Na targi IFA zwykle jadę oglądać nowości RTV i AGD, ale często udaje się też wypatrzyć coś niepozornego, choć faktycznie interesującego. Tak było też tym razem.
W tym artykule:
Dla tych z was, którzy nie do końca kojarzą nazwę Hama (bo z pewnością przynajmniej obiła wam się o uszy), spieszę wyjaśnić, że jest to niemiecki producent i dystrybutor akcesoriów z ponad stuletnim stażem w branży. Skoro mamy to za sobą, przejdźmy do samych nowości z ich stanowiska, które tak dobrze sprawdzą się w podróży.
Innowacja w powerbanku? Hama potrafi zaskoczyć
Wydawać by się mogło, że powerbanki obecnie nie mogą nas już zaskoczyć. Ot, bateria z wbudowanym gniazdem USB, czasem też z ładowaniem indukcyjnym lub prostym wyświetlaczem. Aby na tym poletku się wyróżnić, trzeba nieco finezji i właśnie tym wykazała się Hama, prezentując swoje nowe powerbanki. Owszem, liczba mnoga, bo tych nowości jest kilka – dla każdego coś miłego.
Roll-Up – powerbank z wbudowanym przewodem USB-C, zatem nawet jeżeli ten, którego używacie, zgubi się lub uszkodzi, macie awaryjnie zawsze obecny kabel w samym banku energii. I to taki, który pozwoli ładować z pełną mocą wybranego modelu, wynoszącą odpowiednio 22,5 W dla pojemności 36 Wh (10 000 mAh) oraz 45 W dla pojemności 72 Wh (20 mAh). Wspomniany przewód ma około 50 cm długości i jest rozwijany z wnętrza urządzenia (chowa się samoczynnie z blokadą co 5 cm), a końcówka jest magnetycznie mocowana do obudowy. Oba modele mają złącza USB-C i USB-A oraz kolorowy wyświetlacz LED. Sugerowane ceny to 40 € i 60 €.
Fold – powerbank z wbudowaną wtyczką (i przewodem) – prawdziwy człowiek orkiestra pośród powerbanków. Na jednej ze ścian wyprowadzono składaną wtyczkę do europejskiego kontaktu, która oczywiście pozwala ładować powerbank poprzez wpięcie go do kontaktu (co zasila też podpięte do niego urządzenia do 20 W). Nie musicie zatem brać specjalnego zasilacza do ładowania samego banku energii, a to kolejne 150-200 g mniej w plecaku! Mamy tu dwa złącza USB (A i C) oraz specyficznie wyprowadzony przewód USB-C, który na co dzień pełni funkcję pętli do mocowania banku, np. do plecaka lub paska (przewód jest wzmocniony).
W tym przypadku lepszy jest również wyświetlacz – to już pełnoprawny panel LCD TFT mogący pokazywać różne informacje (przełączamy się między nimi przyciskiem). Do sklepów trafią dwa warianty mocy ładowania – 30 W (60 €) i 65 W (70 €), ale pojemność jest w ich przypadku taka sama (36,5 Wh).
Qi2 25 W – magnetyczny powerbank z podpórką dla telefonu – typ urządzenia, bez którego nie wyobrażam sobie wyjścia na cały dzień z domu, zwłaszcza jeśli wiem, że będę intensywnie używać telefonu (np. na targach, takich jak IFA). Często nie mamy tego luksusu, aby móc telefon podpiąć przewodem do banku energii, ponieważ potrzebujemy swobody ruchu lub nie chcemy kabla idącego z plecaka do kieszeni spodni i wtedy takie plecki mocowane magnetycznie do telefonu ratują życie. W zestawie dostaje się magnetyczny ring do przyklejenia do telefonu lub etui, jeżeli nie mamy modelu z wbudowanym magnesem (np. MagSafe w telefonach Apple), a moc ładowania to aż 25 W.
Nie da się ukryć, że w tym przypadku jest to zdecydowanie "niewąski" dodatek do telefonu, co oczywiście wynika z jego pojemności 39 Wh, z czego około 30 Wh można przekazać ładowarką indukcyjną (jeżeli telefon podłączymy kablem, to straty będą mniejsze). Taki zapas energii pozwoli nam dwukrotnie do pełna naładować nawet iPhone 17 Pro Max (19 Wh). Bonusowe punkty za inwencję Hama zgarnia w tym przypadku za implementację podpórki, która pozwala rozstawić telefon z bankiem energii na blacie, aby komfortowo konsumować na nim treści. Jest też wyświetlacz, na którym można szybko sprawdzić pozostały zapas energii.
