• benchmark.pl
  • Gry
  • Yakuza: Like a Dragon – najpierw uśmiechniesz się z politowaniem, a potem i tak dasz się wciągnąć
Yakuza: Like a Dragon – najpierw uśmiechniesz się z politowaniem, a potem i tak dasz się wciągnąć
Gry

Yakuza: Like a Dragon – najpierw uśmiechniesz się z politowaniem, a potem i tak dasz się wciągnąć

z dnia
Michał Grązka | Redaktor serwisu benchmark.pl
2 komentarze Dyskutuj z nami

Jeśli tytuł Yakuza: Like a Dragon niewiele Ci mówi, to świetnie! Ta część tej znanej już serii idealnie wprowadza w pokręcony, japoński klimat. I o ile nie odstraszają Cię walki sumo, karaoke i absurdalny humor, to docenisz tu świetne elementy RPG i dobrą historię.

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4,7/5
Plusy

- świetna, wciągająca fabuła,; - ogromna liczba ciekawych aktywności pobocznych,; - pomysłowo rozwiązana walka turowa,; - oryginalne elementy RPG i rozwoju postaci,; - nieco absurdalny, ale sympatyczny humor.

Minusy

- japoński klimat nie każdego musi przekonać,; - momentami konieczny jest grind.

Po niektórych grach niemal wszyscy wiedzą czego się spodziewać. Watch Dogs: Legion to kolejna, typowa, choć całkiem udana, gra Ubisoftu. Podobnie jak Assassin’s Creed: Valhalla, które w kółko wykorzystuje te same sztuczki, wprowadzając garść nowości i nową opowieść. A jak to jest z Yakuzą? 

Otóż Yakuza: Like a Dragon to również odświeżenie utartych schematów, jednak te są na tyle pokręcone, że ciężko tu mówić o nudzie czy wtórności. Choć nie wszyscy gracze muszą lubić ten specyficzny klimat, to Ryu Ga Gotoku tworzy gry tak wypakowane zawartością i różniące się od europejskich i amerykańskich produkcji, że tego po prostu nie wypada ich nie spróbować!

Dojrzała, mafijna opowieść na niesłabnącym poziomie

Przez siedem głównych części serii Yakuza, obserwowaliśmy historię Kazumy Kiryu i jego wzloty i upadki, podczas których wplątywał się i wyplątywał z mafijnego półświatka Japonii. Z kolei świetny spin-off serii, Judgment, pozwolił nam spojrzeć na wydarzenia z drugiej strony barykady, oczami prywatnego detektywa, który rozwiązując sprawę morderstwa uwikłał się w intrygę gangsterów i wielkich koncernów. 

Każdorazowo jednak otrzymywaliśmy fabułę z licznymi zwrotami akcji, głębią i postaciami, które w żadnym wypadku nie są czarno-białe. Bo już sama Yakuza, która dokonuje porwań, haraczy i morderstw, a równocześnie zachowuje wewnętrzny kodeks i dba o honor, nie jest ani do szpiku zła i chaotyczna, ani też w żadnym wypadku dobra.

Co ważne, w Yakuza: Like a Dragon zagrać może każdy, niezależnie od tego, czy zetknął się kiedykolwiek z tą serią czy też widzi ją pierwszy raz w życiu. Każda kolejna część była bowiem niezależną opowieścią, choć z tym samym głównym bohaterem. Teraz zaś otrzymujemy zupełnie nowego członka Yakuzy. Mimo to, kiedy tylko wcieliłem się w Ichibana Kasugę i wkroczyłem do dobrze znanego Kamurocho, poczułem się tu jak w domu. Co najważniejsze jednak, miasto to jest otwarte także na nowych przybyszów – możecie nie wierzyć, ale te tętniące życiem ulice można z miejsca pokochać.

Muszę tylko przyznać, że przez pierwsze godziny gry bohater Yakuza nie był mnie wstanie jakoś do siebie przekonać. Dlaczego? Bo wydawał mi się zupełnie bezmyślny. Na szczęście, po kilku rozdziałach zyskujemy nieco więcej wpływu na wybory, a przez to też na rozwijanie cech charakteru i przebieg niektórych dialogów. W końcu nasza postać częściej zachowuje się więc tak, jak chce tego gracz.

