Smartfony

Obudowa

Gdy opadły już emocje i na spokojnie przyjrzałem się obudowie Huawei ShotX nasunęły się dwa wnioski. Po pierwsze, choć w krajach azjatyckich ten smartfon otrzymał miano Honor 7i, to od siódemki wizualnie różni się pod każdym względem.

Po drugie, taki jakiś on niedzisiejszy. Nie twierdzę, że nie jest to konstrukcja nowoczesna, lecz na widok tych linii obudowy sprawił, że poczułem jakbym trafił do świata kilka lat temu. Jakbym gdzieś to już widział. Zaraz… tak, chyba coś z ajfona, a ten czytnik linii papilarnych na bocznej ściance…

Ale nie przesadzajmy z porównaniami. Huawei ShotX to ShotX i pod jednym względem jest niepowtarzalny. Mam na myśli jego odchylaną kamerkę, która mi przypomina peryskop, a została wymyślona po to by użytkownik nie musiał decydować, której kamerki użyć do selfie, a której do zdjęć. Wierzcie mi, niektórzy mają takie dylematy.

Nieco staroświecki wygląd Huawei ShotX wpłynął również na moje odczucia co do jakości wykonania. Tak naprawdę, jakości wykonania ShotX trudno coś zarzucić, niemniej nie jest tak nowocześnie jak w przypadku choćby Honora 5X, który przecież pochodzi z tej samej stajni.

Mój jest biały i ma bardzo szczegółowy ekran

W moje ręce trafił biały ShotX. Wolałbym niebieskiego lub złotego, ale to wyłącznie moje osobiste gusta.

Przedni i tylny panel są chronione warstwą szkła, niestety brak informacji jakiego typu ochronę zastosowano na tylnej ściance.

Przednią ściankę i ekran IPS LCD, wedle danych producenta chroni Gorilla Glass 3.

Tylna warstwa ochronna również wygląda na solidną, ale zaskoczyło mnie jej przycięcie i zaokrąglenie w miejscu gdzie znalazł się aparat. Burzy to jednolitą bryłę tylnej ścianki, ale skoro chcemy mieć obracaną kamerę, konieczne są kompromisy.

Skoro aparat jest jeden, to na przedniej ściance brak oczka obiektywu. Mamy jedynie sensor oświetlenia. Ramka wokół wyświetlacza ma jedynie 1 mm grubości. Sam ekran ma jeszcze 2 mm margines wokół aktywnej części, ale dopóki go nie włączymy jest to prawie niezauważalne.

To wrażenie doskonale uzupełnia się z pozytywną oceną jaką wystawiam ekranowi. Rozdzielczość 1920x1080 pikseli przy przekątnej 5,2” w pełni  wystarcza. I choć to nie QHD to obraz jest detaliczny, ma neutralną i przyjemną dla oka kolorystykę. Kąty widzenia są dobre, aczkolwiek musimy liczyć się ze spadkiem jasności.

Z kolei sama jasność ekranu, mniej więcej 450 cd/m2 przy maksymalnej mocy, jest w pełni satysfakcjonująca.

ShotX i jego peryskop

Obracany moduł kamery zintegrowano z podwójnym dwukolorowym LEDem, co oznacza, że również w konfiguracji selfie możemy skorzystać z mocniejszego doświetlenia niż tylko samym ekranem. O tej „korzyści” przekonałem się boleśnie, gdy błysnąłem sobie prosto w oczy.

Analiza modułu aparatu skłoniła mnie ku następującemu wnioskowi. Moduł jest solidny, zawias na którym się obraca podczas otwierania i zamykania nie wykazuje najmniejszych luzów, a więc raczej nie musimy się obawiać, że coś z kamerką się stanie. Przynajmniej zbyt szybko. Za to od strony wizualnej i tego jak zgrano moduł aparatu z resztą bryły smartfona, no cóż, mogłoby być lepiej.