Cena w przypadku Qi2 nie powinna przekroczyć 200 zł, zatem nie będzie to nawet połowa ceny oryginalnego akcesorium Apple (które oferowało też 3x mniejszą pojemność…). Jeżeli jednak potrzebujecie właśnie czegoś bardziej dyskretnego, w stylu oryginalnego banku energii Apple (dodajmy, że już nieprodukowanego, poza wariantem dla Apple Air), to Hama przygotowała też jego bardziej bezpośrednie zamienniki – Qi2 Slim. Ich pojemność to 20 Wh, moc ładowania to 15 W (max dla iPhone) oraz nie posiadają wyświetlacza ani podpórki. Cena to 35 € i dostępne są nie tylko w kolorze czarnym, ale też niebieskim i piaskowym.
Jedna ładowarka, aby naładować wszystkie akcesoria
Jeżeli taki bank energii mocowany do telefonu wam wystarcza, ale często na wyjazdach macie problem, aby do kontaktu podpiąć wszystkie ładowarki do różnych akcesoriów, jako że w hotelach często nie ma nadmiaru gniazdek, a przecież nie będziecie targać wielkiej i ciężkiej listwy zasilającej (co sam kiedyś próbowałem robić…), to spodobają wam się nowości w samych zasilaczach od Hama. W praktyce wystarczy jedno urządzenie podpięte przez adapter gniazda zasilającego w danym kraju, aby podpiąć do ładowania telefon, zegarek i kamerę lub laptopa. Swoją drogą same adaptery zasilania Hama też pokazała i część z nich sama w sobie oferuje kolejne gniazda USB do ładowania akcesoriów – wtedy z jednego kontaktu można ładować na raz nawet sześć urządzeń!
Roll-up charger z wyświetlaczem – niepozornych rozmiarów zasilacze sieciowe (wtyczka do gniazda 230 V jest wyprowadzona na stałe), wykonane w technologii GaN (azotek galu), oferują bardzo wysoką moc – mniejszy z nich (55 €) generuje do 65 W dla złącza USB-C, a tylko nieco większy (80 €) dostarcza już 140 W szczytowej mocy, co pozwoli zasilić nawet laptopy do pracy kreatywnej. W obu przypadkach wbudowany jest rozwijany na około 50 cm przewód USB-C, a na wierzchu wyprowadzono gniazda USB-C i USB-A. Na bocznej ścianie umieszczono dotykowy przycisk, pozwalający zarządzać wyświetlaczem LCD TFT, z którego odczytamy np. aktualną moc ładowania, ale też temperaturę.
Stacja ładująca z trzema portami i zwijanym przewodem USB-C – ten sprzęt spodobał mi się najbardziej, jako że do kontaktu podłączamy go zwykłym przewodem 230 V i możemy wygodnie położyć taką stację np. na stoliku nocnym. Możliwość podłączenia do czterech urządzeń to też duża zaleta, bo pozwoli naładować np. dwa zestawy telefon + zegarek, jeżeli podróżujecie we dwójkę. Jest też duży wyświetlacz LED, którym sterujemy dotykowym przyciskiem na szczycie urządzenia i można jednocześnie doglądać mocy ładowania na każdym złączu.
Poza trzema złączami USB (2x USB-C i jedno klasyczne USB-A) jest też rozwijany przewód USB-C z magnetycznie mocowaną końcówką i, podobnie jak we wcześniejszych urządzeniach, można tu dopasować długość wysuniętego przewodu (maksymalnie do około 50 cm). Stacja ma być dostępna w dwóch wariantach mocy – 65 W (50 €), który szybko naładuje telefon lub handheld oraz 140 W (109 €), który pozwoli na stałą pracę na laptopie lub ekstremalnie szybkie ładowanie mniejszych urządzeń.
Supermałe, ale też supermocne ładowarki – wykorzystanie technologii GaN pozwoliło Hama zmniejszyć też klasyczne kostki zasilające do wręcz mikroskopijnych rozmiarów, jednocześnie zachowując ich bardzo wysoką moc ładowania. Kosteczka o mocy 45 W jest tak mała, że ledwo mieści się na niej jedno złącze USB-C, a wtyczka europejskiego gniazda zasilania 230 V wystaje poza jej obrys. Z ceną na poziomie 25 € za model o mocy 45 W nie jest może równie radośnie miniaturowa, ale już 40 € za model o mocy 100 W brzmi realnie kusząco (a pomiędzy jest jeszcze wariant 65 W za 30 €). Warto jednak podkreślić, że na polskim rynku wszystkie wyżej podane ceny powinny być niższe niż te podane na rynek niemiecki w euro.
