Po raz kolejny pojawiły się informacje, w świetle których smartfony to nie tylko pomocne, ale i również niebezpieczne gadżety. Tym razem na własnej skórze, i to dosłownie, przekonała się o tym jedna z mieszkanek Chin.
Jakiś czas temu mieliśmy do czynienia z wieloma niepokojącymi doniesieniami. Pisaliśmy przecież o Samsungu Galaxy S III, który to wybuchł raniąc 18-latkę, a później także o Galaxy S 4, który zapalił się przy ładowaniu. Do najtragiczniejszego w skutkach zdarzenia doszło nieco jednak później, z udziałem iPhone'a 5. To bowiem ten smartfon podczas ładowania śmiertelnie poraził prądem chińską użytkowniczkę. Ostatecznie winnymi okazały się akumulatory, które były niestety tanimi zamiennikami.
Tym razem w płomieniach stanął XiaoMi Mi2S. Wedle relacji właścicieli smartfon uległ zniszczeniu nagle, w chwili, w której nie był nawet używany. Urządzenie ulec miało awarii w torebce użytkowniczki, w związku z czym ucierpiały dodatkowo także inne przedmioty, które akurat się w niej znajdowały.
Czy ponownie za winnego uznać należy nieoryginalny akumulator? Właściciela zarzeka się, że w swoim urządzeniu zamontowane miała ogniwo od XiaoMi i ma na to nawet dowody zakupu.
Sprawa naturalnie zbadana zostanie przez producenta. Ostatnio pisaliśmy o tym, że 100 000 egzemplarzy smartfona Mi3 sprzedanych zostało w niespełna 90 sekund. Jak widać, produkty Xiaomi to naprawdę gorący towar.
Źródło: softpedia, phonearena