• benchmark.pl
  • Gry
  • Jak wejść do świata Final Fantasy VII Remake, żeby się w nim nie zgubić - poradnik dla nowicjuszy
Jak wejść do świata Final Fantasy VII Remake, żeby się w nim nie zgubić - poradnik dla nowicjuszy
Gry

Jak wejść do świata Final Fantasy VII Remake, żeby się w nim nie zgubić - poradnik dla nowicjuszy

z dnia
Jakub Jakubowicz | Redaktor serwisu benchmark.pl
4 komentarze Dyskutuj z nami

Zwiastuny Final Fantasy VII Remake mogą narobić apetytu na odświeżonego klasyka nawet tym, którzy nigdy wcześniej nie mieli z nim do czynienia. Ale jak się zabrać do tego japońskiego erpega z tajemniczą cyferką „7”? Spieszymy z wyjaśnieniami w naszym poradniku dla nowicjuszy!

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4/5
Plusy

- wciąż nieźle wciągająca historia,; - dla weteranów nostalgiczna podróż w przeszłość,; - ciekawi, dający się polubić bohaterowie,; - fenomenalny klimat,; - nowe, niewidziane dotąd wątki rozbudowujące fabułę,; - niesamowite modele postaci,; - świetnie wyglądające summony,; - rewelacyjnie wyreżyserowane przerywniki filmowe.

Minusy

- dla pamiętających oryginał niektóre zmiany w fabule mogą okazać się trudne do przełknięcia,; - czasami aż zbyt wyraźnie czuć rozciągniętą na siłę rozgrywkę,; - nudne, wciśnięte na siłę zadania poboczne,; - korytarzowe, nijakie lokacje mocno kontrastujące z hubami i poziomem wykonania głównych postaci,; - dynamiczny system walki nie każdemu przypadnie do gustu,; - tak naprawdę to tylko niewielka część oryginalnego Final Fantasty VII.

Final Fantasy VII Remake onieśmieli najśmielszych

Anegdoty powiadają, że pierwsze Final Fantasy miało być pożegnalną produkcją studia Square i stąd jej „finałowy” tytuł. Wyszło zupełnie inaczej, o czym łatwo przekona się każdy, kto wygoogluje historię tej marki. W 2016 ukazało się Final Fantasy XV, a wcześniej światło dzienne ujrzały takie hity jak Final Fantasy VIII czy sieciowe Final Fantasy XIV: A Realm Reborn. Po prawdzie trudno chyba o bardziej rozpoznawalny tytuł z gatunku japońskich RPG.

W tym miesiącu zbliża się do nas wielkimi krokami Final Fantasy VII Remake, czyli gruntownie przebudowana (a w zasadzie stworzona niemal od zera) siódma część serii z roku 1997. Wielu weteranów, którzy w tamtych odległych czasach ogrywali pierwowzór na pierwszym PlayStation, już ostrzy sobie zęby na nową wersję tego tytułu. 

Ale nie tylko weterrani dali się ponieść magii zapowiedzi i zwiastunów. Również inni posiadacze współczesnych konsol chcieliby na swoim PlayStation 4 czy Xbox One zapoznać się z niesamowitym światem Final Fantasy (choć wersja xboksowa – a także pecetowa – będzie dopiero dostępna po roku, bo okresowo to tytuł ekskluzywny dla PS4). Jednak wielu z nas nigdy wcześniej nie miała styczności z tym legendarnym cyklem i rozpoczęcie przygody od zaprojektowanej na nowo „siódemki” może nieźle onieśmielić.

W głowie kłębi się od pytań, a lęk chwyta za serce. Jak nadgonić z fabułą, skoro wcześniej było sześć odsłon, o których nawet za dobrze nie słyszeliśmy? Na czym polega rozgrywka w tym wielbionym przez masy hiciorze? Czy nie przejadę się na zakupie – może ten tytuł to jakaś nisza, w której nijak się nie odnajdę? Większość z tych wątpliwości postaramy się rozwiać w naszym poradniku dla nowicjuszy. Oto wszystko, co musicie wiedzieć o Final Fantasy VII Remake, żeby nie zagubić się w nim na dzień dobry!

Final Fantasy VII Remake - starcie bohaterów

Czemu siódemka to najszczęśliwsza z liczb

No właśnie, w sumie części było XV (nie licząc pobocznych odsłon), a jednak z jakiegoś powodu ta siódma zajmuje szczególne miejsce w sercach graczy. O co chodzi z tą siódemką? O to, że z natury fartowna, czy może kryje się za tym jakiś większy sekret?

