• benchmark.pl
  • Gry
  • Returnal – opad szczęki gwarantowany. Rzucanie padem po ścianach również
Returnal – opad szczęki gwarantowany. Rzucanie padem po ścianach również
Gry

Returnal – opad szczęki gwarantowany. Rzucanie padem po ścianach również

przeczytasz w 7 min.

Returnal to pierwszy duży tytuł na PS5 w tym roku. Wyposzczeni posiadacze tego next gena rzucą się więc na niego bez zawahania. I, niestety, spora część z nich, zwiedziona świetną grafiką, mocno się przy tym tytule sparzy. Dlaczego? O tym przeczytacie w naszej recenzji Returnal.

ocena redakcji:
  • 4,2/5

Zeszłoroczna premiera PS5 to było olbrzymie wydarzenie. Co do tego nie ma chyba żadnych wątpliwości. Szkoda tylko, że na start dostaliśmy wówczas jedynie kilka gier, które były raczej przedsmakiem nowej generacji niż czymś co spowodowałoby u graczy potężny opad szczęki. Owszem, Spider-Man: Miles Morales pokazywał już to i owo, a Demon’s Souls potrafił olśnić klimatem, ale nie oszukujmy się, to wciąż nie były tytuły które zdołałyby porwać masy. 

PlayStation 5 na gwałt potrzebowało jakiegoś potężnego ekskluziwa. Niestety, zamiast tego na kilka dobrych miesięcy zapanowała totalna posucha. Jasne, gier multiplatformowych było sporo, choćby niedawne Outriders, ale żadnej faktycznie nowej marki, żadnego dużego tytułu stworzonego z myślą przede wszystkim o PlayStation.

I w takim właśnie momencie na arenę wchodzi Returnal… cały na biało. Brzmi to może nieco ironicznie, ale sami powiedzcie – jak wy byście zareagowali, gdyby po kilkumiesięcznym zastoju, nagle na horyzoncie pojawił się świetnie wyglądający tytuł? I nieważne co tak naprawdę się w nim kryje. Emocje i tak wzięłyby górę. I to właśnie dzieje się teraz. Mogę się wręcz założyć, że spora część posiadaczy PS5 bez zastanowienia sięgnęła po Returnal, tylko dlatego, że to pierwszy poważny, nextgenowy „ekskluziw”. Niestety, podejrzewam też, że co poniektórych spotka tu spory zawód. Ale nie dlatego, że gra jest zła, bynajmniej. Nie jest to po prostu tytuł dla każdego.

Returnal to kwintesencja nextgena.

Dobra intryga spaja wszystko

By zrozumieć skąd te moje obawy trzeba wpierw wyjaśnić czym jest Returnal. Z grubsza to połączenie trójwymiarowej strzelaniny, w której pociski wrogów nierzadko tworzą ścianę niemal nie do przebycia (tzw. bullet hell) z gatunkiem roguelike, czyli rozgrywką przeplataną zgonami i startowaniem od zera. Z tego pierwszego studio Housemarque, twórcy Returnal, zresztą zasłynęli, bo przecież wcześniej spod ich rąk wyszły choćby takie perełki jak Resogun, Next Machina czy Alienation. Z tym drugim nieco gorzej, bo to pierwsze ich podejście do tego, bądź co bądź, specyficznego typu rozgrywki.

Returnal - Selene

A jak udało im się to pogodzić tak aby z miejsca intrygowało? Oczywiście sprytnie pomyślaną fabułą. Oto bowiem nasza bohaterka - astronautka o imieniu Selene, po awaryjnym lądowaniu na tajemniczej planecie Atropos, odkrywa, że została uwięziona w pętli czasowej między rozbiciem się statku, a jej śmiercią podczas eksploracji okolicy. Pytań jest tu cała masa, bo twórcy sprytnie utkali całą intrygę z pozornie małych, niewiele znaczących szczegółów. 

