Wiara, nauka, system, konsumpcja, influencer. Czy bycie głupim, ale znanym to problem naszych czasów?
Internet

Wiara, nauka, system, konsumpcja, influencer. Czy bycie głupim, ale znanym to problem naszych czasów?

Dlaczego bardziej ufamy celebrytom niż autorytetom naukowym? Czy influencerów należałoby zdelegalizować? I co to jest ta Ekipa?!

Żyjemy w czasach, w których lepiej mieć szczęście niż być mądrym. To smutne (choć mnie śmieszy), ale prawdziwe. Pytanie jednak, czy uprawomocniona głupota to realny problem? Czy filary nowoczesnego społeczeństwa, jak imperatyw sensu, który świat po prostu mieć musi, systemy eksperckie odpowiadające na nasze doczesne problemy oraz szalejący konsumpcjonizm mogły doprowadzić do czegoś innego niż era influencerów?

Lubimy wiedzieć/wierzyć? Nie! Musimy wiedzieć/wierzyć (niepotrzebne skreślić)!

Ludzkie życie od zawsze zawieszone jest w wielosmakowym budyniu, w którym w jakiś sposób musimy się połapać, by wiedzieć jaki smak kiedy chcemy wybrać. Plastyczne porównanie, wiem, ale z braku laku to na bezrybiu i rak ryba… Tak czy inaczej, jako jednostki społeczne po prostu potrzebujemy (uwaga trudne słowo) systemów sensotwórczych, które porządkują nasz świat. Systemami takimi są religia, kultura, nauka, język, a nawet sztuka czy sport. Lista jest długa, a poszczególne pozycje różnią się względem siebie jedynie miejscem w hierarchii oraz wewnętrzną złożonością.

Sam fakt obecności systemów sensu sprawia, że partycypując w nich wyznajemy określone wartości, które to w sposób bardzo usystematyzowany pozwalają nam iść przez życie. Choć abstrakcyjne może wydawać się porównanie religii do nauki i sportu, to jest to jak najbardziej słuszne. Religia bowiem nie tłumaczy nadprzyrodzonego, ale tworzy sposób partycypowania w otaczającej nas rzeczywistości, podobnie jak światopogląd naukowy i podobnie, jak sport - każdy kto uprawiał kiedyś jakąś dziedzinę sportu (zwłaszcza drużynowego) wie, że granie według zasad przynosi korzyści. Najpierw jednak zasady te musimy poznać, prawda?

Systemy eksperckie, czyli chwała instytucji!

Kiedy znamy już zasady obowiązujące w danym społeczeństwie, jesteśmy wdrożeni w kulturę i w pełni świadomie żyjemy w danej rzeczywistości - automatycznie zaczynamy korzystać z systemów eksperckich. Idąc do stomatologa zakładamy, że ten wie co robi, kiedy zagląda nam w gębę. Zgłaszając się do prawnika dajemy mu wolną rękę, by godnie nas reprezentował, gdyż wierzymy, że odbierając fachowe wykształcenie kierunkowe, ma on ku temu wszelkie predyspozycje. Nawet kupując mieszkanie w stanie deweloperskim zakładamy, że deweloper odwalił kawał dobrej roboty, bo w końcu powinien się znać na tym co robi, prawda? 

Potrzeba wiary i przyrodzona nam skłonność do podążania za systemami sensu i systemami eksperckimi to podwaliny dojrzałych społeczeństw, w których sprawnie działa swoista organiczna solidarność. Elektryk wymienia żarówkę, lekarz leczy, strażak gasi pożary. Proste, prawda? Dawniej tak, dziś jednak już niekoniecznie. Dziś bowiem, żyjąc w erze informacyjnej, każdy z nas staje się okresowo ABSOLUTNYM ekspertem w danej dziedzinie. I bardzo dobrze! Nie ma w tym nic złego, kiedy swoją eksperckość pokazujemy przy piwie ze znajomymi. Gorzej jednak, gdy nasza nabyta w kwadrans eksperckość rzutuje na życie innych, gdyż - umówimy się - zazwyczaj jest ona po prostu G… warta.

