• benchmark.pl
  • Gry
  • Kiedy twórcy League of Legends idą na wojnę z Counter Strike i Overwatch - nadciąga Valorant
Kiedy twórcy League of Legends idą na wojnę z Counter Strike i Overwatch - nadciąga Valorant
Gry

Kiedy twórcy League of Legends idą na wojnę z Counter Strike i Overwatch - nadciąga Valorant

z dnia
Jakub Jakubowicz | Redaktor serwisu benchmark.pl
7 komentarzy Dyskutuj z nami

Co się dzieje, kiedy autorzy kultowej MOBY zabierają się za sieciowego FPS-a i czerpią garściami z takich hitów jak Counter Strike czy Overwatch? Sprawdziliśmy to w zamkniętej becie Valorant. Okazało się, że to tytuł nietuzinkowy, choć zdecydowanie nie dla każdego.

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4,2/5
Plusy

- pełna adrenaliny sieciowa rywalizacja,; - ciekawa wariacja na temat motywów znanych z Counter Strike i Overwatch,; - pomysłowo zaprojektowane mapy,; - ciekawy wachlarz postaci z unikalnymi zdolnościami,; - dowolność w ekwipowaniu bohaterów w spluwy.

Minusy

- w zasadzie tylko dla największych FPS-owych zapaleńców,; - estetyka jest interesująca, ale wizualnie nie powala,; - problemy z Anti-Cheatem.

Valorant – z czym to zjeść?

Niejeden może głowić się nad tym pytaniem, bo zwiastuny produkcji mówią sporo, ale jednak nie oddają w pełni wrażeń z rozgrywki. Studio Riot Games, znane przede wszystkim z rewelacyjnej MOBY League of Legends zdecydowało się na śmiały krok, a raczej skok na główkę w zupełnie nową konwencję. Valorant, świeżutka produkcja tych deweloperów, jest bowiem rasowym FPS-em. I to nie byle jakim!

To, co widać na pierwszy rzut oka, to wyraźne inspiracje Overwatchem. Mamy więc ekipę bohaterów, z których każdy dysponuje unikalnymi dla siebie zdolnościami. Do tego dochodzi strzelankowa formuła i mecze pięciu graczy na pięciu. Brzmi znajomo? Rzeczywiście, mocno trąca to sieciowym hitem Blizzarda. 

Jednak w Valorant można dopatrzeć się jeszcze jednego źródła, z którego zaczerpnięto pomysł na rozgrywkę. Może nie rzuca się to w oczy tak wyraźnie, ale baczny obserwator zwiastunów i zapowiedzi z pewnością dostrzegł motywy żywcem wzięte z Counter Strike’a.

Faktycznie, Valorant to taka specyficzna hybryda, w którą trzeba zagrać, żeby określić, czy to coś dla nas czy wprost przeciwnie. Miałem okazję zapoznać się z zamkniętą betą tego tytułu i teraz już wiem, z czym zjeść Valorant. Zdecydowanie z czymś słodkim, bo konfrontacja z porażką w tych sieciowych starciach jest wyjątkowo gorzka. 

Valorant to takie wirtualne podchody, w których trzeba z rozwagą stawiać kroki, przewidywać, zza którego narożnika wyłoni się przeciwnik, a bohaterskich zdolności używać może nawet nie za często, ale za to z głową

Trudne trudnego początki

Przyznam się, że wkroczyłem do świata Valorant dosyć beztrosko. Wybrałem sobie bohatera, poczekałem aż licznik odmierzający czas do początku rundy pokaże zero i ruszyłem na wroga. Bardzo prędko pohamowano moje zapędy.

Dostałem strzał w głowę i padłem na miejscu. Pomyślałem jednak, że pewnie za mało bawiłem się umiejętnościami mojego żołnierza – nie po to twórcy wyposażyli go w granatnik i stymulant, żeby te gadżety leżały odłogiem. One na pewno przesądzą o moim zwycięstwie.

Runda druga. Odpalam naręczny monitorek bohatera i wyznaczam strefy, w których pojawi się sferyczna mgiełka i skryje mnie przed wzrokiem przeciwników. O, tak, teraz na pewno wygram. I znowu – strzał w głowę, trup. I ten trup to, oczywiście, ja, a nie przeciwnik.

I tak z rudny na rundę uczyłem się pokory i pojmowałem, że jednak dużo więcej Counter Strike’a w Valorancie, aniżeli Overwatcha lub czegokolwiek innego. Rozgrywka tutaj nie polega na odważnym wbieganiu w środek wrogiej drużyny, odpalaniu „ulta” i innych umiejętności czy pruciu z karabinów na lewo i prawo w pełnym biegu.

Valorant - na noże

Valorant to takie wirtualne podchody, w których trzeba z rozwagą stawiać kroki, przewidywać, zza którego narożnika wyłoni się przeciwnik, a bohaterskich zdolności używać może nawet nie za często, ale za to z głową. Przykład, który dobrze to ilustruje to użycie „shifta”. Jesteśmy przyzwyczajeni, że ten klawisz pozwala naszej postaci biegać sprintem. W Valorant – wprost przeciwnie, sprawia, że stawiamy malutkie kroki. A to przydatna funkcja, bo raz, że nie słychać nas tak wyraźnie, a dwa, że rozrzut kul jest dużo mniejszy.

