ReCore – pomysłowy rdzeń w wadliwej machinie
Gry

ReCore – pomysłowy rdzeń w wadliwej machinie

Jakub Jakubowicz | Redaktor serwisu benchmark.pl
4 komentarze Dyskutuj z nami

Są dziewczyny, które polują na męskie serca. Bohaterka ReCore woli energetyczne rdzenie robotów. I chociaż gania za nimi z wdziękiem, czasem potrafi zirytować.

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 3,8/5
Plusy

- intrygujący pomysł na opowieść,; - malownicze lokacje,; - prosty, ale sprawiający frajdę system walk,; - wymagające i satysfakcjonujące sekwencje zręcznościowe,; - mechaniczni kompani i możliwość ich modyfikacji,; - kupując grę na Xbox One otrzymujemy też wersje PC (i odwrotnie).

Minusy

- konieczność ciągłego wracania do znanych lokacji,; - potraktowana po macoszemu fabuła,; - brak możliwości rozwoju postaci oraz modyfikacji jej uzbrojenia,; - miejscami kulejąca oprawa graficzna,; - długi czas wczytywania etapów.

ReCore czyli pieskie oblicze apokalipsy

„Nigdy nie ufaj psom!” - tak sobie powtarzam, ilekroć widzę czworonoga zaangażowanego w kampanię promocyjną gry. Nie mam nic przeciwko najlepszym przyjaciołom człowieka, ale wiem dobrze, że spece od reklamy sprytnie podbijają ich urokliwymi pyszczkami nasze serca.

ReCore - Joule i jej mechaniczni pupile

Dlatego też nie podniecałem się Call of Duty: Ghosts, byłem sceptyczny przed premierą Fallout 4, a teraz z chłodnym dystansem oczekiwałem ReCore. Wprawdzie gra zupełnie inna, psiak mechaniczny, ale... mimo wszystko, ostrożność nie zawadzi!

Z tym, że trudno było zachować spokój, bo ten tytuł wydany jednocześnie na platformę Xbox One i pecety pobudza wyobraźnię. W końcu mamy do czynienia z naprawdę intrygującym składakiem. To nieomal Ratchet i Clank w świecie Mad Maxa! A do tego jeszcze stoi za nim Keiji Inafune, człowiek który maczał palce w serii Mega Men Onimusha czy Dead Rising. Obok takich rzeczy nie przechodzi się obojętnie.

ReCore - zlokalizuj Eden Tower

Nie zwlekając zbyt długo, postanowiłem więc osobiście przekonać się, jakie przygody przygotował dla mnie ReCore. I zaczęło się naprawdę nieźle, ale – jak mawiają szamani saharyjskich plemion: - „im dalej w pustynię, tym więcej piasku”.  

Piasek w trybach, pies na wydmie, linka w dłoni

Jak wspomniałem, mamy do czynienia trochę z Ratchetem, trochę z szalonym Maxem, ale jeśli nikt wcześniej nie widział na oczy ReCore, to ten skrót myślowy niewiele mu powie. 

Cała zabawa polega na tym, że główna bohaterka, Joule, przemierza pustynną planetę Far Eden w towarzystwie zrobotyzowanych kumpli (początkowo jest to, wspomniany już, mechaniczny pies). Rozgrywka opiera się w zasadzie na dwóch filarach – jednym z nich jest zręcznościowe skakanie rodem z najlepszych platformówek, drugi to potyczki z wrogimi robotami.

ReCore - Joule i jej pies

Oba te elementy stanowią mieszankę rozwiązań znanych z innych produkcji, ale trzeba zaznaczyć, że jest to koktajl naprawdę smakowity. O platformówkowych akrobacjach nie powiem zbyt wiele, bo i nie ma tu, o czym mówić, poza tym, że są właśnie takie jak być powinny. 

