Heroes of Might & Magic V
Wydawałoby się, iż mając opisywać tak niezwykle oczekiwaną grę jaką jest 'Heroes of Might & Magic V', jej recenzja nie zajmie mi zbyt wiele czasu. Tym bardziej, jeżeli weźmiemy pod uwagę całą otoczkę, która towarzyszyła grze podczas jej ukazania się na polskim rynku. Mam tu na myśli w szczególności dosłowny 'zalew' niesamowicie pozytywnych recenzji, które ukazały się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zarówno w różnych czasopismach i w Internecie. Dlaczegóż więc zrecenzowanie tej gry stało się dla mnie taką trudnością? Przyznam, że początkowo poddałem się tej fali podniecenia w momencie pierwszych kontaktów z grą (choć nie jestem jakimś super fanem), jednak wkrótce potem pojawiły się pewne wątpliwości, czy faktycznie gra jest tak dobra i czy zasługuje na to by poświęcić jej osobną recenzje (zgodnie z założeniem serwisu, że nie opisujemy gier jedynie dobrych lecz tylko takie, które zasługują na wyróżnienie i są godne polecenia).
Postanowiłem więc chwilowo odpuścić ten temat i zająłem się graniem w inne ciekawe pozycje. Do gry 'Heroes of Might & Magic V' wracałem co jakiś czas, starając się dostrzec czy czasami coś mi nie umknęło. W końcu jednak zdecydowałem, iż gra winna zostać opisana na łamach naszego serwisu, gdyż jest to pozycja w mojej opinii dość dobra, choć nie pozbawiona wad, których istnienie zostało pominięte we wcześniej ukazujących się recenzjach.
DLA CIEBIECyfrowy Polak - Wykluczenie cyfrowe
Zapraszam Was więc do przeczytania troszkę innej recenzji Heroes of Might & Magic V niż prawdopodobnie wszystkie inne :)
'Kura i złote jajka' ...jakoś tak to leciało
Pamiętam jak dziś, mój pierwszy kontakt z grą Heroes of Might & Magic (oczywiście mam tu na myśli część pierwszą), było to dobrych kilka lat temu i nikt wówczas nie przypuszczał, że gra doczeka się aż tylu kontynuacji. Nie sposób jednak odmówić jej oryginalności, świetnej realizacji i niesamowitej wręcz grywalności (oczywiście - jak na tamte czasy). Pomysł połączenia strategii czasu rzeczywistego z turowym systemem rozgrywania walk opartym na hexach okazał się strzałem w dziesiątkę i tym samym stał się dla jej twórców - firmy 3DO 'kurą znoszącą złote jajka'.
Wraz z upływem czasu seria powoli ewoluowała zmierzając ku doskonałości, którą okazała się być trzecia jej odsłona. Co do tego fani są nadzwyczaj zgodni. Dziwi więc trochę fakt, iż firma 3DO nie wyciągnęła z tego żadnych wniosków i w kolejnej czwartej już części zaserwowała graczom dość duże zmiany w rozgrywce. Zmiany, które niezbyt spodobały się graczom.
Nie będę w tym miejscu opisywał dokładnie co zostało zmienione i jakie są różnice między trzecią a czwartą częścią gry, bo zapewne większość z Was albo miała kontakt z obiema grami, albo czytała recenzje którejś z nich (nawet w ostatnich recenzjach Heroes of Might & Magic V ta kwestia była wielokrotnie poruszana).
Dla niniejszej recenzji istotne jest jednak to, iż klęska czwartej części gry była dla firmy 3DO jednym z 'gwoździ do trumny'. Upadek tejże firmy nie zwiastował dobrze powstającej w bólach części piątej. Dopiero przejęcie serii przez firmę Ubisoft przyniosło promyk nadziei. Co prawda dreszczyk niepewności spowodowała wiadomość, iż projekt przekazany został do realizacji rosyjskiej firmie Nival Interactive - twórcom m.in. całkiem dobrego Silent Storm. Jednak czy będą oni w stanie sprostać wyzwaniu? Pytanie stało się bardziej aktualne w momencie przesunięcia premiery gry o pół roku, po wypuszczeniu jej wersji demonstracyjnej z uwagi na dość liczne błędy i średnie przyjęcie przez fanów. Tym bardziej można było mieć wątpliwości.
