• benchmark.pl
  • Gry
  • Recenzja A Plague Tale: Requiem - gry, którą pokochasz i znienawidzisz jednocześnie
Recenzja A Plague Tale: Requiem - gry, którą pokochasz i znienawidzisz jednocześnie
Gry

Recenzja A Plague Tale: Requiem - gry, którą pokochasz i znienawidzisz jednocześnie

przeczytasz w 7 min.

Myślałeś, że pierwsze A Plague Tale było dobre? No to A Plague Tale: Requiem wyrwie Cię z kapci – tak początkowo chciałem zatytułować tę recenzję. Czemu nie zatytułowałem?

ocena redakcji:
  • 4,3/5

Bo nowa gra Asobo Studios potrafi równie mocno zachwycić, co i wkurzyć.

A Plague Tale: Requiem – nieznośny ciężar świetnego pierwowzoru

Nawet nie wiecie, jak ja czekałem na A Plague Tale: Requiem. Pierwsza część opowieści o pladze zostawiła mnie ze sporym opadem szczęki, ile dało się wycisnąć z pozornie znanej formuły rozgrywki przygodowej gry akcji. Co tu dużo pisać – A Plague Tale: Innocence historią i klimatem stało. Pod tym względem wiele z debiutujących w 2019 roku tytułów mogło produkcji Asobo Stuido buty czyścić. I właśnie dlatego w moim prywatnym rankingu pozycji, w które absolutnie muszę zagrać w tym roku A Plague Tale: Requiem znajdowało się w ścisłej trójce najlepszych gier na PS5, zaraz obok nowych przygód Kratosa i starej/nowej kampanii z Call of Duty: Modern Warfare 2.

Nie powiem jednak, pewne obawy co do tej kontynuacji miałem. Wszak wszyscy dobrze wiemy, że niełatwo zmierzyć się z legendą, nawet tak niepozorną jak pierwsza część opowieści plagi. Nie raz byliśmy już przecież świadkami sytuacji, gdy kolejna część jakiegoś hitu nie wytrzymywała nazbyt rozbudzonych oczekiwań graczy. Chcecie wiedzieć, czy A Plague Tale: Requiem też na tym polegnie? No to czytajcie dalej.

Zdjęcia z gry w tej recenzji pochodzą z konsoli PS5. Jeśli chcece zobaczyć jak gra sprawuje się na komputerze, zajrzyjcie do naszego testu kart graficznych i procesorów w A Plague Tale: Requiem.

Plaga wkracza w nową fazę

Pamiętacie jeszcze o co chodziło w A Plague Tale: Innocence? Jeśli nie, to szybkie przypomnienie - jest rok 1349, po zachodniej Europie rozlewa się fala epidemii dżumy, a na dworze lorda Roberta De Rune toczy się sielankowe życie. Niestety, w jedno popołudnie życie mieszkającej tam dwójki dzieci – 15-letniej Amicii De Rune i jej 5-letniego brata Hugo, zmienia się w koszmar. Mieszkańcy dworu zostają wyrżnięci w pień, a stojący za tym rycerze Inkwizycji rzucają się w pogoń za naszymi młodocianymi bohaterami. Obiektem ich zainteresowań okazuje się bowiem malutki Hugo, a ściślej tocząca go tajemnicza choroba, która wydaje się mieć wiele wspólnego z plagą szczurów i rozszerzającą się zarazą.

Nie chcę tu zdradzać zbyt wielu szczegółów, bo może ktoś jeszcze będzie chciał nadrobić zaległości przed premierą A Plague Tale: Requiem i zagrać w poprzednią część. Jedną rzecz jednak wyjawić muszę – wówczas wszystko kończy się w miarę dobrze. No ale jak to zwykle w takich historiach bywa ów „spokojny” finał oznacza jedynie ciszę przed burzą.

A Plague Tale: Rerquiem - francuskie miasteczko

I owej ciszy na samym początku A Plague Tale: Requiem faktycznie doświadczamy. Rok po znanych już nam wydarzeniach rodzina De Rune wraz z Lucasem, wciąż terminującym początkującym alchemikiem, spędzają miłe chwile gdzieś w Prowansji. Amica i Hugo radośnie bawią się poza miastem w zdobywanie zamku, ale niestety, w trakcie tej zabawy, rzeczywistość przypomina im dotkliwie, że średniowiecze to wyjątkowo mroczne czasy. Oto bowiem stają się świadkami rzezi pewnej osady. 

