Battleborn – ostatnia ustawka we wszechświecie
Gry

Battleborn – ostatnia ustawka we wszechświecie

Jakub Jakubowicz | Redaktor serwisu benchmark.pl
4 komentarze Dyskutuj z nami

Eksperymentalna konwencja Battleborn ma spore szanse trafić do serc graczy, o ile tylko nie potknie się o własne nogi lub, co gorsza, zostanie przeoczona.

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4,6/5
Plusy

- porywające misje trybu opowieści,; - zgraja oryginalnych i pokręconych postaci,; - zmyślnie zaprojektowane mapy,; - satysfakcjonujący system rozwoju postaci,; - spora „regrywalność” misji,; - możliwość zabawy w kooperacji z 5 innymi graczami,; - ciekawa, rysunkowa grafika.

Minusy

- pełne chaosu i przesadnie złożone tryby „versus”,; - brak polskich napisów.

Cześć i dynamit

Jakub JanowiczOkiem Jakuba
Jakub Jakubowicz

Gearbox Software zasłynął w świecie gier zakręconą i gromko oklaskiwaną serią Borderlands. Jednak od premiery drugiej części trylogii o poszukiwaczach skarbów z Pandory (i ostatniej, za którą odpowiadali pomysłodawcy cyklu) minęły już blisko cztery lata. Nic więc dziwnego, że deweloperzy spod znaku zębatych kół postanowili wydać na świat nowy tytuł, który ma powtórzyć sukces ich starzejącego się flagowca.

Battleborn - walka z mechanicznym pająkiem

Choć tegoroczny Battleborn w wielu aspektach do złudzenia przypomina Borderlands, różnic nie brakuje. Pandorowa strzelanka łączyła w sobie elementy FPS-a i RPG, a świeżutkie przygody obrońców Solusa zapożyczają się u gatunku MOBA. Natomiast to, co łączy oba tytuły, to niezmiennie sztubackie poczucie humoru, wariackie strzelaniny, widowiskowe eksplozje i „rysunkowa” grafika.

Battleborn - szalona strzelanina

Pytanie tylko, czy ta mieszanka po raz kolejny wystrzeli pod niebo wirtualnymi fajerwerkami czy raczej wybuchnie twórcom prosto w twarz? Postanowiliśmy to sprawdzić w naszym redakcyjnym zespole. Bo skoro Battleborn chlubi się rozgrywką wieloosobową, to i recenzja powinna być pisana w trybie „multi”.

Ploty z Solusa

Zdecydowanie najsilniejszą stroną Battleborn jest tryb opowieści, który łączy w sobie dość luźno powiązane fabularnie etapy w naprawdę wciągającą kampanię. Wprawdzie misje są dosyć grubo ciosane i widać na pierwszy rzut oka, że powstawały z myślą o przaśnej zespołowej jatce, ale w najmniejszym stopniu nie stanowi to ich wady. 

Battleborn - kooperacja dla 5 graczy

Satysfakcja ze wspólnego masakrowania hord galaktycznych najeźdźców jest niebotyczna i chyba tylko najwięksi malkontenci mogliby się czepiać powtarzalności zadań czy też ich prostej jak lufa karabinu konstrukcji. 
Sklecenie ze zbieraniny niezwykle zróżnicowanych bohaterów zgranego składu, a następnie parcie do celu przez sterty trupów to kwintesencja tej gry. Nic, tylko podziwiać rysunkowe eksplozje i testować zdolności zadziwiająco oryginalnych postaci Battleborn.

Battleborn - wybór postaci

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa Barona
Maciej Piotrowski

Oj tak, trup ściele się tu gęsto. Szkoda tylko, że nie za bardzo wiadomo co, jak i dlaczego. OK, mamy w tle opowieść o dziwacznej zbieraninie wojowników z różnych planet, którzy łączą siły by pokonać równie dziwacznego gościa pragnącego zniszczyć ostatni nadający się do życia układ słoneczny. Fabuła ta jest jednak tak szczątkowa i potraktowana po macoszemu, że w zasadzie mogłoby jej nie być.