Faza pierwsza - Zachwyt
Pierwsze uruchomienie finalnej wersji gry przyniosło promyk nadziei - oto powstał prawowity następca jednej z najbardziej kultowych strategii ostatnich lat. Twórcy gry powrócili bowiem do korzeni serii i już sprawdzonych pomysłów. Mamy więc do dyspozycji sześć rodzajów miast z różnymi budynkami i różniącymi się stworami. Każde miasto to osobna kampania licząca pięć misji (co łącznie daje nam 30 misji). Wszystkie kampanie spojone są całkiem ciekawą fabułą rozgrywającą się w innej niż do tej pory krainie - Ashan.
poruszanie się po mapie - sanktuarium
Do najważniejszych zmian, które dotknęły Horeos of Might & Magic V zaliczyć można zmianę podziału pola bitwy z heksów na kwadraty (duży plus bo faktycznie zapewnia to lepszą przejrzystość prowadzonej walki), oraz zdjęcie bohatera z planszy pola bitwy i ustawienie go poza nią (tak jak miało to miejsce w Heroes od Might & Magic III) Jego funkcja ograniczona została do wspomagania innych jednostek czarami bądź też rażenia wroga przy pomocy ataku bezpośredniego.
walka w trybie taktycznym
- tryb taktyczny 2
Jednak największą metamorfozę w nowej odsłonie serii przeszła oprawa graficzna (oparta o mocno zmodyfikowany silnik gry Silent Storm). To właśnie ona powoduje, iż pierwszy kontakt z grą u niejednego gracza 'zerwie kask razem z włosami'. Jak już mówiłem, nie jestem jakimś super fanem serii Heroes of Might & Magic, ale nowa gra Nival Interactive pod tym względem naprawdę mnie zachwyciła. Czegoś takiego w turowej strategii fantasy jeszcze nie było - grafika powala szczegółowością, niezwykłymi efektami i wielością barw.
niezłe efekty gorącego powietrza
- szczegółowe wykonanie potworów
- różne scenerie pól bitew
Zarówno mapa, po której przychodzi nam się poruszać, jak i pole bitwy, tętnią życiem. Widać poruszane wiatrem drzewa i latające ptaki. Co ciekawe, mapa i pole bitwy są w pełni trójwymiarowe, a więc istnieje możliwość prawie dowolnego ustawiania kamery wokół nich, czy nad nimi. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, iż nie jest to zbędny bajer, bo ta funkcja naprawdę przydaje się podczas rozgrywki, gdyż część zbieranych surowców bądź też lepsze artefakty czasami ukryte są na granicy lasów i nie są widoczne ze startowego rzutu kamery.
szybki marsz po mapie
Bitwy są jednym z tych elementów, których rozmach graficzny jest niezwykle widoczny i może się bardzo podobać - szczególnie zbliżenia (które jednak z czasem troszkę nużą). Jednostki stojące w danej chwili na planszy są doskonale animowane. Jednocześnie szczegółowość i niezwykła barwność tychże postaci oraz ilość efektownych czarów, które mogą 'pojawić się' na planszy pola bitwy poraża. To wszystko razem jest iście wybuchową mieszanką.
starcie dwóch jednostek
- efektowne zbliżenia podczas walki
- rzucanie czaru przez bohatera
Faza Druga - Zwątpienie
Pewne wątpliwości pojawiły się u mnie już po kilku godzinach gry. Godzinach, które nie zadziałały niczym magnes i jakoś nie wciągnęły mnie w rozgrywkę. Zaczęły rodzić się pytania: czy faktycznie gra znowu sprowadza się jedynie do biegania po planszy i szukania kolejnych walk? Czy poza grafiką gra oferuje nam jeszcze jakieś nowości w samej rozgrywce? Czy konieczne było aż tak mocne zbliżenie Heroes od Might & Magic V do trzeciej części serii?
Zapewne część z Was zadaje teraz pytanie - o co temu gościowi chodzi? Przecież owe bieganie po planszy i rozgrywanie kolejnych walk to właśnie kwintesencja serii HOMM, zaś samo zbliżenie nowej gry do trzeciej i najlepszej części serii mogło przynieść tylko same plusy. Może i tak, ale mamy rok 2006 i pojawiające się na rynku kolejne części znanych serii gier powinny zaskakiwać graczy świeżością pomysłów, a nie tylko bazować na kultowości danego tytułu. W przypadku Heroes of Might & Magic V mamy do czynienia raczej z tą drugą opcją.
Bardzo możliwe, że wprowadzone w ostatniej chwili zmiany, wymuszone przez fanów doprowadziły do tak mocnego zbliżenia nowej gry do trzeciej części serii. Faktycznie jednak większość zaakcentowanych elementów ma swoje korzenie właśnie w owej trzeciej, najbardziej doskonałej w oczach fanów części gry. Stąd też trudno się dziwić, iż nie tylko mi wydaje się, że recenzowany tytuł powinien nosić nazwę Heroes of Might & Magic 3,5.
wrogowie uciekają w popłochu
Faza trzecia - Znużenie
Może to i dziwne, ale Heroes of Might & Magic V zamiast wciągnąć mnie niczym bagno, po kilku dniach naprawdę mnie znużył. Co gorsza - znużył mnie do tego stopnia, że gra powoli szła w coraz większą odstawkę, aby na końcu wylądować na półce, gdzie stoi do chwili obecnej. Stało się tak dlatego, iż kolejne próby powrotu do gry nie powodowały żadnych drastycznych zmian rozgrywki ani też nie stawały się bardziej emocjonujące.
walka w podziemiach
Jak dla mnie stałe powtarzanie tych samych czynności - to jest bieganie po planszy, szukanie surowców i odbijanie ich z rąk przebywających w okolicy potworów po pewnym czasie staje się potwornie nużące. Jeśli dodać do tego niezbyt porywającą fabułę i niewielkie zróżnicowanie misji, w których zmieniają się cele i ewentualnie nakładane jest ograniczenie czasowe na wykonanie niektórych z nich, to naprawdę trudno się dziwić mojej niezbyt porywającej recenzji. Ja wiem, że Heroes of Magic & Magic V to nie jest gra pokroju Warcrafta 3, gdzie zmiana celów misji miała ogromny wpływ na całą dalszą rozgrywkę i znacznie podnosiła emocje towarzyszące grze, ale litości - czemu nikt z twórców nie pomyślał o takim zabiegu, który choć trochę mógłby porwać gracza i wciągnąć niczym wir. Cóż - wielka szkoda :(
Część z Was pewnie mnie teraz wyklnie, ale co mogę powiedzieć - z gry naprawdę wyziera nuda.
wspomagające czary bohatera
Ostatnią kwestią, którą chciałbym tu poruszyć jest polska lokalizacja gry. Faktycznie firma CDProjekt stanęła na wysokości zadania i zatrudniła naprawdę niezłą obsadę. Mamy więc tutaj mi.in. Wiktora Zborowskiego, Bogusława Lindę, Daniela Olbrychskiego, Małgorzatę Foremniak oraz Tatianę Okupnik. Niestety, sama lokalizacja wypadła, IMHO, bardzo nierówno, gdyż niektóre dobranie głosów nie jest najlepsze. Nie wiem, może się czepiam, ale zupełnie nieprzekonywująco wypadła jak dla mnie Małgorzata Foremniak, która jakoś nie pasuje mi do tego typu klimatów.
Podsumowanie
Doszliśmy do najtrudniejszej części. Najtrudniejszej, gdyż naprawdę nie wiem jak tą grę ocenić. Z jednej strony jest dobra, choć spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. Z drugiej, brak w niej czegoś emocjonującego, czegoś porywającego co potrafiłoby przykleić graczy takich jak ja na długie godziny do monitorów.
Niestety, muszę to powiedzieć - moim zdaniem nowa gra z serii HOMM jest mocno przereklamowana, ale czemuż tu się dziwić - tak dzieje się najczęściej z tytułami gdzie maks kasy pompowane jest w reklamę i sztucznie podsycane jest oczekiwanie graczy.
Fani serii najprawdopodobniej nie będą jednak zawiedzeni, z uwagi na wspomniane wcześniej spore podobieństwo do 3 części gry. Zbliżenie do najbardziej kultowej odsłony serii jest - moim zdaniem - jednocześnie zaletą jak i przekleństwem Heroes of Magic & Magic V.
Z jednej strony mamy bowiem już sprawdzone rozwiązania, a z drugiej niewielki powiew świeżości. Wydaje się, jakby twórcy bali się cokolwiek więcej zmieniać w swoim dziele, po to tylko, aby produkt został dobrze przyjęty przez fanów, a co za tym idzie świetnie się sprzedał.
Cóż - ja nie jestem zapalonym fanem i może z tego powodu całość jakoś do mnie nie trafia. Owszem, początkowo grało mi się całkiem przyjemnie, jednak nie sądziłem, że tak szybko przyjemność ustąpi znużeniu. W tym miejscu śpieszę wyjaśnić, iż bardzo lubię strategiczne gry turowe i jak do tej pory żadna z nich nie spowodowała u mnie tak mieszanych uczuć, jak to ma miejsce przy HOMMV. Dlatego też w drodze wyjątku postanowiłem nie przyznawać tej grze oceny końcowej (bo mogła by być dość niska i wydawać się krzywdząca) i pozostawić to Wam.
Na koniec chciałbym pochwalić polskiego dystrybutora. CDProjektowi należą się wielkie brawa za wydanie gry w wersji kolekcjonerskiej - w całkiem ładnym drewnianym pudełku, z licznymi dodatkami. Może i samo wykonanie środka tegoż pudełeczka wydaje się troszkę 'tandetne', ale dodatki do tej wersji całkowicie to rekompensują. Oby takie wydania ukazywały się częściej.