Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy: jak je oglądać, żeby nie oszaleć? Krótki kurs oglądania adaptacji bez napinki
Filmy / seriale / VOD

Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy: jak je oglądać, żeby nie oszaleć? Krótki kurs oglądania adaptacji bez napinki

przeczytasz w 6 min.

Czy Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy to słaby serial? W sumie tak. A Wiedźmin: słaby czy super? No w sumie to słaby. Ale! Przy tych serialach można się świetnie bawić - wystarczy tylko odpowiednio się do nich nastawić!

Wiele można o serialu Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy napisać, prawda? Ba! Wiele już napisano. Podwójne Ba! Nawet i my o tym pisaliśmy w tekście Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy to dno i metr mułu? No to pędzę po popcorn i oglądam dalej. A to pisano, że drogi, że piękny, że „tęczowy”, że pusty, że nie ma ducha Tolkiena, że źle napisany, że ostatni odcinek uratował cały sezon. Takie tam, wiecie, jak jest. Podobnie zresztą sprawa ma się z Wiedźminem, a i do innych produkcji można się przyczepić i… Przyczepiamy się, a jakże! 

Co ciekawe jednak, w każdym z seriali bazujących na wiekopomnych dziełach fantasy znaleźć można coś pięknego - trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać i, tak po ludzku, wiedzieć, jak te produkcje oglądać. Spróbujmy sobie odpowiedzieć zatem na kluczowe (z perspektywy fanów fantastyki wszelakiej) pytanie: jak oglądać seriale fantasy i nie dostać apopleksji?Galadriela

Źródło: Amazon Prime Video

Witajcie w krainie adaptacji! Wait, what?!

Macie wrażenie, że serialowe adaptacje uznanych, takich prawdziwie cenionych, a często to i wręcz kultowych utworów fantasy masowo lądują na platformach streamingowych? Cóż, takie czasy. Chciałoby się powiedzieć, że świetna Gra o tron (z paskudnym ostatnim sezonem) zapoczątkowała ten trend, ale prawda jest bardziej złożona. Fantastyka ma branie od lat, a serial HBO tylko (a może i aż) ten trend zintensyfikował, pokazując, jak z dobrych podstaw można stworzyć piękne widowisko. Piękne, kiedy ma się pomysł, budżet i dość wysoko rozwiniętą samokontrolę oraz brak nachalnego parcia na szkło. Wszak jak robi się coś prawdziwie jakościowego to nie trzeba wszem i wobec trąbić o tym, że będzie to czymś najlepszym w historii. Jakość obroni się zawsze, kto nie wierzy, niech zerknie sobie na kultowego Firefly`a.

Twórcy Gry o tron faktycznie jednak coś w świecie seriali fantasy zmienili. Wzięli na klatę historię wciągającą w książkowym pierwowzorze w zasadzie wyłącznie zapalonych czytaczy i stworzyła na bazie tegoż dzieła serial, który naprawdę trafił do mas. Pokazała, że największą siłą fantastyki od zawsze było tworzenie cudnych, wciągających, wielowątkowych historii. I co z tego, że historiom tym towarzyszą smoki, orki i inne strzygi? 

Tak czy inaczej, zaraz po zakończeniu Gry o tron zrobiło się pusto na rynku, a zapotrzebowanie na grubą fantastykę widzowie mieli spore, no to kilku majętnych decydentów w świecie globalnej popkultury rzekło: czas szastać kasą i robić fantastykę, by zarobić więcej kasy! No i na tych fundamentach, na tej chęci robienia szmalu wyrosły Wiedźmin, Koło czasu, Cień i kość, Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy, Ród smoka i co tam jeszcze. 

Każda z produkcji obiecywała epicką wyprawę w epicki świat i towarzyszenie epickim bohaterom w ich epickich przygodach. I wszyscyśmy wtedy zakrzyknęli “Wincyj!”. A potem zaczęliśmy marudzić, że kto to widział czarnoskóre elfy, że dlaczego ta Yennefer taka młoda, że co to Gandalf robi w Drugiej Erze? I wiecie co? Marudzenie nasze było i jest kompletnie bezsensowne i zasadniczo nieuzasadnione. To znaczy, jest zasadne i sensowne, kiedy dotyczy konkretnych aspektów danego widowiska i niepotrzebne, gdy bazuje na niespełnionych oczekiwaniach i tym wewnętrznym przekonaniu, że „u Tolkiena było inaczej”. Ano było, u Tolkiena, Sapkowskiego, Martina czy Bardugo było inaczej, gdyż ponieważ seriale fantasy nie są adaptacjami powieści fantasy. Proste, co nie?

