Rowery elektryczne, czyli rewolucja na przekór velominati!
Pojazdy

Rowery elektryczne, czyli rewolucja na przekór velominati!

przeczytasz w 5 min.

W sklepach rowerów nie ma. Na ścieżkach, chodnikach i ulicach polskich miast z kolei - aż się od nich roi! Mało tego, coraz więcej z nich to rowery elektryczne. Czy nadeszła w końcu era roweru w wersji 2.0?

Czy rosnącą popularność rowerów i coraz większą popularyzację ich wersji elektrycznych można określać mianem realnej komunikacyjnej rewolucji? Co na to kierowcy? Co na to piesi? I, co najważniejsze, co na ten temat mówią zasady VELOMINATI?! Zastanówmy się, na szybko, nad tym, co przyniesie przyszłość i dlaczego będzie to przyszłość nie dość, że śmigająca na dwóch kółkach, to na dodatek - wspomagana elektrycznie!

Realna alternatywa komunikacyjna. W końcu!

Wśród części rowerowej braci, tej wierzącej w dewastującą potęgę sieci 5G i depopulacyjne działanie szczepionek przeciwko COVID-19, da się słyszeć opowieści, że wielcy producenci rowerów i rowerowych komponentów wraz z Jaszczuroludźmi stoją za globalną pandemią! Dlaczego? No, żeby sprzedać więcej! Panujący wirus miał zrazić ludzi do komunikacji publicznej i obudzić modę na rowery! I jak widać, udało się…

No dobra, takie opowieści to czasem przy piwie można usłyszeć, od kogoś kto nie dość, że oczadział, to jeszcze na łydce ma wytatuowany ślad od brudnego łańcucha - klasyczny trzepacki motyw! Tak czy inaczej, nikt o zdrowych zmysłach raczej nie wierzy w globalny spisek i tłumaczy rosnącą popularność rowerów ich oczywistymi zaletami. Tych z kolei jest całe mnóstwo!

W czasach, w których samochodem do pracy z jednego końca półmilionowego miasta na jego drugi koniec jedzie się godzinę, a cena paliwa dawno już przekroczyła (i to solidnie) cenę piwa - rower nie jest już jedynie wyborem oparszywiałych cyklistów, co to specjalnie blokują ulice naszych polskich miast i wsi! Rower jest realną komunikacyjną alternatywą. Jasne, strach przed COVID-em pewnie sprzedaż rowerów napędził, ale to trend, który zbiegł się z dokonującą się na naszych oczach podwójną rewolucją. Rewolucją, która pokazuje jak nieefektywne w ruchu miejskim są samochody i jak efektywne są urządzenia transportu osobistego, czyli UTO.

Nie dość, że rowerem, to jeszcze na prąd!

Kiedy jeszcze przed pandemią wsiadłem sobie na elektryczną hulajnogę uznałem, że jest to coś, co będzie przyszłością miejskiego transportu. I nie chodzi mi o te rozklekotane i porzucane tu i ówdzie hulajnogi na minuty, ale o osobiste elektryczne hulajki, na które to się wsiada o 7:30, żeby na 8:00 dojechać do roboty. W zasadzie nic się w tej mierze nie zmieniło i cały czas jestem zdania, że UTO to coś o co warto walczyć, bo może wymiernie zwiększyć efektywność miejskiej komunikacji. 

Niemniej, hulajnogiwszelkiego rodzaju jeździki nijak się mają do rowerów. Te są praktyczniejsze, wygodniejsze, bezpieczniejsze, a dzisiaj przestają już być domeną niszy społecznej, a stają się powszechnie respektowanym środkiem transportu. Rower ma wszystkie zalety UTO, a do tego jest pojazdem korzystnie wpływającym na nasze zdrowie i rekreacyjnie zasadnym - możemy śmigać nim do roboty, a w weekend, pojeździć po leśnych ścieżkach, tak for fun, dla zabawy i może trochę dla sportu. No dobra, a co z tymi rowerami na prąd?

