Gry

Football Manager 2009 cz. 2

Realizm to także zmora dla wszystkich fanów łatwej i przyjemnej rozrywki. Niestety w wypadku takich produkcji jak FM 2009 poziom trudności utrzymany jest na dość wysokim poziomie. Trzeba zatem pamiętać o tym, by w miarę szybko nie zrazić się do zabawy – o czym doskonale wiedzą zaawansowani gracze, a i ci raczej nie będą mieli większych problemów.

W kwestii zarządzania klubem dzielnie wspiera nas wierny asystent, który poza swoimi znanymi z poprzednich edycji obowiązkami (typu organizacja sparingów) wzbogacił się o wiele przydatnych funkcji, a absolutnym strzałem w dziesiątkę są jego podpowiedzi w trakcie meczu. Wyraźnie zaznacza, którzy zawodnicy nie spisują się najlepiej, którzy maja jakieś problemy (np. brak znajomości języka), kogo warto zmienić – naprawdę jest to kapitalna sprawa i bardzo pomaga w prowadzeniu drużyny (oczywiście pod warunkiem, że jest to człowiek wykwalifikowany – w przeciwnym wypadku częstokroć jego osąd nijak ma się do rzeczywistej sytuacji).

Taki współpracownik wielokrotnie ratuje też skórę w obliczu monotonnych aspektów gry. Możemy go wysłać na przykład na konferencję prasową. Takie spotkanie z prasą to fajna rozrywka na samym początku, ale po 2-3 konferencjach okazuje się, że pytania są dokładnie takie same... i najlepiej wykpić się komunikatywnym asystentem. Bo lepszego rozwiązania dla takiego stanu rzeczy nie widzę.

Sam przebieg meczu trzyma się zasad realizmu, tradycyjnie wyniki „z kosmosu” to raczej rzadkość, ale ewentualne niespodzianki są jak najbardziej na porządku dziennym. Wirtualni piłkarze mają może jedynie nieco nadmierne problemy ze strzelaniem bramek, ale wiele niedogodności związanych z ich zachowaniem na murawie jest usuwane przez łatki.

W Football Manager 2009 bugów nie brakuje, jest ich całkiem sporo, niektóre nawet bardzo poważne (np. ciągły awans do pucharów tych samych zespołów), ale twórcy sumiennie pracują nad kolejnymi patchami, które – miejmy nadzieję – większość tych niedogodności zlikwidują (o ile jeszcze tego nie zrobiły).

Cieszy też spora aktywność fanów, to dzięki nim można dodać do gry na przykład dalsze klasy rozgrywkowe w Polsce.

Absolutną nowością i bez wątpienia najbardziej zauważalną w tym roku (a przecież Sports Interactive i tak przeprowadziło małą rewolucję w silniku) jest trójwymiarowy system przedstawiania spotkań. Do tej pory mieliśmy jedynie widok 2D („biegające kropeczki”) i komentarz tekstowy.

Tryb trójwymiarowy to niewątpliwy krok naprzód w historii serii, a do tego daje dużo ciekawych możliwości – między innymi wychwycenie złej postawy zawodników, czego z kolei równie dobrze nie oddają ani ich „oceny” ani podpowiedzi asystenta.

Animacja jest przyzwoita, choć na komputerach o słabszej konfiguracji sprzętowej zdarzają się zacięcia. Mimo drobnych niedociągnięć nowy patent jest w Football Managerze zdecydowanie rzeczą przydatną i atrakcyjną, choć na pewno wizualnie sporo brakuje mu do tego, co oglądamy w FIFA Manager 09 (ale o tym później).

Wśród bardzo licznej i dość konserwatywnej społeczności fanów menedżera od Sports Interactive, opinie na temat najnowszej części popularnej serii były bardzo podzielone. Wielu z nich podeszło krytycznie do odsłony markowanej rocznikiem 2009.

Bez wątpienia nie wszystkie obietnice twórców zostały spełnione, jakość polonizacji jest bardzo przeciętna - a już kwintesencją są konferencje prasowe, na których często w ogóle nie wiadomo o co chodzi.

Z drugiej jednak strony, w ciągu kilku sezonów spędzonych z Interem Mediolan i Wisłą Płock, bawiłem się kapitalnie. Wróciły te czasy, kiedy o drugiej w nocy w domach całego osiedla było słychać donośne bardzo słowa  - gdy w ostatniej minucie przegrywaliśmy puchar kraju ;) - czy niesiony emocjami biegałem po całym pokoju w trakcie rozgrywania finału Ligi Mistrzów.
I mimo wszystkich niedoskonałości, zabawa była znakomita, wiele nocy minęło nim zdążyłem się znudzić, a futbol na dobre zagościł w moim pokoju. Za to – rokrocznie, niezmiennie – Sports Interactive dziękuje.