Monster Hunter 3: Ultimate – Polowanie na (naprawdę) grubego zwierza
Gry na konsole

Monster Hunter 3: Ultimate – Polowanie na (naprawdę) grubego zwierza

przeczytasz w 4 min.

Tworzenie przedmiotów to Twoja ulubiona część każdego MMO, a walki z potężnymi bossami są dla Ciebie wisienką na growym torcie? W takim razie witaj w raju!

Jest coś magicznego w możliwości ubicia przeciwnika kilakrotnie większego od nas. Wiedział o tym zapewne Dawid, zapodający Goliatowi pierwszego critical hita w historii świata, wiedziałem to również ja, kładąc na dechy bossa z cmentarza w Painkillerze, czy też ich całą gwardię z Shadow of the Collossus. Kiedy jednak moje drogi skrzyżowały się wreszcie z serią Monster Hunter, byłem całkowicie pewien, iż oto moja wędrówka w poszukiwaniu ideału dobiegła właśnie końca. W chwili, w której pierwszy, rozwścieczony Tigrex zawył z bólu na wskutek uciętego ogona, doznałem absolutu.

Monster Hunter 3: Ultimate - screen z gry

Im są więksi…

Monster Hunter 3 Ultimate to na pierwszy rzut oka dosyć pokraczny twór. Wydany w pierwszej kolejności jako Monster Hunter Tri wyłącznie na ś.p. Nintendo Wii, po latach przerobiony został na bardziej dopakowaną pod względem oprawy i zawartości wersję na 3DS’a, by ostatecznie wylądować również jako obsługujący 1080p exclusive dla Wii U. Podróż tej kategorii oraz te, a nie inne korzenie produkcji sprawiają, że raczej ciężko jest zakwalifikować ją jako najpiękniejszy tytuł na wyłączność dla nowej konsoli Nintendo. No, ale mówi się trudno. Zresztą najnowszy Monster Hunter brzydką grą i tak nie jest - tym bardziej w swojej handhelodowej odsłonie. No i poza tym, to nie oprawa stanowi o największej mocy tego tytułu, czy też całej serii w ogóle.

Monster Hunter 3: Ultimate - statek

To co w Łowcy Potworów zawsze było najpiękniejsze i co znalazło się i w trzeciej części, a miejmy nadzieję, że i w przyszłych odsłonach będzie równie cudowne, to rozgrywkowy rozmach tej produkcji. I nie chodzi tu tylko o ilość godzin jaką trzeba poświęcić grze by prawdziwie coś tutaj osiągnąć, ale także o góry przedmiotów do zebrania, broni i pancerzy do wykucia czy sposobów efektywnego ubicia konkretnych bestii do zapamiętania. Na początku bowiem zawsze zaczynamy tutaj jako zupełny leszcz, niepewnie obracając się w wiosce (będącej naszą bazą wypadową) i poznając łowieckie tereny w banalnych zleceniach opartych na zbieractwie. Z czasem jednak, od potęgi naszego miecza / lancy / kuszy / topora czy jakiejkolwiek innej broni, którą sobie upatrzymy, padać będą coraz to potężniejsze bestie. Z pobranych zaś z ich cielsk losowo generowanych elementów (łusek, rogów etc.) wysmażymy sobie mocniejsze pancerze i przedmioty masowej zagłady. I wyruszymy na kolejne łowy, bo jeśli już raz ktoś się w tą zabawę wkręcił, ciężko będzie mu z własnej woli wyłączyć konsolę.

Monster Hunter 3: Ultimate - gra

…tym lepsza z nich zbroja.

Osobiście, po pełnej uroku, lecz wciąż ośnieżonej wiosce z emanującego stonowanymi kolorami Monster Hunter Freedom Unite z otwartymi ramionami przyjąłem szaleństwo barw tropikalnego klimatu z Monster Hunter 3 Ultimate. Co więcej, dziki Lagicarus, drapieżny Baroth czy majestatyczny Ludroth udowodnili, że pomysłowość twórców w projektowaniu nowych drapieżników daleka jest od wyczerpania. Ponadto, szereg delikatnych zmian i nowości w rozgrywce (w szczególności tych dotyczących czerpania surowców produkowanych przez wioskę) również przypadł mi do gustu. Każdorazowo bowiem nasze działania na terenie osady wiążą się z otrzymaniem i stopniowym rozwojem mini-farmy, z której to również pozyskiwać możemy określone surowce po zakończonym polowaniu czy wyprawie. Dawniej, obskoczenie każdego ula, złoża minerałów czy grządki bywało bardzo nużące i na dłuższą metę męczyło – teraz zbieramy tu tylko to, co zleciliśmy pielęgnować pracującym dla nas kotom-farmerom. Tak, wiem. Koty-kucharze gotujące dla nas ciepłą strawę zwiększającą określone współczynniki też tu są. Nie pytajcie.

Monster Hunter 3: Ultimate - potwór

Faktem wartym odnotowania i pochwały jest tu także sprytnie wykorzystanie dolnego wyświetlacza Nintendo 3DS jak i ekranu charakterystycznego kontrolera Wii U – na jego powierzchni bez przeszkód możemy rozłożyć sobie interesujące nas elementy interfejsu doprowadzając nawet do sytuacji, w której akcja obserwowana na telewizorze bądź górnym wyświetlaczu w przypadku „kieszonsolki” nie będzie zakłócana żadnym paskiem życia, ekwipunkiem czy mapą terenu. W wersji przenośnej bardzo przydaje się też wrzucenie na oporowy ekranik 3DS’a cyfrowej wersji dodatkowego krzyżaka, kontrolującego obracanie kamery. I na co komu teraz toporny Circle Pad Pro?

Sezon na smoki

I w sumie to aż mnie korci, żeby napisać Wam tu jeszcze o konieczności łączenia zielonego zioła z niebieskim grzybem, a tego co powstanie dodatkowo z miodem, i gdzie płynąć gdy Gobul zakopuje się na dnie rzeki, i tak dalej i dalej. Problem polega jednak na tym, że Monster Hunter to produkcja tak wielgachna, jak i same potwory, które musimy w niej ubić. Żadne ilości znaków (licząc ze spacją i bez) nie są w stanie oddać należytego szacunku potędze złożoności tej gry, której w moim odczuciu jedynym minusem jest jej ogrom właśnie. Czy na polowanie wyruszałem tu zupełnie sam, czy też z trójką towarzyszących mi w trybie kooperacji łowców-graczy, Monster Hunter zawsze pozostawał tytułem, który jednocześnie się kocha i nienawidzi. W którym tryiumf na przemian miesza się z rozpaczą i zrezygnowaniem. I cóż powiedzieć Wam więcej – tej słodko-gorzkiej mieszanki najlepiej spróbować jest samemu. Tylko tak będziecie mogli sprawdzić, który ze smaków będzie dla nas silniejszy. A nuż, podobnie jak ja, odkryjecie grę swojego życia.

 

Moja ocena:
Grafika:
zadowalający plus
Dźwięk:
 dobry
Grywalność:
 dobry
Ogólna ocena: 
 

Komentarze

2
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Konto usunięte
    1
    "Wiedział o tym zapewne Dawid, zapodający Goliatowi pierwszego critical hita w historii świata" - naprawdę dobre, dzięki Panie Robercie za mistrzowski tekst - zaraz mam lepszy humor z rana :D.