Po pierwsze Final Fantasy VII było pierwszą częścią kultowej już wtedy serii (w każdym razie w Japonii, choć i w innych krajach też zyskującą popularność w zawrotnym tempie), która ukazała się na pierwszym Sony PlayStation. Jej poprzedniczki były bowiem wydawane na konsole Nintendo.

Jednak ta zmiana nie przesądziła o popularności Final Fantasy VII. W grę wchodziły jeszcze inne kwestie. Drugą z nich była rewolucyjna, jak na tamte czasy, oprawa graficzna 3D. Oj, tak, to była uczta dla oczu i technologiczne Boże Narodzenie. Poprzednie części odmalowywały bajeczne światy, ale zawsze w dwóch wymiarach.

Final Fantasy VII Remake - Barrett

Tym razem wprowadzono niesamowite modele postaci (z dzisiejszej perspektywy klockowate jak najbardziej klockowaty klocek z Minecrafta, ale wtedy inaczej się na to patrzyło) i chociaż tła były wykonane w 2D, to też miały swoją niepowtarzalną estetykę. Krótko mówiąc, „siódemka” wycisnęła z ichniejszych sprzętów tyle, ile się dało, i tym samym znalazła się w awangardzie technologicznych rozwiązań tamtej epoki.

Ale i to jeszcze nie przesądziło o ponadczasowej reputacji Final Fantasy VII! Nie zadecydował o tym nawet port na komputery osobiste (również pierwszy w historii serii). W dużej mierze za sukces tego tytułu odpowiadał zwalający z nóg klimat i historia, jakiej jeszcze nie było. 

A skoro już mowa, o historii… Boicie się, że nic z niej nie pojmiecie, skoro przegapiliście pierwsze sześć części? Obawiacie się, że nie będziecie znali wcześniejszych losów bohaterów, a świat przedstawiony będzie Wam całkiem obcy? No, to mamy dla Was w związku z tym garść dobrych wiadomości!

Final Fantasy VII Remake - Barret z dzieckiem

Każda z części Final Fantasy opowiada w zasadzie zupełnie oddzielną historię. Kamień z serca, co? Pewnie, że tak! Zwłaszcza, że przygoda z „siódemki” jest szczególnie zakręcona. 

Te wszystkie fantastyczne opowieści

Uwaga, przygotujcie się, bo to może być dla Was najlepsza i najważniejsza wiadomość, jaką usłyszycie a propos Final Fantasy VII Remake. Otóż, każda z części azjatyckiej serii erpegów w zasadzie opowiada zupełnie oddzielną historię. Jasne, są jakieś nawiązania do innych odsłon, przewijają się znane fanom motywy, ale w gruncie rzeczy każda z kolejnych odsłon to w pełni autonomiczna fabuła.

Kamień z serca, co? Pewnie, że tak! Zwłaszcza, że przygoda z „siódemki” jest szczególnie zakręcona. Nie zdradzając zbyt wielu szczegółów, powiedzmy tylko, że w grę wchodzi meteor, który grzmotnął w planetę pełną magicznych stworzeń, eksperymenty z udziałem kosmitki i demoniczna korporacja, która wyciska z tamtejszego świata ostatnie soki i pompuje je do olbrzymich reaktorów.

Coś Was zastanawia w tym opisie? Jeśli spodziewaliście się smoków, wampirów, magii, lasów, łąk i pseudo-średniowiecznego klimatu fantasy, to pewnie jesteście co nieco skonfundowani. Uniwersum Final Fantasy VII Remake to miejsce, gdzie magii nie brakuje, ale w tej odsłonie wprowadzono mnóstwo industrialnych i futurystycznych akcentów.

Starczy spojrzeć na fotosy prezentujące miasto Midgar, żeby chwycić w lot, o co nam chodzi. Bliżej tej metropolii do Gotham z Batmana, aniżeli do Minas Tirith z Władcy Pierścieni. Kominy fabryk dymią, neony błyskają, opancerzone transportery rozjeżdżają chodniki gąsienicami, a pociągi turkoczą po szynach.

Ten koktajl magii, technologii i ciężkiego przemysłu przekłada się też na zdolności i aparycję bohaterów, którymi przyjdzie nam kierować. Chodzi o członków „terrorystycznej” grupy Avalanche, która na co dzień zajmuje się wysadzaniem w powietrze atomowych reaktorów. Niezła ekipa, prawda? Oj, tak, to skład nie lada zabijaków, z których na przykład jeden wywija wielgachnym mieczem jak samuraj, a drugi pruje do wrogów z cekaemu wmontowanego w miejsce ręki.