Zasilacze ze składanym gniazdem – w praktyce zwykle to właśnie kształt zasilacza wynikający z obecności wtyczki jest największym problemem podczas pakowania do małego plecaka i tutaj też Hama wykazała się innowacyjnością. Nowa seria Foldable pozwala na położenie wtyczki zasilającej równolegle z urządzeniem podczas transportu, ale też podczas użytkowania. Oznacza to, że taki zasilacz nie musi już sterczeć ze ściany z kablami wystającymi jeszcze dalej do przodu, tylko można go zgiąć do góry lub ku dołowi. Wtedy też przewody idą sobie wzdłuż ściany, co często sprawia, że zasilacz zmieści się między nią a meblem. W tej kategorii jednak nadal moim ulubieńcem pozostaje Hama Flat Charger, który towarzyszy mi w każdej podróży za granicą (wtyczka zasilania chowa się w płaską konstrukcję zasilacza).
Ładowarka na osiem "paluszków", spełniająca normy linii lotniczych – ostatnia z nowości najbardziej ucieszy osoby korzystające ze sprzętów zasilanych tradycyjnymi bateriami (np. mikroporty, lampy, latarki, lokalizatory GPS itp). Otóż jest to futerał na osiem baterii AAA lub AA (zależnie od wybranego wariantu), który jednocześnie stanowi ich stację ładującą (zasilaną z USB-C). Futerał przewiduje osobne miejsce na każdą baterię, jest zabezpieczenie przed jego otwarciem oraz przeciw zwarciu baterii w środku, co oznacza, że można w ten sposób wrzucić do bagażu nadanego baterie litowo-jonowe bez ryzyka, że kontrola lotniska je zutylizuje przed załadowaniem walizki na pokład (a zdarzały mi się takie sytuacje ze "zwykłymi futerałami"...). Dla mnie rewelacja i jak tylko będą dostępne (w cenie 40 €), biorę dwie sztuki.
Zegarki do zadań specjalnych w dobrej cenie
Podczas przeglądania nowości na stanowisku Hama moją uwagę przykuł też nowy smartwatch Hama 9090. W jego przypadku połączenie dużego (1,48") dotykowego ekranu AMOLED chronionego powłoką Gorilla Glass z kopertą zabezpieczoną warstwą tytanu sprawia, że taki zegarek nie roztrzaska się przy pierwszym upadku. Jednocześnie dostajemy naprawdę funkcjonalny sprzęt z precyzyjnym lokalizowaniem GPS, nawet w centrum miasta (Dual-band) i z pomiarem wysokości (barometr). Można też z niego wysłać sygnał SOS, mapy GPS działają offline, a na jednym ładowaniu wytrzyma do 12 dni czuwania (jeżeli nie będziemy używać funkcji zawsze aktywnego ekranu). Aplikacja Hama pozwala na synchronizację nie tylko z telefonami na systemie Google, ale też tymi od Apple, włączając w to prowadzenie rozmów przez zegarek. Cena? Zaledwie 179 €.
Jeżeli nie potrzebujecie aż tak wytrzymałego sprzętu albo zależy wam na bardziej stylowym niż sportowym wyglądzie koperty, to powinien was zainteresować model Hama 9050 (wyceniony na 149 €). Tutaj dalej mamy precyzyjny GPS działający offline z pomiarem wysokości i tak samo długi czas pracy na baterii (ekran to też AMOLED, ale ciut mniejszy – 1,32"), ale nie ma już powłoki ochronnej Gorilla Glass i koperta jest w całości z bardziej miękkiego aluminium. Warto jednak zaznaczyć, że oba modele są tak samo odporne na zanurzenie (IP68 + 5 ATM), co oznacza, że można w nich rejestrować ćwiczenie w basenie lub jeziorze, o ile nie postanowimy gwałtownie skakać do wody lub z nimi nurkować. Zegarki mają wbudowaną pamięć na muzykę, zatem można z nimi np. wybrać się na bieganie bez telefonu – mapy działają offline, a słuchawki przez BT łączymy prosto z zegarkiem i po powrocie wszystkie odczyty synchronizują się z aplikacją w telefonie.
Dla najbardziej dynamicznych sportów, w których nie potrzebujemy ekranu albo jego ryzyko uszkodzenia jest zbyt duże, Hama przygotowała jeszcze jedną ciekawostkę – Smart Band One. To opaska na rękę (względnie nogę?), która rejestruje nasze parametry życiowe (w tym sen), pozycję GPS i jest odporna na zanurzenie. Bateria wystarcza na 10 dni czuwania, ale oczywiście wszelkie treningi angażujące czujniki i GPS znacznie skrócą ten czas. Opaska może działać samodzielnie i po treningu synchronizuje się z telefonem, a jej cena to 129 €.
