
Długo przyszło nam czekać, aż nowości Samsunga z CES 2026 zawitają nad Wisłę, ale zdecydowanie było warto. Odwiedziłem Samsunga i już po oficjalnej prezentacji sprawdziłem możliwości dwóch najciekawszych telewizorów, które w tym roku mogą podbić rynek.
Jeżeli powoli przymierzacie się do wymiany telewizora albo w końcu postanawiacie nabyć swój pierwszy model, to z pewnością już słyszeliście o “RGB LED”. Samsung w tej materii też dokłada swoją cegiełkę i to z rozmachem, jako że w jego przypadku diody są mniejsze od milimetra, co daje im podstawy do określenia podświetlenia mianem Micro RGB (LED). Wbrew pozorom jednak to nie model z tej serii wydaje mi się najciekawszą propozycją, zwłaszcza teraz, gdy już znamy ceny oraz pierwsze wyniki testów, jako że miałem już okazję sprawdzić najważniejsze parametry wybranych przeze mnie modeli, zanim jeszcze trafią do mnie na pełną recenzję. Otóż może i tendencyjnie, ale to jeden z OLEDów zdaje się skradać show nowej serii RGB micro LED. To jednak nie koniec nowości, bo Samsung zaprezentował też zupełnie nową rodzinę telewizorów budżetowych, która przynajmniej z jednego względu jest warta uwagi. Finalnie chciałem się też podzielić pierwszymi wrażeniami z realnego odsłuchu nowych lifestylowych głośników - Music Studio 5 oraz 7. Sporo tego, zatem bez dalszego przedłużania zaczynajmy.
Neo QLED idzie w odstawkę - teraz króluje RGB LED
To już dobre 5 lat mija, od kiedy Samsung zaprezentował światu technologię Neo QLED, w której połączono innowacyjne wówczas podświetlenie mini LED (z 12-bitową precyzją sterowania!) z prawdziwą powłoką kropek kwantowych. Kolory uzyskiwane wtedy przez topowe modele wykraczały ponad możliwości wszelkiej konkurencji, podobnie jak i szczytowa jasność w połączeniu ze sporą liczbą niezależnych stref wygaszania, która przekłada się na wyjątkowo przekonujące efekty HDR. Teraz przyszła pora na kolejny milowy przeskok w technologii podświetlenia telewizorów LCD i bez wątpienia jest nim przejście na zestawy diod RGB, co oznacza, że już na etapie podświetlenia telewizor uzyskuje solidną podstawę koloru, a co za tym idzie większą jego jasność po przejściu światła przez filtry. To właśnie idea przyświecająca technologii Micro RGB znowu zachwyci cały świat kolorami w telewizorach koreańskiego producenta.
Do oferty trafiają obecnie dwie serie - R85H oraz R95H, które mogą też występować z “6” na trzeciej pozycji (w zależności od lokalnej sieci sprzedaży). Pierwsza z nich to przedstawiciel średniego segmentu, o nieco stonowanych parametrach - mniej stref wygaszania, zarządzanych przez mniej zaawansowany procesor obrazu, mniej rozbudowany system nagłośnienia oraz standardowa powłoka antyrefleksyjna. Pokrycie kolorów ma pozostać na tym samym poziomie i sięgać 100% BT.2020, ale jasność będzie już niższa, a co za tym idzie niższy będzie też wolumen tych kolorów (nasycenie w HDR). To może być ciekawa propozycja dla osób, które lubią sprawdzać nowe technologie, ale nie chcą na nie od razu wydawać majątku, albo dla szukających bardzo dużego lub przeciwnie, bardzo małego modelu, jako że R85H jest dostępny w przekątnych od 55” aż po 100”.
