Smartfony

Zdjęcia, filmy, podsumowanie

przeczytasz w 5 min.

Jakość zdjęć i filmów

Topowe smartfony zwykle są również świetnymi mobilnymi aparatami fotograficznymi. YotaPhone 2 zrazu zrobił na nas całkiem dobre wrażenie. Choć zdjęcia nie są wybitnej jakości, są na pewno na tyle dobre, by używanie tego elementu wyposażenia smartfona weszło nam w nawyk.

Gdy jednak przyjrzeliśmy się fotografiom dokładniej, pojawił się jeden problem. Tym problemem nie jest słaba jakość zdjęć, a paradoksalnie bardzo dziwne zachowanie balansu bieli. Dające wręcz kuriozalne efekty, bo zdjęcia, które wykonaliśmy aparatem YotaPhone 2, wcale nie wyglądały na wykonane z błędnie dobranym balansem. Kolorystyka była bardzo przyjemna, ale zobaczcie sami - przy poziomym kadrze, lewa strona ma zieloną tintę, a prawa amarantową. W przypadku zimowych zdjęć daje to przyjemny kolorystyczny efekt, niemniej będący manifestacją źle działającego przetwarzania obrazu.

Co jest tego przyczyną? Postaramy się sprawdzić, czy problem dotyczy jedynie pojedynczego egzemplarza, jak tylko inny trafi nam w ręce. Za tę zróżnicowaną tonację, choć ciekawą, musimy dać minusa.

YotaPhone 2 nie radził sobie również najlepiej z doborem balansu bieli podczas kadrowania ujęcia (w niektórych sytuacjach) - zdarzało się, że co chwila, przy tej samej scenie i oświetleniu, zmieniał kolorystykę, jakby algorytm detekcji temperatury bieli nie wiedział na co się zdecydować. Co prawda fotografowaliśmy w śnieżnej aurze, ale w końcu inne smartfonowe aparaty nie mają tego problemu.

Czy problemy z kolorami mogą być winą błędów w oprogramowaniu? Domyślna aplikacja Aparat Google jest bardzo uboga w opcje, a o ustawieniu balansu można zapomnieć. Spróbowaliśmy innych, w tym FV-5, i niestety problemy nadal miały miejsce.

Pomijając problem z kolorystyką, za same zdjęcia - ich jakość i szczegółowość - YotaPhone 2 otrzymuje ocenę co najmniej dobrą, a skłonni bylibyśmy ocenić go jeszcze lepiej. Jeśli wspomniane kłopoty da się wyeliminować, to z głównego 8 Mpix aparatu otrzymamy bardzo przyjemne w odbiorze zdjęcia. Także, gdy będą wykonane późną porą, aczkolwiek szumy wraz ze wzrostem ISO mocno degradują jakość. Rozdzielczość sensora została dobrze wykorzystana, dzięki czemu ujęcia są szczegółowe, choć czasem za bardzo przeostrzone. Jednakże pozbawione sztuczności, która jest problemem zdjęć z niejednego smartfona, a którą trudno zauważyć gdy nie powiększymy podglądu zdjęcia.

Niezłe efekty daje tryb HDR, choć zastanawiamy się ile w tym zasługi błędnego odwzorowania barw. HDR działa dobrze o ile w kadrze nie mamy mocno prześwietlonych motywów. Po przetworzeniu wyglądają one okropnie - wypalone z brzydko zarysowanymi konturami.


Po lewej bez HDR, po prawej z efektem HDR

Przednia kamera ma rozdzielczość 2 Mpix. Obiektyw oferuje jasność f/2,8, co wymusza o 1 EV wyższą ekspozycję niż w przypadku tylnej kamery (ta ma obiektyw o jasności f/2), co zwykle kończy się podniesieniem ISO. W efekcie zdjęcia wykonane w tych samych warunkach dla przedniej i tylnej kamery wyglądają następująco:


Po lewej zdjęcie z przedniego aparatu, po prawej z tylnego



Ujęcia dalszych planów z przedniego aparatu nie są ostre

Podsumowując, przednia kamera jest przeciętna, na szczęście z tych lepszych przeciętnych.