Sama zabawa (w każdym razie ta z dostępnego w becie trybu) polega na umieszczaniu w oznaczonym punkcie mapy eksplodującego ustrojstwa - spike’a. Jedna drużyna atakuje, druga broni, jedna „plantuje”, druga rozbraja – potem zmiana. Jak się domyślacie, to czysty Counter Strike. Przypomina go też faza zakupów, podczas której nabywamy broń, pancerz i gadżety. Pojawia się przed każdą turą i wymaga przynajmniej szczypty taktycznego myślenia, bo źle wydane fundusze potrafią nieźle dać w kość, kiedy już dojdzie do starcia.

Co za tym idzie, w przeciwieństwie do Overwatcha (wybaczcie, ale to porównanie wciąż samo się narzuca), w Valorant broń nie jest przypisana do danej postaci. Możemy wybrać skoczną Jett i wyposażyć ją w ciężki karabin maszynowy – czemu nie! Jest więc pełna dowolność w łączeniu uzbrojenia z umiejętnościami postaci. A jest, z czym łączyć, bo te ostatnie są naprawdę ciekawe, choć – jak to w Valorancie bywa – nie zawsze łatwe w użyciu.

Valorant - różne rodzaje broni
Valorant - miejsce ujawnione

Kiedy już bliżej poznałem się z Valorantem doceniłem kunszt, z jakim Riot Games zaprojektowało rozgrywkę. W tym przypadku odwołania do pomysłów z innych hitów świata gier to żaden plagiat, ale twórcze rozwinięcie znanych motywów.

Ci wspaniali żołnierze i ich zadziwiające talenty

Czas na krótki opis naszego zespołu zabijaków. Znajdziemy w nim cynglów z najwyższej półki – od Brimstona, który raz pokryje pół mapy zasłonami dymnymi, a innym razem grzmotnie ognistym uderzeniem z orbity, po Sage, panią medyk, która nie tylko uleczy sojusznika, ale i odgrodzi go od wrogów wysokim murem.

Oprócz nich, do załogi Valorant zalicza się też Phoenix (koleś, który lubi ciskać „flashbangami” zza rogów i leczyć się swoimi płomiennymi umiejętnościami), Omen (prawdziwa zjawa – nie dość, że się teleportuje po mapie, to jeszcze tworzy własnego klona), Cypher (rodzaj szpiega wyposażonego w pułapki, o które będą się potykać przeciwnicy, i kamerki, dzięki którym może ich podglądać) i paru innych zabijaków.

Każdy znajdzie w tej ekipie specjalistę, którego umiejętności wpasują się w jego styl gry. Można ofensywnie, ale i po cichu, szybko i powoli… Tych zdolności jest naprawdę sporo i chociaż celne strzelanie i taktyczne myślenie to mimo wszystko podstawa w Valorant, odpowiednie wykorzystanie talentów postaci też potrafi odmienić bieg bitwy. 

Zwłaszcza, że oprócz szeregowych umiejętności, znajdziemy tu też specjalne, popisowe moce. Chodzi o tak zwane „ultimate’y”, które na dobre zagościły już w grach z najróżniejszych gatunków. I tutaj Valorant wprowadza ciekawą mechanikę! Żeby naładować swoją super-moc nie wystarczy, tak jak w Overwatchu, wyczekać swoje, ale trzeba pozbierać rozsiane po mapie kule

Zebranie każdej z nich wymaga ładnych paru sekund i, jak można się domyślić, jest dosyć problematyczne pod ostrzałem wroga. No, ale czasem warto się poświęcić, żeby w jednej turze naładować, dajmy na to, orbitalne bombardowanie, żeby wykorzystać je w kolejnej części meczu.

Valorant - za osłoną

Wszystkie te umiejętności w połączeniu ze sporym arsenałem, możliwością dokonywania zakupów i drużynową współpracą otwierają pole do niemal nieograniczonej liczby taktycznych kombinacji. Przykład pierwszy z brzegu: kiedy jeden z moich partnerów z drużyny „plantował spike’a” (mówiąc prościej – podkładał bombę), drugi okrył go zasłoną dymną, trzeci teleportował się z miejsca w miejsce wiążąc siły wroga, a ja… Ja już nie żyłem, ale gdybym żył to pewnie dołożyłbym się do meczu jakimś granatem albo innym stymulatorem.

Tak, tak, sporo główkowania i równie dużo najróżniejszych opcji w tych naładowanych adrenaliną potyczek… Zrozumiałem to, kiedy już bliżej poznałem się z Valorantem i wtedy też doceniłem kunszt, z jakim Riot Games zaprojektowało rozgrywkę. W tym przypadku odwołania do pomysłów z innych hitów świata gier to żaden plagiat, ale twórcze rozwinięcie znanych motywów. Choć trzeba powiedzieć sobie wprost, że nie każdy – oj, nie każdy – pokocha ten rodzaj zabawy.