Konsumpcja - tego nie mogliśmy przewidzieć!

Jednym z głównych błędów wczesnych teoretyków kapitalizmu, a zwłaszcza tych, którzy materializm historyczny postrzegali jako naturalną drogę rozwoju społeczeństwa, jest niedostrzeżenie na horyzoncie kapitalizmu w odmianie konsumpcyjnej. Kiedy protestanci w myśl teorii mieli akumulować dobra, bo było to dobre, etyczne i świadczyło o przynależności w poczet zbawionych od trosk doczesnych - w praktyce wszyscyśmy wpadli jak ta śliwka w ten kompot, kiedy tylko narodziny masowych mediów doprowadziły do narodzin masowej reklamy.

Zły wpływ treści internetowych

To oczywiście nie jest tak, że jak tylko prasa w USA zaczęła drukować reklamy, to wszyscy wyciągnęli spod łóżek swoje oszczędności - mechanika ta była bardziej złożona, a proces bardziej rozwleczony w czasie, ale nie ma cienia wątpliwości, że dojrzały konsumpcjonizm jest za pan brat z okrzepnięciem ery informacyjnej w historii ogólnoludzkiego postrzegania cywilizacji, a zwłaszcza w historii kultury zachodniej. Ot środki przekazu mówią nam, na co mamy wydawać hajs, to my hajs ten wydajemy. Kreowanie potrzeb na metamarketingowym poziomie. 

Co ciekawe, ten dzisiejszy konsumpcjonizm też nie jest konsumpcjonizmem, który obalił kapitalizm produkcyjny. Dziś nie zależy nam na tym, by mieć rzecz, nie chodzi nam, rzecz jasna, o to, by produkować i sprzedawać rzecz, ale o to, by używać rzecz. No w przypadku lodów Ekipy o to, by zjadać rzecz, a używając tej rzeczy pokazywać wszem i wobec, że się jej używa. Trochę jak z nowym telefonem - po kilku dniach dochodzi do nas, że w sumie to jest taki sam, jak stary telefon, ale trochę lepszy, ale znajomym to musimy go pokazać i opisać w superlatywach, żeby im żyłka pękła.

Co ważne, przykład z telefonem jest przykładem roboczym, można tu wstawić:

  • lody Ekipy,
  • dyskografię Edyty Górniak,
  • rajstopy na pogrzeb (hit dni ostatnich),
  • piwo Palikota i Wojewódzkiego,
  • wszystko praktycznie na czym łapy położyli influencerzy.

No dobra, ale co z tymi influencerami?

Jesteśmy po krótkiej i dynamicznej wycieczce przez 3 bloki pojęciowe - potraktowane diabelnie po macoszemu, ale cóż - takie życie! Dlaczego jednak musieliśmy poczytać o tym, że ludzie to zasadniczo muszą w coś wierzyć lub coś wiedzieć, że napędza nas konsumpcjonizm w formie używania (a dopiero potem posiadania) i pokazywania oraz, że nasza cywilizacja sama w sobie opierać się musi na obecności uprawomocnionych nadrzędnych instytucji, które mówią nam, jak żyć?

To proste! W erze informacyjnej, wszystkie te 3 filary ponowoczesnego człowieka (już nie tylko zachodniego!), znalazły doskonałe ujście w influencerstwie wszelakim. Kupujemy to, co pokazują nam ludzie w sieci i o czym mówią, że warto kupić, a ufamy i wierzymy im, bo komuś wierzyć musimy. Mało tego! Wierzymy im nawet bardziej dosłownie niż metaforycznie, bo w końcu kreują się na ekspertów poprzez zamknięte koło zamachowe - influencerzy coś robią - ludzie to lubią - influencerzy robią tego więcej - więcej ludzi to lubi. Ot, mechanika polecania, algorytmów w sieci i własnego wygodnictwa. 