Filmy mogą być rejestrowane w trybie Full HD zarówno przednią jak i tylną kamerą. W przypadku głównego aparatu otrzymujemy dobrze prezentujący się obraz, w którym najbardziej doskwiera częste pompowanie obrazu wywołane przez ciągle poprawiający ustawienia AF. Ten efekt potrafi dość mocno irytować, bardziej niż kompresja w najbardziej szczegółowych rejonach kadru. Przepływność wynosi około 20 Mbps w przypadku trybu 1080/30p (maksymalna rozdzielczość i klatkarz).

W przypadku nagrań wieczornych i nocnych YotaPhone 2 wypadł zaskakująco dobrze. Pomogło tu mocne, ale nie przesadnie agresywne, odszumianie, które prowadzi do wygładzenia obrazu (na szczęście szczegółowość nie cierpi znacząco). Oprogramowanie stara się dopóki może podnosić ISO, by obraz nie był za ciemny.

Kadrowanie na ekranie e Ink

Nie mogliśmy odmówić sobie próby fotografowania z pomocą ekranu e Ink. W porównaniu z czytnikami, smartfon dysponuje wyższą mocą obliczeniową, dzięki czemu obraz na ekranie był wyświetlany na tyle płynnie, by dało się rozsądnie kadrować. Oczywiście wszystko w odcieniach szarości w świetle odbitym od ekranu. Gdy mamy bardzo mocne słońce, może to być nawet zaletą. O ile uporamy się z odblaskami, które czasem dawały się we znaki.


Ekran e Ink, jak i cały smartfon, zdał także egzamin z pracy na niewielkim mrozie

Przy fotografowaniu z pomocą e Ink najwięcej zyskamy podczas wykonywania selfie. Możemy wtedy korzystać z dobrodziejstw podglądu kadru, gdy skierowany ku nam jest główny, znacznie lepszy aparat 8 Mpix.

Podsumowanie - część pierwsza

YotaPhone 2 to smartfon będący sam dla siebie konkurencją. Nie ma bowiem na rynku innych urządzeń, które oferowałyby zarówno tradycyjny ekran AMOLED, jak i monochromatyczny e Ink w jednej obudowie. Bardzo wysoka cena, a przynajmniej na obecnym etapie popularyzacji technologii podwójnego wyświetlacza w Polsce, utrudnia obiektywną ocenę przez pryzmat porównania z innymi smartfonami na rynku.


Podobne parametry jak YotaPhone 2, z pominięciem ekranu e Ink, ma stary już Nexus 5. I kosztuje dwa razy mniej niż bohater recenzji.

Gdybyśmy pominęli ekran e Ink w YotaPhone, to pozostałby nam smartfon o dobrej, aczkolwiek nie topowej wydajności. Ze świetnym ekranem AMOLED, niezłym aparatem, którego dopracowaniu producent poświęcił trochę za mało czasu, oraz akumulatorem, który pozwala nam na całodniowe czerpanie ze smartfonowych przyjemności, aczkolwiek bez nadmiernej przesady. Już w momencie premiery padały słowa - bez e Ink byłby to taki kolejny smartfon na rynku, któremu przebić się byłoby trudno.

W YotaPhone 2 mamy jednak ekran e Ink, a to wprowadza nową jakość i zmusza nas do przedefiniowania pojęcia "praca ze smartfonem". Dlaczego? Korzystanie z e Ink tak, by czerpać korzyści z dłuższego czasu pracy, wymaga zmiany nawyków podczas korzystania ze smartfona. e Ink sprawdza się najlepiej przy statycznych treściach i w sytuacjach gdy wykorzystanie mocy obliczeniowej (aplikacje w tle) i komunikacyjnej (synchronizacja dużych paczek danych) jest niewielkie. Trzeba na przykład zapomnieć o odruchach takich jak odblokowywanie głównego wyświetlacza, gdy tylko weźmiemy smartfon w dłoń. Nie należy też popadać w przesadę, choćby zmuszać się do oglądania filmów na ekranie e Ink. Owszem da się urządzić taki seans, co sprawdziliśmy na własnej skórze, ale wcale nie zaoszczędzimy w ten sposób energii z akumulatora. A efekt wizualny? Jeśli lubicie poczuć się jak w kinie sprzed ponad 100 lat...