| Samsung Micro RGB R85H | Samsung Micro RGB R95H | |
| Przekątne: | 55"/65"/75"/85"/100" | 65"/75"/85"/115"*/130"** |
| Procesor: | Micro RGB AI Engine | Micro RGB AI Engine Pro |
| Przetwarzanie HDR: | Micro RGB HDR+ | Micro RGB HDR Pro |
| Upscaling: | 4K AI Upscaling | 4K AI Upscaling Pro |
| Odświeżanie: | 144 Hz | 165 Hz |
| Dźwięk | OTS Lite | OTS+ |
| Design | Monolith Edge Design | Infinity Air Design |
| Bezprzewodowy OCB | brak wsparcia | wspiera |
*inna konstrukcja i system nagłośnienia
** j/w i nie znamy daty premiery
Dużo ciekawiej prezentuje się Samsung R95H, którego udało mi się na miejscu przetestować. Od razu w oczy rzuca się znakomita powłoka matowa Samsunga - praktycznie brak refleksów przy zachowaniu głębokiej czerni w jasnym pomieszczeniu to właśnie to, czego obecnie powinniście oczekiwać od telewizora premium. Natomiast pierwsze wyniki pomiarów zdradzają, że Samsung nie jest jest daleki od stanu faktycznego w swoich hasłach marketingowych - pomiary wykazały 92% pokrycia BT.2020, przy czym przestrzeń generowanych kolorów miejscami nawet wykracza poza wspomniany najszerszy stosowany gamut, zatem jego powierzchnia może faktycznie zbliżać się do rozmiarów pełnego BT.2020. To pewnie wiele wam nie mówi, ale w praktyce oznacza, że na obrazie widać więcej kolorów - toń morza ma więcej odcieni, niebo o zachodzie słońca wygląda bardziej naturalnie, a najbardziej nasycone obiekty na scenie faktycznie są odpowiednio nasycone. Niby detale, ale dzięki temu obraz nabiera głębi.
Zmierzyłem też szczytową jasność i tutaj rezultaty nieco mnie rozczarowały - maksymalny odczyty to 2300 nitów dla okna 10%, co jest poniżej osiągów zeszłorocznych modeli Neo QLED oraz telewizorów Samsung OLED. Do tego dla mniejszych obszarów (oraz naturalnie większych) ta jasność spada i to znacząco. Najpewniej jest to wynik ograniczania jasności przez procesor, aby poprawnie zarządzać odcieniem podświetlenia, ale dla widza nadal oznacza to mniejszą dynamikę obrazu niż ta, do której przyzwyczaiły nas pozostałe technologie z tego segmentu cenowego. Co to oznacza w praktyce? Efekt HDR nie będzie aż tak dosadny, a w bardzo jasny dzień te 600 nitów dla jasnych scen może być zbyt niską jasnością aby przezwyciężyć wysoką jasność otoczenia, choć w tym przypadku powinna pomagać idealnie niemalże matowa powłoka ekranu. Niska jasnosć szczytowa dla mniejszych obszarów (okno 1% i 4%) oznacza z kolei mniej wyróżniające się jaskrawe elementy sceny - np. refleksy słońca w kropach wody albo bardzo drobne światło świec, czy też światło gwiazd na ciemnym niebie.
Fabryczna kalibracja jest na wysokim poziomie (telewizory były w trybie demo i przed testem ustawienia zostały wyzerowane, zatem bez dodatkowych kalibracji) i nawet w BT.2020 błędy tegoż odwzorowania były przyzwoite. To z kolei oznacza, że filmy na ekranie takiego telewizora będą bliskie temu, jak chciałby je widzieć ich twórca, ale też to, że telewizor jest faktycznie w stanie wyświetlić bardzo dużo odcieni kolorów. To potwierdzają badania gamutów z wynikiem 92% BT.2020, które tylko nieznacznie (do 88%) spada w trudnych scenach.Ten model ma być dostępny w trzech rozmiarach - 65”, 75” oraz 85” i ceny zaczynają się obecnie od 16 tysięcy złotych, co trudno uzasadnić, zwłaszcza w kontekście modelu, który stał naprzeciwko. Dla najbardziej zamożnych widzów do oferty wprowadzono też wariant o przekątnej 115", a w przyszłości ma do niego dołączyć też model, którego oglądałem podczas CES - wariant 130" na specjalnej ramie.