Czasem wymagają one od naszych palców nie lada zręczności, prawie zawsze dają niezłą satysfakcję, a zdarzają się momenty, kiedy przyprawiają nas o dobrze rozumiany lęk wysokości. Nie jest to może ten poziom wygibasów, jaki oferuje chociażby Rise of the Tomb Raider, ale i tak plasuje się on na naprawdę wysokim poziomie.

ReCore - skoki po platformach

Co innego potyczki z przeciwnikami. Bo choć tutaj też wszystko działa bezbłędnie, jak dobrze wyczyszczony kałach, to jednak jest znacznie kreatywniejsze od komplementarnych części „skakankowych”.

ReCore - walka z przeciwnikiem

Joule została wyposażona przez twórców ReCore w energetyczną spluwę, a dodatkowo podczas bitew może korzystać z pomocy swoich robotycznych kumpli. Wprawdzie nie mamy możliwości ulepszania naszej pukawki, ale w trakcie rozgrywki otrzymujemy trzy dodatkowe tryby strzelania. Każdy z nich oznaczony innym kolorem.

ReCore - na pustynnej planecie

Zasadniczym celem gracza jest dopasowanie barwy strzału do tej, jaką pulsuje energetyczny rdzeń wrogiego robota. Wtedy zadawane obrażenia są najwyższe. Poza tym, w kluczowych momentach walki możemy pokusić się o jej szybsze zakończenie poprzez wyrwanie z metalowego korpusu corebota (bo tak nazywają się nasi przeciwnicy) jego pełnego energii serducha.

ReCore - diamentowe serce

O ile sama strzelanina, to w zasadzie bezmyślne klepanie w przyciski i prucie z laserowej broni przeplatane seriami ślizgów i podskoków, o tyle obsługa metalowej linki, to już zupełnie inna para pustynnych kaloszy. Tutaj wymaga się od nas pełnego cierpliwości wyczucia. Pociągniemy za lekko – nic nie zdziałamy, szarpniemy mocniej – linka pęknie.

Brzmi to dosyć banalnie, ale wierzcie mi, że moment, w którym nasza bohaterka podrzuca w dłoni wyrwany przeciwnikowi rdzeń, zawsze wywoływał na mojej twarzy tryumfalny uśmiech. Dodatkowo sposób, w jaki zdecydujemy się wyeliminować przeciwnika, determinuje typ przedmiotów uzyskiwanych po walce, a one z kolei przydają się przy tak zwanym craftingu (więcej o nim za chwilę).

ReCore - linka Joules

I tak przemierzamy ten pustynny świat, skaczemy po półkach skalnych i platformach, zamieniamy kolejne roboty w ociekające smarem kupy złomu, kolekcjonujemy wypadające z przeciwników części... Ale po co robimy to wszystko? Jaka fabuła za tym stoi? Nie są to może najistotniejsze pytania, jakie można zadać w kontekście ReCore, ale i tak spróbujemy sobie na nie odpowiedzieć. 

ReCore - roboty

Z pozdrowieniami – Polonia 1

Ziemi już nie ma, wyżarła ją zaraza, a prawie cała ludzkość gryzie glebę. Jak mawiają anglosasi – deal with it! A co jest? Jedynie Far Eden, czyli nasz trzeszczący piachem w zębach świat, który miał posłużyć ocalałym homo sapiens za nowy dom.

Coś jednak poszło nie tak. Plan wziął w łeb i zamiast delektować się rajskimi ogrodami, walczymy o przetrwanie na największym złomowisku we wszechświecie. Tam właśnie budzi się nasza bohaterka, która miała pozostać w stanie hibernacji aż do momentu, kiedy planeta będzie w pełni zdatna do zamieszkania.

ReCore - niedokończone budowle

Przebudzenie jest przedwczesne, mimo że ojciec naszej Joule obiecywał, że wszystko idzie zgodnie z zamysłem ziemskich naukowców. W momencie rozpoczęcia gry skołowana dziewczyna chodzi między wydmami i boryka się z oczywistymi, ale niełatwymi pytaniami. 