Przeglądanie mapy nie jest zbyt wymagającym zadaniem dla wyświetlacza e Ink

Uważamy, że inżynierowie pracujący nad tą częścią oprogramowania YotaPhone 2, które optymalizuje naszą pracę z e Ink, mają przed sobą jeszcze sporo roboty. Nie jest źle, ale by przekonać do e Ink w smartfonie, nie wystarczy jedynie perspektywa dłuższego czasu pracy na akumulatorze. Z czasem nauczyliśmy się bowiem żyć ze smartfonami, które trzeba ładować dość często (choć często to już nie tak często jak trzy lata temu). Perspektywa nawet tygodnia pracy, przy korzystaniu zamiennie z AMOLED i e Ink, nie każdemu się spodoba, gdy dostrzeże jak dużej dyscypliny to wymaga.

Podsumowanie - część druga

Jako że YotaPhone 2 to smartfon o dwóch twarzach, również ocenę podzieliliśmy na dwoje. By wydać pełen werdykt, uwzględnimy jeden element, który daje mu spory handicap. Jest nim bardzo ładny wygląd łączący smartfon i czytnik e-booków w jednej obudowie - choć nie każdy lubi urządzenia "do wszystkiego". Warto też wspomnieć o ciekawym patencie z ukryciem slotu na kartę nanoSIM w przyciskach głośności (szkoda, że nie zastosowano dłuższej tacki, która pozwoliłaby umieścić również kartę pamięci).


Smartfon ładny i funkcjonalny, tylko ta cena...

Powtarzamy - gdy jesteśmy mobilnymi hardkorowcami, którzy potrafią momentalnie rozładować akumulator ulubioną grą, nawet nie myślmy o YotaPhone 2. Są znacznie tańsze i nie mniej wydajne smartfony, a za zaoszczędzone pieniądze możemy kupić dodatkowy powerbank i zostaną nam jeszcze fundusze na oddzielny czytnik e-booków. Gdy jednak ideologia e Ink jako ekranu nie tylko do czytania książek choć trochę do nas przemówi, a to oznacza, że smartfon nie jest dla nas tylko kieszonkowym odtwarzaczem wideo lub konsolą do gier, warto dać szansę YotaPhone 2.


Dwa w jednym - pomysł dobry, ale gdy dużo czytamy, czytnik może być nie do pokonania

YotaPhone 2 jest drogi z perspektywy dzisiejszych oczekiwań mobilnego użytkownika, który cenę utożsamia z jak najlepszą specyfikacją i osiągami w benchmarkach. Być może do podwójnego ekranu i związanej z tym ergonomii pracy musimy dojrzeć. Pomimo, iż lista minusów jest równie długa co plusów, YotaPhone 2 uznajemy za jedną z najciekawszych innowacji na rynku mobilnym. Dużo, dużo bardziej wartą uwagi niż zapomniane już smartfony z podwójnymi aparatami cyfrowymi.

 Opinia redakcji
 plusy:
bardzo dobry ekran AMOLED
przyzwoita wydajność
drugi ekran e Ink znakomicie zwiększa funkcjonalność
aplikacje wspierające pracę z ekranem e Ink
dobrej jakości zdjęcia i filmy (z zastrzeżeniami)
niezły dźwięk (z zastrzeżeniami)
długi czas pracy przy umiejętnym wykorzystaniu ekranu e Ink
estetyczny wygląd
komfortowy uchwyt
 minusy:
bardzo wysoka cena, mimo zastosowania dwóch wyświetlaczy
duże problemy z poprawnym odwzorowaniem kolorów na zdjęciach
walczący z ostrością AF w wideo
praca z e Ink wymaga odpowiednich nawyków
przy maksymalnej głośności pogorszenie jakości dźwięku
niewymienny akumulator
brak slotu kart mikroSD
Orientacyjna cena w dniu publikacji testu: ok 2950 zł
 

Komentarze

8
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Kropeczka
    2
    Sorry, ale jako czytnik eksiązek sprawdza się tak samo jak mp3 128 jako muzyka dla audiofila.