Samsung OLED nie bez powodu jest nr 1 w światowej sprzedaży OLED
Mowa tutaj o drugim z przetestowanym przeze mnie telewizorów - Samsung OLED S90H. To w teorii średni segment, ale w praktyce może rywalizować z tegorocznymi flagowcami innych producentów. Przede wszystkim dostajemy tu tę samą prestiżową matową powłokę ekranu, która sprawia, że jest to jeden z nielicznych OLED, które da się używać w jasnym pomieszczeniu za dnia. Dodatkowo szczytowe odczyty jasności przebijają tu 3300 nitów, a w trybie Filmowym to nadal ponad 2500 nitów jasności w HDR. Owszem, pokrycie kolorów jest tutaj gorsze, bo “tylko” 84% BT.2020, ale w tym przypadku zdolność do reprodukcji kolorów nie jest zależna od złożoności sceny, jak ma to miejsce w przypadku telewizorów (Micro) RGB LED. Samo nasycenie barw też jest znacznie większe i obraz wygląda znacznie bardziej plastycznie.
Oczywiście, jako że jest to OLED, to kontrast w każdej scenie jest nieskończony, a wysoka szczytowa jasność sprawia, że wszelkie “highlighty” wyglądają bardzo realistycznie - prawie tak dobrze, jak na zeszłorocznym flagowcu S95F, który nadal jest droższą propozycją! Odwzorowanie barw prezentuje się dobrze i jedynie w najgłębszych odcieniach szarości OLED w typowy dla tej technologi sposób nie radzi sobie najlepiej, rozjaśniając nieco obraz. Rozmiary, w jakich będzie dostępny, zaczynają się od 48” i kończą na 83”, ale najpewniej tylko trzy środkowe przekątne (55, 65 i 77 cali) będą wyposażone w wiodący panel QD-LED, podczas gdy skrajne panele dostaną podstawowy panel WRGB OLED (zapewne produkcji LG).
Niepokojący był dla mnie brak modelu Samsung OLED S95H podczas prezentacji, a ma to być alternatywa dla osób szukających topowego OLED, ale niechcących wybierać modelu z nowej, “artystycznej” serii OLED S99H. W oficjalnej zapowiedzi modeli na polski rynek występuje, ale możliwe, że do sprzedaży trafi z większym opóźnieniem. Osobiście muszę przyznać, że nawet odpowiada mi ta intrygująco ogromna i zdystansowana od panelu ramka z metalu - to realnie powiew świeżości w branży, w której od dawna każdy TV to czarny prostokąt. Niemniej nie każdy musi podzielać moje zdanie i dlatego też dobrze, gdyby pojawił sie jednak “zwykły” OLED S95H, o tej samej topowej specyfikacji, co S99H, ale ze standardową obudową.
Swoją drogą ta obudowa S99H zasługuje na wyróżnienie jeszcze z jednego względu - to pierwszy telewizor z hybrydowym systemem złączy. Co to oznacza? Otóż domyślnie jest wyposażony w pełnoprawny panel złączy na plecach i wszystko można podpiąć i odprowadzić do tunelu w ścianie (montaż wykonuje się “na płasko”, ale można też podpiąć dedykowany bezprzewodowy moduł i tym sposobem podłączyć one connect box, rozszerzając ilość dostępnych złączy - sumarycznie uzyskamy chociażby osiem wejść HDMI 2.1! Natomiast sam artystyczny design nie został tu obrany bez powodu - Samusung OLED S99H to pierwszy telewizor godny miana “telewizora do galerii”, jako że możemy na nim wyświetlać non-stop, 24h/7 statyczny obraz i nie ulegnie on wypaleniu (przynajmniej tak twierdzi Samsung). Te słowa potwierdza obecność Art Store, w którym można wybrać spośród ponad 5000 znanych dzieł sztuki lub z pomocą AI tworzyć własne orazy, aby potem wyświetlać je w specjalnym trybie galerii - bez rotowania, bez wygaszacza - po prostu stałe wyświetlanie dzieła w tej jakże to nietuzinkowej ramce.