Nie wiadomo kto, nie wiadomo jak, ważne, że napastnicy chcą zrobić krzywdę naszej dwójce. A że Amicia umie się bronić wszystko wywołuje nieprzewidzianą lawinę wydarzeń, która zmusi naszą dwójkę młodocianych bohaterów do odbycia niesamowitej podróży – od francuskich miasteczek, poprzez śródziemnomorską wyspę, która przypomina raj na ziemi, aż po opanowaną przez zarazę Marsylię. Chyba nie muszę dodawać, że podróż ta po brzegi wypełniona jest niezwykłymi przygodami, które śledzi się z zapartym tchem. I może na tym poprzestańmy, bo zdradzanie czegokolwiek więcej z fabuły A Plague Tale: Requiem byłoby w tym przypadku grzechem. 

A Plague Tale: Rerquiem - rajska wyspa i rzucanie kwiatków

A Plague Tale: Rerquiem - Amicia, Hugo i koza

Musicie jednak wiedzieć, że tajemnicza skaza, która już raz wpędziła Hugo w kłopoty wcale nie zniknęła. Ba, ona wciąż postępuje coraz mocniej wyniszczając organizm maluszka. Amicia, której więź z bratem jest jeszcze mocniejsza, robi więc co może by go chronić przed zakusami zdeprawowanego świata i znaleźć lekarstwo, które mogłoby go uzdrowić. Niestety, nie będzie to takie proste, bo choroba chłopca wkracza powoli w kolejne stadium, a wraz z nim przybiera na sile też plaga.

I tu na scenę wchodzą nasi ukryci bohaterowie, czyli masy szczurów. Jeśli wydawało się Wam, że już A Plague Tale: Innocence miała ich całe hordy, to dwójka spowoduje u Was opad szczęki – takiej ilości tego czarnego paskudztwa żadna gra chyba jeszcze nie miała. Dość powiedzieć, że sceny z ich udziałem zawsze, ale to zawsze, wywołują ciarki na plecach. To co one tym razem wyprawiają na ekranie przypomina najlepszy film katastroficzny.

A Plague Tale: Rerquiem - kierowanie hordą szczurów
W A Plague Tale: Requiem znów pokierujemy hordami szczurów

A Plague Tale: Rerquiem - zarazaA Plague Tale: Rerquiem - palenie zwłok

Gorzki świat, prawdziwi bohaterowie i masa kombinowania

To co w A Plague Tale: Requiem urzekło mnie równie mocno to niesamowicie przedstawiony świat. I nie chodzi tu wcale o fantastyczną oprawę graficzną (oj, fani PCMR będą tu mieli używanie). No dobra, trochę chodzi, bo bez niej nie udałoby się uchwycić ani swojskiego piękna prowansalskich miasteczek ani też rajskiej wyspy. Zawsze jednak owa pierwotna otoczka tych wszystkich, zdawałoby się wręcz cudownych lokacji kryła mroczną, skrywaną przed wzrokiem rzeczywistość. Raz były pełne rozkładających się trupów slamsy, innym razem – więzienie i miejsca tortur. 

Co tu dużo pisać, ten kontrast potężnie na mnie działał – raj, który od wewnątrz toczy zgnilizna i podobny do tego bohater, który szuka w nim ratunku. Zresztą takich niezwykłych kontrastów jest w A Plague Tale: Requiem znacznie więcej. Dobrym przykładem jest choćby jeden z późniejszych bohaterów. Ale jako że nie zamierzam tu spoilerować skupię raczej na naszej dwójce, która też przechodzi w grze pewną przemianę. 