    Proszę spojrzeć u góry na zdjęcie czytnika eksiążek i tego telefonu - słowa są zbędne.

    Ja nie lubię porysowanych urządzeń - i tu kolejne pytanie jak go kłaść - bokiem ? Podusię ze sobą nosić ???

    Dla mnie to już sztuka dla sztuki byle utrzymać marketingowe parcie na telefony z najwyższej półki, ale wiele osób się wq nim zakocha i uzna za niezbędny do życia ;-P
    • avatar
      yendrek
      1
      Skończyła się era, gdy różnica technologiczna między starym a nowym modelem miała jakieś praktyczne znaczenie. Producenci zaczynają więc wydziwiać żeby przyciągnąć uwagę klientów - zakrzywiony wyświetlacz, podwójny aparat, podwójny wyświetlacz itp. Efekt jest taki, że płaci się koszmarne pieniądze (jak tutaj) za zestaw bajerów, z których wykorzysta się 30% ?...

      A poza tym - fajny artykuł, jak na recenzje/testy to wyjątkowo ciekawie się czytało.
      • avatar
        kakagonzalez
        1
        Dzięki za telefon, który w Niemczech kosztuje (w przeliczeniu) 2300 PLN, a u Nas jak najtańszy IPhone 6 -_-

        Gdyby kosztował "normalne" pieniądze, czyli maksimum 2k PLN (w końcu czytniki o podobnych parametrach ekranu już można wychaczyć za 300 zł), to byłaby to ciekawa propozycja.
        • avatar
          Konto usunięte
          0
          Rosyjski telefon i zdjęcie brzozy?
          Przypadek? Nie sądzę ...
          • avatar
            pawluto
            0
            Cena z kosmosu...
            Głupota z dwoma ekranami...
            Pomysł dobry ale wykonanie i cena...odpada.
            To byłby naprawde dobry pomysł ale z jednym ekranem - tym z e-link
            Smartfon z takim ekranem plus android i w miare dobra bateria i byłby hit.
            Dziś każdy szuka telefonu który nie trzeba ładować co jeden -dwa dni.
            Gdyby wytrzymywał 4-5 dni na jednym ładowaniu i cena niższa - hit
            Dwa ekrany ??? Po co ?????????
            Że można poczytać ebooki ??? Na tak mały ekranie ????
            Okulista za dwa lata ma co robić...
            • avatar
              dysan112
              0
              upadek na beton lub cegłę z wysokości 2 metrów i po telefonie :)

              Do tego bateria która jest w teorii baterią, wystarczy na max 3 dni.
              Dobry telefon jak szpan i na imprezę ale nic więcej. Ze smartfonów wartym uwagi jest wyłącznie jak dla mnie Hammer.
              • avatar
                raspo
                0
                Taki ekran to fajna sprawa nie tylko do czytania e-booków, ale też obsługi poczty, komunikatorów tekstowych, przeglądania Internetu (oczywiście gdy skupiamy się na czytaniu, nie oglądaniu obrazków). Jeżeli ktoś wykorzystuje smartfona w większości do takich celów to oszczędność akumulatora może być znacząca i wtedy warto kupić Yotę.
                Jednak fajniej by było gdyby wymyślili jakiś rodzaj ekranu, który może pracować w trybie kolorowym, jak i oszczędnym podobnym do e ink. Do tego inteligencja wybierająca tryby pracy w zależności od przypisanej aplikacji (np. gdy odpalamy Gmail to ekran wchodzi w tryb oszczędny) lub treści (np. gdy oprogramowanie rozpozna, że oglądamy stronę WWW ze zdjęciami, albo gdy otwieramy załącznik graficzny w poczcie, włącza kolor). No chyba, że prędzej wymyślą akumulatory do komórek o pojemności rzędu kilkudziesięciu Ah i będzie można zapomnieć o oszczędzaniu energii ;)
                • avatar
                  Konto usunięte
                  0
                  Pytania - czy ten ekran eink ma podświetlenie? Jaka jest minimalna jasność?