Otóż rower elektryczny to pewna hybryda. Z jednej strony nie jest taką typową hulajnogą z Chin - nie jeździ sam. Z drugiej, nie jest typowym rowerem, bo pomaga nam w jeżdżeniu. Czym zatem jest? Po pierwsze, naturalną ewolucją. E-bike wykracza poza definicję roweru, czyniąc z niego prawdziwie dojrzały środek transportu i rekreacji. Na takim rowerze możemy dojechać do pracy w stanie nie wskazującym na podejmowanie aktywności fizycznej, a po pracy, wracając do domu, kiedy już nie musimy wyglądać jak człowiek poważny i skupiony na swoim rozwoju zawodowym - możemy przetyrać się jak dzik, spocić, zmechacić i wyżyć. 

Rowerem elektrycznym do pracyRower elektryczny to idealny pojazd na dojeżdżanie do pracy - na zdjęciu Funbike Compact 2.0

E-bike w tego typu rozumieniu jest, jak sportowe kombi. Na co dzień wozi nas do pracy przez zatłoczone miasto. Na wakacje pozwala zapakować rodzinę i psa, i pojechać na gofry do Wejherowa, a w wolny weekend, kiedy nikt nie patrzy - zamknąć budzik na niemieckiej autostradzie. Elektryczny rower ma zatem same zalety, prawda? Tak! Choć każdy prawdziwy furczynoga, który co niedzielę wstaje skoro świt, zjada banana i leci na szosę na “krótką przebieżkę 200 km, tak żeby wrócić na śniadanie do domu”, stwierdzi, że e-bike jest dla lamusów.

A co ten elektryczny rower umie?

Otóż, umie on praktycznie wszystko! Oczywiście zależy tu wiele od modelu, producenta, typu roweru, zastosowanego silnika (jego momentu obrotowego i nie tylko) etc. Rzecz jasna, w błędzie są oczywiście ci, którzy to uważają, że elektryczny rower sam jedzie (choć pewnie i takie rowery istnieją). Otóż, elektryczny rower wspomaga rowerzystę w pedałowaniu. Zazwyczaj oferuje kilka trybów tego wspomagania i uprzyjemnia naszą jazdę oraz ułatwia ją wyraźnie do prędkości 25 km/h. Działa to tak długo, na ile pozwala bateria, a mierzy się to w kilometrach bądź w metrach przewyższenia, w przypadku poważnych rowerów górskich.

Umówmy się, coby skończyć tę bardziej informacyjną część tekstu - e-bike to super sprawa jest! Taki rower 2.0 jest mega wygodny dla kogoś, kto “nie ma nogi”, a marzy mu się rowerowa wycieczka. Jest super dla osób dojeżdżających do pracy oraz tych, którzy chcą zaznać trochę rowerowej turystyki w wersji soft. E-bike nie jest jednak dla wszystkich.

Elektryczna szosa? Elektryczny gravel?

Są zastosowania, do których rower elektryczny jest wręcz stworzony, jak jazda po mieście i dojazdy do pracy oraz takie, w których żyjąc w zgodzie z zasadami VELOMINATI rower elektryczny nie ma racji bytu. Jest czystym złem, wynaturzeniem, nośnikiem “ideologii” LGBT, który przypadkiem zabłądził na lekcje religii w liceum w Pyzdrach. Innymi słowy, do jazdy sportowej, e-bike po prostu się nie nadaje. Nie dlatego, że jest wolny, obciachowy czy, hmm, niegramotny, ale dlatego, że, parafrazując pewnego znanego polityka: “nie, bo uważam, że nie…”. 

W amatorskim peletonie szosowym (w gravelowym w sumie też, choć tam napinka jest mniejsza) obowiązują pewne zasady. Po pierwsze, noga ogolona. Po drugie, żadnych toreb poza małą podsiodłową. Po trzecie, żadnych plecaków. Po czwarte, nie wolno zakładać czarnych skarpetek. Po piąte, kieszonki w koszulce wypchane po brzegi - choćby watą. Po szóste - liczy się noga, a zaraz po nodze liczy się stylówa. Tu się pokonuje asfaltowe rzeki z pasji, tu każdy kilometr oddaje niemy hołd tytanom kolarstwa! Tu jazda elektrykiem jest zbrodnią przeciwko kolarstwu! 