A to podczas eksploracji natykamy się na pozostawione wcześniej przez naszą bohaterkę zapiski audio, a to znowu na ekranie komputera statku widzimy komunikat o niezidentyfikowanym ładunku w ładowni. Są też jeszcze enigmatyczne przerywniki filmowe pomiędzy naszymi zgonami, ślady obcej, potężnej cywilizacji, z którą nie wiadomo co się stało, a nawet dom rodzinny naszej bohaterki w samym środku porośniętych dżunglą ruin. Słowem – niemal wszystko woła tu do nas „odkryj mnie i poznaj moją tajemnicę!”. Napędzani więc chęcią rozwikłania piętrzących się zagadek przez pierwsze kilkadziesiąt minut siedzimy przy Returnal niczym zamurowani. Niestety, o ile nie jesteśmy zagorzałym fanem serii Dark Souls w pewnym momencie coś w nas pęka…

Returnal - niesamowicie klimatyczne lokacje
Returnal - bullet hell

Słodko-gorzkie początki

No dobra, mówię o sobie. Podejrzewam, że wielu z Was kocha prawdziwie trudne wyzwania i nie przeszkadza wam fakt, że z każdym zgonem zaczynamy tu zabawę niemal od zera. Ot, taki już urok rogalików. Ja jednak, po początkowych zachwytach (oj, wciągnąłem się w ten niesamowity, porażająco gęsty klimat i pełną tajemnic opowieść), musiałem odejść na dłużej od konsoli. Po prostu rozwijanie swojej postaci przez ponad godzinę, doposażanie jej w kolejne przydatne artefakty i podnoszenie biegłości broni, które można tu utracić przez jeden głupi błąd, złe naciśnięcie klawisza albo nie zauważenie w ferworze walki przeciwnika atakującego od tytułu - na moje skołatane nerwy to trochę za dużo. 

Returnal ma jednak w sobie coś magnetyzującego. Coś co sprawia, że chce się wrócić i znów spróbować, nawet jeśli trzeba faktycznie zacząć zabawę od zera. Każdy restart wymusza zmianę układu lokacji, przeciwników i przedmiotów, które w ten czy inny sposób wpływają na rozgrywkę. Są tu bowiem zarówno jednorazowe zasoby, jak i różne wzmacniające nas artefakty. Co więcej, niektóre z nich po odblokowaniu pojawiają się też w kolejnych cyklach. Są też przedmioty stałe, które raz zdobyte nie przepadają w momencie śmierci

Returnal - trup zwiadowcy

Co to oznacza? A to, że im więcej gramy tym większą mamy szansę na dopakowanie naszej bohaterki i przygotowanie jej do starcia z bossem czekającym na nas na końcu każdego z sześciu, kolejno „otwierających się” biomów. I pewnie wyda się Wam trywialne stwierdzenie, że im więcej poświęcimy tej grze tym bardziej sensowne wydają nam się rządzące nią mechaniki.

Ja początkowo nie potrafiłem ogarnąć ani wpływu jaki może mieć na wynik starcia niesiony akurat przedmiot używalny (a jest ich całkiem sporo), ani niuansików związanych z adrenaliną czy biegłością broni ani tym bardziej sensu jednoczesnego buffa i debuffa (wzmocnienia i osłabienia) jakie dają nam znalezione pasożyty (tak, to faktycznie żyjące stworzenia). Dlatego ginąłem tak często i gęsto, że w końcu dałem sobie spokój z Returnal na parę dni. 

Returnal - przedmioty zużywalne

Wszystko ma swój sens. No prawie wszystko

Gdy w końcu odetchnąłem i wróciłem do gry (wcześniej przezornie przygotowałem sobie dzbanek melisy) powolutku zaczęło do mnie docierać co tak naprawdę chcieli tu osiągnąć twórcy. Returnal, wzorem innych rogalików, to przede wszystkim zabawa w wybory. W tym przypadku jednak niemal każdy wybór jest obarczony pewnym ryzykiem. 

