Dlaczego nowy MacBook Pro powinien być 17-calowy?
I co oprócz większego ekranu powinien oferować? Jeśli firma Apple chce, by MacBook Pro pozostał atrakcyjny, powinna przemyśleć swoją politykę.
Za mały, za słaby i za bardzo ograniczający – taki jest zdaniem wielu branżowych ekspertów nowy MacBook Pro. Niejednokrotnie mają oni tylko jedno zalecenie dla Apple, które można by streścić następująco: czasem warto zrobić krok wstecz, szczególnie gdy próbowało się za bardzo skoczyć do przodu.
Mija pięć lat odkąd firma Apple zaprzestała produkcji 17-calowego MacBooka Pro. Powodem była niemożliwość połączenia wydajności z mobilnością. Dziś jednak stworzenie takiego laptopa nie byłoby większym problemem, ale gigant i tak upiera się przy 13 i 15 calach. Jednak w porządku, można pójść na kompromis i wybrać ten większy model, ale zęby zdecydowanie trudniej zacisnąć w obliczu innych punktów specyfikacji. Przy „siedemnastce” nie musiałoby być takich dylematów.
Choć ogólnie rzecz biorąc podzespoły nowego MacBooka Pro nie są najgorsze, łączna moc obliczeniowa w pewnych przypadkach może być niewystarczająca. Siedemnastocalowy laptop tymczasem mógłby zostać wyposażony w czterordzeniowy procesor AMD Ryzen lub Intel Core i7 nowej generacji oraz kartę graficzną klasy GeForce GTX 1070 (podczas gdy obecne maksimum to Radeon Pro 460). Niewielkie poświecenie czasu pracy i kilkaset gramów więcej powinno okazać się opłacalne.
Jednym z największych grzechów nowego MacBooka Pro jest fakt, że oddaje on do dyspozycji maksymalnie 16 GB pamięci RAM – nie może być inaczej w przypadku połączenia dwóch modułów pamięci typu LPDDR3 z procesorem Skylake. Wystarczyłaby zamiana standardu na DDR4 i już biznesowi użytkownicy mogliby cieszyć się 32 gigabajtami pamięci operacyjnej. Chcieliby mieć taką możliwość? Pewnie, że by chcieli.
To, że pamięć RAM jest zintegrowana z płytą główną nie jest w ultrabookach niczym nowym, zaprezentowany w ubiegłym roku MacBook Pro w takiej samej postaci oddaje jednak dysk twardy. Niby nic, ale jednak uszkodzenie któregokolwiek modułu oznacza kosztowną wymianę całego układu. W okresie gwarancyjnym – żaden problem, po już tak przyjemnie nie jest. Najlepszym podsumowaniem jest jednak „jedynka” za podatność na naprawy od serwisu iFixit – jedynym elementem, który daje się nareperować jest… trackpad.
Czas na kolejny ciężki grzech Apple, czyli kompletnie nielogiczne z punktu widzenia użytkownika usunięcie podstawowych portów, takich jak USB 3.1 czy HDMI. Aby cokolwiek podłączyć, potrzebne są adaptery. Nowy, siedemnastocalowy MacBook Pro mógłby więc być powrotem do wcześniejszej polityki – wszak byłoby więcej miejsca. Choć wszyscy wiemy, że brak miejsca akurat podstawowym powodem nie był.
Na koniec: klawiatura. Doczekaliśmy się zmiany klawiatury w nowych MacBookach Pro, która nie jest wprawdzie jakoś wyjątkowo zła, ale to jej starszy typ był jednym z powodów, dla których kochało się te przenośne komputery Apple. Nowy, 17-calowy laptop mógłby więc być powrotem do przeszłości i w tej kwestii.
Innymi słowy, Apple, przywróć funkcjonalność z poprzedniej generacji, przypomnij sobie o 17-calowych ekranach i wprowadź wydajność na wyższy poziom. Brzmi jak plan?
Na podst. „Apple, bring back the MacBook Pro 17 and make your laptops great again” - Gordon Mah Uhg/PCWorld. Foto na wejście: Apple