
PlayStation 5 zyskuje kolejny duży tytuł w swojej bibliotece. Saros studia Housemarque to gra, która wymaga od gracza dużej uwagi. Zapraszam na recenzję tego nowego tytułu.
“Szykuje się gra roku”, “to może być najlepsza gra tego roku”. Mniej-więcej takie głosy można było napotkać w sieci w ostatnich tygodniach w kontekście gry Saros studia Housemarque. I przyznam szczerze - im dłużej czytałem o tym tytule, tym bardziej zaczął mnie on intrygować. A w moim przypadku to wyjątkowo zaskakujące, bo generalnie rzecz biorąc - o wiele częściej sięgam po gry multiplayer. Tytuły singlowe to u mnie rzadkość i wybieram tylko te, które naprawdę bardzo mnie zaciekawią.
Saros - z tytułu, obok którego przechodziłem obojętnie i szybko zacząłem się nim bardziej interesować - stał się grą, od której nie mogłem się oderwać. Od dawna żadna gra nie pochłonęła mnie tak bardzo, jak Saros. Co więcej - Saros sprawił, że chętniej sięgałem właśnie po ten tytuł zamiast uwielbianych multiplayerów, w których spędziłem przynajmniej setki godzin.
Saros ma jakość wpisaną w DNA
Jeśli jakimś cudem o grze Saros nie słyszeliście i wydaje wam się, że jest to tytuł debiutującego studia, muszę wyprowadzić was z błędu. Ten tytuł ma solidny rodowód - jest bowiem następcą Returnal z 2021 r. (gra oceniona przez Metacritic na 86/100 punktów). Nie jest to wprawdzie kontynuacja fabuły, nie jest też sequelem. Sam mam problem ze zdefiniowaniem Saros - i uważam, że najlepiej traktować ją jako zupełnie odrębny byt. Z tym podejściem podszedłem do pierwszego (bardzo wyczekiwanego zresztą) ogrywania tytułu od Housemarque. Zapraszam do recenzji.
Carcosa czeka
Na plenecie Carcosa odkryto lucenit - cenny surowiec energetyczny, którym zainteresowała się korporacja Soltari. Wysłała więc grupę badawczą Eszelon I, a później kolejne - żadna z nich nie powróciła, a ponadto utracono z nimi kontakt. Brzmi intrygująco, co? Na tajemniczej planecie z cennym surowcem zdecydowanie “coś” przeszkadza w jej eksploracji. Ale co to jest konkretnie i co wydarzyło się na Carcosie z misjami Eszelon? To zadanie dla Arjuna Devraja - czyli żołnierza, w którego postać wciela się gracz.
Przygoda Devraja na obcej planecie zaczyna się od krótkiego samouczka w ogromnych jaskiniach. To tutaj poznamy większość mechanik i uświadomimy sobie, że kolejne godziny spędzone przed ekranem będą wymagać sprawnych palców. Carcosa szybko zweryfikuje graczy nastawionych na powolne i taktyczne rozprawianie się z przeciwnikami zza ukrycia. Tutaj nie ma na to miejsca.
Twórcy wykonali kawał dobrej roboty
Fabuła w Saros jest według mnie wciągająca od samego początku - a to dlatego, że w pierwszych chwilach po pojawieniu się Devraja na Carcosie, gracz nie wie, czego spodziewać się w kolejnych lokacjach. Z każdą kolejną minutą świadomość rośnie. Carcosa zdaje się odkrywać karty, ale robi to bardzo powoli i ostrożnie, pozwalając na własne analizy i domysły.
Temu podeściu bez wątpienia pomaga świat - i to, jak jest zbudowany. No bo przecież mamy tutaj do czynienia z grą typu roguelike. Oznacza to, że zaczynając wyprawę z bazy Soltari, przemierzamy kolejne odległości, aby ostatecznie zmierzyć się z bossem. Problem jednak w tym, że zanim do tego bossa dotrzemy - trzeba pokonać kilka biegów. A te biegi to w zasadzie ponowne wyjście z mapy i pokonanie drogi do celu. W tym rzecz jednak, że mapa w Saros zmienia się przy każdym biegu. Bardzo podoba mi się to rozwiązanie i jeszcze bardziej potęguje towarzyszące od pierwszego uruchomienia gry dywagacje na temat tego, co na tej planecie się u licha dzieje.
Przyznam też, że biomy w Saros są wybitnie imponujące. Nie pamiętam, kiedy ostatnio podczas jakiejkolwiek gry postanowiłem zatrzymać się w biegu i rozejrzeć wokół postaci, podziwiając ogrom tych wszystkich otaczających Arjuna budowli, bezkresu gór etc. Gołym okiem widać, że twórcy włożyli ogrom pracy, aby planeta wyglądała tak dobrze.