Yakuza: Like a Dragon - Ichiban Kasuga
Yakuza: Like a Dragon - rozwój bohatera

Przygotujcie się jednak na to, że śledzenie głównego wątku fabularnego w pewnych momentach będzie przypominało bardziej interaktywny film, a nie grę. Przerywniki potrafią być naprawdę długie, choć klimatu odmówić im nie sposób. Osobiście czułem się trochę, jakbym oglądał najlepsze dzieła Scorscese (a przecież wiemy, ile trwa jego Irlandczyk). 

Pamiętajcie tylko, że kiedy już zrobicie przerwę od obserwowania z zapartym tchem filmowych wstawek, to gra rzuci Was prosto w otwarty świat, w którym powiedzieć, że jest dużo atrakcji, to jak nie powiedzieć niemal nic...

Yakuza: Like a Dragon - przedstawienie

Picie w barze, konkurs karaoke i... zbieranie puszek 

Zabawa z serią Yakuza od zawsze wydawała mi się przeciwieństwem Assassin's Creed. W grze Ubisoftu kolejne zadania poboczne, zbieranie flag i zaliczanie kolejnych synchronizacji i skoków wiary było w mojej opinii na wskroś męczące i nudne. Z kolei Yakuza: Like a Dragon, podobnie jak poprzednie części też niesie za sobą sporo wyzwań i ukrytych w mieście smaczków, jednak robi to w sposób niesamowicie angażujący.

Po pierwsze, europejskie i amerykańskie gry mają to do siebie, że na początku uczą nas całej gamy sztuczek postaci, a później co najwyżej dołożą nam kilka umiejętności, nie wprowadzając jednak po drodze żadnej rewolucji. Z kolei Yakuza co krok wrzuca nam do piaskownicy nowe zabawki, dzięki czemu nawet po zakończeniu fabuły zostajemy w niej jeszcze godzinami, by cieszyć się z tych niedawno odkrytych.

I w ten właśnie sposób, gdy na dobre wciągnąłem się w historię, poznałem zasady walki i otrzymałem pierwszych kompanów do swojej drużyny, minęło już dobrych kilka godzin. Spodziewałem się jednak, że Yakuza: Like a Dragon za chwilę poczęstuje mnie czymś nowym. I nie myliłem się - gdy fabuła popchnęła Ichibana z Kamurocho do Jokohamy, stałem się... zbieraczem puszek.

Yakuza: Like a Dragon - zbieranie puszek

Nigdy w życiu nie wyobrażałem sobie, że pędzenie rowerem i zbieranie złomu może być tak emocjonujące. Mini-mapa i zasady wyścigu dostosowują się bowiem do gry zbliżonej do klasycznego Pac-mana. Jest tu więc ganianie "kropek", bonusów i ściganie się z przeciwnikami. 
Brzmi dość nietypowo? Nie będę zarzucał Was spoilerami, więc uwierzcie mi na słowo - ta gra zaskoczy Was jeszcze dziwniejszymi aktywnościami mniej więcej w taki sposób, jak w Judgment zamurowało mnie, gdy musiałem sterować dronem, by gonić... złodzieja damskiej bielizny. Oczywiście, tradycyjnie znajdzie się tu też gra muzyczna – klasyczne karaoke - jak zwykle zresztą, świetnie zrealizowane.

Yakuza: Like a Dragon - bar

O krok bliżej w stronę rasowego jRPG

Najważniejsza zmiana, jak zaszła w Yakuza: Like a Dragon to usunięcie typowo zręcznościowych elementów bijatyki na rzecz turowych potyczek. Nic dziwnego, że bohater na początku gry porównuje swoje życie do zabawy w Dragon Quest. Walki są bowiem podobne do tej serii - tak samo zresztą jak do Final Fantasy, czy kultowych Pokemonów.

Różnica polega jednak na tym, że ataki specjalne pozwalają na mocniejsze ciosy, gdy będziemy w odpowiednim momencie wciskać właściwe przyciski. Także przy próbie blokowania ciosu, dobrze zgrane parowanie znacznie zmniejszy obrażenia. Mamy więc dużo czasu na planowanie walki, jednak przyda się w niej także i odrobina zręczności.

