• benchmark.pl
  • Gry
  • Recenzja Hitman III – zabójcze zwieńczenie trylogii i… powitanie nowej generacji
Recenzja Hitman III – zabójcze zwieńczenie trylogii i… powitanie nowej generacji
Gry

Recenzja Hitman III – zabójcze zwieńczenie trylogii i… powitanie nowej generacji

Jakub Jakubowicz | Redaktor serwisu benchmark.pl
7 komentarzy Dyskutuj z nami

Hitman III jest jednym z pierwszych dużych tytułów, które ukazują się na konsole nowej generacji, i robi, co może, żeby ukazać pełny potencjał świeżutkiego sprzętu. Ale nie tylko tym porwała nas trzecia część odświeżonych przygód Agenta 47. Oto nasza recenzja!

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4,7/5
Plusy

- miejscami zniewalająca estetyka,; - olbrzymie piaskownice dające mnóstwo możliwości do morderczej zabawy,; - świetny klimat lokacji,; - różnorodność map,; - ciekawe mini-historie w ramach misji przygotowane przez twórców,; - duża swoboda działania i własnego planowania zadań,; - imponująca regrywalność.

Minusy

- pretekstowa fabuła,; - niedoskonała sztuczna inteligencja przeciwników,; - brak nowego trybu Sniper Assassin,; - brak większych zmian względem poprzednich części.

Hitman III, czyli nie zmienia się zwycięskiego składu

Ostatnie lata dla Agenta 47 były wyboiste (starczy wspomnieć o zamieszaniu, jakie wiązało się z odcinkową formułą Hitmana z 2016), ale koniec końców droga obrana przez IO Interactive doprowadziła twórców do naprawdę smacznego zwieńczenia ich nowej trylogii.

Czteroletnia podróż po świecie zabójstw (jeśli tak można przetłumaczyć World of Assassination) zakończyła się z przytupem, choć wszystkich, którzy oczekiwali rewolucji z prawdziwego zdarzenia, spotka pewne rozczarowanie. Deweloperzy nie zmieniają zwycięskiego składu i w zasadzie jedynie rozwijają to, co wypracowali w ramach ostatnich dwóch tytułów z łysym cynglem w roli głównej. Ale czy jest w tym coś złego? W końcu otrzymujemy jeszcze raz to samo przepyszne danie, tylko zaserwowane na nowy sposób. A konkretnie chodzi o sześć nowych map pokrytych grupą warstwą lukru, jaką jest oprawa graficzna na miarę high-endowych pecetów oraz PlayStation 5Xbox Series X.

Mnie Hitman III pozostawił z nutką niedosytu, ale też z pierwszorzędną zabawą na długie godziny, do której chce się wracać nawet po zakończeniu kampanii. Nie jest to zaskakujący fajerwerk na koniec cyklu, ale na pewno bardzo solidne zwieńczenie sumiennie zaplanowanego projektu. 

Można powiedzieć, że twórcy mocno zidentyfikowali się ze swoim bohaterem: przemyśleli swoje podejście w najmniejszych szczegółach, metodycznie realizowali swój zamysł , dopięli celu, a teraz wolnym krokiem schodzą ze sceny. Ja natomiast mam przyjemność recenzować ich dzieło. Bo tak – to prawdziwa przyjemność!

Hitman 3 - uliczki Chongqing

A oto, co, między innymi, sprawiło nam sporą frajdę w Hitman III:

  • łażenie po ścianach dubajskiego drapacza chmur
  • udział w chińskim eksperymencie z kontrolą umysłu
  • serwowanie zatrutych drinków w niemieckiej dyskotece
  • zabawa w Sherlocka Holmesa w angielskiej posiadłości
  • ...oraz, oczywiście, duszenie garotą, topienie w sedesie, rażenie prądem i wiele, wiele innych "radosnych" aktywności

Fabuła jak fabuła, ale patrzcie na ten parkiet!

Otwarcie kampanii Hitmana III to prawdziwe Hitchcockowskie trzęsienie ziemi. A może lepiej powiedzieć, że scena żywcem wycięta z filmu o Bondzie czy innego Mission Impossible. Niestety, później ta hollywoodzka formuła schodzi na dalszy plan i fabuła staje się tym, czym była w poprzednich dwóch częściach – ledwie pretekstem do zabawy w morderczych piaskownicach.

Każdą z misji poprzedza wprawdzie bardzo efektowne wprowadzenie, ale bardziej chce się podziwiać je od strony wizualnej, niż zastanawiać nad tym, kogo likwidujemy i po co. Jeśli chodzi o pozostałe przerywniki filmowe, to niektóre bywają lepsze, inne gorsze, ale, niestety, niemal wszystkie cechują się charakterystyczną dla serii przegadaną „bylejakością”.

