Gry

Runda III: Przez nagrody do werdyktu

Sorry, o co tu się strzela?

Jakub JanowiczOkiem Jakuba
Jakub Jakubowicz

Ależ nie trzeba przecież być od razu fanem MOBY, żeby się dobrze bawić przy Battleborn. Mówisz o tym, że porażki skutecznie zniechęcają. Ale czy to kwestia „mobowych” elementów? Problemem jest chaos na polu bitwy i parę innych mankamentów. Jedno z drugim wcale nie musi być powiązane. 

Battleborn - ostatnia misja fabularna

A chyba przyznasz, że poza frustrującymi trybami „versus” najmłodsze dziecko Gearbox Software obsypuje nas podarkami jak Święty Mikołaj dzieci swojego ulubionego renifera. I dzięki temu bardzo skutecznie przykuwa do ekranu!

Battleborn - pula dostępnych postaci

W końcu każdy gracz czasem upodabnia się do zombie. Komu nie zdarzało się siedzieć przed ekranem z rozdziawioną gębą i jęczeć przeciągle „Looot”? Taka prawda, że niewiele rzeczy równie mocno motywuje do dalszej gry, co dobrze dystrybuowane skarby. W Battleborn nie będziemy kolekcjonować „bazylionów” sztuk broni, jak to miało miejsce w Borderlands, ale za to od czasu do czasu zdarzy nam się znaleźć element ekwipunku.

Battleborn - zdobywany ekwipunek

To nic innego, jak odpowiednik znanych z innych gier „perków”. Z tą różnicą, że ekwipunek odpalamy w trakcie misji za zebraną z ciał wrogów i ciemnych zakamarków mapy walutę. Być może na papierze wygląda to dosyć skromnie, ale wierzcie mi, że naprawdę nieźle motywuje do dalszego przedzierania się przez zastępy kosmicznych przeciwników.

Battleborn - potyczka w trybie fabularnym

Rzecz jasna, to nie jedyny sposób, w jaki twórcy zachęcają nas do kontynuowania rozgrywki. Chyba jeszcze skuteczniejszym rozwiązaniem jest nagradzanie nas nowymi postaciami. Naszą przygodę z Battleborn zaczynamy mając dostęp zaledwie do kilku bohaterów. Dopiero kolejne zwycięstwa powiększają zabójczy skład naszej ławki rezerwowych.

Battleborn - postacie zyskują nowe pozy i kostiumy

Oprócz tego, walczymy też między innymi o skórki, pozy i inne drobiazgi. Ktoś powie, że tego nie należy bagatelizować. Zgoda, jednak mnie osobiście znacznie silniej motywuje nowa postać, niż – dajmy na to – nabyta przez mojego drwala z minigunem umiejętność klepania się po tyłku. 

Battleborn - Montana i nowa poza

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa Barona
Maciej Piotrowski

Postacie w Battleborn to jak dla mnie czysty majstersztyk. Niesamowity rozstrzał, zarówno pod względem koncepcji jak i rządzących nimi mechanik. Góra miecha z minigunem, Jednooki „Muchomor”, niebieski pseudo krasnolud z toporem nader chętnie pokazujący swój pośladek, robot-dżentelmen-snajper i wiele, wiele innych - tu po prostu nie da się nie znaleźć czegoś dla siebie.

Battleborn - podsumowanie misji

Szczególnie, że każdy bohater dysponuje swoimi unikalnymi umiejętnościami. Pomysł z osadzeniem ich na helisie, z której w momencie zdobycia poziomu możemy wybrać tylko jedną zdolność z danej nam pary jest równie genialny. Sprawia, że chcemy wypróbować i inne konfiguracje. Dodatkowym impulsem są alternatywne umiejętności dodawane do każdej pary.

Battleborn - nowe umiejętności to impuls do dalszej gry

I tu w zasadzie moje zachwyty się kończą, bo tam gdzie Ty widzisz deszcz nagród ja dostrzegam jedynie zmarnowany potencjał. Dobra, mamy perki. Do tego łakomie podzielone na zwykłe, niepospolite, rzadkie, unikatowe, w standardowych dla tego typu rzeczy kolorach – od białej, poprzez fiolet, po złotą. Faktycznie wygląda to zachęcająco.

I byłoby takie gdyby – a) perków nie było od groma, b) nie były tak do siebie podobne, c) – zużywałby się. A tak, mamy pełną skrzynie specjalnych zdolności, z którymi tak naprawdę nie ma co robić. Jedno jest pewne – nagrodą za granie z pewnością żaden z nich nie jest. Podobnie jak skórki czy nowe pozy postaci. OK, są miłym bonusem, ale żeby od razu traktować je coś co mnie zmotywuje do dalszej zabawy? 

Battleborn - miła dla oka grafika

Pod tym względem Destiny było dużo lepsze, choć i ono bardziej kusiło niż nagradzało. Ważne jednak, że była w grze jakaś marchewka, coś co chciało się zdobyć i po co było grać. Battleborn tego niestety nie posiada.