Yakuza: Like a Dragon - walka

Bardzo ciekawe jest też dodanie drugiego paska doświadczenia. Obok zwykłego poziomu postaci, możemy także zbierać punkty wynikające z pracy w danym zawodzie. Na początku każdy startuje jako żołnierz Yakuzy, ale po pewnym czasie dochodzą interesująco ujęte klasy postaci. 

W tradycyjnym jRPG byłby to pewnie mag, wojownik czy łotrzyk. Tutaj Ichiban może zostać na przykład krupierem, kucharzem czy tancerzem. Każda z przyjętych ról wpływa chociażby na dostępne ataki specjalne. Muszę przyznać, że ma to sens, a rozwiązanie to doceniłem, gdy tylko mogłem chwycić z baru butelkę i z podwójną mocą zdzielić nią przeciwnika po głowie.

Yakuza: Like a Dragon - czy warto kupić?

Nie będę owijał w bawełnę - ta gra jest wielka. Przede wszystkim, jest tu cała masa aktywności, misji pobocznych i mini-gier, które wciągają dokładnie tak samo, jak te w poprzednich częściach Yakuzy czy też w Judgment. Poziom trudności jest przy tym dobrze wyważony, chociaż jeśli ktoś gna przed siebie w głównym wątku, to około dwunastego rozdziału (z piętnastu), przeciwnicy staną się zbyt mocni. Wtedy okaże się, że warto było "grindować" postacie, czyli nabijać im punkty doświadczenia. 

Tylko czy to problem? Ja sam robiłem to z radością, bo bieganie po mieście i szukanie zaczepki nawet na chwilę nie zaczęło mnie nudzić. A kiedy tylko chciałem odmiany, ruszałem pograć w rzutki albo do kina na nudny film, odganiając "senne demony", skłaniające mojego bohatera do snu. I jak tu odmówić oryginalności twórcom Yakuza: Like a Dragon?

Bardzo doceniam też głębię historii opowiadanej w tej grze i stopień w jakim angażuje ona odbiorcę. Z tymi postaciami naprawdę można się zżyć. A jeśli ktoś ma problem z faktem, że mówią po japońsku, to podobnie jak w Judgment, jest możliwość włączenia świetnego, anglojęzycznego dubbingu. Do tego mam wrażenie, że zagęszczenie postaci na minutę jest tu mniejsze niż choćby w Yakuza Kiwami, więc ciężej jest pogubić się, śledząc akcję.

Twórcy małymi krokami poprawiają także warstwę wizualną. Nie jest to może przeskok generacyjny, ale Yakuza: Like a Dragon jest po prostu najładniejszą grą z serii. Jeśli oczywiście nie przeszkadza Wam feeria barw i rozbłyski towarzyszące ciosom. Poza tym, Jokohama jest większa niż znane już Kamurocho czy Osaka, ale projekty lokacji są naprawdę przemyślane i łatwo poczuć się w tym mieście jak u siebie.

Przyznaję więc, że Yakuza: Like a Dragon nie jest grą dla każdego. Ale uważam też, że każdy powinien chociaż na chwilę spróbować dać się jej porwać. Bo jeśli tylko nie cierpicie na nieuleczalną alergię na wszystko, co azjatyckie, to bardzo prawdopodobne, że tę grę pokochacie i nie będziecie chcieli odejść od ekranów przez bitych 40 godzin. A może i więcej.

Yakuza: Like a Dragon - efektowne walki

Ocena końcowa Yakuza: Like a Dragon

  • świetna, wciągająca fabuła
  • ogromna liczba ciekawych aktywności pobocznych
  • pomysłowo rozwiązana walka turowa
  • oryginalne elementy RPG i rozwoju postaci
  • nieco absurdalny, ale sympatyczny humor
     
  • japoński klimat nie każdego musi przekonać
  • momentami konieczny grind
     
  • Grafika:
     dobry plus
  • Dźwięk:
     dobry
  • Grywalność:
     dobry plus

Ocena ogólna:

94% 4,7/5

Super Produkt

Yakuza: Like a Dragon na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od dystrybutora gry - firmy Cenega S.A

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

marketplace

Komentarze

2
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Duparomana
    Bieda
  • avatar
    Klaudia_69
    Masz ochotę na spotkanie bez zobowiązań z dominującą Panią ?
    Pisz na MOJE69.PL