Nauka: a może lepiej nie wychylać się ze swoimi osiągnięciami

Naukowców można klasyfikować dzieląc na przykład na grupę bardzo aktywnie promującą swoje osiągnięcia i tych, którzy wolą się nie wychylać.

Image
Karol Żebruń

Ostatni nasz tekst o ITME i chwiejnej przyszłości „polskiego grafenu” wywołał spore emocje, którym ujście daliście w licznych komentarzach. Skłania też do zastanowienia się (to w pewnej mierze osobista refleksja) nad kwestią przyszłości jakiegokolwiek projektu, o którym głośno się mówi. I to nie tylko w naszym kraju.

Pamiętacie „niebieskie lasery” i co z tego wynikło. Liczę, że „polski grafen” nie podzieli ich losu, choć wiele wskazuje, że nie będzie to łatwa droga.

Dlaczego ciągle nam nie wychodzi

Problemem jest prawdopodobnie niedostateczne zrozumienie tego czym jest nauka, jakie może dać korzyści i dlaczego firmy zajmującej się problemami naukowymi nie można traktować wyłącznie jako dojnej krowy, która przynosi korzyści zarządowi, a w razie czego może przecież zbankrutować, by biznesmeni mogli zaczepić się w nowej pracy.

Najłatwiej jest winić tych, którzy bezpośrednio odpowiadają za taką, a nie inną kondycję przedsiębiorstwa. Słusznie, też ponoszą konsekwencje, lecz do ich winy dokłada się też wina związana ze zbyt małymi (wciąż) nakładami na promowanie nauki (działy PR, dobrze prowadzone biura prasowe w instytutach też maja na to wpływ). Te powinny być nieporównanie wyższe od nakładów na samą naukę, bo szanować ten świat powinien każdy człowiek, być naukowcem nie musi już każdy.

Nauka to biznes czy powołanie? - każdy inaczej to widzi

W Polsce powstaje coraz więcej projektów, których celem jest zachęcanie młodych ludzi do rozwijania swoich zainteresowań. Centra wiedzy, festiwale, pikniki naukowe, to wszystko bardzo dobre działania. Tylko że jest ich chyba nadal za mało, choć Centrum Nauki Kopernik niedawno pochwaliło się 7 milionowym zwiedzającym.

To nie tylko moje poglądy, znam wiele osób mniej związanych ze światem nauki, które mają podobne przemyślenia. Mam też wrażenie, że w niektórych przypadkach głośne z początku projekty edukacyjne tracą na świeżości. Stają się powtarzalnymi działaniami, które nie zmieniają się od lat.

Mały sukces małe kłopoty, duży sukces….

Przykład ITME to z kolei przykład jak sukces i wiążące się z nim ogromne oczekiwania mogą przynieść wiele kłopotów. Zamiast rozwinięcia potencjału naukowego, przekucia rezultatów laboratoryjnych na konkretny produkt, który da się wykorzystać w przemyśle, instytut zaczął przynosić straty i tracić wartościowych pracowników.

Osiągnięcia ITME były dobrze zakomunikowane i tu docieramy do sedna całej sprawy. Być może za dobrze, bo wydaje się, że pojawiły się osoby/instytucje wietrzące szanse zarobienia na entuzjazmie związanym z projektami, a niekoniecznie wierzące w powodzenie samego projektu.

To oczywiście subiektywna opinia człowieka, który szanuje naukę i życzy jej jak najlepiej. W świetle takiego rozumowania, trzeba też inaczej spojrzeć się na grupy naukowców, którzy nie chcą za bardzo wychylać się ze swoimi osiągnięciami. Być może nie wszystkich takich ludzi należy napiętnować. Być może cześć z nich kryje się nie dlatego, by po cichu konsumować państwowe dofinansowanie. Lecz dlatego, gdyż tylko unikanie zbytniego rozgłosu (wystarczy go tyle by zdobyć środki na dalsze działania) na pewnym etapie prac pozwoli doprowadzić do ich szczęśliwego zakończenia.

Źródło: Inf. własna

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY