Oprogramowanie

Przed instalacją - słowo od autora

Program antywirusowy instaluję zaraz po pierwszym uruchomieniu systemu operacyjnego na nowym komputerze. Robię to nie tylko dlatego, że zachęcają do tego fachowcy, czy firmy produkujące tego typu oprogramowanie. Mając ponad dwudziestoletnie doświadczenie w branży IT, zetknąłem się osobiście i pośrednio z bardzo wieloma sytuacjami, gdzie wieloletnie, czy wielomiesięczne prace szły na marne zniweczone przez atak jakiegoś trywialnego wirusa, robaka czy innego złośliwego programu. Nie pomogły żadne kopie zapasowe, czy inne zwykłe zabezpieczenia danych. Wirus kasował je, szyfrował dyski, niszczył system operacyjny tak, że nie było możliwości odzyskania poprawnych danych.

Niektórzy mogą odebrać to jako marudzenie, straszenie potencjalnych użytkowników komputerów, jedynie po to, by pobiegli do sklepu, przejrzeli internetowe sklepy i wydali pieniądze na zakup oprogramowania antywirusowego, które im jest kompletnie niepotrzebne. Niestety jest to sytuacja taka, jaką spotyka się, gdy młodzi kierowcy, deskorolkarze czy rowerzyści przekraczają bezpieczne limity zalecane przez bardziej doświadczone, często starsze od nich osoby. Uważają, że tamci nie mają racji, czepiają się, że nic się nie stanie, bo trzeba mieć fantazję, a oni mają niezliczoną ilość żywotów, jak w grach komputerowych. Niestety wielu boleśnie odczuje to na własnej skórze. Udaje się, ale jedynie bardzo nielicznej grupie, często wręcz jednostkom. Inni stają się kalekami, a nawet tracą życie.

Zbyt hardkorowo? Możliwe, ale taka jest okrutna rzeczywistość i niejeden użytkownik komputera się z tym spotka. Sam doświadczyłem tego wielokrotnie, mimo że stosowałem wiele, nabytych z doświadczenia mojego i innych, zasad. Chwila zapomnienia, nonszalancji, dekoncentracji i... wyniki pracy wielu godzin, a nawet tygodni szły na marne, gdyż załadowany z jakimś sharewareowym oprogramowaniem, kolejną alternatywną wersją softu do przetestowania, wirus czy inny bakcyl rozwalał system operacyjny w drobny mak, albo uszkadzał pliki przy zapisie w taki sposób, że żaden program do odzyskiwania treści nie był w stanie poradzić sobie z sieczką, która znajdowała się wewnątrz plików.

Aby ustrzec się przed tego typu problemami, a jak pisałem wcześniej, od ponad 20 lat pracuję z komputerem i głównie za jego pomocą, stosuję kilka podstawowych zasad. Zawsze instaluję program antywirusowy i zaporę sieciową (firewall). Używam regularnie oprogramowania wyszukującego problemy ze spyware i malware. Skanuję rejestr i czyszczę system z niepotrzebnych śmieci. Dzięki temu od wielu lat ustrzegłem się większych problemów z systemem operacyjnym i aplikacjami.

Przyznam, że w kwestii oprogramowania, na razie jedynym programem płatnym, z jakiego regularnie korzystam, jest system operacyjny i sporadycznie gry lub potrzebne mi drobne aplikacje. Do wszelkich innych czynności staram się używać wolnego oprogramowania lub darmowych wersji programów do domowego wykorzystania.
Testowałem już kilka pakietów antywirusowych, w tym ESET Smart Security 4, bitdefender 2009, G Data InternetSecurity 2011 i Norton Internet Security 2012.

Postanowiłem skonfrontować moje dotychczas „ulubione” oprogramowanie z systemem zabezpieczającym komputer oferowanym przez Symantec. Zainstalowałem pakiet Symantec Norton 360 2013.
Oprogramowanie to można nabyć w wielu sklepach lub marketach, ale także można opłacić licencję i ściągnąć wersję instalacyjną ze strony firmy.

Nic nie stoi na przeszkodzie, by pobrać 30-dniową wersję próbną i przekonać się, czy warto wydać nieco grosza na pełną wersję, zamiast nieco ograniczonych aplikacji darmowych.

Pakiet Symantec Norton 360 2013 jest rozwinięciem koncepcji, którą Symantec oferuje użytkownikom od kilku lat, a mającej na celu połączenie kompleksowej ochrony przed wirusami i atakami hakerów z systemem archiwizacji ważnych danych (lokalnie i online) oraz optymalizacji pracy systemu operacyjnego. Sprawdźmy, co oferuje nam tym razem.