Potrzebujemy przykładów na to, jakimi imbecylami mogą być influencerzy? Statyści w szpitalach, woda o temperaturze 27 stopni Celsjusza zabijająca koronawirusa, płaska Ziemia… Nie, dobra, bez przesady ;) 

Do rzeczy, do brzegu (rzekł bosman)! Cały ambaras z influencerami polega na tym, że zasadniczo sami ich wyhodowaliśmy doskonale zastępując nimi dawne wyrocznie, kryteria sensu i gwiazdy na plakatach. Są pod ręką - zawsze w telefonie, śledzą ich niekiedy setki tysięcy osób - więc można domniemywać, że coś tam wiedzą, dużo znaczą w świecie - znaczy się - autorytety. 

W gruncie rzeczy filary kształtujące nasz świat wespół z tyranią intymności, kiedy to tabu zasadniczo zniknęło i nikt go już nie uznaje, sprawiły że prędzej czy później oddalibyśmy się we władanie influencerów, bo zapewniają nam… spokój. Tak, spokój! Nie rozrywkę, nie wiedzę, ale spokój. To bowiem oni coś robią po to, byśmy my nie musieli. Nam wystarcza kupno lodów, wysłanie serduszka na Insta czy lajka na Fejsie.

Czy influencerzy to... problem?

Zastanówmy się, czy taka Ekipa czy inna Edyta Górniak to realny problem? Otóż nie! Oczywiście, nie powinno być influencerów, nie powinniśmy jako społeczeństwo dopuszczać do tego, że głupi ludzie stają się sławni, a osoby znane z tego, że są znane nie powinny wywierać wpływu na młodych ludzi. Tak się jednak dzieje i tak się dziać będzie, bo influencerzy dają nam to, czego poszukujemy. Ktoś szuka cycków, ktoś skandali, ktoś zastanawia się, gdzie smacznie zjeść, a jeszcze ktoś inny zachodzi w głowę, czy telefon za 5000 zł jest faktycznie lepszy od tego za 4799 złotych. Jest potrzeba - są influencerzy.

Niemniej, influencerzy nie są problemem. Problemem jest nasze powszechne lenistwo i chęć partycypacji w kulturze niskiej - tak niskiej jak świadomośc kondycji polskiej gospodarki w badaniach prowadzonych na reprezentatywnej grupie Polaków. Lenistwo to jest wielowymiarowe i (niestety) bezrefleksyjne, co sprawia, że opinie ludzi, których oglądamy dlatego, że przepracowali swoje na siłowni i lubią pokazywać swoje ciała na Instagramie (a niech pokazują!) stają się dla nas w jakimś wymiarze wartościowe. I to nie dlatego, że faktycznie uważamy, że rację ma Edyta Górniak! I nie dlatego, że Ekipa wnosi nową jakość do programów rozrywkowych, takich obiadowo-odmóżdżających, ale dlatego, że po prostu oglądamy tych ludzi z pewnego przyzwyczajenia. 

Działa tu podobna mechanika, jak z Radiem Maryja. Jedno co ta rozgłośnia robi naprawdę dobrze, to bycie radiem towarzyszącym - ot starsi ludzie słuchają sobie w tle, a z czasem zaczynają łapać jak te pelikany to, co z tego radia do nich dociera. I tak jest i tutaj, oglądamy sobie ładnego pana i ładną panią z siłowni, a potem słuchając ich opowieści o tym, jak wyrzeźbić klatę czy inną łydkę, pochłaniamy wynurzenia o magicznych właściwościach przegotowanej wody w profilaktyce zdrowotnej.

Przede wszystkim, nie szukajmy wymówek!

Koniec końców wszystko sprowadza się do stwierdzenia, że my wcale tych influencerów nie słuchamy bardziej niż naukowych autorytetów. Mechanika jest tu zgoła inna. My bowiem autorytetów naukowych nie słuchamy w ogóle, nie szukamy źródeł rzetelnej wiedzy, nie myślimy krytycznie, a jedynie żyjemy według schematu: wstań - pracuj - odpocznij - powtórz. Innymi słowy, influencerzy są słyszalni, bo my jesteśmy na tyle leniwi, że nie szukamy lepszej rozrywki, a algorytmy na tyle cwane, że podpowiadają nam treści zbliżone do tych, które nas doskonale relaksują.