No, dobrze – powiecie, - ten przedsmak fabuły brzmi całkiem zachęcająco, klimat też ma coś w sobie, ale w zasadzie… o co chodzi w tym Final Fantasy VII Remake? Jak w to grać? Słuszne pytanie! Skoro to poradnik dla nowicjuszy, to i nad tą kwestią trzeba się pochylić.  

Final Fantasy VII Remake - pościg

To który przycisk mam nacisnąć?

Final Fantasy VII Remake, jak już wspominaliśmy, to rasowe jRPG. Oznacza to, oczywiście, wykonywanie zadań (w tym pobocznych), nabijanie punktów doświadczenia oraz eksplorację i gromadzenie użytecznego ekwipunku. 

Co ciekawe w odnowionej wersji „siódemki” niemal wywrócono na lewą stronę system walki. Pierwowzór pozwalał na swobodne przemieszczanie się po świecie w czasie rzeczywistym, ale kiedy napotkaliśmy na naszej drodze przeciwników, przechodziliśmy do formuły turowej. Każdy po kolei wykonywał swój ruch – na zmianę przeciwnicy i nasi bohaterowie.

Tym razem jest inaczej. Potyczki są dużo bardziej dynamiczne i odbywają się teraz w czasie rzeczywistym. Z tym zastrzeżeniem, że nie wszystko z turowej formuły poszło w zapomnienie. Możemy w dowolnym momencie wejść w tryb aktywnej pauzy i wybrać umiejętność, z której ma skorzystać nasz bohater. Ponadto bitwy urozmaica swobodne przełączanie się między postaciami z naszej drużyny. Wygląda to naprawdę ciekawie, a jak sprawdzi się w akcji? O tym przekonamy się w pełni dopiero w dniu premiery.

Warto też wspomnieć przy tej okazji, że dla fanów ciut prostszej rozwałki dostępny będzie Classic Mode. Nie jest to wprawdzie tryb turowy, taki jak znany z oryginału, ale kolejna wariacja na jego temat. Bohaterowie atakują wrogów niejako na własną rękę, a naszym zadaniem jest jedynie (lub aż!) zatrzymywanie rozgrywki co jakiś czas i wydawanie im poleceń.

Final Fantasy VII Remake - unowocześniona walka

Tyle jeśli chodzi o walkę. Trzeba jednak wspomnieć też co nieco o poruszaniu się po świecie Final Fantasy VII Remake. Pierwsze części serii stawiały na dwuwymiarowy widok „z lotu ptaka” i siódma odsłona zaadaptowała tę perspektywę z uwzględnieniem trzeciego wymiaru. W Final Fantasy VII Remake ulega to zmianie.

Kamera jest teraz umieszczona, podobnie jak na przykład w Final Fantasy XV, za plecami bohatera. To daje też większe możliwości, jeśli chodzi o sposób poruszania się naszej postaci i można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że wpleciono pojedyncze elementy parkouru do rozgrywki – takie jak, dajmy na to, swobodne przeskakiwanie przez niższe przeszkody.

Ale to jeszcze nie wszystko! Twórcy obiecują, że tym razem będziemy mieli też możliwość korzystania z pojazdów. Pokonywanie Midgaru na motorze – oj, szykują się pościgi, jakich jeszcze nie widzieliśmy! No, tak, ale co z resztą świata? - spytacie. Nawet jeśli nie graliście wcześniej w oryginalne Final Fantasy VII, wiecie pewnie, że Midgar był scenografią tylko dla pierwszej części tego tytułu. Później akcja przenosiła się w inne, równie ekscytujące miejsca. Cóż, w Final Fantasy VII Remake tak nie będzie. Wynika to z polityki studia Square-Enix, które najwyraźniej nie lubi niczego upraszczać!

Czy podział na epizody oznacza, że Final Fantasy VII Remake jest jedynie okrojoną wersją hitu z 1997 roku? Nie, to po prostu pierwsza część całej „podserii” gier. Każda kolejna odsłona będzie zaś pełnoprawnym tytułem o odpowiednim czasie trwania.

Final Fantasy VII Remake – pozycja tylko dla fanów?

Przygody w posępnym mieście Midgar to w oryginalnym Final Fantasy VII raptem pięć godzin zabawy (w przybliżeniu). Tymczasem w odświeżonej wersji wypełnia to całą długość jej trwania, a więc szacunkowo ośmiokrotnie więcej czasu względem pierwowzoru (a może i więcej...). Czy to znaczy, że Final Fantasy VII Remake jest jedynie okrojoną wersją hitu z 1997 roku?