Geralt

Źródło: Netflix

Gdzie jest ten przysłowiowy pies pogrzebany?

Problemem wielu seriali fantasy, które dziś w kontekście polskiego odbiorcy reprezentowane są pewnie głównie przez Wiedźmina i Pierścienie Władzy jest chęć zrobienia czegoś więcej. Znaczy się, wiecie, twórcy chcą więcej. Chcą być świętsi od papieża. Dla nas, dla fanów powieści, dla miłośników pierwowzorów zawsze, ale to zawsze jest pewien problem. Zawsze doczepimy się do odstępstw od oryginału. Pół biedy, kiedy są to odstępstwa kosmetyczne, jak wygląd postaci (choć w przypadku czarnoskórych elfów fanów Tolkiena poniosła fantazja, co było widać w komentarzach jeszcze przed premierą Pierścieni Władzy). Cała bieda, kiedy są to grube przegięcia. 

Czym w tym kontekście jest grube przegięcie? No, to może być Gandalf w Śródziemiu w Drugiej Erze lub Leszy w Kaer Mohren. Tak, to są grube akcje, ale ciągle nie najgrubsze. Taką mogą być choćby jakieś obeliski, co to w serialowym Wiedźminie wyrastają jak grzyby po deszczu lub antyszczepionkowcy po wywiadach z Edytą Górniak. To są takie zabiegi fabularne, które kanoniczną narrację spychają na boczny tor i hamburgeryzują dany serial, dany świat fantasy, by stworzyć generyczne fantasy. Wiecie, twór, który będzie mógł obejrzeć każdy i każdy będzie się przy nim dobrze bawił, nawet jeśli ogląda serial do kotleta. Fanów to boli, niedzielniaków kompletnie nie obchodzi, a studio cieszy - pod warunkiem że dramatyczne uproszczenia lub jawne kretynizmy sprawiają, że serial trafia do szerokiego grona odbiorców. 

Tak czy inaczej, odstępstw od kanonu w każdym serialu fantasy można naliczyć mnóstwo i bez względu na ich skalę, zawsze generują one problem w zaangażowanym widzu. Jak sobie z tym radzić? Po pierwsze i w sumie chyba najważniejsze - nie radzić sobie. Olać temat, ot co. Przymknąć na to oko i oglądać dalej lub zakończyć swoją przygodę z serialem. Można się z tym nie zgodzić, można zaklinać rzeczywistość, drąc się wniebogłosy, że coś tam nie jest kanoniczne, ale faktem jest, że twórcy mają to w poważaniu. Mają to gdzieś, bo wiedzą i komunikują to, czasem pokrętnie, a czasem jawnie, że ich serial nie jest adaptacją. 

Aham, tak, owszem - seriale fantasy bazujące na powieściach fantasy nie są adaptacjami. Zawsze są nowym tworem, czymś wymyślanym na nowo, jedynie bazującym na materiale źródłowym. Zrozumienie, uświadomienie sobie tego, że tak działa popkultura, że nawet klasykę fantastyki trzeba shamburgeryzować, uprościć, uczynić atrakcyjną dla widza niezaangażowanego - oto klucz do czerpania jakiejkolwiek przyjemności z oglądania seriali inspirowanych klasycznymi (i nie tylko) dziełami i mechanika ta rządzi nie tylko w świecie seriali fantasy. 

Ciri

Źródło: Netflix

Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy, czyli „nie tylko Wiedźmin”

A dokładniej - nie tylko Wiedźmin cierpi przez słabe, takie leniwe po prostu scenopisarstwo. Bo to jest tak - nie ma się co przyfrandzalać do tego, że jakiś serial nie jest w duchu pierwowzoru, seriale nie są adaptacjami. Luz, prosty temat. No, ale co (można zakrzyknąć) w sytuacji, gdy to mimo luźnego podejścia do materiału źródłowego, scenariusz jest napisany na kolanie? Albo nawet nie na kolanie, ale napisał go zwyczajnie uczeń podstawówki, gdzieś między lekcją religii a przerwą obiadową i harataniem w gałę? Tu możemy się przyfrandzalać, bo nic nie tłumaczy jawnych kretynizmów. 

Jak lepiej żyć z serialami fantasy? Założyć, że nie są adaptacjami!