Poruszanie się po Carcosie to jak podziwianie choreografii w najlepszym teatrze. Tutaj każdy element zasługuje na chwilę uwagi, każda część świata jest zadbana.
Saros zachęca do tego, aby Carcosę pokonywać w szybkim tempie, ale z drugiej strony - daje kilka okazji, aby na chwilę odetchnąć, zatrzymać się i obejrzeć otaczający Devraja świat. Wspomniane tempo gry narzuca system walki i jego dynamika.
Sam na początku miałem chwilowy problem, aby przywyknąć do tego, jak prowadzić pojedynki w Saros, bo moje ostatnie gamingowe przygody toczą się w dużej mierze wokół tytułów, które zachęcają do powolnej rozgrywki. Carcosa daje natomiast solidną dawkę emocji, kiedy tylko na ekranie pojawia się kilku przeciwników.
Devraj może walczyć z kilku różnych rodzajów broni (w tym pistolety, karabiny, strzelby), które oczywiście można modyfikować wraz z pokonywaniem kolejnych biegów. Poza tym dysponuje jeszcze ważnymi narzędziami defensywnymi - tarczą oraz szybkim unikiem. Pierwsza z nich to coś, z czym każdy gracz Saros musi się zaprzyjaźnić, bo nie dość, że ochrania ona przed naprawdę intensywnymi atakami (szczególnie podczas walk z wieloma przeciwnikami), to dodatkowo ładuje dodatkowe tryby w broniach. Szybkie uniki to kolejna rzecz, bez której trudno przetrwać na Carcosie.
Wybór broni w Saros jest naprawdę pokaźny. Podoba mi się również szereg modyfikacji do broni. Nie jest to jednak klucz do zwycięstwa w walce, bo równie ważnym aspektem pozostają umiejętności unikania ataków przeciwnika
Saros nie jest więc grą, która pozwoli na przejście fabuły w szybkim czasie, gdzie walki z przeciwnikami są tylko dodatkiem. Tutaj te walki zdarzają się w zasadzie na każdym kroku, a więc w jednym, w średnio ok. 30-minutowym biegu, wpakujemy na pewno tysiące pocisków we wrogów.
Same umiejętności sprawnego celowania w przeciwników nie są na Carcosie aż tak kluczowe - szczególnie, że wspomaganie celowania w tej grze działa bardzo dobrze. Równie ważne, jeśli nawet nie ważniejsze, jest to, jak gracz broni się przed atakami. Wspomniałem wcześniej, że służą temu przynajmniej dwie mechaniki - tarcza pochłaniająca niebieskie “kulki” oraz uniki. I właściwie to one są najważniejsze, bo na strukturę mapy raczej nie ma co liczyć.
Pola walki na Carcosie są naprawdę duże i ukrywanie się za filarami i tego typu elementami - jest raczej bezsensowne. Gracz wcielający się w Devraja musi szybko reagować na to, co dzieje się wokół niego i błyskawicznie używać tarczy i odskoku.
Czy jednak takie połączenie i sposób prowadzenia walki sprawia, że przeciwnicy są trudni do pokonania? Uważam, że producent naprawdę doskonale ustawił w Saros balans w systemie walki. Przeciwnicy na Carcosie absolutnie nie należą do łatwych, to bez dwóch zdań. Nie są to jednak tak trudne pojedynki, aby każdy bieg kończyć po pierwszych 2-3 lokacjach z przeciwnikami.
Osobiście jednak bawiłem się naprawdę znakomicie podczas walk. Poziom trudności przeciwników zmusza do tego, aby z głową podchodzić do wyboru broni - ale też połączyć to ze swoimi preferencjami. Raczej nie należy nastawiać się na to, że wybierając sobie jeden ulubiony pistolet - z nim przebrniemy całą grę.
Będąc jeszcze w kontekście walk i systemu modyfikacji - Saros pozwala oczywiście ulepszać postać w drzewku rozwoju. Opiera się ono o zebrany w każdym biegu lucenit (rozwijamy też biegłość). Im więcej go mamy - tym więcej modyfikacji możemy “kupić”. Oczywiście jednak można to zrobić tylko w bazie, a więc po każdym zakończonym biegu.
To, co jeszcze jest istotne z punktu widzenia tego, jak przyjemnie będzie się pokonywać kolejne biomy - to podręczny komputer z samouczkami i informacjami o wszysktich elementach gry. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się on być bardzo opasły i pełen treści, w które nie chce się zagłębiać, to opis każdego elementu gry jest tutaj naprawdę czytelny, zrozumiały. Warto więc usiąść do niego i przebrnąć przez każdą zakładkę, żeby nie wytracać tempa rozgrywki, kiedy po kolejnych biegach zaczniesz się zastanawiać, jak działają czerwone kulki przeciwników.
