Styx: Master of Shadows – bo Gobliny wiedzą jak się skradać Gry

Styx: Master of Shadows – bo Gobliny wiedzą jak się skradać

opublikowano przez Robert Matuszak w dniu 2014-10-21

Mistrz Cieni to jedno z moich największych, growych zaskoczeń tego roku. Technicznie bywa niedoskonały, lecz grywalności i klimatu odmówić mu nie sposób.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

Zręcznie poprowadzona i ciekawa fabuła; Styx jako główny bohater; System rozwoju postaci; Multum dróg do celu i opcji przekradania się między przeciwnikami; Klimatyczne uniwersum i ścieżka dźwiękowa; Wymagająca rozgrywka; Sztuczna inteligencja ma swoje momenty…

Minusy

…chociażw większości to banda tumanów; kiepska oprawa wizualna; irytujące błędy w systemie wspinania się po otoczeniu i wiele innych, technicznych niedoskonałości

Co jak co, ale ekipa Cyanide (Game of Thrones, Of Orcs and Men) musi mieć klejnoty ze stali. Bez ogromnego budżetu zarówno na kampanię reklamową jak i oferowany produkt, bez potężnego zaplecza gier AAA w swoim portfolio, niczym Dawid na Goliata wyskakują z premierą swojej nowej produkcji niemal w sam środek corocznej, growej zawieruchy. Bo wśród wszystkich tych Obcych, Cieni Mordoru czy kolejnych odsłon FIFA, łatwo jest przecież przeoczyć tak intrygującego stwora, jak Styx. W szczególności, gdy ten tytułuje się jeszcze Mistrzem Cieni. W ten oto sposób nie potrzeba już wiele, by w październiku obok nosa przemknęła nam niesamowicie grywalna i wręcz ociekająca klimatem produkcja. Nawet jeśli momentami zdarza jej się potknąć o własne nogi.

Styx: Master of Shadows podsumowanie misji

Cloak&Dagger

Styx: Master of Shadows swoją historię osadza w tym samym uniwersum, co wydany w 2012 roku Of Orcs and Men – dla mnie absolutna bomba, bo unikatowy świat Akenash był i w dalszym ciągu jest jedyną, interesującą mnie w tamtej produkcji rzeczą. W rzeczywistości, w której ludzie okazują się być istotami wcale nie lepszymi od jak zawsze szpetnych orków i goblinów, ponownie wskakujemy więc w skórę lubującego się w pozostawaniu w cieniu Styxa (tym razem bez towarzyszącego mu orka Arkaila – Master of Shadows to prequel), próbując przekraść się do tzw. World Tree. Potężny kawał pniaka, otoczony grubymi murami ludzkiej twierdzy, to źródło magicznej substancji, zwanej tu po prostu Bursztynem. Ludzie nie są w stanie wydobywać jej jednak sami, do tego procesu wykorzystując elfów, wchodząc z nimi w kruchy sojusz. Problem w tym, że drzewo tak naprawdę od początku należało do spiczastouchych, a to daje nam już jakiś wgląd w gęstą atmosferę unoszącą się wokół pożądanego przez wszystkich przedstawiciela lokalnej flory.

Styx: Master of Shadows - intro z goblinem

Zestaw misji obecny w tej produkcji to seria retrospekcji, z których to pojmany po samouczkowym poziomie i przesłuchiwany przez ludzi Styx stara się ustalić kim w ogóle jest, dla kogo pracuje i dlaczego starał się dostać do World Tree. W całym procesie zdecydowanie nie pomagają mu dziury w pamięci, które stopniowo łatać będziemy z każdym, wykonanym zadaniem. I chociaż wstęp do opowieści zaserwowany został tu w niesamowicie chaotyczny sposób, dalsza część intrygi przedstawionej w Master of Shadows zdecydowanie wciąga. Nie jest to oczywiście Oscarowa robota, ale snuta przez karłowatego goblina historia należycie wykonuje swoje zadanie, podobnie jak i utrzymane w komiksowym stylu przerywniki filmowe. Szkoda, że gorzej na tym tle wypada już pozostała część oprawy graficznej Styxa – kiepsko animowane facjaty niemalże rodem z początków epoki PlayStation 3 i drewniane animacje nie sprzyjają efektowi immersji i zanurzenia się w ten sugestywny świat. Klimatyczna ścieżka dźwiękowa niestety sama nie wystarczy.

Styx: Master of Shadows medytacja na dachu

Więcej stealth, mniej action.

Pastwić się nad oprawą graficzną przestałem jednak w momencie, w którym to do akcji wkroczyła właściwa rozgrywka. Styx: Master of Shadows to bowiem skradanka z krwi i kości, dodatkowo utrzymana w dobrym, bo niewybaczającym błędów, nieco staroszkolnym stylu. Wykrycie przez patrolujących spore i wielopoziomowe lokacje strażników równa się tu często z koniecznością powrotu do ostatniego punktu zapisu (na szczęście występującego całkiem gęsto), bo bezpośrednia walka nie jest najmocniejszą stroną naszego bohatera – całość sprowadza się tutaj do kontrowania ataku jednego przeciwnika naraz, po serii udanych ripost dając nam możliwość ubicia niemilca. Jeden drab to więc jeszcze nie taki problem (pomijając fakt, że darciem swojej japy zaczyna zwoływać kolegów), jednak zwycięstwo nad dwoma atakującymi nas oponentami to już nie lada wyczyn. Dlatego też tak istotne jest tu pozostawanie niezauważonym, umiejętne ulotnienie się w razie alarmu i opanowanie posiadanych przez Styxa umiejętności.