No, dobrze, ale przecież nie o historię chodzi w Hitmanie. Ona zawsze była tylko skleconą tyle o ile ramą, w którą oprawiono rewelacyjne mapy. I te ostatnie naprawdę robią wrażenie. Zanim przejdę do ich szczegółowego omówienia, powiem tylko o tym, czym zachwyciły mnie od wejścia – a mianowicie swoją estetyką.

Hitman 3 - berlińska dyskoteka

Hitman III jest jedną z piękniejszych gier, w jakie przyszło mi grać w ostatnim czasie. No, i proszę, kto by pomyślał, że wyliniały staruszek z Rumunii   dostarczy wszystkim koronnego dowodu na moc przerobową konsol nowej generacji?

Nie mówię tylko o opadzie szczęki wywołanym ociekającym złotem hotelem w Dubaju, czy odbijającymi się w kałużach neonami chińskiej metropolii. Zachwycił mnie nawet drewniany parkiet w angielskiej posiadłości. Wierzcie lub nie, ale chyba przez dobre pięć minut chodziłem po nim w tę i z powrotem podziwiając zmieniające się w nim odbicia.

Widać, że twórcy bardzo chcieli pokazać, na co stać PlayStation 5 (bo akurat na tej platformie ogrywałem Hitmana) i w związku z tym każda lokacja to w zasadzie festiwal ray tracingu. Otoczenie pierwszorzędnie odbija się w szklanych ścianach i zroszonych deszczem ulicach, neony błyskają nad wejściami do knajpek, a lasery przecinają mrok zatłoczonego klubu.

No właśnie, bo skoro już mowa o tłoku – i tym Hitman III robi wrażenie. Wielokrotnie mamy tu do czynienia z naprawdę gwarnymi pomieszczeniami, przez które trudno przejść nie trącając tej czy innej osoby. Z jednej strony – to kolejna kryjówka dla Agenta 47, który w tłumie czuje się jak pirania w wodzie, z drugiej zaś – pokaz sprzętowych możliwości.

Wszystko to składa się też na rewelacyjny klimat poszczególnych lokacji. Rewelacyjny i bardzo różnorodny – od ciemnych uliczek chińskiego Chongqing po słoneczne stoki argentyńskich wzgórz. Te miejsca po prostu chce się eksplorować i odkrywać ich sekrety, które później mogą posłużyć za narzędzia do zaplanowania zbrodni doskonałej.  

Hitman 3 - angielska posiadłość

Grabki, wiaderko i garota

W Hitmanie III można, oczywiście, wyciągnąć spluwę i pruć do kogo popadnie, ale wiadomo, że nie na tym polega zabawa ani w ostatniej odsłonie serii, ani w żadnej innej. To tytuł dla cierpliwych i sumiennych fachmanów, którzy najpierw będą przez pięć godzin łazić po mapie i główkować, zanim ostatecznie zrealizują swój misternie przygotowany plan w jakieś pięć minut.

Oj, tak, ci pedanci świata zabójców znajdą w Hitmanie III to, co lubią najbardziej! Natomiast dla innych też znajdzie się co nieco, bo większość map w ramach kampanii została opatrzona takimi mini-historyjkami („mission stories”), które prowadzą nas przez przygodę niemal jak po sznurku. Starczy tylko przedrzeć się od jednego znacznika do drugiego i realizować podsuwane przez twórców podpowiedzi.

Dla jednych będzie to autostrada prowadząca przez dżunglę nowych przygód Agenta 47, dla innych zaś – ledwie przystawka przed głównym daniem, jakim będzie powtarzanie misji w zgodzie z własnym, autorskim zamysłem gracza.

Hitman 3 - klimatyczne lokacje

Niezależnie jednak od tego, czy jesteśmy starymi hitmanowymi wygami, czy świeżakami liczącymi przede wszystkim na wartką akcję, opłaca się poświęcić trochę czasu tym zaprojektowanym przez twórców opowiastkom. Zwłaszcza, że niektóre z nich zostały pomyślane naprawdę ciekawie. 

Wspomnę tylko o bodaj najciekawszej dla mnie opcji, którą było podszywanie się pod inspektora policji w angielskiej posiadłości w Dartmoor. Nagle znana mi dobrze formuła Hitmana zamieniła się w coś na kształt gry o Sherlocku Holmesie, w której szukając dowodów i przesłuchując podejrzanych musiałem przeprowadzić śledztwo z prawdziwego zdarzenia.

Ale nawet poza tymi historiami przygotowanymi przez twórców, każdy znajdzie tutaj, oczywiście, przestrzeń do własnej inwencji. Już od wejścia daje ją na przykład mapa z berlińską dyskoteką. Nie tylko musiałem tu sam zlokalizować aż pięć celów do eliminacji, ale też samodzielnie wykombinować, jak je zlikwidować w wypchanym imprezowiczami klubie.

