Drony latają bez załogi, ale to nie znaczy, że latają same. Dlatego też operatorzy powinni brać za nie odpowiedzialność, a służby powinny mieć sposób na ich identyfikację. Problem w tym, że z ziemi trudno odróżnić jednego drona od drugiego. Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego opracowali jednak system identyfikacji o nazwie LightCense.
LightCense to takie dronowe „tablice rejestracyjne”. Słowo „Light” nie pojawia się jednak w nazwie przez przypadek – zamiast standardowych alfanumerycznych „blach” jakie znamy z samochodów, drony miałyby w myśl tego systemu być wyposażone w układ wielokolorowych diod LED. Świeciłby one zgodnie z określoną wcześniej, unikalną sekwencją. Aplikacja mobilna natomiast potrafiłaby odczytać ten wzór i odnaleźć właściciela w bazie danych.
„Jeśli ktokolwiek chciałby złożyć skargę lub po prostu miał jakieś wątpliwości co do poczynań operatora drona, mógłby włączyć aplikację i przesłać dane do władz lokalnych, aby uzyskać informacje. Organy ścigania mogłyby natomiast korzystać z LightCense, aby monitorować ruch powietrzny nad miastem – sprawdzać, czy właściciele mają licencje itd.” – powiedział pomysłodawca, Aislan Foina.
Chociaż z jednej strony system ten może wydawać się świetny, z drugiej jest łatwy do obejścia. Wystarczyłoby przecież zlikwidować diody w dronie. Żeby zapobiec takim sytuacjom trzeba by wprowadzić bardziej zaostrzone przepisy odnośnie do tych urządzeń – coś na wzór rejestracji samochodów i innych pojazdów silnikowych. Czy istnieje zatem rozwiązanie idealne?
Źródło: The Daily Dot, Imaging-Resource