Ponownie pokazano też zegarki dla dzieci. Tym razem są już gotowe do wprowadzenia na rynek i stanowią superuzupełnienie dla podstawowego telefonu u dziecka. Innymi słowy, nie trzeba już wyposażać młodzieży w smartfona (i ryzykować, że zatraci się w mediach społecznościowych), aby móc śledzić jej lokalizację (w tym dostawać powiadomienia, gdy ta wykroczy poza określoną strefę), zapewnić jej opcję wykonywania połączeń awaryjnych oraz możliwość nawiązywania (wideo)połączeń z rodzicem. Zegarek wytrzymuje do dwóch dni na jednym ładowaniu (z aktywną lokalizacją) i można się w nim myć (ale nie w wannie). Cena to 554,90 zł.
Słuchawki AI i głośniki MagSafe
Obecnie większość słuchawek gra na tyle dobrze, że dla typowego odbiorcy (nie audiofila) różnice w brzmieniu będą leżały w kategorii zmian subiektywnych. Aby czymś zainteresować nabywcę, trzeba pokazać coś więcej. Faktycznie zrobiła to Hama na IFA 2026, choć sam pomysł wywodzi się jeszcze z początku współpracy Hama z OpenAI w 2025. Ich słuchawki (wybrane modele z oznaczeniem Clarity AI) dostaną opcję tłumaczenia na żywo, z wykorzystaniem chmurowego modelu AI. Można zatem bez wyciągania telefonu z kieszeni usłyszeć na żywo tłumaczenie tego, co dzieje się dookoła. Oczywiście to nie pomoże (zbyt mocno) w rozmowie z obcokrajowcem, ale w przypadku uczestniczenia w prezentacjach i pokazach w obcym języku jest strzałem w dziesiątkę. Opóźnienie w tłumaczeniu to zaledwie kilka sekund, choć trzeba podkreślić, że aplikacja do działania wymaga dostępu do sieci. Można też użyć ich do generowania podsumowania ze spotkania, w którym bierzemy udział.
Same słuchawki, na przykładzie których testowałem tę funkcję (bezprzewodowe Passion Clarity AI z zamkniętą konstrukcją nauszną), oferowały wybitne tłumienie hałasów z zewnątrz i do tego jeszcze bardzo dobrze działające ANC. Łącząc to z przyzwoitym brzmieniem, dostajemy realnie bardzo ciekawy produkt na zagraniczne wojaże (zwłaszcza samolotem). Premiera tych słuchawek została zaplanowana jeszcze na ten rok, ale nie znamy dokładnej ceny (usłyszałem jedynie zakres 150-200 €).
Pokazano też nowe pchełki douszne z futerałem, który nie tylko służy do ich ładowania (w tym z wbudowanej baterii 350 mAh), ale może też pełnić funkcję mobilnego odtwarzacza muzyki (z wbudowaną pamięcią). Wyposażono go w duży, dotykowy ekran, który nie tylko pokazuje poziom naładowania każdego z komponentów, ale ma też wiele innych funkcji. Pokazano ponadto słuchawki nauszne (Hama Spirit Calypso X) z wymienną baterią, co oznacza, że nie tylko można szybko przywrócić im działanie, wkładając zapasowe baterie, ale w przypadku zwykłego uszkodzenia lub zużycia baterii można je po prostu wymienić. To jedne z pierwszych słuchawek które będą zgodne z najnowszą dyrektywą unijną dotyczącą wymienności baterii.
Ostatecznie pokazano nowe słuchawki Hama Freedom Open wykonane w technologii przewodnictwa powietrznego, co oznacza, że pełnią rolę małych głośników zaraz przy uchu. Dźwięk brzmi dobrze, ale jednocześnie nadal bardzo dobrze słyszymy otoczenie, a same słuchawki mocowane są na małżowinie, przez co trzymają się bardzo mocno, pozostając ledwie odczuwalnymi. To świetna opcja zarówno dla osób, które dynamicznie spędzają wolny czas i często gubią klasyczne pchełki, jak i cyklistów, zapewniając bezpieczeństwo słyszenia otoczenia i brak ryzyka zgubienia słuchawek na wybojach podczas drogi. Oczywiście słuchawki będą sprzedawane z etui, które potrafi je ładować w naszej kieszeni. Cena będzie wynosić między 99 a 110 zł, czyli będzie najkorzystniejsza na rynku za tego typu słuchawki.
Spośród głośników warto wspomnieć o Hama Spilit Calm (z opcją dokupienia dedykowanych słuchawek dousznych). To sprzęt dla osób, które mają problem z zasypianiem bez odpowiedniej stymulacji dźwiękowej (np. białego szumu). Z wbudowanej w urządzenie pamięci wybieramy najlepiej działający dla nas dźwięk (albo wgrywamy własne) i głośnik umieszczamy pod poduszką (lub parujemy z opcjonalnymi słuchawkami) i można skupić się na zasypianiu. Głośnik sam się wyłączy po zadanym czasie, a na jednym ładowaniu posłuży nam przez kilka nocy.