Hitman 3 - zabawa w Sherlocka Holmesa

No, i są oczywiście drugie, trzecie, dziesiąte podejścia do tej samej piaskownicy… Tak, tak, w tym Hitmanie, podobnie jak w poprzednich, twórcy kładą spory nacisk na tak zwaną regrywalność. Już na pierwszy rzut oka widać, że jedno przejście kampanii uchyla ledwie rąbka wszystkich możliwości.  Później, przy kolejnych próbach, możemy, oczywiście modyfikować miejsce, w którym rozpoczniemy misję, w jakim przebraniu znajdziemy się na początku i jaki ekwipunek ukryjemy w tym czy innym schowku.

Do tego dochodzą też kontrakty, które możemy tworzyć sami w ramach dostępnych lokacji i zwrotnie korzystać z misji przygotowanych przez innych członków społeczności. Niestety, w Hitman III nie uświadczymy na razie nowych map dla zadań snajperskich. Jest wprawdzie taka zakładka w menu, ale pod nią odnośniki do trzech map z „dwójki”, które tylko zachęcają do zakupu edycji gold tamtej części (i co gorsza, nie jest to jedyne takie miejsce w menu, gdzie namawia się nas do nabycia poprzednich odsłon).

Być może dostaniemy trochę więcej zawartości w późniejszym czasie. Twórcy już teraz zapowiadają nieuchwytne cele, które mają prędzej czy później pojawić się w Hitmanie III. Natomiast wiemy już na pewno, że żegnamy się z wieloosobowym Ghost Mode – niestety, seria o Agencie 47 na razie pozostanie przede wszystkim doświadczeniem dla pojedynczego gracza.

Ale tak czy inaczej, atrakcji nie brakuje w nowym Hitmanie. Nie należy więc zrażać się tym, że map jest tylko sześć (nie licząc tutorialu), bo tak naprawdę to gigantyczne piaskownice, do których chce się wracać po to, by układać w nich kolejne mordercze opowieści – tym razem już własnego autorstwa.

Hitman 3 - skok spadochronowy

Hitman III – czy warto kupić?

Hitman III nie jest grą doskonałą i nie jest grą dla każdego. To pewnie truizm, ale ci gracze, którzy chcą sobie przede wszystkim postrzelać i liczą na akcję w stylu serii Uncharted czy Call of Duty tutaj tego nie znajdą. Natomiast fani główkowania, którzy po poprzednich dwóch częściach serii wciąż mają niedosyt nowych „miejscówek” do knucia morderczych planów, tutaj otrzymują to , co lubią najbardziej.

Może trochę szkoda, że twórcy, mimo wszystko, trochę bardziej nie pogrzebali przy tym zwycięskim składzie. Dało się przecież nieco poprawić interfejs czy sterowanie, dodać ciut sztucznej inteligencji nie zawsze błyskotliwym przeciwnikom czy tu i ówdzie podrasować modele postaci.

Nie zmienia to jednak faktu, że mimo tych wszystkich (drobnych, w ostatecznym rozrachunku) minusów, Hitman III ze swoimi monstrualnymi lokacjami i zapierającą dech w piersiach estetyką jest grą naprawdę bardzo dobrą… Więcej – zabójczo dobrą!

Hitman 3 - Dubaj

Ocena Hitman III

  • miejscami zniewalająca estetyka
  • olbrzymie piaskownice dające mnóstwo możliwości do morderczej zabawy
  • świetny klimat lokacji
  • różnorodność map
  • ciekawe mini-historie w ramach misji przygotowane przez twórców
  • duża swoboda działania i własnego planowania zadań
  • imponująca regrywalność
     
  • pretekstowa fabuła
  • niedoskonała sztuczna inteligencja przeciwników
  • brak nowego trybu Sniper Assassin
  • brak większych zmian względem poprzednich części
     
  • Grafika:
     dobry plus
  • Dźwięk:
     bardzo dobry
  • Grywalność:
     dobry plus

Ocena ogólna:

94% 4,7/5

Super Produkt

Grę Hitman III na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od polskiego wydawcy gry - firmy Cenega S.A.

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

Komentarze

7
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    maroo
    2:04 - Seicento? :D
    1
  • avatar
    taki jeden
    Ceny są jakby to powiedzieć...epickie. To chyba za wersję pudełkową z figurkami, mapami, gadżetami, dildo i co tam jeszcze.
    1
  • avatar
    John MacTavish
    Rozumiem ze w Polsce brak języka polskiego w grze nie jest uznawany za minus? Nie ma sie co dziwić ze polski konsument jest dymany na każdym kroku
    1
  • avatar
    greghostor
    Ja jednego nie rozumiem po co w tej grze są bronie? chodzi o to żeby to zrobić po cichu, na tym to wszystko polega. 250zł ... nara