Tego modelu ostatecznie nie testowałem, jako że pokazowy model okazał się pochodzić z rynku australisjkiego i odbiega specyfikacją od tych, które trafią do sklepów w Polsce, zatem cokolwiek bym zmierzył, mogłoby okazać się mylące. Jeżeli jednak nie jesteście gotowi wydać minimum 10 600 zł za 55-calową ramkę na zdjęcia, to Samsung odświeża też serię The Frame i The Frame Pro, i tutaj kolejną ciekawostką jest rezygnacja z modułu one connect box dla The Frame o przekątnej 43”. Modele Pro (z podświetleniem strefowym mini LED) będą teraz dostępne też w wersji 55”.
Mini LED z AI dla każdego - a zwłaszcza dla kibiców
Ostatnią nowością telewizorową, pokazaną przez Samsunga, jest nowa linia telewizorów Mini LED. Zakrzykniecie: “Ale jak to nowe Mini LED, gdy to przecież nic nowego?!” - i całkiem słusznie, jako że faktycznie wcześniej już mieliśmy mini LED w przypadku wspomnianych na początku Neo QLED. Tym razem jednak nie będzie powłoki kropek kwantowych, a jedynie warstwa fosforu pokrywająca niebieskie diody. Część producentów pewnie nie krępowałaby się, aby dokleić tu łatkę QLED, ale Samsung woli grać w otwarte karty i jasno daje do zrozumienia, że jest to nieco mniej zaawansowana technologia, co naturalnie pozwala obniżyć cenę takich telewizorów. Podświetlenie w dodatku jest “jednostrefowe” (Direct Global Dimming - bezpośrednie globalne wygaszanie), co oznacza, że nie ma co liczyć na wybitne efekty HDR, nawet pomimo relatywnie wysokiej jasności. Nowa seria będzie występować w dwóch wariantach - M70 oraz M80 i nawet bez kropek kwantowych można liczyć na rozsądne pokrycie blisko 90% DCI-P3.
Wyjątkowo interesująco wypada w tym przypadku wyższy wariant, jako że tutaj Samsung zastosował nowszy procesor ze wsparciem AI w kwestii optymalizacji obrazu i dźwięku. Oznacza to, że telewizor ten będzie automatycznie dopasowywać ustawienia obrazu (na podstawie określonych przez nas preferencji) do aktualnie wyświetlanej treści. Oglądamy film? Obraz stawia na wierne odwzorowanie i kinową tonację. Przełączamy na mecz? Barwy robią się bardziej intensywne, obraz bardziej dynamiczny w ruchu i bardziej kontrastowy. To oczywiście tylko przykład, bo być może w waszym przypadku telewizor skonfigurujecie odwrotnie. Na tym jednak nie koniec, jako że dodano tu jeszcze nowy tryb Piłka Nożna AI, co nie oznacza, że oglądamy mecze sztucznej inteligencji (choć czasem można odnieść takie wrażenie), tylko że telewizor pozwoli nam dowolnie dobrać natężenie (głośność) trybuny i komentatora. Każdy z tych elementów można dowolnie zgłaśniać lub wyciszać. Jeżeli do tego dodamy fakt, że za 6000 zł dostaniecie przekątną 75”, to robi się wyjątkowo ciekawie i można relatywnie niedrogo uzyskać iście stadionowe wrażenia w środku swojego salonu.
Lifestylowe głośniki, które faktycznie mają sens, ale niekoniecznie w tej cenie
Na koniec zostawiłem temat audio - tutaj miałem okazję uczestniczyć w bardzo dobrze poprowadzonym i świetnie przygotowanym pokazie możliwości nowych głośników Samsung Music Studio 5 oraz Music Studio 7. To głośniki “lifestyle”, o których pisałem już przy okazji pierwszych wrażeń z pokazu w Vegas na początku roku, ale wtedy nie było mi dane posłuchać ich w dobrze wygłuszonym pomieszczeniu i w realnej konfiguracji (grupie dwóch-czterech głośników i telewizora). Teraz, gdy już te braki nadrobiłem, stwierdzam, że bardzo mi się podoba pomysł na taki głośnik - zwłaszcza Music Studio 7, zatem konstrukcja 3.1.1, która samodzielnie generuje bardzo dobre nagłośnienie ambientowe, ale może też bardzo mocno rozbudować system nagłośnienia kina domowego w naszym salonie. Zasadniczo wystarczy nawet jedna sztuka umieszczona za naszymi plecami, aby znacznie rozbudować przestrzeń dźwiękową w filmach, ale jeszcze lepiej sprawdzą się dwie takie sztuki, po jednej na stronę.