Owe pasożyty, będące tu częścią ekosystemu ulepszeń, mogą niesamowicie pomóc np. zwiększając ochronę o kilkanaście procent, dając 50% szans więcej na lepsze pozostałości po wrogach albo powodując, że upuszczony przez przeciwników Obolit (będący tu czymś w rodzaju waluty) będzie utrzymywał się 2 sekundy dłużej nim zniknie. Mogą też jednak mocno zaszkodzić, szczególnie jeśli dobrze nie skalkulujemy ryzyka przed ich podniesieniem. Nagle może się bowiem okazać, że nałożyły nam się dwa albo nawet trzy negatywne statusy, które mocno odbijają się na nasze możliwości czy to podczas walki czy w trakcie prób pokonania jakiejś bardziej wymagającej areny.

Returnal - pasożyt
Returnal - przyczepiony pasożyt

Podobnie jest zresztą ze wspomnianym wcześniej Obolitem – dzięki niemu możemy „wykupić” dodatkowe, jednorazowe ulepszenia a nawet przedmioty, które mogą nam naprawdę uratować tyłek przed nagłym resetem, ale to od nas zależy, czy pozbieramy na coś droższego, a potem bardziej przydatnego czy może wcześniej połakomimy się na jakieś tymczasowe wzmocnienie. Zawsze musimy jednak pamiętać, że niewydany Obolit przepada wraz ze śmiercią naszej bohaterki. I choćby dlatego Returnal to jak dla mnie gra, która nagradza ryzykantów.

Widać to także podczas samych starć. Poza rozwijaniem biegłości broni, która odblokowuje jej kolejne perki twórcy wymyślili tu całkiem ciekawy system bonusów za zabijanie wrogów bez odniesienia obrażeń. Nazywa się to tutaj adrenaliną i dojście do maksymalnego, 5 poziomu daje naszej postaci naprawdę niezłego kopa podczas walki.

Returnal - reset adrenaliny
Returnal - tworzenie przedmiotów

Dotąd układa się to w sensowną całość, prawda? Skąd więc to „niemal wszystko” w tytule? Otóż mam wrażenie, że twórcy nieco zbyt optymistycznie podeszli do cierpliwości graczy. Wiadomo, że pierwsze próby przejścia będą krótkie i intensywne, a nasz trup będzie ścielił się gęsto. Później jednak, gdy już wyczaimy co i jak, kolejne podejścia będą coraz dłuższe i dłuższe. I tu pojawia się pierwszy problem – brak możliwości zapisania gry w trakcie trwania cyklu. Potencjalnie możemy uśpić konsolę z włączoną grą, ale to rozwiązanie raczej na krótką metę. Ponoć twórcy wsłuchują się w głosy społeczności i, być może, za chwilę doczekamy się stosownej aktualizacji, która wprowadzi taką opcję. Na razie jednak trzeba ten brak przecierpieć. 

Nieco gorzej, przynajmniej jak dla mnie, wygląda inny problem Returnal. Odnoszę wrażenie, że dużo zależy tu od szczęścia, a nie umiejętności gracza. Wystarczy by proceduralnie generowane lokacje ułożyły się nam w taki sposób, że dzięki różnym, umieszczonym tam przedmiotom, już na początku udało nam się odpowiednio wzmocnić naszą bohaterkę, a wszystko od razu staje się prostsze. Ba, w takich sytuacjach podejście do bossa potrafi zająć kilkanaście minut zamiast kilkudziesięciu. Trzeba tylko trafić na taki cykl, co niestety wcale nie jest takie łatwe.

Returnal - dom pośród dżungli

Nextgenowe cuda-niewidy

Pamiętacie buńczuczne zapowiedzi twórców, że wycisną wszystkie soki z PlayStation 5? No to faktycznie im się to udało. Returnal potrafi błyszczeć na PS5 tak niesamowitym blaskiem, że nie dziwie się wcale osobom, które skuszą się na niego tylko z powodu oprawy wizualnej. Co prawda poziom lokacji bywa nierówny – zdarzają się też gorsze, ale jeśli chodzi o detale to Returnal to absolutny sztos.

