Gry

Tajemnicze widgety. Tryb rozgrywki

FIFA 09 jest swoistą rewolucją na arenie menusów – i to nie tylko w historii serii, ale i gier komputerowych w ogóle. Twórcy postawili na system widgetów, coraz popularniejszych przy tworzeniu stron internetowych. Poszczególne elementy interfejsu możemy poustawiać sobie w dokładnie takiej kolejności, w jakiej mamy ochotę, co – trzeba przyznać – jest dość praktyczne. Szybko bowiem okaże się, że część z oferowanych przez EA ramek kompletnie nas nie zainteresuje.

Pierwsza, to historia naszego dotychczasowego dorobku, a więc porcja statystyk i zestawień, zawierająca w sobie także malutki system „achievementów” – między innymi odblokowane stadiony czy wykonane zadania. Jest to tak naprawdę jedyny w pełni przydatny i praktyczny widget. Wszystkie pozostałe w sporym stopniu połączone są z internetem, bez którego w FIFA 09 ani rusz. Jeden z nich pobiera wiadomości związane z tematyką piłki nożnej. Niestety – choć zdarzają się bardzo interesujące nowinki – jako jedyny element gry są one w języku angielskim. Szkoda, że polski wydawca nie pokusił się o podpisanie stosownych umów z lokalnymi dostarczycielami newsów ze świata futbolu.

Pozostałe dwa widgety związane są z naszymi osiągnięciami w trybie multiplayer (na jego temat kilka słów w dalszej części recenzji), zaś na samym końcu piąty i ostatni patent tego typu – „Sezon Live Adidas”. I nie będę ukrywał, że wzbudził we mnie ambiwalentne uczucia. To urządzenie pobiera z serwera EA informacje na temat aktualnej formy zawodników i na podstawie tych informacji generuje nowe statystyki. Przykładowo – Adriano z Interu (któremu nie wiodło się najlepiej) w ciągu kilku dni podskoczył z 80 do 85 oczek (na 99 możliwych) określających parametry typu szybkość, technika, etc.

Jest to świetny patent i moim zdaniem pierwszy krok do tzw. „FIFY nowej generacji”, kiedy za grę będziemy płacić abonament dostając w zamian liczne aktualizacje silnika/składów, a nie rokrocznie kupować nową edycję. Póki co jednak, pewien niesmak budzi we mnie fakt, że w ramach zakupionej gry dostajemy jedynie jedną ligę z możliwością aktualizacji, a pięć pozostałych... możemy dokupić za kolejne blisko 60 złotych. Jakkolwiek w dżentelmeńskiej recenzji tak bezpardonowym czasem być nie wypada, tym razem nie ma co do tego wątpliwości – to czyste zdzierstwo i „Sezon Live Adidas”, choć fajny, na pewno nie wart jest jakichkolwiek dodatkowych pieniędzy.

Tryb rozgrywki

W ogólnym rozliczeniu menusy są atrakcyjne wizualnie – zmienne, ciemne tło zdecydowanie lepiej prezentuje się od serwowanych dotychczas, rażących w oczy, jasnych krajobrazów. Pomysł z widgetami również wydaje się być trafiony, aczkolwiek zdecydowaną większość z nich twórcy upchnęli na siłę. Z menu głównego przenosimy się również do kilku trybów rozgrywki. Jest ich bardzo dużo, ale w gruncie rzeczy są dość wtórne. Tylko niektóre zasługują na szczególną uwagę.

Pierwszym z nich jest Tryb Menedżerski, w którym możemy pokierować losami... menedżera klubu piłkarskiego. Wybieramy ofertę słabej drużyny, a następnie prowadzimy ją przez ciężką drogę rozgrywek ligowych, pucharowych i turniejów międzynarodowych. Wraz z jej sukcesami rośnie prestiż naszego menedżera, dzięki czemu może się on ubiegać o lepsze stanowiska. W trakcie zabawy decydujemy o ustawieniu drużyny, transferach, polityce kontraktowej, stosunkach z kibicami i zarządem klubu, a przede wszystkim kierujemy jej poczynaniami na boisku.

Niestety do zabawy bardzo szybko przedostaje się nuda na co wpływ ma kiepski gameplay, ale też i mały poziom powiązania ze sobą skutków wykonywanych czynności. Pewne akcje budzą często reakcje ze strony kibiców czy zarządu, ale w gruncie rzeczy nie przynosi to wymiernych rezultatów. Również sprowadzani gracze nie są w stanie dostarczyć zespołowi zbyt wiele radości. Jedni są szybsi czy mają mocniejszy strzał, ale nie jest tak jak w Pro Evolution Soccer, gdzie każdy z nich miał „duszę”. Tutaj piłkarz jest tylko marionetką, liczą się jego parametry, natomiast nie ma czegoś takiego jak styl gry czy umiejętność wpasowania się w drużynę. Każdy pasuje, byle szybko biegał... Po drugim ukończonym sezonie nuda zaczyna się potęgować, brakuje ciekawych wyzwań, większość wydarzeń staje się wtórna i choć tryb dla menedżerów zaplanowano na wiele lat... dwa sezony to maksimum grywalności ile da się z niego wycisnąć. I to też tylko przy użyciu opcji „szybkiej symulacji” spotkań.


Drugi firmowy tryb w FIFA 09 to „Zostań gwiazdą” czyli znany nam już z poprzednich części system kierowania losami tylko jednego piłkarza. Realizując określone zadania zdobywamy punkty pozwalające rozwinąć umiejętności zawodnika, który ze zwykłego szaraczka szybko może przeistoczyć się w rozchwytywaną gwiazdę. Niestety i tu towarzyszy nam straszna nuda. Tryb ten należy traktować jako ciekawostkę, bowiem w gruncie rzeczy szybko zaczyna brakować interesujących perspektyw do rozwijania naszego futbolowego tamagotchi. A twórcy jak na złość postanowili wydłużyć czas wirtualnej kariery o dodatkowe sezony! Pokusili się także o zupełnie inne ujęcie kamery niż zastosowany w poprzednich edycjach. Tam poczynania naszego piłkarza obserwowaliśmy ze standardowych ujęć. Tym razem „Zostań gwiazdą” doczekał się nowej, a przy tym naprawdę świetnej kamery. W końcu przez cały czas trwania meczu możemy obserwować poczynania prowadzonego zawodnika i nie znika on tak często z ekranu.

Ambitną ciekawostką jest „Tryb wyzwań”, który do gry wprawdzie nie wnosi niczego rewolucyjnego, jednak będzie prawdziwą rękawicą rzuconą w twarz wszystkim fifowym wyjadaczom. Trafiamy na głęboką wodę – na przykład w połowę przegrywanego 0:3 meczu – gdzie musimy poprowadzić zespół do zwycięstwa. Przeciwnicy są bezlitośni, poziom trudności zostaje nam narzucony, a kontekst często bywa dramatyczny niczym finał Ligi Mistrzów z 2005 roku (Liverpool-Milan z kapitalnym Jurkiem Dudkiem w bramce angielskiej drużyny).