Jak zatem naprawić problem z influencerami? Moja metoda jest bardzo prosta. Otóż ja nie mam problemu z influencerami, bo żadnych nie śledzę, nie oglądam, nie słucham. Nie używam Instagrama (choć konto mam, a nawet używać go próbowałem przez chwilę), Facebooka używam do pracy, a na YouTube słucham muzyki. Oczywiście nie można wymagać od wszystkich członków społeczeństwa, by dali sobie spokój z rozrywką oferowaną przez osoby znane, ale nie można też zabronić tym osobom znanym wypowiadania się o tym i o tamtym. Z drugiej jednak strony, czy przeczytanie nawet bezdennie durnej książki ciągle jest czymś, co powinniśmy przyjąć z uznaniem, jako wyczyn i osiągnięcie w społeczeństwie wtórnych analfabetów? Pytanie otwarte do tych, co to zmęczyli takie 365 dni czy inny Zmierzch.

Kończąc (choć czuję, że z tego felietonu o konstrukcji chaotycznej powinienem stworzyć rozbudowany cykl tekstów) warto postawić na optymistyczną nutę. Otóż, społeczeństwo zawsze się w jakiś sposób autoreguluje, trendy mijają, mody się zmieniają, a ludzie dorastają. Mając to na uwadze, warto czasem żyć w zgodzie z nieobowiązującą już w takiej mocy jak dawniej wizją doboru naturalnego. 

Innymi słowy, jeśli ktoś chce polizać deskę w publicznym kiblu albo nasikać sobie do nogawki i nagrać to smartfonem, a następnie pokazać całemu światu - śmiało, do it, teraz! My jednak nie musimy tego oglądać, a jeśli nie będziemy tego oglądać, to te barany nie będą tego robić. Dla widza, coby go ściągnąć i utrzymać, zawodowi twórcy hałasu zrobią wszystko - dajmy im więc w prezencie święty spokój, a pozbędziemy się problemu. Ot, jak to rapuje DGE: “czytajmy mądre książki, kupujmy dobre gazety…”!

PS Poczytałem trochę o tym, czym jest Ekipa, ale (przyznaję bez bicia) nie miałem siły zmierzyć się z tym tematem.

Komentarze

47
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    michael85
    17
    Dla mnie influencer to synonim idioty, a jeszcze częściej idiotki.
    • avatar
      9
      Jeśli chodzi o odpowiednią edukację młodzieży w tym kontekście, by ta potrafiła samodzielnie weryfikować to, o czym usłyszą w social-mediach wydaje się to trudne ze względu na to, że wiedzę, jako taką, którą potrafimy rzeczywiście wykorzystać w życiu zdobywamy zwykle w szkole średniej i później. Pozostając przy temacie wody o temperaturze 27 st. C zabijającej koronawirusa - skąd taki uczeń podstawówki, w wieku 12 lat ma wiedzieć, że to całkowity idiotyzm? Dowie się tego dopiero w późniejszych latach nauki. Innym przykładem niech będą nastolatki, które naoglądały się instagramowych modelek - i uwierzą, że będą wyglądać tak samo, jeśli kupią magiczny koktajl odżywczy, który wystarcza na cały dzień, kosztuje tylko 250 zł ("a z kodem rabatowym TYLKO 200 zł - JEDYNA TAKA OKAZJA, NAPISZ PRIV") i dostarczy tylko 500 kcal w ciągu dnia. W najgorszym przypadku zrezygnują z dążenia do "ideału" podczas rozmowy z lekarzem, który wytłumaczy im podstawy odżywiania, kiedy już ogranizm będzie wystarczająco wykończony.
      Poza tym - myślę (a przynajmniej mam nadzieję), że ten świat oparty o influencerów za parę pokoleń trochę się poprawi. Obecnie nasi rodzice, dziadkowie - to w większości osoby, które nie odnajdują się w wirtualnym świecie i zwyczajnie nie wiedzą, co się w nim dzieje. Być może obecne pokolenia, kiedy dorosną - będą wiedzieć, jak reagować na patologię dostarczaną przez influencerów ich dzieciom.
      • avatar
        8
        Po prostu nie mogę pojąć dlaczego ludzie kupują coś tylko dlatego, że jakiś celebryta to reklamuje. Nie zrozumiem tego nigdy. To jest czysta głupota.
        • avatar
          adamgr
          4
          Święta racja :) Bardzo fajny artykuł i miło się czytało.
          Niestety, wątpię czy kogoś ten tekst przekona lub skłoni do refleksji, choć tez wierzę że czasem warto próbować.
          Z reguły albo ktoś dobrze wie co mówisz, albo wierzy w nieomylność i wszechstronna wiedze Edyt, Ivanów i innych dziwactw.
          • avatar
            myszka91
            4
            Przecież to nie jest normalne, że ktoś kto deprawuje młodzież na takim YouTube po roku czasu może sobie kupić ziemię i wybudować dom. Cały ten system stworzyła ta nacja która też stworzyła LGBT czy też BLM, np. w takich Chinach jak to nazywacie panuje "cenzura", a tak naprawdę nie jest to żadna cenzura tylko blokada aby te deprawujące treści nie docierały do tamtejszej młodzieży. Chociaż utrzymanie tego systemu byłoby niemożliwe bez pożytecznych idiotów i zmanipulowanej młodzieży. Dobra wiadomość jest taka, że ten system wcześniej czy później się skończy, stawiam, że nawet do 2025 roku.
            • avatar
              Dzentel
              3
              Dawno nie przeczytałem tak mądrego tekstu na benchmarku. Mój 11letni syn ogląda i naśladuje tych patoli zwanych influsrajkami... Tłumaczę mu i wybijam z głowy te bzdurne zachowania które naśladuje. Ale zakazać mu nie zakażę, bo będzie wtedy jedynym na podwórku który tego nie ogląda i zrobię z niego ufola.