A Plague Tale: Rerquiem - w drodze do świątyni na rajskiej wyspie

A Plague Tale: Rerquiem - miejsce kaźni

I tak Hugo, o rok już starszy, zdaje się tym razem znacznie więcej rzeczy kojarzyć, choć wciąż targają nim niesamowite emocje, nad którymi nie do końca potrafi zapanować. W grze widzimy zachodzącą w nim przemianę, która nierzadko wywołuje daleko idące konsekwencje. Z kolei Amicia z początku wydaje się twarda i zahartowana w bojach, później jednak jesteśmy świadkami jak coraz bardziej psychicznie podupada

I chyba ten jeden element zupełnie mi tutaj nie przypasował. Dziewczyna, która oparła się Inkwizycji, widziała zarazę i śmierć z bliska, a także walczyła z setkami wrogów w pewnym momencie zachowuje się jak bohaterka tanich horrorów klasy B. Nie, ten wątek jakoś do całości nie pasuje. Możliwe jednak, że nawet tego dysonansu w A Plague Tale: Requiem nie poczujecie, bo twórcy zapewnili nam tu całą moc atrakcji.

A Plague Tale: Rerquiem - Amicia w drodze przez slamsy

A Plague Tale: Rerquiem - ucieczka przed masą szczurów

Powracają oczywiście słynne „zabawy” z ogniem i szukaniem drogi pośród całej masy szczurów. Jest też dobrze znane przemykanie po cichu pomiędzy szukającymi nas strażnikami, a także odnajdywanie dalszej drogi czy rozwiązywanie całkiem złożonych zagadek środowiskowych. Jakie więc doszły tu nowości? A choćby zabawa z kuszą, na którą w pewnych ściśle określonych miejscach można założyć linę z hakiem i po celnym strzale coś przyciągnąć, wyważyć bądź zablokować

Do tego nieźle zaskoczyć Was może sztuczna inteligencja komputerowych przeciwników. Teraz już nie da się tak łatwo przyciągnąć ich uwagi czy to kamieniem rzuconym w skrzynie pełną żelastwa czy też „zdalnie” rozpaloną trawą (tak, taka umiejętność w późniejszej części gry też się pojawia). Raz czy dwa to się uda, ale już za trzecim razem z tym samym strażnikiem to nie przejdzie. Od razu ogłasza on alarm o potencjalnych intruzach i każdy znajdujący się w jego pobliżu kompan z miejsca przechodzi na wyższy stan gotowości rozpoczynając aktywne poszukiwania. A musicie wiedzieć, że teraz tacy wrogowie są dużo mniej przewidywalni.

A Plague Tale: Rerquiem -  zapalanie trawy pryzmatemA Plague Tale: Rerquiem - strzał z kuszy

O krok od doskonałości… duży krok

Skłamałbym, gdyby powiedział, że nie miałem żadnych oczekiwań wobec A Plague Tale: Requiem. Nie były one jednak wyśrubowane – ot, liczyłem na podobnie nietuzinkową fabułę i świeżą, ciekawą rozgrywkę. Wszystko to oczywiście podlane cudownym, mrocznym klimatem. I choć sporo z tego dostałem do perfekcji nieco zabrakło. Co więc nie do końca zagrało w drugiej części opowieści plagi?

A choćby sama fabuła – zbyt często miałem wrażenie, że twórcy na siłę próbują ją wydłużyć. Po prostu w kilku miejscach wydawało mi się, że opowieść chyli się już ku końcowi, a potem okazywało się, że jeszcze sporo drogi przede mną. Ktoś powie pewnie teraz - co to za zarzut, chyba lepiej, że to znacznie dłuższa gra niż pierwowzór. A i owszem, zgadza się, tyle że inwencja twórców na przedłużanie rozgrywki na tym się nie kończy.

A Plague Tale: Rerquiem - przyciąganie obiektów

I tu dochodzimy do rzeczy, która w A Plague Tale: Requiem najbardziej mnie rozsierdziła, czyli walki. Większość starć dostarcza frajdy, bo przeciwników nie ma zbyt wiele, a nasz arsenał jesteśmy w stanie w miarę szybko podreperować. Niestety, twórcy uznali, że dobrze byłoby dorzucić do gry sekcje obronne, w której odpieramy niekończące się ataki różnych żołnierzy. No dobrze, one mają swój koniec, ale i tak wymaga to pokonania dość znacznej ilości wojaków.