Styx: Master of Shadows - medytacja w klasztorze

Tych jest tu całkiem sporo i w czasie trwania naszej przygody przyjdzie nam je niejednokrotnie rozwinąć. Poza standardowymi trikami w postaci przemykania kanałami wentylacyjnymi, gwizdaniem, chowaniem się do kratek kanalizacyjnych, szaf czy skrzyń, umiejętnościami wspinaczki godnymi Asasyna i możliwością przenoszenia i ukrywania ciał ubitych wrogów, Styx korzystać może też z mocy Bursztynu płynącego w jego żyłach. Za jego sprawą podświetlimy sobie przechadzających się po okolicy strażników i interaktywne elementy otoczenia, staniemy się niewidzialni bądź stworzymy naszego klona. Z czasem każda z tych unikatowych mocy może zostać przez nas rozwinięta – klon nie tylko przemykać będzie przez kraty i otwierać nam dalszą drogę, ale i również atakować przeciwników, a niewidzialność nie będzie zużywać specjalnego paska gdy pozostaniemy w bezruchu. Repertuar ruchów goblina także urośnie tutaj w siłę, do i tak pokaźnej puli z czasem dorzucając np. możliwość wykonania zabójstwa z powietrza.

Styx: Master of Shadows - rozwój postaci

Szkoda tylko, że w czasie realizacji różnorodnych i wyposażonych w zadania poboczne misji (idź tam i znajdź, przyjdź tutaj i zabij tego etc.), niejednokrotnie dostanie nam się po głowie na wskutek technicznych niedoróbek tej produkcji. Grafika nie jest bowiem jedynym elementem, który w Styx: Master of Shadows zdradza nam braki w budżecie studia, a miejscowa i jakże klasyczna głupota sztucznej inteligencji również nie będzie ostatnim świadectwem tego stanu rzeczy. Dostrzeżone przeze mnie przenikanie i sporadycznie występujące „pływanie” elementów otoczenia jeszcze jakoś przełknąłem, ale stąpanie głównego bohatera w powietrzu, kiedy to np. powinien już dawno spaść z gzymsu, po którym się porusza wybaczyć już nie mogę. Jedną z takich akcji udało mi się nawet złapać podczas tworzenia zapisu z rozgrywki, który zobaczyć możecie poniżej. Z pewnością dojrzycie tam także moje zmagania z nie do końca dopracowanym systemem wspinaczki, czy też brakiem jakże podstawowej możliwości chwycenia się krawędzi po zeskoczeniu z półki / czegokolwiek, na czym obecnie stoimy. No jak to tak, Cyanide?

Jak mysz pod miotłą

Co chwila więc spadałem, wywoływałem niepotrzebnie alarm, ginąłem i srogo przeklinałem. Zawsze jednak z przyjemnością próbowałem ponownie, z entuzjazmem przyjmując rzucane przez Styksa wyzwanie. Co więcej, po ukończeniu produkcji ciągle zabrać możemy się tu dodatkowo za obecne w misjach wyzwania typu „nie daj się wykryć” lub „nie zabij nikogo”, skutecznie wchodzące nam na ambicję i motywujące do dodatkowego wysiłku. Bo koniec końców Master of Shadows to rajcująco-wymagająca produkcja, jednocześnie oferująca nam spore możliwości w radzeniu sobie z napotykanymi w Akenash przeciwnościami losu. Szkoda, że nie wygląda przy tym lepiej i że bardzo brakuje tu sporej dawki szlifierki, jednak nie miałbym serca nazwać tej produkcji rzemieślniczą robotą. Bo widać w niej serce i pasję, której to w przyszłości warto byłoby pomóc większą ilością gotówki. Polecam, nawet i w samym środku growo-premierowej zamieci.

Moja ocena:
Grafika:
zadowalający
Dźwięk:
 dobry
Grywalność:
 dobry
Ogólna ocena: 
 
marketplace

Komentarze

6
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Sporo błędów, mało intuicyjny system walki 9do tego mało widowiskowy).
    Grafika raczej mocno srednia jak na dzisiejsze czasy.
    Czasem irracjonalne detale otoczenia ktore bija po oczach.

    do plusow mozna zaliczyc cene - jest naprawde niska zarono na PC jak i na konsole.
    Ciekawy tez pomysl z klonami.

    Zaloguj się
  • avatar
    chuj wam w dupe prawiczki jebane zbanowaliscie mnie ale ja wroce psy kudlate
  • avatar
    chuj wam w dupe prawiczki jebane zbanowaliscie mnie ale ja wroce psy kudlate