Ale… jak się w to gra? Saros - opinia
Pozwolę sobie w tym akapicie przejść do (moim zdaniem) najważniejszego elementu recenzji. Pominę omawianie mechanik, rozpływania się nad tym, jak wspaniale zaprojektowane są szczegóły na Carcosie i najzwyczajniej w świecie opowiem o tym, jak gra się w Saros.
Przede wszystkim więc Carcosa zachwyciła mnie tym, jak wygląda ta planeta. Czapki z głów dla Housemarque za to, jak zaprojektowano każdy detal tego tajemniczego miejsca. I wspominam o tym dlatego, że generalnie w roguelike moim zdaniem to właśnie ten element jest jednym z kluczowych. Jeśli świat, po którym porusza się bohater jest wciągający, to i cała gra potrafi pochłonąć do reszty. I Carcosa sprostała temu wyzwaniu w 100 procentach. Saros wygląda obłędnie. Świat zachęca do tego, aby mu się przyglądać i zwracać uwagę na szczegóły. Wszechobecny półmrok z przebijającym niekiedy słońcem to coś, czego efektu nie da się oddać na screenie lub nagraniu - w ten cyfrowy świat trzeba wejść i oddać mu się do reszty.
A to oddawanie się wcale nie będzie takie trudne, bo sposób prowadzenia rozgrywki potrafi sprawić, że siadając przed ekran o godzinie 21, po 30 minutach zobaczymy na zegarku… północ. Devraj wręcz “płynie” przez Carcosę, a każdy bieg - stosunkowo krótki, bo ok. 20-30 minutowy, to doskonała okazja, aby włączyć tę grę na krótką gierkę, która pochłania do tego stopnia, że z krótkiego posiedzenia robi się kilkugodzinna rozgrywka. I upływu tego czasu naprawdę nie czuć.
Miałem na początku rozgrywki obawy, czy aby na pewno Saros nie zmęczy mnie swoim poziomem rozgrywki. I mam tu na myśli pojedynki z przeciwnikami i bossami. I rzeczywiście - walki nie są proste. To nie jest gra, w której wystarczy stanąć za ścianą i w 5 sekund pożegnać się z falą przeciwników, a bossa pokonamy przy pierwszym podejściu bez otarcia czoła z potu. Saros jest wymagającą grą, ale nie do tego stopnia, aby walki wywoływały wrażenie niemożliwych do wygrania.
Bardzo podoba mi się również to, że choć Saros stawia na wymagające pojedynki, to fabuła nie jest tutaj dodatkiem, a integralną częścią składającą się na naprawdę genialną grę. Ruszając w kolejny bieg, aż chce się poznać kolejne zagadki tej tajemniczej planety, a jednocześnie dotrzeć do następnego biomu, bo stanąć w pojedynek z ogromnym bossem i z gracją baletnicy - unikać dziesiątek fal ataków, a w międzyczasie znaleźć chwilę na oddanie kilku celnych strzałów w przeciwnika.
Podsumowując więc - Saros to moim zdaniem jedna z najlepszych gier, w jaką dane mi było zagrać. I jestem naprawdę zszokowany tą deklaracją, bo - jak już wspomniałem - gustuję raczej w innych gatunkach. Nie mogłem jednak oderwać się od tego tytułu i niech to będzie najlepszym podsumowaniem. Kiedy tylko odkładałem pada po kilku biegach i wracałem do innych zajęć, nie minęło nawet 30 minut, a już z powrotem siedziałem na fotelu wpatrzony w słońce nad Carcosą. A wszystkiemu temu towarzyszyła naprawdę genialna oprawa dźwiękowa.
Plusy
- świetna oprawa graficzna i dźwiękowa
- wymagający i bardzo przyjemny system walki
- pojedynki z przeciwnikami zajmują niekiedy dłuższą chwilę, ale są satysfakcjonujące
- interesująca fabuła - zagadkowa historia Carcosy
- możliwość obniżenia poziomu rozgrywki, jeśli pojawi się taka potrzeba
- progresja w grze sprawia, że trudno oderwać się od ekranu
- pojedyncze biegi zajmują ok. 20-30 minut - gra się nie dłuży
- świat zmienia się w kolejnych biegach w jednym biomie
Minusy
- samouczek i czytanie porad w grze jest bardzo ważne
- wybory broni wymagają zaangażowania w grę - nie można podnosić wszystkiego bez wczytywania się w statystyki
- niewielka pula przeciwników
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę PlayStation. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wyglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)




Komentarze
0Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!