Wspomniałem już o tych nieszczęsnych monolitach czy innych obeliskach w Wiedźminie, czy o Leszym w wiedźmińskim siedliszczu, ale powiedzieć, że Pierścienie Władzy też ucierpiały przez grypę filipińską szalejącą wśród scenarzystów, to jakby nie powiedzieć nic. I nie czepiam się nawet tych niekanonicznych odchyłów - to już sobie wyjaśniliśmy. Czepiam się takiej choćby sceny - SPOILER ALERT!!! - gdzie to pewna silna postać kobieca z typem, który w końcu okazał się być Sauronem (shocking reveal) odzyskują artefakt, o który walczył tatuś wszystkich orków, Adarem zwany. A potem ta silna kobieta oddaje to zawiniątko do afroelfa, a ten do dzieciaka, który jest dramatycznie zbędną postacią, by dzieciak ten oddał zawiniątko Numenoryjczykom.

W czym problem? Dlaczego silna kobieta nie oddała po prostu zawiniątka Numenoryjczykom? Dali jej zbroję i konia to chociaż mogła im ten pakunek oddać. Ale to jeszcze nic! Na łopatki mnie rozłożyła scena, w której wspomniany dzieciak rozwinął zawiniątko, a tam nie było magicznego miecza, który pojawia się i znika - kto oglądał ten wie. Kumacie temat? Ścigali wielkiego złola, coby zabrać mu jakiś artefakt i jakoś nikt nie wpadł na pomysł, by w przysłowiowym międzyczasie rozwinąć zawiniątko i sprawdzić, co to jest, ten artefakt… Cytując prezydenta Stanów Zjednoczonych Polski: “oto są ręce, które opadają”. Gest opadających rąk musicie sobie wyobrazić, sorry. 

Jak widać, durnota jest cechą uniwersalną i seriale niebędące adaptacjami powieści fantasy cierpią na nią dość regularnie. Jak sobie z nią radzić? Czy można ją tak zignorować, jak fakt nietrzymania się przez scenarzystów materiału źródłowego? Cóż, pomyślmy…

Elrond

Źródło: Amazon Prime Video

Jak oglądać seriale fantasy bazujące na kultowych dziełach fantasy?

Odpowiadając na pytanie kończące rozważania w poprzednim wątku i niejako podsumowując całościowo to moje plucie jadem, wrzucam złote zasady fana fantastyki zasiadającego do serialu fantasy emitowanego w popularnej platformie VOD:

  • To nie jest adaptacja! Aragorn była kobietą!
  • Tam nie ma logiki, praw fizyki, ciągu przyczynowo-skutkowego - to jest fantastyka! Przecież w prawdziwym świecie nie ma smoków!
  • Bohaterowie są ładni albo brzydcy, heroiczni lub zdeprawowani do granic. Są też głupi i zwykle wszystko biorą na klatę bez głębszej refleksji.
  • Serial ma być dla wszystkich, a nie tylko dla tych, co się znają. Ma być uniwersalny.
  • Pizza, chipsy i piwo to lepszy zestaw widza niż kawa i notatnik do zapisywania, i rozkminiania zwrotów akcji.
  • Jeśli nie piwo, to cukier w kostkach. Cukrowa euforia pozwoli przetrwać najbardziej dyskusyjne momenty w każdym odcinku. 

“Dobra, dobra. Żarty na bok - powiedział król Dezmod, gdy wśród uczty goście zaczęli nagle sinieć i umierać”. Prawda jest taka, że widza seriali fantasy, który coś tam wie o dziełach, na których podstawie tworzy się takie widowiska, uratować może tylko zadeklarowana ignorancja. Nie oczekujmy więc niczego, nie nastawiajmy się, nie rozkminiajmy nad wyraz tego, co dzieje się na ekranie. 

Przy takim podejściu, przy postawie rozsądnego ignoranta w najgorszym przypadku obejrzymy sobie coś głupiego, ale ładnego. W najlepszym zaś będziemy mile zaskoczeni, zdziwieni, ukontentowani. Taka strategia pozwala na czerpanie przyjemności z oglądania najlepszych fragmentów Gry o tron i najbardziej żenujących momentów w Wiedźminie. Bez pękających wrzodów i wyrzutów krwi do mózgu. I tak trzeba żyć, oglądać seriale.