A tak na poważnie… elektryczna szosa to faktycznie nieco obciach. Raz, że na szosie to się faktycznie robi poważne kilometry, a dwa, że taki e-bike to jest ciężki dość, taki właśnie mniej gramotny i raczej nie ma w sobie prądu na 100 km w miarę żwawej jazdy. Jeśli zatem ktoś szuka elektryka, na którego wsiądzie sobie w niedzielę rano w lajkrze to nie tędy droga. Lepiej wolniej, krócej i dłużej, ale o własnych siłach. 

Z prądem w góry, hej!

O ile na szosie rowery elektryczne jakoś się kłócą (choć każdy, jak zawsze, może mieć tu swoje zdanie) o tyle w kolarstwie górskim, dla osób szukających frajdy i nie jeżdżących w zawodach - e-bike jest absolutnie doskonałym rozwiązaniem! To jaką przyjemność da porządny full z dobrym wspomaganiem trudno opisać! Jeśli zależy komuś na zdobywaniu szczytów, a nie ma sportowych aspiracji, stawia na radość lub ma pewne ograniczenia zdrowotne przed kręceniem korbą w górach - rower elektryczny jest świetnym wyborem i gwarantem najlepszej zabawy pod słońcem!

Góry zatem, nawet takie solidne, górsko-leśna rekreacja i jazda po mieście: do pracy, na zakupy - oto naturalne typu środowisk, w których e-bike czuje się świetnie. Ba! Pokazuje wręcz, że jest tym, czym rowery praktyczne i rozrywkowe w końcu musiały się stać. Sprowadza radość pod strzechy, pozwala doświadczać tego, co w przygodowo-rekreacyjnym kolarstwie najlepsze i/lub pokazuje, że samochód jako miejski środek transportu nie przystaje do realiów XXI wieku. Minusy? No taki rower 2.0 to drogi jest okrutnie!

velominati - rowerowi zapaleńcy

Elektryczne rowery tylko dla niedzielnych turystów! Prawdziwy PRO jeździ siłą własnych mięśni, najczęściej na czczo...

A zamiast jeść miód - żuje pszczoły! Dobra, pośmiali my się, ale zmierzajmy do brzegu. Rosnąca ilość rowerów w miastach to dobry trend, a powiększający się wśród nich odsetek rowerów elektrycznych to naturalna konsekwencja rozwoju i… Również dobry trend! Rower, hulajnoga, rolki, deskorolka - wszystko, co może nas wyciągnąć z samochodów i zakorkowanych ulic trzeba wspierać i to nie tylko dlatego, że to zdrowe dla nas i dla świata, ale również dlatego, że to znak pokoleniowych, cywilizacyjnych, kulturowych wreszcie przemian!

Rosnąca popularność rowerów (ale rowerów w dobrym stanie, a nie Jubilatów na wsiach służących do jeżdżenia po tanie wino) to taki zwrot, jak malejąca konsumpcja wódki na rzecz piwa i wina. Tak jak w przypadku alkoholu odejście od cywilizacji wódczanej w stronę cywilizacji piwnej to postawienie na bardziej jakościowe, a mniej januszowe spędzanie wolnego czasu (bardziej lniana koszula i bermudy, mniej koszula z krótkim rękawem w parze z krawatem i wąsem unoranym w pomidorówce), tak wybór roweru zamiast Audi A3 8L to wejście w erę społeczeństwa, w którym mamy w tyle to, co pomyśli sobie sąsiad.