W takim układzie każda z satelit odpowiada za fizyczny kanał tylny, boczny oraz sufitowy tylny, a całość uzupełnia też basem z przetwornika niskotonowego. Daje to dużo lepszy efekt niż satelity dołączone w zestawie z najdroższym zestawem soundbara Samsung (Q990H), a jednocześnie gdy zamiast filmu chcemy po prostu posłuchać muzyki, to brzmienie z samych dwóch takich kolumn jest znacznie lepsze niż z całego soundbara, za wyjątkiem może sub-basu (zakresu realizowanego typowo przez subwoofer). Z kolei Music Studio stawia jeszcze bardziej na (nietypowy) design, ale mniej na funkcjonalność - w tym przypadku mowa o konstrukcji 2.1, co sprawia, że brzmi lepiej od Music Frame (2.0), ale nie będzie realizować kanałów sufitowych w ścieżce Dolby Atmos.
Piękno tych sprzętów polega jednak na ich uniwersalności i współpracy pomiędzy sobą. Z pomocą aplikacji Smart Things możemy grupować kilka (na pokazie była mowa o dwunastu, ale ponoć limitem ma być dziesięć) głośników rozsianych po całym domu i na wszystkich synchronicznie puszczać muzykę z dowolnego źródła. Przykładowo w salonie mamy podstawowy Soundbar Q800F (belka + subwoofer), do tego dwa głośniki Studio Music 7 na regale za kanapą, następnie w biurze i sypialni leży sobie Music Studio 5, a w korytarzu na ścianie wisi Music Frame z rodzinną fotografią. Podczas dnia z każdego głośnika może jednocześnie lecieć ta sama muzyka, ale możemy też niezależnie wydzielić dowolne z pomieszczeń i tam odtwarzać inną melodię. Natomiast wieczorem zasiadamy przed telewizorem i tryb Q-Syphony łączy głośniki w telewizorze, soundbar i dwa Music Studio w kompletny system kina domowego. Nie wiem, jak do was, ale do mnie to przemawia! Jest tylko jedno “ale” - cena - Music Studio 7 to koszt 2500 zł za sztukę - więcej od wspomnianego soundbara z subwooferem (Samsung Q800F)... Music Studio 5 to też nieco zbyt wysokie (jak na ich możliwości) 1500 zł. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że ceny nieco chociaż się urealnią w drugiej połowie roku.
Wideorelacja z miejsca prezentacji - Samsung Moving Style
Razem ze mną, na miejsu był też kolega Michał z redakcji i podczas gdy robiłem testy telewizorów on zajał się kręceniem dla was materiału wideo o jeszcze jednym, nie mniej w sumie intrygującym produkcie - możecie się z nim (tym materiałem) zapoznać poniżej:
Czekamy na redakcyjne testy
Praktycznie wszystko, co dziś miałem okazję ujrzeć, przetestować i odsłuchać, ma trafić do sprzedaży z początkiem czerwca, a obecnie już trwa przedsprzedaż. Pozornie wysokie ceny mogą zniechęcać, ale pamiętajmy, że Samsung jak zwykle stosuje politykę cashback, co już nieco urealnia obecne ceny (obecnie nawet do 5000 zł zwrotu, a zwykle od 1200 do 1800 zł), a w przyszłości pewnie pojawią się przeceny. Niestety jednak trzeba się liczyć z tym, że trwający od końca ubiegłego roku kryzys w branży półprzewodników nie omija tez branży RTV i jego piętno widać również na cenach nowych sprzętów Samsunga. Jeszcze w czerwcu do naszej redakcji, prosto w moje ręce, powinien trafić pierwszy z nowych modeli, zatem zalecam wstrzemięźliwość. Czego by nie mówić, ten rok w branży TV będzie bardzo ciekawy pod względem technologicznym!



























Komentarze
0Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!