Gry

Space Siege, czyli hack&slash w kosmosie

Jakub Kralka | Redaktor serwisu benchmark.pl
Autor: Jakub Kralka
2 komentarze Dyskutuj z nami

Nowy hack&slash Chrisa Taylora, człowieka który stworzył serię Total Annihilation, a wraz z Gas Powered Games powołał do życia najlepszy cRPG akcji od czasów Diablo – Dungeon Siege. Space Siege jest h

 

Pod koniec XXII wieku ludzkość wreszcie dojrzała technologicznie do tego, by wyruszyć na podbój kosmosu. Eskapada ta miała jednak opłakane skutki – flotę zaatakowali bezwzględni Kerakowie, doszczętnie ją zniszczyli, za ocalałymi niedobitkami wyruszyli zaś na samą Ziemię. W obliczu prawdziwego Armagedonu zagrożeni mieszkańcy planety przenieśli się na statki ewakuacyjne. Jednak i w tym wypadku nie wszystko poszło po myśli Ziemian, a okręt S. S. Armstrong okazał się być jedyną ostoją ludzkości, która przeżyła ofensywę kosmitów. Jak to w życiu bywa – i tu nie mogło się obyć bez komplikacji.

 

Gwiezdne Wojny

Takim oto przekazem wita nas intro gry Space Siege, nowego hack&slasha Chrisa Taylora, który wprawdzie na skalę masową nie działa, ale swój dotychczasowy dorobek może prezentować z nieukrywaną dumą. To właśnie ten człowiek stworzył serię Total Annihilation, a wraz z Gas Powered Games powołał do życia najlepszy cRPG akcji od czasów Diablo – Dungeon Siege. Jego najnowsze dziecko jest więc swoistą hybrydą poprzednich dokonań – rozwiązania typowe dla hack&slashy przeniesiono w realia odległej przyszłości, a więc jednej wielkiej, interplanetarnej kolonizacji.
Nie należy się więc dziwić, że już na długie miesiące przed premierą fani gatunku z niecierpliwością zacierali ręce. Zwłaszcza, że życie wyjątkowo ich nie rozpieszcza – tego typu produkcji jest niewiele, a jeśli już takowe się pojawią, to przeważnie są to epickie historie o smokach, księżniczkach czy przerośniętych pająkach. A co z karabinami maszynowymi?!

Kiedy już trafimy na pokład S.S. Armstronga, wcielamy się w postać Setha Walkera, któremu opatrzność powierzyła odpowiedzialne zadanie ratowania niedobitków ludzkości, a co za tym idzie – także własnego siedzenia. Statek bowiem został opanowany przez obcych Keraków, którzy przy użyciu różnorakich sztuczek powołali do istnienia praktycznie wszystko, co tylko jest w stanie skrzywdzić głównego bohatera. W związku z tym nie brakuje różnej maści cyborgów, machin, potworków, opętanych ludzi, bestii, teściowej, kosmitów czy czyhających na nierozważny ruch min. Każdy z wymienionych przeciwników naturalnie występuje w kilku wariantach, do tego gra zapewnia nam także bossów. A ci na swoje „stanowiska” zapracowali jak najbardziej umiejętnościami, jestem przekonany, że żadnej protekcji tam nie było.

Space Siege, jako typowy reprezentant gatunku hack&slash, największy możliwy nacisk kładzie na akcję. Wspomniane bestie częstokroć pojawiają się w większych grupkach, czasami nawet hordach, a w efekcie dewiza stawiania na jakość, a nie ilość wydaje się być totalną głupotą, o czym Kerakowie zresztą doskonale wiedzą. Gdy taka mała armia kosmitów atakuje (z każdej możliwej strony, od góry i od dołu), sytuacja staje się naprawdę gorąca, momentami chaotyczna, a gracz zaczyna się zastanawiać, w którym kierunku posłać ogień. W cRPG akcji jest to jednak dość typowy zabieg i bez wątpienia dodaje uroku rozgrywce. Siłą rzeczy dominującym efektem dźwiękowym jest odgłos klikanej myszki, zwykle z częstotliwością doprowadzającą naszego małego gryzonia do prawdziwej rozpaczy.