Skądże znowu! To po prostu pierwsza część całej „podserii” gier, które będą bazować na tym jednym tytule. Można snuć teorie spiskowe, że to przejaw chciwości twórców i wydawców, którzy pocięli większą całość na kawałeczki i sprzedają je osobno, by napchać sobie portfele. Nic z tych rzeczy! Każdy kolejny epizod Final Fantasy VII Remake będzie pełnoprawną grą o odpowiednim czasie trwania.

I chyba ten zabieg najlepiej pokazuje, że Square-Enix nie zamierza żerować tylko na sentymencie największych fanów marki. Szykuje się inspirowana hitem sprzed lat gigantyczna seria, która ma wszelkie dyspozycje, by zachwycić tych, którzy jeszcze jej nie znają, a wielbicielom zafundować masę przygód, których próżno szukać w oryginale.

Jeśli więc macie ochotę wejść w świat Final Fantasy, wydaje się, że twórcy serii stworzyli dla Was idealny portal. Dodatkowo dotarliście już do końca naszego tekstu, więc jesteście wyposażeni w oręż kilku podstawowych informacji. Cóż… Nic już chyba nie stoi na przeszkodzie, żebyście przeszli przez te wrota Final Fantasy VII Remake. Dobrej zabawy!

Final Fantasy VII Remake - Cloud Strife

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

Komentarze

4
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Podobnie, jak osoba o nicku "owatanka", preferuję FFVIII nad FFVII. Tą część darzę wyjątkowym sentymentem także ze względu na fakt, iż była ostatnim tytułem (i jedynym z serii), który ograłem przed zamianą PSX-a na PC-a. To był czas, gdzie niektóre perełki kończyliśmy wielokrotnie: TOCA (współczesne GRID), MoH i LoK, AvP, GT2 itd. i naprawdę nie było już w czym wybierać z domowej biblioteki. Początek szedł opornie i zupełnie nie miałem pojęcia o co w tej całej, futurystycznej historyjce chodzi, ani nawet jak przebrnąć przez mechanikę walki. Potrzebowałem kilkunastu godzin, by ostatecznie całkiem zanurzyć się w tym tytule... Lata później zapoznałem się z numerem VII, tyle że odpalonym na PC, ale to właśnie ósemka bardziej tkwiła w pamięci choćby przez wzgląd na niezły wątek romantyczny, ogólną fabułę i ciekawy, choć nieco przekombinowany miejscami system walki; poniekąd graficznie prezentowała się zacniej. I ta radość z przyzwania GIF-a:). Z chęcią zagrałbym w FFIX (nie grałem), z kolei FFX miałem okazję zobaczyć tylko raz na PS2 (nie moim z resztą). Do remake'a VII nie powrócę z jednego powodu; tego samego, który popsuł nowsze części serii Final Fantasy. Zamiana turowego systemu walki (Battle Screen) na ten w czasie rzeczywistym. Nie wiem jak inni, ale do mnie on nie przemawia. Taki klasyk powinien dostać oryginalny system znany z oryginału. Ta "fascynująca" idea panów ze Square Enix sprawiła, że nawet nie miałem ochoty wypróbować ich dwóch ostatnich dzieł spod szyldu FF (poza spojrzeniem na rozgrywkę z YT). Ta seria kończy się dla mnie dokładnie tam, gdzie nasza tura.
  • avatar
    Jednak wole final fantasy 8 tam byla duzo ladniejsza grafika i lepiej zrobione animacje gdzie nasza postac generowana w czasie rzeczywistym biegala na tle filmiku co dawalo piorunujacy efekt graficzny.

    Przykladowo o tu pierwsza misja

    https://www.youtube.com/watch?v=bcJa5AOMoG0

    w tamtych czasach dawalo to swietny efekt bo konsola ps1 ma tylko 2 mb ram :)

    A jesli chodzi o grafike to ff7 byl naprawde slaby wystarczy porownac z gra vagrant story tej samej firmy roznica jak by gry byly z innych konsol.
  • avatar
    Moja przygoda z FF zaczęła się od VIII części cyklu i to była prawdziwa baśniowa przygoda. Siódemka jakoś mi umknęła i patrząc na grafikę nie rozumiem co w niej takiego kultowego. Ale z drugiej strony nie miałem PSX i wiele serii zacząłem od środka. MGS od Sons of Libery, RE od Code Veronica itp. Na szczęście GameCube mi to wynagrodził.