest na modelach Gemini i która będzie w stanie spełnić obietnice sprzed dwóch lat. W kontekście obietnic sprzed dwóch lat osobliwie brzmi informacja, że najsilniejsze modele AI od Apple będą działały na iPhonach Air i iPhonach 17 Pro i Pro Max. Przecież to iPhone 16 był zbudowany od podstaw do korzystania z Apple Intelligence. Trochę to nieuczciwe.
Ten sam problem dotyczy zresztą nie tylko smartfonów.
Nowy watchOS 27 będzie dostępny na Apple Watchu 10 i nowszych. Zdumiewająca informacja, bowiem oznacza to, że zaledwie trzyletni Apple Watch 9 już się do tego nie kwalifikuje. Informacja ta zaskakuje jeszcze bardziej, gdy uświadomimy sobie, że zarówno "dziewiątka", jak i "dziesiątka" mają tak naprawdę ten sam procesor. Ktoś w Apple naprawdę odważnie postanowił zrujnować opinię marki jako tej, która gwarantuje bardzo długie wsparcie dla swoich urządzeń.
Nie ma co się jednak ekscytować tymi niuansami, bowiem jest tutaj jeszcze jeden problem.
Najpierw w trakcie konferencji dowiedzieliśmy się, że na początku Siri AI będzie dostępna jedynie w języku angielskim, a inne języki pojawią się później. W tym momencie wszystkie nadzieje na to, że oparcie Siri o Gemini oznacza, że w końcu będzie ona mówiła i rozumiała po polsku (jak chociażby aplikacja Gemini na wszystkich urządzeniach z Androidem i na iPhonie) wyparowały.
Gdy miłośnicy Apple dopadli już do klawiatur, aby wylać swoją frustrację na ten fakt, nie wiedzieli jeszcze, że tak naprawdę ten problem ich nie dotyczy, bowiem Siri AI na smartfonach i tabletach będzie niedostępne w najbliższym czasie w Unii Europejskiej. Powodem oczywiście są europejskie przepisy DMA.
Nie będę tutaj się rozwodził nad tym, kto ma rację w tym sporze, bo to nie jest istotne. Z jednej strony UE walczy z monopolami, z drugiej... nikt nie robi problemu z tego, że w nowym BMW nie można zainstalować kierownicy z Audi. Rzeczywistość jest taka, że gdy Apple wprowadza nowy system, którego najważniejszą, nową cechą jest Siri AI, setki milionów klientów z Europy dostaną urządzenie wybrakowane, w którym tej najważniejszej cechy nie będzie. Jeżeli ktoś się łudzi, że Apple musi tylko dostosować Siri AI do europejskich przepisów i zapewne za kilka miesięcy wszystko już u nas będzie, przypomnę tylko o funkcji iPhone Mirroring zaprezentowanej dwa lata temu. Ona także nie trafiła do krajów UE ze względu na DMA. Do dzisiaj jej nie ma i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się pojawi.
Liczę zatem na to, że miłośnicy Apple w Europie - dla własnego dobra - znacząco ograniczą zakupy produktów marki z Cupertino.
Tak, Apple to jedna z najbogatszych firm na świecie, ale tylko presja ze strony klientów, którzy zamkną przed nią miliony swoich portfeli, może sprawić, że firma z większą determinacją będzie pracowała nad dopasowaniem swoich rozwiązań do wymogów DMA. Jeżeli natomiast nadal będziemy kupować urządzenia Apple i rachunek ekonomiczny w Cupertino będzie się zgadzał, to będziemy za pełną kwotę otrzymywali wybrakowany produkt ciesząc się, że otrzymał nowy kolor obudowy.
Czysto subiektywnie, jako użytkownik Apple od wielu lat, po raz pierwszy zastanawiam się nad wyjściem z ekosystemu Apple i zakupem "zwykłego Androida" i korzystaniem z niego do czasu, gdy Apple w końcu dogada się z regulatorami europejskimi i wprowadzi na nasz rynek wszystkie rozwiązania, które w tej samej cenie oferuje w innych częściach świata.