Battleborn - animowane intro

Co gorsze, to co faktycznie mogłoby nas wciągnąć w historię czyli rozmowy, które słyszymy podczas misji, często okraszone zresztą ciekawymi żartami, zupełnie nam umykają. Dlaczego? Bo kto by wsłuchiwałby się w jakieś gadki albo czytał pojawiające się na ekranie linijki tekstu gdy wokół świszczą kule. Szkoda, że nie pokuszono się tu o jakieś spolszczenie. To mogłoby pomóc.

Battleborn - szczątkowa fabuła

Gdy jednak zapomnimy o takim drobiażdżku jak fabuła faktycznie bawić się będziemy świetnie. Ale tylko w multi - niezależnie czy to będzie kanapowa czy sieciowa kooperacja kompan, a najlepiej kompani być muszą. Granie w Battleborn pojedynkę, choć możliwe, mija się z celem. Wówczas będzie to po prostu najzwyklejsza strzelanka.

Battleborn - walka w grupie

Nikt nie pierze po gębie tak jak ty

Jakub JanowiczOkiem Jakuba
Jakub Jakubowicz

Prawdę powiedziawszy, Macieju, wolałbym w pojedynkę zasuwać przez świetny „story mode”, niż w najlepszym nawet towarzystwie męczyć tryby „versus”. Niby wybieramy spośród trzech rodzajów bitew, ale wszystkie one wypadają dosyć blado na tle kampanii. 

Pierwszy z nich to niemal klasyczne przejmowanie punktów, drugi polega na eskortowaniu małych stworków i niszczeniu machin kroczących przeciwnika, natomiast trzeci to ochrona grup „minionów”, które nabijają nam punkty wskakując do szczękających żelaznymi kłami pieców.

Battleborn - tryby versus

O ile pierwsze dwie opcje zupełnie mnie nie zachwyciły, o tyle trzeciej udało się zatrzymać mnie na dłużej z padem w ręku. Chyba najbardziej rewolucyjny jest tutaj rozdział ról na polu bitwy pomiędzy zróżnicowanych bohaterów. 

Mamy tutaj i wampiropodobnego akrobatę z dwoma lśniącymi czerwono katanami, i swojską górę mięcha z wiecznie przegrzewającym się minigunem, a nawet filigranową szermierkę w balowej kiecce.

Battleborn - ochrona minionków

Problem polega na tym, że wszystkie te pomysłowe elementy nie składają się w porywającą całość. (Przypomnę, że mówię tu jedynie o trybach „versus”!) Zupełnie jak gdyby po drodze zaginął jakiś jeden tajemniczy kawałeczek. 

Jak powiedzieliby jurorzy jednego z popularnych programów telewizyjnych, brakuje czynnika X! Co za tym idzie, z bólem serca wieszczę, że drużynowe mecze Battleborn poniosą sromotną porażkę w pojedynku z nadchodzącym wielkimi krokami Overwatchem.     

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa Barona
Maciej Piotrowski

Co racja to racja – Battleborn w wydaniu Versus niestety nie porywa. Za dużo tu niepotrzebnego chaosu. Być może, jak już gracze poznają dokładnie wszystkie postacie (a te swoją różnorodnością powalają) i lokacje potyczki nie będą przypominały ferii eksplozji, spoza których nic absolutnie nie widać. 

Oczywiście można już spotkać otrzaskanych graczy, ale wówczas lepiej żeby znaleźli się w Twojej drużynie. Inaczej będzie to raczej jednostronna zabawa. 

Battleborn - żywy przeciwnik w celu

Nie jestem miłośnikiem festiwalów frustracji więc i Versus dawkuje sobie w ilościach minimalnych. Dużo bardziej wole wracać i powtarzać misje fabularne zwiększając powoli poziom trudności.

Battleborn - śmierć na polu bitwy