Z jajem lub na jaja, ale nigdy bez jaj

Jakub JanowiczOkiem Jakuba
Jakub Jakubowicz

Oj, faktycznie marudzisz jak jakiś stary ramol… Zdobywany w czasie misji ekwipunek może rzeczywiście nie jest najłatwiejszy do opanowania przez co jego wartość nagradzająca nieco spada. Jednak na pewno nie do zera! 

Nawet, kiedy nie do końca byłem w stanie oszacować, który z „perków” najlepiej będzie mi służył na polu bitwy i który powinienem wrzucić do plecaka, to i tak sprawiało mi radość zdobycie tego czy innego gadżetu. Także wtedy, kiedy nie do końca wiedziałem, co z nim zrobić. Jasne, jasne, to dziecinne... ale też satysfakcjonujące! 

Battleborn - powiększający się schowek na ekwipunek

Dość jednak o porównywaniu elementów ekwipunku, bo czas na zupełnie inne zestawienie. Chodzi, rzecz jasna, o końcowy bilans plusów i minusów Battleborn. Ja to widzę tak:

Infantylny humor z najwyższej półki, banda najbardziej pokręconych zadymiarzy we wszechświecie, wciągające misje, potwory równie przerażające, co zabawne i potężne eksplozje wstrząsające planetami. To kładziemy na jednej szali. 

Drugą obciążają przede wszystkim nieco przekombinowane i chaotyczne  tryby „versus”. Dorzućmy jeszcze do tego kulejący marketing i sprawdźmy, co pokaże wskaźnik naszej wagi.

Battleborn - zwariowana banda wojowników

Z mojej strony werdykt może być tylko jeden! Gearbox Software udowodnił po raz kolejny, że potrafi stworzyć doskonale zaprojektowany produkt, uwodzący lekkimi dowcipami i ciężkimi spluwami. Misje trybu opowieści wprost domagają się powtarzania ich wciąż od nowa, a kolejni bohaterowie zachęcają, żeby ćwiczyć się w wykorzystywaniu ich talentów.

Battleborn - rozdział punktów po misji 

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa Barona
Maciej Piotrowski

I tak i nie. Owszem, zgadzam się że Battleborn to gra nieprzeciętna, świetnie zaprojektowana, z olbrzymim poczuciem humoru, całą masą różnorodnych postaci i tonami czystej frajdy podczas kolejnych misji pokonywanych z grupą innych graczy. Problem w tym, że albo szwankuje matchmaking albo po prostu chętnych do zabawy nie ma za wiele. Nie raz zdarzało mi się czekać po 5 minut i dłużej na skompletowanie drużyny. 

Battleborn - obrona punktu

Powiecie pewnie – nie ma co się dziwić, bo ludzie siedzą w multiku - trybie versus. Niestety, tu też ze znalezieniem sparing partnerów zbyt różowo nie jest. Trudno mi orzec gdzie jest pies pogrzebany – czy w słabym kodzie sieciowym czy faktycznie małej nośności Battleborn. 

Battleborn - Kleese

Recenzując grę nie ma co oceniać jej kampanii reklamowej. Nie od tego jesteśmy. Nie da się jednak nie zauważyć, że bliskie „sąsiedztwo” zupełnie odmiennego Overwatch (beta testy i premiera gry) odebrało nowej grze Gearbox Software należne jej 5-minut. Wszędzie widać nową grę Blizzarda, a Battleborn zupełnie gdzieś zniknął. Szkoda, bo potencjał Battleborn dopiero się odkrywa, a wiele wskazuje, że moc drzemie w nim potężna. W mojej osobistej kolekcji gier do „koopa” tytuł ten wskoczył właśnie do pierwszej trójki.

Jakub JanowiczOkiem Jakuba
Jakub Jakubowicz

I tymi prostymi, ale szczerymi wnioskami kończymy ten recenzencki dwugłos. Battleborn wciąż werbuje nowych graczy, a obecni rekruci już ładują pukawki i uzbrajają ładunki wybuchowe. Czas wracać do układu Solus! W końcu wszechświat sam się nie ocali. Trzeba paru świrów, którzy mu w tym pomogą.

Battleborn - grafika promująca grę

Ocena końcowa:

  • dające niebywałą frajde misje trybu opowieści
  • zgraja oryginalnych i pokręconych postaci
  • zmyślnie zaprojektowane mapy
  • satysfakcjonujący system rozwoju bohaterów
  • spora "regrywalność" misji
  • możliwość zabawy w kooperacji z 5 innymi graczami
  • ciekawa, rysunkowa grafika
     
  • pełne chaosu i przesadnie złożone tryby "versus"
  • brak polskich napisów
     
  • Grafika:
    dobry
  • Dźwięk:
     dobry plus
  • Grywalność:
     bardzo dobry

94%

Dobry Produkt

Komentarze

4
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Roller Mobster
    Wygląda jak jakaś nędza ze smartfonów. Gdzie jest recka DOOMa!?