              Ale jak włączam YTb i widze te mordy z wytrzeszczami oczu czy pootwieranymi japami na okładkach różnych filmików nawet z branży technologicznej to się pytam "Quo Vadis ludzkość"?
              • avatar
                loostraat
                3
                Dziwię się że ludzie w ogóle zwracają uwagę na to co mówią celebryci.
                Dajmy na to reklama farby i kto ja reklamuje? Jakiś kucharz. Co on może wiedzieć o malowaniu?
                Mogę posłuchać wywodów jakiegoś mechanika na temat samochodów bo myślę że facet zajmuje się tym na co dzień więc chyba wie o czym mówi. Chociaż mocno się zastanawiam nad słusznością wypowiedzi jeśli ma się nijak do instrukcji serwisowej auta: czyli np. jak trzeba wlać do silnika 3 litry oleju to się wlewa 3 litry a nie 4 "bo i tak nic się nie stanie".
                • avatar
                  Sander Cohen
                  3
                  Nigdy nie vralem pod uwage zdania influencera. Nie ogladam, nie sledze, sam analizuje i wyciagam wnioski, ale to wymaga uzycia mozgownicy, a ludziom sie nie chce poswiecic czasu. Wola podazyc za tym co powiedzial ten lub tamten.
                  • avatar
                    losiaczek1
                    2
                    Super artykuł. Co do influenserów i youtooberów to jak pokazują badania są oni najmniej wiarygodną grupą i wyprzedzają ich tylko politycy. Na całe szczęście. Co do wiarygodności to jest sprawa bardzo skomplikowana. Żeby coś kupić z sensem trzeba sporo poczytać najlepiej samemu przed kupnem sprawdzić i dopiero wtedy kupić. Dzisiaj niestety nikomu nie można wierzyć. Większość osób, które coś promują ma z tego profity, marketing szeptany jeszcze bardziej pogarsza sprawę.
                    • avatar
                      xfire25
                      2
                      Dla mnie sprawa wygląda prosto, niektórzy ludzie szukają uwagi i uznania - to całkowicie normalne. Tylko zwykle nie każdy na taką uwagę zasługuje. Społeczeństwo podzieliło się więc na kilka grup w internecie. Młodzi artyści śledzą artystów, zainteresowani polityką - polityków, ci zainteresowani instagramem i jak tu fajnie wyglądać śledzą te popularne osoby co to prezentują. No i idąc tym krokiem niestety kretyni śledzą kretynów lub mądrzejszych ludzi bo ci wiedzą że udając kretyna w internecie wypełnią swoje potrzeby uznania, rozgłosu czy jeszcze zarobków (fakt bycie popularnym przydaje się przy sprzedawaniu art. pod własną marką choćby głupie kubki/koszulki.) Ja jako grafik kiedyś śledziłem grafików, jako gracz kiedyś śledziłem Roja i Rocka, jako fan fajnych filmów - Gonciarza. Nie uważam byłby to stracony czas, wręcz przeciwnie. Teraz jednak to co się wyprawia w internetach... mówiąc krótko -> trzymajmy od tego nasze dzieci z daleka :)
                      • avatar
                        zack24
                        2
                        Problem jest bardzo złożony. Ale podstawą tego wszystkiego jest słaby poziom życia przeciętnego Kowalskiego oraz edukacja.
                        - Dzieci mają słabe wzorce, bo rodzice pochłonięci pracą nie poświęcają im uwagi.
                        - Rodzice muszą gonić za pieniędzmi, bo wszystko drogie i bez kredytu się nie udało.
                        - Istnieje ogólne przyzwolenie na brak kontroli nad mediami oraz dostępnością ich dla dzieci i młodzieży.
                        - Brak edukacji w temacie zagrożeń płynących ze strony źle dobranych źródeł w mediach.
                        - Influencerzy, Youtuberzy i inne twory wykorzystują swój moment, ponieważ znają stan niewiedzy lub poziom głupoty odbiorcy