Przykład? Podczas przechodzenia przez dżunglę kombinezon naszej bohaterki coraz bardziej pokrywa się błotem, a przyklejone do kombinezonu pasożyty cały czas ruszają mackami, podobnie zresztą jak broń obcych. I to wszystko oglądamy w rozdzielczości 4K i w 60 klatkach na sekundę, no może z drobnymi wyjątkami - gdy na ekranie faktycznie rozgrywa się pociskowe piekło delikatne chrupnięcia też się zdarzają.

Returnal - oprawa wizualna potrafi zrobić wrażenie
Returnal - broń obcych

Jednak Returnal to kwintesencja next-gena nie tylko z powodu grafiki. Mamy tu bowiem jeszcze rewelacyjne wykorzystanie dysku SSD, dzięki któremu nie uświadczymy tu żadnych ekranów ładowania czy to podczas przechodzenia z jednej lokacji do drugiej czy w trakcie resetu cyklu, gdy zginiemy i ponownie się odradzamy. 

Mamy też świetne patenty kontrolera DualSense, od haptycznych wibracji i klimatycznych odgłosów dochodzących z głośnika (w tej grze nawet broń potrafi do nas „szeptać”), po adaptacyjne triggery, które pozwalają nie tylko na zbliżenia podczas celowania, ale i skorzystanie z alternatywnego strzału, po mocniejszym dociśnięciu. Wszystko razem sprawia naprawdę rewelacyjne wrażenie.

Returnal - walka z bossem

Returnal – czy warto kupić?

Przyznam szczerze, że Returnal potężnie mnie wymęczył. Nie tylko dlatego, że nie przepadam za strzelankami, w których muszę lawirować pomiędzy nadlatującymi ku mnie pociskami. Dużo gorzej znoszę gatunek roguelike i momenty zgonów, po których wiem, że będę musiał zaczynać wszystko od początku. Mimo to spędziłem w Returnal kilkanaście godzin, walcząc z samym sobą. Kilkukrotnie nawet stwierdzałem, że to koniec, że nie będę więcej grał w tę grę… by kilka chwil później znów do niej usiąść i znów się denerwować. 

I choćby przez to mam sporą zagwozdkę jak odpowiedzieć na pytanie czy warto kupić Returnal. Bo choć podobnie jak wydany wcześniej Demon’s Souls tytuł ten kusi rewelacyjnym klimatem i świetną oprawą wizualną to jednak z pewnością nie każdy będzie się tutaj dobrze bawił. Dlatego nim sięgniesz po Returnal lepiej odpowiedz sobie na pytanie czy lubisz trudne, a nawet czasami męczące gry, w których jakikolwiek progres wymaga wielokrotnego powtarzania tego samego od początku. Jeśli tak to ten tytuł z pewnością Cię nie zawiedzie. Jeśli nie – to lepiej dobrze się zastanów czy next-genowe doznania są warte tych wszystkich nerwów, obrażonej rodziny i potężnie wymęczonego gamepada. 

Returnal - brama do nowego świata

Ocena końcowa Returnal:

  • oprawa wizualna godna next-genowej konsoli
  • porażająco gęsty, mroczny klimat
  • niezwykły świat, którego tajemnice chce się odkrywać
  • wciągająca fabuła
  • niezły system strzelania i pomysłowe mechaniki ułatwiające nieco oswojenie się z ciągłym rozpoczynaniem gry „od zera”
  • dosłownie sekundowe czasy wczytywania 
  • znakomite wykorzystanie możliwości DualSense
  • wysoki poziom trudności…
     