Co pokrzyżowało plany ocalałych z kataklizmu ludzi? Czemu roboty, które miały pomagać w transformacji planety, się zbuntowały? Jaką rolę odegrał w tym jej ojciec? I czym są tajemnicze wielokolorowe rdzenie, które od czasu do czasu można znaleźć w skalistych jaskiniach i opuszczonych budowlach?

ReCore - kuźnia

Brzmi to całkiem nieźle. Trochę jak mieszanka filmu Pandorum, serialu 100 i wielu innych pomysłów ogranych przez gatunek science-fiction. Ale ma to potencjał! W końcu jest jakaś tajemnica, zaginiony ojciec, intrygująca technologia i tak dalej, i tak dalej.

Szkoda tylko, że ta opowieść została potraktowana po macoszemu i koniec końców odniosłem wrażenie, jakbym brał udział w jakiejś cyfrowej adaptacji Dragon Balla. Przez większość czasu albo rozkładam na łopatki hordy przeciwników, albo zbieram magiczne kule, albo słucham nudnawych dialogów. 

Innymi słowy – widywałem historie znacznie mniej wciągające, ale i ta, mimo ogromnego potencjału, nie jest prowadzona w szczególnie pasjonujący sposób.

ReCore - Cadre

Roboty z ferajny

Porzućmy już temat historii, której daleko do ideału i powróćmy do mechanicznego psa z początku tekstu. Od niego zaczęliśmy więc najwyższa pora poświęcić mu trochę miejsca w tej recenzji. A konkretnie jemu i innym zwierzopodobnym robotom, jakie mamy okazję przygarnąć w ReCore.

Ich rolą jest nie tylko kojenie samotności naszej bohaterki, ale też pomoc przy pokonywaniu kolejnych obszarów Far Eden, a także przy spuszczaniu łomotu innym metalowym stworom zamieszkującym tę planetę.

ReCore - pies bojowy

I tak oto pies, z którym zaczynamy naszą przygodę w boju, bez wahania rzuci się na przeciwników (zadając im zaskakująco dużo obrażeń, co czyni go kluczowym elementem niejednej potyczki). Natomiast „w cywilu” wykorzystuje on swój węch do wygrzebywania z piachu skarbów.

Oprócz niego mamy do dyspozycji jeszcze kilku kompanów, których zyskujemy w trakcie naszej podróży. Każdy z nich znacząco różni się funkcją, jaką pełni. 

ReCore - robot-pająk Seth

Dajmy na to, pająkowaty Seth pomaga nam w spinacze dzięki swoim chwytliwym odnóżom, a kiedy zrobi się gorąco, potrafi posłać pęk rakiet w pysk wrogiego robota. Z kolei gorylowaty Duncan w walce potrafi popisać się naprawdę imponującą siłą, a do tego usunie z naszej drogi niemal każdą przeszkodę.

ReCore - robot-goryl Guncan

Choć w naszej bazie wypadowej możemy przechowywać całą ekipę tych stworów, ze sobą w drogę zabieramy tylko dwoje z nich, a jednorazowo możemy korzystać tylko z jednego. (Zresztą, to rozwiązanie bywa momentami wyjątkowo uciążliwe, do czego jeszcze wrócę.)

O naszych mechanicznych pieszczochów nie musimy się specjalnie troszczyć, choć z korzyścią dla nas jest pomóc im na polu walki, kiedy padną pod serią wrogich ciosów albo zostaną uprowadzone przez latającego cyber-owada czy inne metalowe paskudztwo.

Oprócz tego, możemy także zainwestować w ich ulepszenia (w końcu po coś ten cały sprzęt znajdowany po drodze zbieramy!). I to kolejny naprawdę ciekawy element rozgrywki w ReCore. 

ReCore - modyfikacje robota-psa