I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że nierzadko atakowani jesteśmy przez kilku cięższych przeciwników na raz, na których nasza proca nie robi wrażenia. Trzeba wówczas nieźle się napocić przełączając się a to na naczynie wypełnione saletrą, a to na procę z kamieniem, a to znowu na kuszę z ładunkiem zapalającym. Nie dość, że nowy system wyboru broni zabiera cenne sekundy (gra wówczas całkowicie się nie pauzuje, a jedynie zwalnia) i łatwo w nim o pomyłkę, to jeszcze niektórzy wrogowie wymagają celnych strzałów czy to w średniowieczny koktajl Mołotowa, którym akurat jeden z nich chce rzucić, czy też w sprzączkę zbroi tak aby ona spadła. 

Przyznam szczerze, w kilku momentach gry, a spędziłem z nią niemal 20 godzin, miałem ochotę pogryźć telewizor, zwyzywać konsolę, skopać gamepada, a potem rzucić wszystko w cholerę i odpuścić sobie dalsze granie… przynajmniej na kilka dni. No niestety, twórcom A Plague Tale: Requiem chyba umknął fakt, że to nie Dark Souls, a rozgrywka zamiast frustrować powinna dostarczać pozytywnych emocji. Bez tego przecież masa graczy może nie poznać zakończenia tej historii, a wierzcie lub nie – by dostrzec w tym tytule głębię jest to niezbędne.

A Plague Tale: Rerquiem - umiejętności
Umiejętności rozwijają się same, w zależności od naszego stylu gry

A Plague Tale: Requiem - ulepszenia
Ulepszenia ponownie wymagają zbierania narzędzi i potrzebnych części (resztek)

Niestety, odrzucić od gry mogą też liczne błędy techniczne. Owszem, twórcy znają część z nich i już przygotowują odpowiednią łatkę na premierę. Widząc jednak ilość najróżniejszych baboli, z którymi musiałem się borykać podczas mojej rozgrywki mam spore obawy co do tego ile z nich koniec końców przynajmniej na chwilę zostanie. Dość powiedzieć, że błąkające się tu i ówdzie szczury, których w miejscach oświetlonych być nie powinno, a które potrafią w kilka sekund zakończyć rozgrywkę, to najmniejszy z zauważonych przeze mnie problemów. Trzymam jednak kciuki, by wszystko to jak najszybciej udało się załatać.

A Plague Tale: Requiem - u zielarza

A Plague Tale: Requiem – czy warto kupić? Czy warto zagrać?

Chciałbym móc napisać, że oto mamy kolejny niepozorny hit, który wstrząśnie zarówno branżą elektronicznej rozrywki, jak i samymi graczami. Niestety, nie mogę. Nie zrozumcie mnie źle, A Plague Tale: Requiem to kawał świetnej gry - z intrygującą fabułą, ciekawymi postaciami, osobliwym tłem historycznym zahaczającym nieco o faktyczne wydarzenia i absolutnie fenomenalną ścieżką dźwiękową. Ba, gdyby nie ona to uleciałoby z tej gry większość klimatu. Naprawdę niewiele brakowało, by A Plague Tale: Requiem był grą doskonałą.

Niestety zawiodło trochę wykonanie, a właściwie wyważenie poszczególnych elementów rozgrywki. Gdyby nie nieco nazbyt rozwleczona historia i ten emocjonalny rollercoaster, w którym świetne momenty przeplatane są tymi frustrującymi, mielibyśmy jeden z największych tegorocznych hitów. A tak mamy niezłą grę, która niejednego z Was doprowadzi zapewne do białej gorączki. Jeśli jednak czujecie się wystarczająco zmotywowani, by podjąć się tego wyzwania pamiętajcie, że już za parę godzin tytuł ten stanie się dostępny w ramach usługi Xbox Game Pass. Grzechem byłoby więc samemu nie sprawdzić. A, i jeszcze jedno – jeśli już uda się Wam przejść grę koniecznie zobaczcie scenę „po napisach”. Pozamiata Wami.