Moment, w którym ludzie przestają przejmować się tym, czy posiadają dobra powszechnie i od lat uważane za luksusowe (np. jak niegdyś Audi A3 8L lub BMW E46 z pakietem M z Allegro), to ten punkt brzegowy, po którego przekroczeniu nie ma już powrotu do dawnych nawyków. Innymi słowy, jeśli samochód przestanie być dla nas wyznacznikiem statusu, a zostanie zmarginalizowany do roli środka transportu (nie mówimy tu o zapalonych petrolheadach), staniemy się dojrzałym konsumpcyjnie społeczeństwem.

Jeśli zaś świadomościowa rewolucja ma zostać zapoczątkowana za sprawą rowerów będących odpowiedzią na zakorkowanie polskich miast - to w to mi graj! Ja tam bez problemu będę wsiadał do swojego Focusa jedynie w weekend, żeby zrobić zakupy albo pojechać za miasto z rowerem w bagażniku i tam wsiąść nań, żeby sobie depnąć “ode wsi dode wsi”!*

*Tylko nie na rowerze elektrycznym, bo prawdziwy furczynoga na elektryka nie wsiądzie, wiadomo, że nie!

Komentarze

39
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Konto usunięte
    21
    Elektryczne rowery, hulajnogi... a dupa rośnie.
    • avatar
      Dakota
      14
      Jak dla mnie artykuł trochę o niczym. Niby o rowerach elektrycznych a tak naprawdę nie ma nic konkretnego, ani jak wspomaga jazdę, ani na ile starcza bateria, jakie są mniej więcej ceny itp. Jak o hulajnogach elektrycznych trochę wiem tak o e-rowerach prawie nic i z tego tekstu nie zwiększyłem swojej wiedzy, poza faktem, że stają się bardziej popularne, a szkoda bo temat ma potencjał. Liczę na rozwinięcie i więcej praktycznego tekstu a mniej zabawy słowami i ironiami. Przepraszam mojego imiennika za trochę krytyki ;)
      • avatar
        Abgan
        6
        Z samochodów w mieście wyciągają ludzi skutery i motocykle. Frajdę dają, nawet na 125ccm można się bawić, doskonale dają sobie radę w mieście (prędkość, odległość, podjazdy pod wzniesienia) - wiele osób ma do pracy 10+ km, oczywiście na rowerze można, ale bez prysznica w pracy... bywa różnie.

        Taki motorek 125 ccm pali w mieście 3 litry na 100, przyspiesza jak całkiem żwawe auto, w korkach nie stoi, parkuje gdzie chce. I jest wstępem do całego nowego świata dla "puszkarzy" - motocykle cross, enduro, turystyki, cruisery, sporty... dla każdego coś się znajdzie!
        • avatar
          makavel
          4
          Witam serdecznie.
          Jestem posiadaczem e-bika i powiem wam, że to w cale nie prawda, że „d..” rośnie. Wszystko zależy od tego jaki napęd posiada rower i jak wykorzystujemy wspomaganie. Ogólnie rowery dzielimy na różne klasy i napędy.
          Napędy:
          - Silnik w przedniej piaście (najczęściej stosowany w City Bike), Raczej niewielkich rozmiarów i stosunkowo słaby stosowany w mieście i raczej na równej drodze.
          - Silnik w tylnej piaście (HUB) stosowany we wszystkich rodzajach rowerów często ma manetkę gazu i bardziej rower przypomina skuter. Czasami można spotkać HUB z przekładnią.
          - Silnik centralny zintegrowany z korbą (MID) Również stosowany we wszystkich rodzajach rowerów. Ten typ silnika wymusza na nas pedałowanie i tylko wspomaga jazdę.
          Ja posiadam e-bike z napędem MID i mitem jest, że rower sam jedzie. W tym napędzie musimy się ruszać by jechać i to od nas zależy czy będzie nam lekko czy ciężko. Mało tego, jeśli silnik jest wyposażony w czujnik nacisku to może nas łatwo oszukać i wydaje nam się, że mamy sporo siły wjeżdżając na górkę, którą normalnie nie pokonalibyśmy a to dodatkowo motywuje do jazdy.
          Jeśli chodzi o ceny to tak od 2500zł można coś znaleźć, ale nie polecam. Rowery z tego przedziału cenowego mają słabej jakości osprzęt.
          Myślę, że tak od 4000zł można już znaleźć coś fajnego z rozsądnym osprzętem.
          Ja mam rower Trekkingowy za ok 8000zł z baterią Samsung chowaną w ramie (rama aluminiowa) i silnikiem Ananda. Hamulce tarczowe hydrauliczne, osprzęt shimano rower waży ok 25Kg. Zasięg ok 120km, lecz mieszkam w górach i średnio osiągam ok 85-90km zasięgu co przy normalnej jeździe wystarcza mi na ok 4-5 dn.
          Górna granica cenowa nie istnieje, bo można kupić rowery za grubo ponad 40tyś zł.
          Są również gotowe zestawy do samodzielnej przemiany zwykłego roweru na rower elektryczny. Takie zestawy można już kupić od 1500zł w górę.

