Myszki

Dane techniczne

  • Długość – 11.5cm
  • Szerokość – 7.0cm (w najszerszym miejscu) ; 6.3cm (w najwęższym miejscu)
  • Wysokość – 4.0cm (w najwyższym punkcie); 2.0cm przy palcach
  • Waga: 90 gram


Cała górna część obudowy DeathAdder’a wykonana została z plastiku powleczonego antypoślizgowym materiałem, który w dotyku przypomina trochę atłas. Jest to niewątpliwie cecha charakterystyczna wszystkich nowych gryzoni Razera. Podobnie zresztą jak wykorzystanie czarnego, połyskującego tworzywa typu glosy („czarny fortepian”) do wykończenia spodu i boków myszki. W przypadku recenzowanego produktu boki są bardziej widoczne poprzez mocniejsze uniesienie grzbietu gryzonia i jej wyprofilowanie pod prawą dłoń.
Ostateczny szlif nadający DeathAdder’owi praktycznie idealnej prezencji jest płynnie pulsujące logo Razera tj. trzy splecione węże umieszczone na tylnej części obudowy gryzonia. Trzeba przyznać, że w ten sposób całość wygląda naprawdę nieźle, choć niestety, jak już parokrotnie wspominałem, połyskujący materiał ma tendencje do zarysowań i szybkiego brudzenia się. Inaczej mówiąc, po krótkim użytkowaniu DeathAdder może nie wyglądać już tak imponująco jak zaraz po jego odpakowaniu z pudełka.

Po lewej stronie myszy umieszczono dwa przyciski, które w odróżnieniu od Lachesis wykonane zostały z tego samego połyskującego plastiku co boki i spód myszy. Osobiście nie odczułem różnicy wynikającej z tej zmiany (na codzień używam Lachesis), choć wydaje się, że znaczący wpływ na to miał fakt zwiększenia miejsca pod kciuk pod przyciskami bocznymi. Po raz pierwszy natomiast prawa strona myszki jest „czysta” tzn. nie ma na niej żadnych klawiszy.

W tym miejscu warto wspomnieć, chociaż do tego Razer już nas przyzwyczaił, że wszystkie pięć przycisków jest niezależnie programowalnych i podobnie jak w innych, dostępnych obecnie na rynku modelach, zostały one wykonane w technologii Hyperesponse.

Szeroka, gumowana rolka umieszczona została w specjalnym wycięciu rozdzielającym główne klawisze myszy. Rolka posiada dość wyraźne wgłębienia, nieznacznie większe od tych dotychczas stosowanych w myszach Razera. To rozwiązanie przekłada się jednak na polepszenie kontroli nad ruchem kółka, a co za tym idzie zwiększeniu komfortu jego użytkowania. Co istotne rolka nie wychyla się na boki co jak już parokrotnie wspomniałem przy okazji innych recenzji, ma dość szczególne znaczenie przy gwałtowniejszej rozgrywce. Dzięki natomiast sporemu oporowi przy naciskaniu przycisku znajdującego się pod rolką wyeliminowana została możliwość przypadkowego jego wciśnięcia. Jak to bywa w zwyczaju Razera, kółko przewijania, podobnie jak logo na grzbiecie myszy jest podświetlane niebieskim światłem.

Spód DeathAdder’a wyposażony został w trzy niewielkie, teflonowe ślizgacze – dwa księżycowate pod klawiszami głównymi i jeden, podłużny u dołu gryzonia. W centralnym punkcie myszy umieszczono sensor optyczny nowego typu – 3G Precision Infrared Sensor. Jak sama nazwa wskazuje mechanizm optyczny korzysta w tym przypadku z wiązki światła podczerwonego co daje się odczuć w momencie lekkiego uniesienia DeathAdder’a – sensor nie przestaje wówczas raportować swojego położenia.
Recenzowany produkt wyposażony został w przycisk do zmiany profili, o którym jednak sam Razer nie wspomina ani na swojej stronie ani w instrukcji. Tym samym należy przypuszczać, że mysz pozbawiona została pamięci podręcznej Razer Synapse, a wszystkie zmiany są zapisywane na bieżąco w jej sterownikach. Wspomniany wyżej przycisk umiejscowiony został obok sensora optycznego, a jego naciśnięcie sygnalizowane jest migotaniem rolki (ilość mignięć odpowiada numerowi wybranego profilu).

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o cienkim, giętkim kablu o długości ok. 215cm, w jaki wyposażona została recenzowana mysz, a który jak zwykle dla Razera zakończony został pozłacaną wtyczką USB.