Valorant - strzał

To kto pokocha Valoranta?

Zacznę od tych, których Valorant na sto procent rozczaruje. Mam na myśli graczy nastawionych na szybką beztroską rozwałkę, w której króluje chaos, a po jednym przegranym meczu nie trzeba długo płakać, bo partyjki trwają po parę minut i szybko idą w niepamięć. 

W Valorant każdy z meczy to półgodzinna (a często nawet dłuższa) przeprawa, w której nie brakuje zwrotów akcji, nerwowych krzyków sojuszników w słuchawkach i ciągłej zabawy z wrogiem w kotka i myszkę. Nota bene, trzeba do niej też sporo refleksu, ale nie takiego na łapu-capu, rodem z Call of Duty, raczej przemyślanego, podbudowanego stalowymi nerwami.

Jeśli więc traktujesz FPS-y serio, to Valorant przyjmie Cię z otwartymi ramionami. Ale to warunek, który musisz spełnić. Jeśli bowiem szukasz zabawy z doskoku, która nie wymaga zaangażowania... Cóż, niedługo Blizzard pewnie wypuści nowego Overwatcha. 

Valorant - dogrywka
|Valorant - celowanie

Tymczasem Valorant ewidentnie werbuje na pokład strzelaninowych weteranów, chowanych na bezlitosnych counter-strike’owych potyczkach. No, i w związku z tym najpewniej będzie też szukał dla siebie miejsca na e-sportowej scenie… Ale jeszcze za wcześnie by o tym mówić. Data premiery Valorant jest zapowiedziana na sierpień 2020 roku.

Zostało jeszcze trochę czasu na ostatnie szlify, które, niestety, są potrzebne, bo zawodzi chociażby Anti-Cheat, specjalnie skrojony pod Valoranta program do eliminowania oszustów. Nie dość, że nie wychwytuje nieuczciwych graczy tak niezawodnie, jak powinien, to jeszcze generuje błędy i, jak twierdzą niektórzy, obniża wydajność sprzętu. Trzeba nam więc poczekać do lata na ostateczny werdykt w sprawie FPS-a od twórców League of Legends. Ale czekać chyba warto, bo już na tym etapie jest to tytuł nieprzeciętny. O ile, rzecz jasna, lubimy dawać wycisk, dostawać wycisk i ostro rywalizować z innymi o tytuł najcwańszej spluwy w świecie wirtualnej rozrywki.

Valorant - taktyczne zagrywki

Ocena wstępna Valorant:

  • pełna adrenaliny sieciowa rywalizacja
  • ciekawa wariacja na temat motywów znanych z Counter Strike i Overwatch
  • pomysłowo zaprojektowane mapy
  • ciekawy wachlarz postaci z unikalnymi zdolnościami
  • dowolność w ekwipowaniu bohaterów w spluwy
     
  • w zasadzie tylko dla największych FPS-owych zapaleńców
  • estetyka jest interesująca, ale wizualnie nie powala
  • problemy z Anti-Cheatem

84% 4,2/5

Za dostęp do beta testów dziękujemy firmie Riot Games

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

Komentarze

7
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Ewidentnie widać, że chciano niskim kosztem stworzyć konkurencje dla CS...
    Moim zdaniem raczej nie widzę by odnieśli sukces tą grą.
    Gracze CS spróbują ale wątpię by chcieli w to grać na dłuższą metę, a gracze OV pewnie nawet się nie zainteresują.
    A nowi gracze szybko się zniechęcą dostając cięgi.
  • avatar
    Dla mnie rozprzestrzeniające się gry tego typu to niestety rak na PC.
    Przez popularyzacje BR i tego typu gier "e-sport wannabe" tak naprawde brakuje popytu na inne gatunki gier na pecetach.

    Teraz tego typu gry głównie skupiają się na minimalistycznej rozgrywce, minimalistycznej grafice tak by trafic do jak najszerszego grona pecetowych graczy i by można je było uruchomić nawet na najsłabszym sprzęcie.
    -2
  • avatar
    Anime CS ot cala gra.
  • avatar
    Mam dostęp od kilku dni ale jeszcze nie zainstalowałem z jednego powodu - mam stary PC i trochę się boje po tym co przeczytałem jakie problemy powoduje system zabezpieczeń tzn. może spalić kompa. Nie wiem do tej pory czekać, aż to naprawią czy instalować.
  • avatar
    Jeśli ktoś twierdzi, że VALORANT ma cokolwiek wspólnego z Overwatchem to albo nie grał w VALORANTA albo nie grał w Overwatcha albo nie grał w żadną z tych gier albo nie ma najmniejszego pojęcia o grach rywalizacyjnych. Innej możliwości nie ma.
    Ta gra ma tyle samo wspólnego z Overwatchem co Quake Champions, czyli nic.