          Dodatkowo dodam, że kupując rower fabryczny, czyli brandowany firmą kupujemy rower ze wspomaganiem do 25km/h co jest trochę irytujące.
          • avatar
            Mario2k
            3
            Na krótkie przejazdy z punku A do pukntu B w mieście lepszym rozwiązaniem jest e-hulajnoga .
            • avatar
              bodziokrak
              2
              Lepiej popedałowałaby na normalnym rowerze, zbuduje uda, pośladki i łydki i będzie cieszyć oko.
              • avatar
                krzan
                2
                Tytuł jak i sam temat rowerów elektrycznych jest naprawdę ciekawy niestety nie udało mi się go przeczytać w całości ze względu na liczne anty prawicowe i pro lewicowe metafory panie redaktorze na przyszłość proszę pamiętać że jest to portal techniczno-technologiczny a nie polityczny szanuję pańskie poglądy polityczne ale mnie one nie interesują.
                • avatar
                  PrestoEnzo
                  2
                  Elektryczne rowery, to super sprawa i przyszłość. Ale miasta które zawczasu nie zapewnią infrastruktury, po prostu polegną. Miasta powinny być poprzecinane trasami rowerowymi, najlepiej wydzielonymi z jezdni. Miasta powinny być również połączone trasami rowerowymi.
                  Ja dojeżdżam do pracy na rowerze, ale jest ciężko, ze względu na wzniesienia, podczas powrotów. Fajnie byłoby choćby połowę tych gór przejechać z wykorzystaniem silnika elektrycznego. Wiele ludzi ma podobnie. Dlatego będą celować w elektryczne rowery, które są dużo lepszą opcją, niż hulajnogi i reszta popierdółek.
                  • avatar
                    scooby
                    2
                    Ja rozumiem ze autor musi napisac jakąś reklame velominati i posiłokwać sie wydumanymi frazami ale ... ja chcialbym wiedziec co bierze bo takiego bzdetu powyżej trudno na trzeźwo czy bez dymka napisac.
                    • avatar
                      kkastr
                      2
                      Czy nie da się napisać czegoś o rowerach bez obśmiewania innowierców? Staliśmy się aż tak zideologizowani, że bez tego ani rusz?
                      • avatar
                        dgrabarek
                        2
                        Skuter do pracy jest idealny na sezon letni jazda zmniejsza stres. Przyjemność z jazdy jest ogromna całe Włochy o tym wiedzą. Nie chodzi o prędkość a o mobilność ekonomię oraz możliwość pokonywania odległości w krótkim czasie. Jestem zwolennikiem jazdy na rowerze niestety po przejechaniu odległości praca dom często wpływa na nasze zmęczenie.
                        • avatar
                          cattani43
                          1
                          Witam. Ja chyba czegoś zupełnie nie rozumiem. Namawia się wszystkich do ekologii, a tu kolejny temat, który został poruszony zupełnie zapominając o tej jakże ważnej sprawie. Trzeba rozwiązać problem produkcji energii elektrycznej inaczej te rowery i inne urządzenia przyśpieszą nasz koniec. Jeden ekonomiczny bo mamy jeden z najdroższych "prąd" w europie, drugi zdrowotny bo od węgla tego nam nie przybędzie. To jest to samo co z biodegradowalnymi tworzywami jakie zawarte są w reklamach znanych banków i innych firm, które mają być ekologiczne bo rozkładają się po np. 100 latach, a może i więcej bo nikt tego jeszcze nie mogł sprawdzić, gdyż ten wynalazek jest za młody. Demagogia na całego. Pozdrawiam tych co do jazdy używają nie tylko mięśni, ale i mózgu.