                        Tak na marginesie. To nie wina do końca influencerów, bo oni po prostu wykorzystują swoje 5 minut. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie wykorzystałby okazji, żeby się wzbogacić i zyskać rozgłos.

                        Bez edukacji i chęci kontrolowania materiałów względem grup wiekowych nic się nowego nie wydarzy.
                        • avatar
                          fonzie
                          1
                          Fotka z miniaturki aż się prosi o Photoshopa :p
                          • avatar
                            rafael
                            0
                            Skomentowanie tego artykułu wymagałoby dłuższego tekstu. Trochę autor namieszał, więc spróbuję to krótko uporządkować.
                            Czasy są konsumpcyjne, a wynika to z bardzo wydajnej produkcji prawie wszystkiego dzięki elektronice, informatyce, telekomunikacji, badaniom materiałowym etc., które nie tylko pozwalają wydajnie produkować, ale przede wszystkim łatwo docierać z reklama do klienta, tworzyć w ich świadomości coraz to nowe potrzeby. "Influenserzy" (kolejne, okropne spolszczenie), czyli agenci wpływu, reklamy są niezbędni, aby kolejne produkty rozpędzonego przemysłu sprzedać i aby biznes trwał i rósł, bez granic. Z pewnością wszyscy już zauważyli, że firmy, wraz z agenturą reklamową stosują wszelkie, coraz częściej brudne chwyty, aby sprzedać coraz większa produkcję.
                            Nie wymieniam jakie licząc na spostrzegawczość czytających. Ważnym uzupełnieniem armii producentów są oczywiście politycy, którzy wezmą w łapę i w zamian dostosują prawo, tak aby ułatwić sprzedaż w danym kraju, a nawet zmuszą ludzi, oczywiście dla ich dobra, do zakupu, a to pasów bezpieczeństwa, a to kasy elektronicznej, rejestrującej kamery video, o ekologicznym wyposażeniu mieszkań nie wspominając. Ekologia, też jest formą reklamy i nacisku na zakup najdroższego sprzętu.
                            Co ma począć zwykły człowiek?
                            Po pierwsze uświadomić sobie, że chodzi mu o własne, często i najbliższych, szczęście, często mylone z przyjemnością.
                            Że do osiągnięcia tego szczęścia nie potrzebuje wiele z rzeczy materialnych, bo można się cieszyć tym, co się ma. Niezbędny do szczęścia jest drugi człowiek, rodzina, a nie tysiąc różnych gadżetów, często drogich, przez co trzeba stracić dużo jednego prawdziwego pieniądza, jakim jest czas, aby je kupić, a potem może tego czasu braknąć na używanie, nie pisząc o czasie dla rodziny.
                            Jak pokazują badania, większość z nas jest obecnie uzależniona od zakupów. Jedna pani podarowała pewnej organizacji 400 par obuwia, w którym nigdy nie chodziła.
                            Warto wiedzieć, że Dekalog nie jest zamachem na wolność człowieka, ale receptą na dobre, szczęśliwe życie, a łamanie go, wcześniej czy później się zemści.
                            Szkoda czasu, na media sieciowe, słuchanie influenserów czy innych samozwańczych ekspertów od wszystkiego. Oczywiście, jeśli coś potrzebnego musimy kupić warto tego poszukać w sieci, poczytać recenzje, popytać znajomych, aby wyrobić sobie rzetelna opinię.
                            No, proszę, ja też straciłem czas na pisanie w sieci, ale zrobiłem to świadomie, z sympatii
                            • avatar
                              kanka
                              -5
                              Jako, że zajmuję się od 20 lat zawodowo reklamą, chciałem pochwalić tekst. Nie jest łatwo napisać taki blok treści opierając się tylko i wyłącznie na swoich przemyśleniach, chłopskorozumowości, ignorancji i obrzydliwym, śliskim poczuciu niczym nieuzasadnionej wyższości nad innymi. Brawo.