A Plague Tale: Rerquiem - Amicia i Hugo

Ocena gry A Plague Tale: Requiem

  • wciągająca, ciekawie rozwijająca się historia
  • spora ilość zapierających dech w piersiach momentów
  • jeszcze większe hordy szczurów
  • spora ilość nieźle zaprojektowanych zagadek środowiskowych
  • znacząco poprawiona sztuczna inteligencja przeciwników
  • fenomenalna ścieżka dźwiękowa Oliviera Deriviere potrafiąca przyprawić o ciarki na plecach
  • świetna oprawa audiowizualna
  • ponownie absolutnie fenomenalny klimat
     
  • trochę za bardzo rozwleczona historia, która w pewnej chwili zaczyna nieco męczyć
  • dość dziwnie zarysowana postać Amicii
  • niektóre wątki potraktowane po macoszemu
  • kilka naprawdę frustrujących starć, które wyglądają tak jakby miały wydłużyć rozgrywkę
  • nie do końca przemyślane niektóre mechaniki
  • sporo irytujących błędów technicznych, które potrafią zniszczyć całą przyjemność z gry
  • na PS5 momentami widoczne spadki klatek animacji

  • Grafika:
    • 4.7 / Dobry plus
  • Dźwięk:
    • 5.0 / Bardzo dobry
  • Grywalność:
    • 3.7 / Zadowalający plus

Ocena końcowa

86% 4.3/5

  • Wyróżnienie "Dobry Produkt" - benchmark.pl

Grę A Plague Tale: Requiem (PS5) na potrzeby recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od jej wydawcy - firmy Cenega S.A.

Komentarze

7
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    PerfectDAY
    1
    Trochę obawiałem się, że gra straci na klimacie bo nie wygląda już tak mrocznie jak jedynka, ale widać niepotrzebnie.
    • avatar
      Mario2k
      1
      Bardzo ładna oprawa graficzna , niestety nie lubię gier gdzie trzeba chodzić po niewidzialnym sznurku . Jak dla mnie przejście z punktu A do punktu B powinno być urozmaicone co najmniej dwoma ścieżkami .
      • avatar
        kalkulatorek
        -1
        1. Optymalizacja gry - nie ma. Nie istnieje.
        2. Sama gra , fajna. Parę lat temu można by napisać solidny średniak. Ale teraz gry wydaje się kastraty, bez fabuły, z grafiką z 2012 roku jako gry premium AAA to ta gra zasługuje na 8/10
        • avatar
          HeardThrone1215
          -4
          Coś mi się tu nie zgadza. Jestem graczem konsolowym, ale tak z ciekawości kupiłem laptopa Asusa G713z Ryzen 7 6800 i 16 GB RAM ddr5 . Karta to laptopowy RTX 3060 ale ten z najwyższym napięciem 140 W. Matryca 17.3 odświeżanie 240Hrz rozdzielczość 2560na1440. Wczoraj włączyłem pierwszy raz PTR wlasnie na laptopie, potem na Xboxe. I na laptopie w rozdzielczości 2560na1440 na full detalach gra przeważnie pokazywała 61FPS, praktycznie cały czas. Były skoki do 75 FPS, ale rzadko. Najmniej ile poka,ale FPS, to było 51,52 FPS, ale to też bardzo rzadko. Przeczytałem ten tekst z ciekawości, jak tam u innych działa ta gra. Czytając, cały, myślałem, że to niemożliwe, za mało FPS podaje autor. Z dużym prawdopodobieństwem, pewnie się gdzieś się pewnie pomyliłem, bo jak wspominałem jestem konsolowcem. Kiedyś byłem PCMR, ale PC który składałem przez 2 lata, który był wymuskany w każdym centymetrze, wynieśli mi z domu, qwy yeane. Już mam ochotę, jak zawsze zresztą, opisać jaki był wspaniały. 9 lat prawie a ja jeszcze jestem w żałobie. Poważnie. Jeśli chodzi o wiedzę to teraz nie co się dzieje na rynku. Z tad moje pytanie odnośnie laptopa, jak to możliwe. Jak wrócę do domu to wstawię zdjęcie z gry.
          • avatar
            Ruffriders1988
            0
            Gra fajna ale optymjalizacja nie istnieje, w momentach w których nic się nie dzieje potrafi chrupnąć srogo a grafika wcale nie jest wybitna aby tak było. Gry w lepszej oprawie z otwartymi lokacjami na moim sprzęcie trzymają stałe 60FPS w 2/3K a tu? Bywa i 120FPS a bywa i 44 czasem, taki rozrzut pomimo braku "wodotrysków ala milion wybuchów itp". Optymalizacyjne gówno o zawyżonych wymaganiach i tyle.