Moduł aparatu po złożeniu wystaje ponad tylną ściankę. To nie przeoczenie inżynierów Huawei. Musimy przecież mieć za co zahaczyć palcem, a w praktyce paznokciem, by odchylić kamerę.

Obiektyw, a raczej cały aparat możemy zablokować w dwóch pozycjach. Zamknięty, czyli jako tylna kamera oraz otwarty, czyli uniesiony o 180 stopni, w pozycji do selfie. Oprócz tego możemy ustawić kamerę w dowolnej pozycji z odchyleniem od 30 do 150 stopni. Mniejsze lub większe odchylenie, sprawi, że moduł samoczynnie zatrzaśnie się w pozycji docelowej.

Korzyści z odchylanego aparatu są widoczne od razu. Nie tylko mamy ten sam świetny aparat również do portretów. Huawei ShotX pozwoli nam fotografować trzymając smartfon w najbardziej dla nas naturalnej pozycji, co dodatkowo wpływa na dyskrecję.

Trzy boczne ścianki

Podobnie jak w wielu innych produktach Huawei, na dole mamy symetrycznie rozmieszczone kratki. Za jedną ukryto głośnik (dwie kratki są dla zachowania efektu estetycznego), a za drugą mikrofon. Pomiędzy umieszczono port micro USB. Jest dość ciasny, dlatego podłączając kabelek nie należy się siłować, a skierować go na wprost portu.

Na górnej ściance mamy złącze słuchawkowe, dodatkowy mikrofon i wspomniane „zaburzenie” jednolitej krawędzi w postaci zawiasu aparatu.

Prawa ścianka pomieściła przyciski głośności, przycisk włączania i dwa sloty na karty nanoSIM. Jeden można wymiennie potraktować jako slot karty pamięci.

Czwarta ścianka i czytnik linii papilarnych

Zauważyliście, że nic nie pisnąłem o czytniku linii papilarnych omawiając tylną ściankę? Był ku temu powód. Druga, oprócz obrotowego aparatu, rewolucja, być może jeszcze istotniejsza, bo dotycząca każdego użytkownika, to nowy czytnik linii papilarnych na lewej ściance obudowy.

Zapewni on komfortowe odblokowywanie smartfona, spełni rolę fizycznego spustu migawki. W tym drugim przypadku nie trzeba definiować wzorca linii papilarnych. Czytnik reaguje na dotyk dowolnego palca. Na tym nie koniec zalet czytnika - pozwoli także odebrać nadchodzące połączenie, wyłączyć alarm czy autoryzować dostęp do zastrzeżonego obszaru pamięci (Sejf).

Podobną technologię czytnika linii papilarnych znajdziemy z Sony Xperia Z5, ale trzeba pamiętać, że to Shot X (znany wtedy jako Honor 7i) wprowadził tę innowację. Decyzja o przeniesieniu czytnika na boczną ściankę, jest dla mnie ze wszech miar słuszna.

Przycisk działa r e w e l a c y j n i e. Znajduje się w miejscu gdzie palec naturalnie podąża. Jest bardzo czuły (czasem nawet może za bardzo), a reakcja sprzętowa natychmiastowa. Moim zdaniem najlepsza wśród czytników linii papilarnych, które instaluje się w smartfonach.

Co jeszcze znajdziemy w pudełku

Huawei zapakował ShotX w swoim stylu. W ładne pudełko, którego zawartość wysuwamy niczym szufladę. W dodatkowych papierowych opakowaniach znalazła się prosta instrukcja użytkownika, ładowarka 2A, douszne słuchawki z mikrofonem i szpikulec do wysuwania tacek na karty SIM.

Dołączone słuchawki spełnią swoją rolę jako podstawowe akcesorium, lecz miłośnicy lepszego brzmienia, a przede wszystkim wygody w uszach, od razu pomyślą o ich wymianie na coś lepszego.