                              Chętnie wejdę w polemikę, ale oczywiście z pisemnym zobowiązaniem publikacji tejże polemiki.

                              Skoro już jesteśmy tacy stanowczy, w artykule brakuje odpowiedzi na pewne pytania: Panie Przemysławie, czy bycie głupim to dla pana problem w tych czasach?

                              Zanim komuś omsknie się palec i usunie komentarz: jakiś gość piszący od 7 lat dla niszowego blogaska nazywa zastępy ludzi, którzy osiągnęli znacznie więcej od niego w weekend "głupimi". Myśle, że mam prawo użyć dokładnie takiego samego "argumentu".
                              • avatar
                                [stsw]
                                0
                                To niestety znak naszych czasów, czasami strach otworzyć laptopa. Napisałem kiedyś tekst o znanej trenerce fitness, która sprzedawała kawałek plastiku, a nie przepraszam, jonowo-holograficzną bransoletkę, która współpracuje z jej polem bioelektromagnetycznym, dzięki czemu poprawia swoją siłę, wydolność, koordynację ruchową i czas reakcji. Całość tutaj: https://superteoria.pl/kochane/ Od tamtego czasu jest znacznie gorzej.
                                • avatar
                                  Ahura
                                  0
                                  Debil, debila, debilem. A debil to ogląda
                                  • avatar
                                    gicmo
                                    0
                                    Przykład 'Kamerzysty" jasno wykazuje - im głupiej tym lepiej...
                                    • avatar
                                      Goldengecko
                                      0
                                      No cóż tu akurat firma Koral zrobiła bardzo dobry ruch niewielkim kosztem zamieniła zwykłe lody w poszukiwany produkt to działa podobnie jak z ubraniami często dżinsy produkowane w tych samych fabrykach z tych samych materiałów przez tych samych ludzi różnią się znacznie bo jedne mają znaną metkę inne nie
                                      można też przypomnieć Historię kobiety która dawno temu zapaliła papierosa w obecności kamer te mało znane papierosy stały się wielkim Hitem
                                      • avatar
                                        Goldengecko
                                        0
                                        No tak jest że dzieci chcą mieć to co oglądają w TV albo Necie moja 6 letnia bratanica ogląda jakąś bajeczkę Elza i już kolorowanki laleczki itp. z Elzą
                                        to nie dziwi fakt że dzieci które widzą jak ich idol tak jak muzycy (którzy są często jeszcze głupsi) je jakieś Lody to oni chcą takie same i to dzieci je chcą nie dorośli
                                        • avatar
                                          Marucins
                                          0
                                          Co to są te "lody Ekipy"??
                                          • avatar
                                            Robert P
                                            0
                                            Świetny artykuł. Autor zachęcił mnie do aktywacji konta w serwisie tym tekstem