Przypominamy, że serial obejrzeć można na platformie Amazon Prime, gdzie wciąż dostępny jest 30-dniowy, darmowy okres próbny:

Komentarze

9
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    6
    Dla mnie Rim of Power to obecnie najpiękniejszy i najbardziej dopieszczony detalami serial jaki powstał. Niestety w dół ciągnie go fabuła które zupełnie bez sensu próbuje wzorować się na arcynudnym Silmarillion. Powinni na wstępie całkiem się od tego odciąć to fani nie mieli by się czego czepiać (poza faktem istnienia niekanonicznego tworu w ich ukochanym świecie), a cała reszta dostała by znacznie lepszy show z porządnym (zakładam) scenariuszem.

    To co ostatecznie dostaliśmy warto obejrzeć dla samych ujęć i CGI, ale jako źródło rozrywki przegrywa z całkiem przecież przeciętnym Rodem Smoka…
    • avatar
      paankracyk
      4
      Dla mnie największym grzechem Rings of Power nie są czarnoskóre elfy, ale to, że fabuła jest po prostu nudna. Główna postać kobieca to ponownie ta nieomylna, super dokokszona we wszystkim lepsza od innych heroina, przez co jest zwyczajnie nieciekawa (no i wkurzająca). Nie rozumiem dlaczego kiedy ładujesz w serial taki budżet - skąpisz kasy na ludzi, którzy napiszą Ci scenariusz. Chyba możemy zgodzić się, że serial musi być po prostu ciekawy?
      • avatar
        iKonsument
        3
        To już trzeba ludziom tłumaczyć jak oglądać bzdurne seriale?
        • avatar
          kalkulatorek
          3
          Dwie uwagi. 1. Gra o tron postawiła poprzeczkę tak wysoko że nic nawet na drabinie nie jest w stanie jej dotknąć.
          2. Pierścienie są obecnie dla mnie jedynym serialem fantasy do oglądania. Ród smoka mnie wynudził. Potwornie wynudził. Napinki w sieci jak to stary król wchodził do sali tronowej to coś godnego oskara - no bez jaj.
          Poza smokami, które są tam mocno na siłę. To mamy nudną historię dynastki królewskiej z papierowymi postaciami. I ani pokazanie porodu, ani księcia w oknie który zajmuje się swoim rumakiem nie podnosi tej produkcji.
          Gra o tron była jak to twórca m.in. "ptaki" mawiał: zacznij od trzęsienia ziemi i rozpędzaj akcję (luźne tłumaczenie) Ród smoka to zacznij od astmatyka i idź w stronę wyścigu żółwi. Cały sezon na coś co można było lepiej w 3 odcinkach pokazać ??? Dynastia Tutorów zjada ten serial na śniadanie.
          To nie znaczy że pierścienie sa super. Nie są. Ale obecnie to jedyny serial jaki sobie zostawię do powtórnego obejrzenia. Nie czytałem książek, nie jestem ortodoksem. Ale patrzy się na to naprawdę fajnie. Nie jest to poziom Gry o tron, ale chociaż da się obejrzeć bez ziewania. Ale to moja osobista opinia. Ktoś inny może woleć np. M jak miłość..
          • avatar
            ryshard
            2
            Prawidłowa odpowiedź to NIE OGLĄDAĆ ;) Ja przetrwałem do połowy drugiego odcinka, dalej tego nie tykam , szkoda życia.
            • avatar
              taki jeden
              1
              Dotrwałem do 3 odcinka. Nuuuda!
              To co można by zmieścić w kinowych 2 godzinach rozwleczono na serial.
              • avatar
                Konto usunięte
                0
                Cytując klasyka:''Jak jest przyzwolenie społeczne na na to żeby się ch...a działa, to tak właśnie się dzieje'' Całe oburzenie wokół tego serialu jest w pełni uzasadnione i nie należy się tym kryć. W innym razie, idąc tropem i tokiem rozumowania autora tego tekstu zalani zostaniemy w przyszłości produkcjami tak tandetnego pokroju jak Rings of Pała.
                • avatar
                  Naruto1
                  0
                  "Tam nie ma logiki, praw fizyki, ciągu przyczynowo-skutkowego - to jest fantastyka! "

                  I tu dochodzimy do vqrvu fanów prozy Tolkiena - on stworzył świat, który był (jest?) badany naukowo pod różnymi kątami, jak prawdziwy świat, flora, fauna, klimat, geologia, języki ma się rozumieć etc., a tu nagle ktoś wziął to uniwersum na tapet i w imię "Wincy kasy, wincy CGI" zrobił coś jak wyżej. Fantastyka to nie synonim durnoty.