                          • avatar
                            Marekpe
                            1
                            Testowałem rower elektryczny z silnikiem centralnym o mocy 250W Giant SyncDrive Sport, powered by Yamaha na momencie obrotowym 80 Nm.Na czym to polega: oblicza moment obrotowy, kadencję, nachylenie podłoża, obroty silnika, przyśpieszenie oraz prędkość i na tej podstawie określa wartość mocy wyjściowej silnika, jakiej potrzebuje rowerzysta.Rowerzysta nie odczuwa utraty mocy, osiągając wyższe kadencje, dzięki czemu strome podjazdy stają się przystępniejsze i przyjemniejsze.I teraz najważniejsze otóż tak nie jest do końca to prawdą.Testowany rower na strome podjazdy o kącie nachylenia między 30°- 45° i elektryk potrafi się gubić i nie dobiera zawsze precyzyjnie te parametry o którym mowa wcześniej.A co jeśli jeśli zatrzymam się na takim podjeździe i chcę ruszyć z miejsca - to najlepszy sprawdzian dla roweru elektrycznego i prawdziwe wyzwanie.Informuję i chcę ustrzec przed takim zakupem w przypadku roweru,że nie każdy elektryk poradzi sobie do końca z tym problemem jeśli zatrzymamy się na takim wzniesieniu.Moje odczucia z jazdy próbnej są następujące: fajne to jest i rzeczywiście czuć pomoc ze strony silnika ale duże wzniesienia,strome podjazdy itp dostępne dla zwykłego Kowalskiego stają się dla elektryka nie małym wyzwaniem a to jest najważniejszym punktem przy zakupie roweru elektrycznego.Na koniec cena,moim zdaniem nie adekwatna do jakości i osiągów tego produktu,są mocno zawyżone.
                            • avatar
                              develoop
                              0
                              Co następne? elektryczny mężczyzna?
                              • avatar
                                DariosBiedak
                                -7
                                Równość majątkowa! Taka sama płaca dla wszystkich bez względu na wykształcenie inzajmowNe stanowisko! Otworzyć granice dla biednych i ubogich!
                                • avatar
                                  lukaszg
                                  0
                                  Dużo skojarzeń, a gdzie omówienie napedów rowerów elektrycznych? EvBike ma potencjał - tylko do czego mi to, dlatego dobrym rozwinięciem byłoby omówienie napędów lub konwersji, evBike jedynie do tego żeby wspomóc się w powrocie lub w górach, a tak wyciągasz z piwnicy i odrazu masz pokusę lub permanentny na stałe włączony wspomagacz.
                                  Co do rozkorkowania to car sharing też może się przyczynić - tylko pandemia go zdusiła.
                                  • avatar
                                    lukaszg
                                    0
                                    a propos RSS Feedly na szczęście tego tematu nie wyświetlił, a Vivaldi rss(beta) nie można dodać benchmark.pl chociaż wykrywa.
                                    • avatar
                                      calvo
                                      0
                                      drogi autorze, chcial bym zrozumiec jak sie maja zasady VELOMINATI do normalnej jazdy rekraacyjno/turystycznej :) bo z tego co wiem, zasady VELOMINATI odnosza sie do kolarstwa, amatorskiego ale nadal kolarstwa. Watpie zebys jadac samochodem do pracy czy na wycieczke, stosowal sie do zasad F1 czy WRC wiec nie pojmuje po co tak hucznie pijesz do VELOMINATI.