  • który może początkowo odrzucać od gry 
  • nie do końca czytelny interfejs
  • zbyt dużo zależy tu od szczęścia, a nie naszych umiejętności
  • czasami fakt niemożliwości zapisania postępów gry w trakcie jednego cyklu mocno irytuje
  • sporadyczne, ale widoczne spadki płynności animacji
  • dość wysoka cena
     
  • Grafika:
     bardzo dobry
  • Dźwięk:
     dobry
  • Grywalność:
     dobry

Ocena ogólna:

84% 4,2/5

Dobry Produkt

Grę Returnal na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Sony Interactive Entertainment Polska

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

Komentarze

26
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    endogie
    3
    Macie swoje zasrane exy. Jakby gra była multi platformowa to by nie kosztowała 329 zł. A tak to trzeba dać 329 zł za grę, która nie jest warta tej ceny. I nie chodzi mi o to, że akurat Returnal więc uprzedzam. Żadna gra nie powinna tyle kosztować. A już na pewno gra na konsole po której ja opadu szczeki miał nie będę i jestem tego pewny. Zapewnienia już były. Zawsze się rozczarowywałem.
    • avatar
      xbk123
      3
      Mamy karty za 17tys to czemu nie gry za ponad 300pln ;)
      • avatar
        szymcio30
        2
        Mimo dobrej recenzji nie można oszukiwać rzeczywistości oraz przyszłych użytkowników PS5. Ta gra nie działa w pełnym 4K tylko dynamicznym co zmienia całkowicie postać rzeczy!!. Oczywiście to i tak ogromny sukces względem poprzedniej generacji, ale nazywajmy rzeczy po imieniu i zgodne z prawdą. Nowe konsole sa za słabe na natywne 4K i trzeba to powiedziec jasno. Tak samo jak to, że potężny RTX 3090 tez momentami potrafi przyklęknąć w 2160p o efektach RT to nawet nie wypominam bo bez DLSS jest niegrywalne
        • avatar
          michal_mat
          1
          Jak ktos lubi taki klimat to gra jest super. Tylko generalnie dla obu next-gen'owych konsol, reklamowanych jako sprzęt do 4k, trochę kiepsko jak gry im dedykowane, od samego początku są za "ciężkie" i muszą być renderowane w niższych rozdzielczościach i upscale'owane. Tu wg Digital Foundry renderowane jest w 1080....może UE5 coś więcej wyciśnie
          • avatar
            .Krzysztof
            1
            Wasza ocena 4.2 na 5 czyli 84%, w agregatorze recenzji średnia z 14 recenzji to też 84% :) https://cyberkrytyk.pl/returnal/
            • avatar
              arekbara96
              1
              Nastały czasy że gry są negatywnie oceniane bo są za trudne, lepiej żeby małpa po trepanacji czaszki dała radę ja przejść, po drugie jeśli ktoś się denerwuje podczas grania to powinien udać się jak najszybciej do lekarza bo jest chory.
              • avatar
                hovzi
                1
                Wygląda ciekawie. Z chęcią bym zagrał gdybym tylko już mógł zakupić konsolę :(
                • avatar
                  michaelred
                  -1
                  W sumie dawno bmk nie przegladalem ale jak pamietam portal zajmowal sie glownie tematyka Pc i gier Pc. Widze ostatnio mocne promowanie tej gry, kazdy yt pieje z zachwytu a ja jak na to patrze to tylko ziewam. Typowa kolejna gra zagraj i zapomnij, za co tu placic ponad 300zl? Serio sa gracze ok 30lat, ktorzy nigdy w nic podobnego nie grali, slinia sie na widok takiej gry i lekka reka wywala 300zl?
                  • avatar
                    Marucins
                    -1
                    To jakiś ex?
                    • avatar
                      Mario2k
                      -4
                      Zapomnijcie o bogatych graficznie grach w 4K . Co najwyżej proste graficznie gry logiczne będą w 4k. Ten hardware jest za słaby po prostu.